ACTA la vista baby…

Drukuj

W sieci wszyscy kradną. Anonimowo i bezkarnie. Nie ma to nic wspólnego z wolnością, anarchizmem, wymianą dóbr i walką z systemem. Sieć stanowi w gruncie rzeczy społeczność anonimowych złodziei i jeden z najbardziej zafajdanych systemów, jaki człowiek do tej pory stworzył.

http://www.flickr.com/photos/kancelariapremiera/6750152549/sizes/m/in/photostream/
by Kancelaria Premiera

Kradnę

Nie kopiowałem nigdy płyt, choć moi znajomi i przyjaciele mają na półkach tysiące „piratów”, których to kolekcji często zazdrościłem. Zacząłem kraść późno i, jak każdy złodziej, z konieczności, zdefiniowanej przez okoliczności.

Od jesieni obejrzałem na YouTube, Seans TV itp. kilkadziesiąt filmów, nie płacąc za to ani grosza; byłem sam daleko od domu i kradłem wieczorami tak dużo, jak się dało. Oczywiście kradłem też muzykę. W tym wypadku nie byłem do końca pewny, czy rzeczywiście uprawiam złodziejstwo za każdym razem, bo część utworów na YouTube była skutecznie blokowana, jednak większość ― nie. Odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak jest, nie szukałem, kierując się przekonaniem, że artyści, z natury są kapryśni i niekonsekwentni. Byłem zachwycony tym, że mogę posłuchać piosenek,  o których istnieniu, bywało, już zapomniałem.

Na początku złodziejstwo mi się podobało, wszak kradzione w sadzie jabłka też smakują, kiedy się nimi zajadamy po raz pierwszy. Smaku nie psuł mi nawet fakt, że kradnąc sam pozwalam się okradać, bo mniej więcej w tym samym czasie, kiedy wszedłem do społeczności złodziei, napisałem kilka piosenek dla popularnego zespołu dance. Pozwalam też kraść synowi, przyzwalam na kradzież żonie; ich emeptrójki są jak wór złodziejaszka.

Zgoda na złodziejstwo w sieci jest bowiem tak powszechna, że zarówno zdrowy rozsądek, jak i moralność muszą w starciu z siecią przegrać.

Piszę piosenki

Czy wiecie, jak się pisze piosenkę? Otóż autor słów zwany kiedyś tekściarzem, dzisiaj naiwniak, który z powodu złodziei w sieci nie otrzyma za swoją pracę prawie nic, dostaje od muzyka tak zwany zaśpiew (np. w bla blanym angielskim, czyli takim, gdzie ani słowa nie muszą mieć sensu, ani o gramatyce nikt nie słyszał). Trzeba znaleźć temat i w nieprostym, z racji niewielkiej ilości krótkich, jednosylabowych wyrazów,  języku polskim napisać tekst, tak, żeby doskonale pasował do przesłanej tekściarzowi muzyki.

Dobrze jest mieć słuch, bo i sylaby, i akcent muszą się idealnie zgadzać. Do tego rymy, puenta, może jakiś zaskakujący wers, który wejdzie do języka codziennego.

Nawet jeżeli piosenkę pisze się godzinę, może jeden dzień, to przygotowanie do jej napisania trwa lata.

Trzeba czytać, bardzo dużo czytać, słuchać  i mieć odrobinę talentu.

Wiecie dlaczego kiedyś dla gwiazd polskiej piosenki pisali Kofta, Przybora, Osiecka, Loebl, Mogielnicki, Cygan, Kondratowicz…? Bo nie mieli do czynienia z setkami tysięcy złodziei, którzy dzisiaj nie mają zamiaru wydać jednorazowo choćby dziesięciu groszy, żeby zapłacić za pracę tekściarza (pamiętajmy: artysta, autor tekstu i producent płyty, biorą od nas pieniądze raz, bo słuchać kupionej płyty możemy przez następne lata setki razy).

Czy wiecie, jak trudno jest skomponować melodię, która jest choćby odrobinę świeża? Nie wiecie?

Dlatego często słuchacie piosenek, których nikt nie jest w stanie zaśpiewać z tekstami tak grafomańskimi jak wypociny gimnazjalistki. Na to właśnie sobie zasługujecie: wy, oburzeni i zbuntowani hakerzy od siedmiu boleści (każdy z was jest przecież Neo, chociaż nikt z was nie potrafi wiele więcej niż proste wytnij wklej-prawda?).

Rok temu napisałem kilka dobrych piosenek do bardzo fajnych melodii, ale zespół, dla którego to zrobiłem, wciąż nie wydał płyty. Wiecie dlaczego? Bo kilka minut po tym, jak efekt ich i mojej pracy ujrzy światło dzienne, wy, podskakujący z oburzenia na demonstracjach, wrzucicie ją do sieci i będziecie kraść, kraść, kraść…, podczas gdy wydanie płyty, pomijając już pracę twórczą, kosztuje dużo pieniędzy.

Dlaczego polskim zespołom bardziej opłaci się grać na jarmarkach, festynach i sylwestrach niż pracować nad nowymi hitami? Ponieważ muszą na siebie zarabiać , odłożyć na emeryturę i na czarną godzinę, bo gdy artysta straci na przykład głos, nie będzie w stanie utrzymać się z muzyki. Wiecie ile przebojów mają na koncie w wolnej Polsce takie legendy piosenki jak Maryla Rodowicz, Edyta Geppert i im podobne? Żadnych! A ile ma Justyna Steczkowska, czy Edyta Górniak: jeden, góra dwa. To przypadek?

Otóż nie. To system, który zawdzięczamy pokoleniu złodziei i nieudaczników.

To system, w którym artystów okrada się pod płaszczykiem obrony wolności, sprawia, że Kora Jackowska musi chałturzyć w „Idolu” czy  „Must be the music”, choć jej genialne dokonania z lat PRL-u  powinny jej wystarczyć do godziwego, a nawet dostatniego życia.

Warto też wspomnieć o gigantycznych stratach, które za sprawą złodziejstwa w sieci ponosimy my wszyscy. Otóż każdy dochód z piosenki, wiersza, książki itd. byłby opodatkowany. Ale nie jest, bo go nie ma. Piosenka po jednym dniu nie ma już prawie żadnej wartości rynkowej, nie zwiększa PKB i nie zasila pośrednio np. systemu opieki społecznej. Jest to zasługa piratów.

Pokolenie wytnij wklej

Młodych ludzie, bombardujących spamem adresy pocztowe urzędów, , podskakujących na demonstracjach, kręci wszystko, co wiąże się z siecią, twardymi dyskami, modułami pamięci etc.. Sieć jest bogiem, który ma swoją religię, kapłanów i herezje . Wiadomo, że z wiarą, a zwłaszcza z jej z wyznawcami dyskusja jest trudna, jeśli nie niemożliwa.

Miliony ludzi na świecie urządziły sobie świat po swojemu, za nic mając prawa i moralność, a ponadto udało się tym milionom przekonać resztę , że na tym właśnie polega nowy wspaniały świat.

Jak jest naprawdę? Na początku swojego urlopu wychowawczego, mając nadmiar wolnego czasu,  próbowałem udzielać się na forum internetowym lokalnej „Gazety Wyborczej”. Wierzyłem w to, że Internet stał się rzeczywiście agorą XXI wieku.

Jakaż to wygoda, nie trzeba wychodzić z domu, żeby spotkać setki łodzian chętnych do rozmowy o swoim mieście. Na forum spotkałem także kilkudziesięciu anonimowych frustratów i chamów. Słowo znaczyło tam tyle, co nic. Można  było powiedzieć wszystko bez żadnych konsekwencji; zdanie można zawsze zmienić, podobnie jak nick. Dzisiaj jestem zuzanną88, fanką Korwina Mikke, jutro Patrykiem Vegą, który otwiera w Łodzi świetlicę Krytyki Politycznej. Każdy może być w sieci piękny i elokwentny; pierwsze należy sobie wyobrazić, drugie osiągamy za pomocą otworzonego dodatkowego okna i wyszukiwania w Wikipedii. Na forum łódzkiej „Gazety Wyborczej”, poza mną, nazwiskiem podpisywał się chłopak, który z własnej inicjatywy przygotował dla miasta program „100 kamienic”. Był to konkretny projekt, z którego można było jego autora rozliczyć (i, istotnie, w okrojonej formie, jest wdrażany w życie). Trzy czwarte wpisów  polegało na wzajemnym obrażaniu się, obrzucaniu wyzwiskami albo wyrażaniu dość bełkotliwych opinii. Tak wygląda  demokracja na forum i jego użytkownicy. Zbiera się na mdłości.

Co to ma w ogóle wspólnego z wolnością? Sieć jest w obecnej formule zalegalizowaną społecznością ludzi, którzy od jakiejkolwiek wolności uciekają iboją się jej. Chowają się w sieci przed rzeczywistością, w której trzeba dbać o swój wizerunek, gdzie trzeba najpierw coś przeczytać, żeby zająć stanowisko i gdzie zostaniemy rozliczeniu z niezrealizowanych obietnic, potknięć, niekonsekwencji, braku wiedzy i logiki.

Setki tysięcy młodych ludzi staje się w ten sposób awatarami, które żyją w świeci iluzji.

Sieciowi narkomani opanowali do perfekcji obsługę strzykawki, do tego sprowadzają się często ich umiejętności i kreatywność. Wytnij, wklej, kopiuj, ściągnij…

Jak nie wierzycie, to powiedzcie, ilu polskich Gatesów i Jacobsów mamy dzięki upowszechnieniu sieci i fascynacji nią? Żadnych.

Wiedza, informacja, a może polska bieda?

Nie wierzę w to, że aktywiści anty ACTA bronią mnie przez Wielkim złym Bratem, który zabroni nam korzystać z wiedzy w sieci, nie pozwoli wymieniać się informacjami i, śledząc nas noc i dzień, na koniec zamknie w więzieniu.

Nikt nie zabroni mi dzielić się moim dorobkiem z innymi,(napisałem, samodzielnie, niezłą pracę o polityce Thatcher wobec pierestrojki-chętnie ją darmo udostępnię) ani wymieniać się informacjami i nikt, także na Zachodzie, nie będzie bawić się w Wielkiego Brata (który przypomnijmy, bo nie wszyscy czytali, był synonimem totalnej i realnej władzy nad jednostką).

Aktywiści anty ACTA  bronią darmowego dostępu do efektów czyjejś pracy i wyrażają potrzeby ludu, który ma gdzieś zarówno indywidualne dobro i interes twórcy, jak i interes zbiorowy.

Ruch anty ACTA jest spadkobiercą peerelowskiej mentalności przyodzianej w matrixowskie szaty .

Może więc należy jego zwolenników przekonać, że płyty, książki i bilety do kina, są drogie, bo tak nieliczni je kupują. Przestańcie kraść, kochani, a zobaczycie, że artyści będą sprzedawali wam swój dorobek znacznie taniej niż dziś.

Wyjdźcie wreszcie z domów, niekoniecznie tylko po to, aby protestować. Za drzwiami naprawdę nie czają się agenci w czerni i nie podgląda was Wielki Brat. Za to można tam spotkać drugiego człowieka. Prawdziwego! I to jest dopiero rock and roll!

Tymczasem złodziejskiej hydrze należy się strzał prosto w łeb; trawestując klasyka: ACTA la vista baby!

Czytaj również
  • http://www.mojeopinie.pl/stefan_kabat,20,1307169551 Stefan

    Skoro autor chętnie udostępniłby swoją pracę o Thatcher wobec Pierestrojki, to ja równie chętnie bym ją przeczytał :)

    A co do tekstu – argumentacja na pewno bardziej przekonująca, niż zmiana zdjęcia profilowego na Facebooku na maskę Guya Fawkesa… Choć trzeba powiedzieć, że w rzeczywistości internetowej płynność granicy między sytuacją, w której np. odsłuchujemy legalnie utworu a tą, w której faktycznie dopuszczamy się kradzieży bywa zbyt duża. Jak słusznie wspomniał autor – czemu, do licha, jeden utwór odsłuchać mogę, a drugi jest już zablokowany? Który z niezablokowanych jest takim ze względu na jego zgodną z prawem publikację, a który ze względu na przeoczenie przez właścicieli praw autorskich lub spryt internetowego złodzieja?

    Najważniejsze, że w tym samym Internecie, w którym roi się od złodziei, niemało jest też nad owym procederem dyskusji.

    • http://www.twoflies.com.pl Michał

      Praca O Thatcher: bardzo proszę podać adres: prześlę Panu.
      Żaden problem

      • http://www.mojeopinie.pl/stefan_kabat,20,1307169551 Stefan

        stefan_kabat@o2.pl

        Z góry dziękuję.

  • http://www.mojeopinie.pl/stefan_kabat,20,1307169551 Stefan

    Skoro autor chętnie udostępniłby swoją pracę o Thatcher wobec Pierestrojki, to niech to uczyni – ja równie chętnie bym ją przeczytał :)

    A co do tekstu – argumentacja na pewno bardziej przekonująca, niż zmiana zdjęcia profilowego na Facebooku na maskę Guya Fawkesa… Choć trzeba powiedzieć, że w rzeczywistości internetowej płynność granicy między sytuacją, w której np. odsłuchujemy legalnie utworu a tą, w której faktycznie dopuszczamy się kradzieży bywa zbyt duża. Jak słusznie wspomniał autor – czemu, do licha, jeden utwór odsłuchać mogę, a drugi jest już zablokowany? Który z niezablokowanych jest takim ze względu na jego zgodną z prawem publikację, a który ze względu na przeoczenie przez właścicieli praw autorskich lub spryt internetowego złodzieja?

    Najważniejsze, że w tym samym Internecie, w którym roi się od złodziei, niemało jest też nad owym procederem dyskusji.

  • Maciek

    Strasznie Pan spłycił temat.. Pracuję w branży IT, oprogramowanie jest jedną z rzeczy najczęściej kradzionych w sieci. Pan wrzuca wszystkich przeciwników ACTA do jednego worka, nie jestem „hakerem od siedmiu boleści” i zapewniam Pana, że potrafię sporo więcej niż „kopiuj-wklej” i…. ja też jestem okradany. Mimo to jestem zdecydowanym przeciwnikiem ACTA – dlaczego? Proponuję zapoznać się argumentami przeciwników. Zapewniam Pana, że nie protestują tylko Ci, którzy chcieliby bezkarnie kraść.

  • Filip

    Aah, ale liberte mnie zawiodło. Wklejam kopię komentarza z fb, który napłodziłem pod tym artykułem:

    1. Popieramy piractwo czy nie – jeśli ktoś czytał ACTA, wie – ,że jest tam kilkanaście bardzo

    kontrowersyjnych fragmentów pozwalających na karanie chociażby osób wymieniających markę krytykowanej firmy;

    na cenzurę prewencyjną(blokowanie strony, kont bankowych) z pominięciem sądu (nie mówiąc już o wielkich

    obciążeniach finansowych jakie z tego rodzą się zarówno dla webmasterów jak i dostawców internetu), płaceniu

    odszkodowań przez dostawców internetu za to, co robią użytkownicy korzystający z łącz. Przy pełnym

    immunitecie organów odpowiedzialnych za blokowanie.
    A od takich możliwości prawnych, już tylko pół kroku do blokowania treści antypaństwowych (z resztą

    faszystowskie i komunistyczne już się blokuje), a od tego zaś bliziutko do blokowania treści

    niepatriotycznych. Antyrządowych. I mamy Chiny/Iran/Ukrainę.
    Korzystał ktoś kiedyś z wifi w Indiach? U nich prawo antypodróbkowe usunęło wifi z 90% lokali, bo każdy

    użytkownik, żeby skorzystać, musi podać numer dowodu osobistego/paszportu, imie, nazwisko, miejsce

    zamieszkania, skan zdjęcia w księdze użytkowników. Żeby wiadomo było kogo w razie czego obwinić. No i nikomu

    się nie chce tego prowadzić, więc nie ma wifi. A wifi bez hasła nie ma już absolutnie w ogóle, bo

    udostępniający byłby obwiniony za to co robią użytkownicy.
    U nas z ACTA będzie tak samo.
    2. PIRACTWO TO KRADZIEŻ, nie ma co do tego wątpliwości.
    Ale już co do kwot, które rzekomo tracą firmy fonograficzne owszem.
    Człowiek wydaje mniej więcej stałą kwotę na rozrywkę. Czy to będą płyty, czy to będą koncerty, plakaty,

    koszulki etc; kwoty zarabiane przez twórców nie spadają.
    3. Skoro tak i skoro rozwój piractwa jest nie do powstrzymania (bo po 1sze wymagałoby to całkowitego

    zlikwidowania prawa do prywatności, a po drugie tempo rozwoju technologii wymiany danych jest coraz większe)

    to Twórcy powinni zmienić system zarobkowania: płyty udostępniamy za darmo, a zarabiamy na gadżetach,

    plakatach, koncertach. Nie na zasadzie, że powinni, bo i tak są bogaci, powinni bo to im się bardziej opłaca.
    Przykład: moja ulubiona kapela Marillion wydała parę lat temu 2 nowe płyty (i kilkanaście składanek ze

    starszych utworów) za darmo. Rejestrujesz się, dostajesz prawo do ściągnięcia utworów bądź na ich własny

    koszt przysyłają ci z Anglii cdka w kartonowym pudełeczku.
    Efekt zaskakujący: grupa wróciła na szczyt list przebojów w GB, a zwiększone dochody z koncertów i gadżetów

    fanowskich pozwoliły jej na stworzenie własnej wytwórni, uniezależnienie się od pośredników i zorganizowanie

    setek naprawdę ciekawych eventów.
    Innym wynalazkiem jest sprzedaż po każdym koncercie płyty z treścią tego koncertu, spersonalizowanej w pewnym

    sensie. I to również przynosi dużo większe niż klasyczna sprzedaż kiedykolwiek przynosiła zyski.
    4. Twórcy idą na łatwiznę.
    W swoim czasie kupiłem kilka oryginałów gier. I okazało się, że w końcu jest scrackowałem, bo nie dało się

    wytrzymać. Co 5 sekund trzeba było wpisywać kod, nie dało się zainstalować od nowa po formacie dysku, nic nie

    chciało śmigać bez każdorazowej autoryzacji w internecie. Nigdy więcej.
    Gdyby twórcy spróbowaliby uatrakcyjnić jakoś oryginalne produkty (dodając plakaty czy gadżety, nie

    zwiększając przy tym ceny ze 130 na 300zł z powodu kawałka papieru), zamiast sprawiać, że te oryginalne

    działają gorzej od piraconych, dałoby to znacznie większy wzrost dochodu niż awanturowanie się po sądach,

    sejmach itp.
    Z resztą wielu to robi – np Steam pozwala na bardzo tanie ściąganie gier i podsuwa różne pluszowe Headcraby

    etc i najwyraźniej ma się na tym świetnie. Inna metoda to reklamy w grach. Czemu nie? W końcu z jakiegoś

    powodu Zynga jest warta, tyle, ile jest.
    5. Piractwo wymusza rozwój, wzrost jakości. Przedtem kupowaliśmy gry, muzykę, filmy tylko w oparciu o

    kolorystykę okładki i recenzje z pisemek. Teraz możemy sami sprawdzić. I kupić tylko to co nam się naprawdę

    podoba.

  • Michał

    Panie Maćku! Panie Filipie!

    Konstytucja Rzeczpospolitej chroni prawo do prywatności; w tym i korespondencji.
    Takie metody organów ścigania, jak prowokacja itp. są pod kontrolą prawa i innych instytucji państwa.
    O tym jak Polska będzie stosowała zapisy ACTA decydujemy my sami (w dużym stopniu).
    A teraz do rzeczy:
    złodziejstwo w sieci jest powszechne-tak, czy nie?
    Ergo: Wielki Brat, którego boją się anty ACTA actywisten jest tylko możliwością (moim zdaniem to bzdura, ale mniejsza o); złodziejstwo w sieci-faktem.
    Argumenty skaczących na wiecach i popierających ich dziennikarzy/polityków sprowadzają się do jednego: to artysta ma się dostosować do faktu, że złodziejstwo jest powszechne, a nie internauci do przestrzegania prawa własności.
    Tymczasem:
    -to, czy na wydaniu płyty zarabia przede wszystkim korporacja (ryzykująca kapitałem przeznaczonym na produkcję i promocję), czy artysta, jest „problemem” artysty/twórcy, a nie internautów złodziei;
    -to, że chcemy mieć muzykę w formacie mp3, bo nośniki są małe itd., nie może być usprawiedliwieniem dla kradzieży, twórca ma coś co nam sprzedaje i on decyduje jak i za ile, my możemy kupić bądź nie-to się Panie Filipie nazywa umowa i jest fundamentem tej cholernej cywilizacji, podoba się to Panu, czy nie;
    -to że Fish oddaje swoją muzę za friko to jest sprawa Fisha (niech zarabia na gadżetach jego problem), są muzycy, którzy chcą swoją twórczość sprzedawać i wolą to od zarabiania na wizerunku;
    -to, że protestujący są młodzi (szantaż młodością-Gombrowicz się cieszy) nie oznacza, że mają rację;
    -przypominam, że zanim kupimy płytę, możemy posłuchać jej w całości, bądź we fragmentach (w Empiku, radio, u kolegi co już płytę ma itd.);
    -to, że ktoś ukradł w sieci, a później łaskawie poszedł do kina, czy na koncert, nie zmienia faktu, że najpierw ukradł;
    Itd. itp.
    Panie Maćku-proszę się ze mną założyć o dobrego łyskacza:
    zadaje Pan pytanie skaczącym na wiecach: utrata wolności to dla was:
    -utrata możliwości „ściągania” czego się da za friko;
    -utrata intymności, prywatności, którą mogą być dotknięci wszyscy jak leci, bez względu na to, czy ściągają nielegalnie pliki, czy nie?
    Proszę zmodyfikować te pytania jak Pan chce.
    Większość ze skaczących chce przyzwolenia na złodziejstwo (ilu z nich mówi nie dla ACTA i nie dla piractwa?) Panie Maćku, a nie ochrony wolności, która jest ważna dla kilku procent Polaków.
    Daje się Pan nabrać na hipokryzję i tyle.
    Jutro Pan za to zapłaci; bo jeśli dzisiaj anty ACTA actywisten wygrają, w Polakach pozostanie przekonanie, że w sieci wszystko jest darmo, że własność intelektualna to przeżytek (niczego nie ubywa!), abstrakcja…
    Zobaczy Pan.
    Pozdrawiam

  • Maciek

    Panie Michale,

    Zadałem owe pytania znajomym, którzy są tymi „anty”. Niestety z ludzi którzy udali się na protesty na „ulicę” znam tylko 2-3 osoby – większość moich znajomych pracuje i włącza się w takie akcje ewentualnie w internecie.

    Ludzie których znam, nie widzą w tej ustawie zagrożenia w postaci tego, że nie będą mogli za darmo pobierać treści, za które powinni płacić, ale tego że to prawo, które powstanie w konsekwencji podpisania ACTA stanie się dla nich niebezpieczne i ograniczy ich wolność – Pan mówi, że to abstrakcja – oczywiście ma Pan prawo, ale proszę nie nazywać każdego przeciwnika piratem, bo tak nie jest, ewentualnie proszę udowodnić.

    Polecam wpis Pana Roberta Gwiazdowskiego:
    http://blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=1090

    Odnosi się w nim do kilku punktów umowy i próbuje ukazać problem.

    • http://www.twoflies.com.pl Michał

      Czyżby?
      A tych troje Pana znajomych kradnie, czy nie?
      Panie Maćku, a jak Pan radzi ścigać złodziejstwo w sieci bez naruszania „wolności” i prywatności?
      Wolność nie jest wartością bezwzględną i zawsze podlega ograniczeniom.
      I to jest właśnie to, o czym piszę.
      Miliony Polaków uwierzyło, że sieć jest alternatywą dla realu i że przestały w niej obowiązywać prawa i moralność.
      I na tym polega problem.
      Jaką wolność ma naruszać ACTA? Wolność od, wolność do? Czego?
      Miliardy złotych znikają w sieci, bo ktoś chce mi wmówić, że wszystko jest cacy, bo młodość i wolność itp.
      Bzdura.
      Jeżeli ktoś kradnie piosenkę, którą napisałem, to jestem za tym, żeby faceci w czerni weszli w jego real i skopali mu dupę.
      Amen

  • hela

    Zespół najprawdopodobniej płyty nie wydał, bo nie znalazł wydawcy. Przykro mi, że zaczynam od przytyku, ale mam wrażenie, że pomijając treść, z którą się zgadzam, ten artykuł jest napisany w dość agresywny i obraźliwy w stosunku do odbiorcy sposób. Można to wszystko było powiedzieć nie traktując młodych ludzi jak bezrefleksyjnych dzieci – inna sprawa, że stawia to autora w roli zgryźliwego starca pomstującego na współczesne zepsucie obyczajów.

    • http://www.twoflies.com.pl Michał

      Pani Helu!

      Przykro mi, ale młodzi ludzie są jak bezrefleksyjne dzieci.
      Nie słyszałem nawet jednego głosu wśród tysięcy, że ACTA jest be, ale nasze/internautów zachowanie też do dupy i musimy wywalić ACTA do kosza, jednocześnie kończąc z powszechnym złodziejstwem w sieci.
      Absolutnie nie dam się szantażować młodością, witalnością itd. Też jestem młody i witalny; już nie aż tak młody, ale jeszcze zdecydowanie bardzo witalny.
      A doświadczenia życiowego mam tyle, że jak widzę tłum na ulicy, to się zawsze zastanowię ile racji na transparentach, a ile zbiorowej hipokryzji i małych interesów.
      Tak mój tekst jest złośliwy; może nawet niegrzeczny.
      Widzi Pani, ja też jestem wściekły; anty ACTA actywisten nie mają na wściekłość monopolu.
      Co do płyty: ja pisze o zespole, który na początku lat 90-tych sprzedał milion kaset/płyt (drugie tyle sprzedali piraci) i nie ma powodu do zmartwień, czy ktoś mu płytę wyda, czy nie. Sami sobie mogą wydanie płyty sfinansować. Tylko po co?
      Wiosna niedługo i znowu będą mogli grać na festynach i odpustach.
      Augustyn
      P.s. Oczywiście przesadzam i płytę należy wydać również po to, żeby o sobie przypomnieć… Ale i tak smutne to wszystko.

  • http://www.twoflies.com.pl Michał

    Panie Maćku! Panie Filipie! Panie Stefanie!

    Dam Panom przykład, jak system samowolki i złodziejstwa w sieci wpływa na jakość tekstów polskich piosenek (pop, czyli dla ludu).
    Najnowszy hicior z sieci z moim komentarzem:

    tylko mnie nie strasz…TYM TEKSTEM CHYBA…:)

    ty i ja, mamy kilka wad KAŻDY MA ALE OK, ZOBACZMY CO Z TEGO WYNIKNIE
    łowcy duchów z nas, nierealni tak GHOST BASTERS SĄ NIEREALNI?-MYŚLAŁEM, ŻE TO DUCHY SĄ NIEREALNE
    jak we śnie, przytulamy się CZYLI JAK? ŻE NIEŚWIADOMIE?
    jesteśmy z dnia na dzień, odważni coraz mniej A TA ODWAGA TO W ZWIĄZKU Z CZYM?

    strach nas opęta, zatrzyma czas w sercach CZYLI ŻE CO? JA BYM ZAMIENIŁ NA: WYGASI ŻAR, ALE ZATRZYMA CZAS W SWRCACH…
    tylko mnie nie strasz, że odkochasz się
    gdy strach jak szyderca, stoi na zakrętach
    tylko mnie nie strasz, że życie ciągle zmienia się CZYLI STRACH JUŻ STOI I SZYDZI, A ON-JEJ FACET JĄ JESZCZE STRASZY; TO RZECZYWIŚCIE ŹLE WRÓŻY, ALE WIADOMO: FACECI…

    ty i ja, mamy tysiąc lat
    żeby sprawdzić jak, kochać tylko raz ŻE CO? NIBY ŻE JAK SIĘ MA MNIEJ TO NIE MOŻNA KOCHAĆ RAZ? I SKĄD ONI MAJĄ TYSIĄC LAT?
    przyszłość jest poznawaniem miejsc,
    w których nie ma szans, by bez końca trwać CHYBA ZA GŁUPI JESTEM NA TĘ FRAZĘ;
    JUŻ SAMO TO, ŻE PRZYSZŁOŚĆ JEST POZNAWANIEM MIEJSC MNIE ROZWALA, A TU JESZCZE PODMIOT LIRYCZNY CZUJE ZAWÓD, ŻE W TYCH MIEJSCACH NIE OFERUJĄ RECEPTY NA WIECZNOŚĆ

    ty i ja, chcemy znów się bać
    zatłoczonych miejsc, życia sam na sam TO CZEGO ONI CHCĄ; CO WARUNKUJE ICH SZCZĘŚCIE: ŻE SĄ SAM NA SAM, CZY TEŻ WRĘCZ PRZECIWNIE?
    ALEŻ TO KUŹWA SKOMPLIKOWANE!
    może tak, dajmy szczęściu znak
    to się zdarza raz, niech się zdarzy nam ALE CO SIĘ ZDARZA RAZ? ŻE SZCZĘŚCIE ZAUWAŻY ZNAK, CZY CO?

    autor tekstu dwa lata gułagu…bez zawiasów
    Dobranoc
    Michał Augustyn
    P.s. Panie Stefanie, jestem na wsi, jak wrócę do domu-wyślę Panu magisterkę.

  • Maciek

    Panie Michale,

    Niech Pan poda bezpośredni związek między tym, że w sieci się kradnie i dlatego powstają głupawe
    teksty (albo idąc dalej, że komuś się opłaca wypuszczać takie teksty, ktoś tego słucha itd.).

    Oczywiście poczucie wolność każdy definiuje sobie trochę inaczej, pyta się Pan „Jaką wolność ma naruszać ACTA?” – odpowiadam Panu: np. niszczy zasadę domniemania niewinności, dokument jest bardzo ogólny i zostawia wiele furtek. Nie chcę się rozpisywać, bo na sieci (jeszcze) jest masa artykułów podejmujących temat z argumentami, które Pan w 100% ignoruje.

    Czy ma Pan świadomość, że punktu widzenia tego dokumentu jest osobą która narusza prawa autorskie?

    Mam wrażenie, że ze względu na to, że temat jest Panu bardzo bliski – zgodziłby się Pan na każdą tego typu umowę mimo całego bagażu, bubli prawnych i zapisów, które łamią elementarne prawa człowieka.

    Zgadzam się, że piratów trzeba ścigać i proszę mi nie udowadniać w odpowiedzi czegoś co wiem i z czym się zgadzam. Proszę się odnieść do wielu argumentów z komentarzy, w innym wypadku nie widzę pola do dyskusji.

    • http://www.twoflies.com.pl Michał

      Panie Maćku!
      W Polsce nie może funkcjonować prawo łamiące m.in. zasadę domniemania niewinności. Nie żyjemy w prawnej próżni.
      Pana i moje prawa są chronione m.in. i w pierwszym rzędzie zapisami Konstytucji RP.
      Chciałbym usłyszeć i przeczytać jednoznaczną opinię prawników, w której stałoby jak wół, że ACTA będzie mogła być wykorzystywana do działań sprzecznych z polskim prawodawstwem, nawet gdyby wszystkie polskie instytucje (od policji po sądy) takim działaniom się przeciwstawiły.
      Jeżeli tak jest i rzeczywiście ACTA jest punktem wyjścia dla działań facetów w czerni, to ok-wywalmy ACTA do kosza.
      Nawet jeśli tak jest, to już dzisiaj zacznijmy rozmawiać jak (łamiąc wolność i prywatność-bo tak musi być, co jest oczywiste jak kwitnące kasztany w maju) ścigać piractwo w sieci.
      Nawet jeśli ACTA jest do dupy, to i tak wszystko, co napisałem o złodziejstwie w sieci i mentalności większości internautów jest prawdą.
      Teraz w kwestii tekstów: to, że tekściarstwo zeszło na psy jest pochodną tego jak wygląda rynek muzyczny.
      Oczywiście swoją rolę odegrała również demokratyzacja życia; tak jak tabloidy są dla ludu, tak i teksty piosenek zakładają, że ludzie są niedouczeni, mają gdzieś gramatykę, formę i sens. Za nieboszczki komuny teksty pisali poeci, bądź ludzie (jak Mogielnicki), którzy czuli język, byli wykształceni itd.
      Oni wtedy zakładali, że powinnością inteligenta jest edukować, sprzyjać pięknu…
      Tekst, który śpiewa śliczna (mnie się podoba) Patrycja Markowska (wziąłem pierwszy z brzegu), jest skandaliczny. Jest Pan inteligentnym człowiekiem: proszę go przeczytać.
      Jeżeli jednak artysta ma zarabiać na wizerunku i przyciąganiu uwagi (jak postuluje m.in. Pan Filip), to tekściarz nie zarabia nic. Proszę bardzo-oto dowód bezpośredni.
      W każdym razie dziękuję Panu za rozmowę.
      Musimy ze sobą dyskutować, ale w sporze o ACTA głos artystów i ludzi okradanych nie był w ogóle słyszany.
      Dlatego celowo pominąłem wątpliwości dotyczące tych zapisów ACTA, które mogłyby prowadzić do przegięć (co nie znaczy, że je lekceważę).
      Pozdrawiam serdecznie
      M.A.

  • Sothoth

    Polemika znaleziona w sieci (mam nadzieję, że nie łamię żadnych praw autorskich umieszczając link ?) http://blogi.newsweek.pl/Tekst/spoleczenstwo/607524,chyba-nie-hydra.html

    A dla Autora krótka zagadka: czym różni się „złodziejskie” pobranie ebooka z Sieci od wypożyczenia tej samej książki za darmo w bibliotece publicznej ?

    • http://www.twoflies.com.pl Michał

      Tym, że biblioteki istnieją bo taka jest kulturowa norma; bo książki się w nich wypożycza a nie wchodzi w posiadanie i wreszcie, jeśli pisarz nie chce by jego dzieło znalazło się bibliotece, to go tam nie ma!

      I na koniec: biblioteka to spadek po czasach, kiedy analfabetyzm był powszechny.
      Czy dzisiaj ich istnienie ma uzasadnienie? Nie wiem.

      Augustyn
      P.s. Internauci to złodzieje: 90% z nich. I już.

      • Sothoth

        Więc kiedy „kradzież” staje się kulturową normą (jak wg Pana w przypadku bibliotek publicznych), można ją zaakceptować ?

        Zaciekawiło mnie to o zgodzie pisarza. Naprawdę jest tak, że biblioteki mają obowiązek pytać każdego twórcę o zgodę na umieszczenie jego książek ? I oni wszyscy się zgadzają ? Nigdy o tym nie słyszałem.

        PS Nie dewaluujmy pojęcia „złodzieje”, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będziemy go naprawdę potrzebować.

  • wersy2

    Biblioteki istnieją po dziś dzień dlatego, że większość pisarzy na bibliotekach się wychowała i wie, że gdyby nie biblioteki, to pewnie dziś by pisarzami nie była. Stąd akceptuje spadek swoich dochodów w zamian za utrzymanie tego systemu.
    Teraz zaś mamy taką sytuację, że większość muzyków wychowuje się na masowym pozyskiwaniu nielegalnej/”półlegalnej” muzyki z internetu, konsekwencje tego można sobie dośpiewać. Normy kulturowe to rzecz płynna.

    „Wiecie dlaczego kiedyś dla gwiazd polskiej piosenki pisali Kofta, Przybora, Osiecka, Loebl, Mogielnicki, Cygan, Kondratowicz…? Bo nie mieli do czynienia z setkami tysięcy złodziei, którzy dzisiaj nie mają zamiaru wydać jednorazowo choćby dziesięciu groszy, żeby zapłacić za pracę tekściarza”

    Ja komuny z oczywistych względów pamiętać nie mogę, ale z wywiadów z ww. postaciami wynika, że wynagrodzenie za ich pracę było niesamowicie nędzne. Jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację twórców amerykańskich, którym nagle znika sprzed oczu wizja willi z Cadillakiem, ale taka panika wśród twórców polskich? Przecież oni wtedy mieszkali w klitkach na blokowiskach, a za swoją działalność otrzymywali jakieś ochłapy. I to niezależnie od branży: Stanisław Lem opowiada, jak jego żonie udało się kiedyś zdobyć kilo migdałów, rózne gwiazdy rocka wyjeżdżały w latach 80/90 na zachód pracować fizycznie. Teraz sytuacja jest zupełnie inna, radiowe gwiazdki żyją na nieporównywalnie wyższym poziomie (także relatywnie, w porównaniu z przykładowym „szarym człowiekiem z Mławy”) dlatego proszę mi nie opowiadać, że nie mają pieniędzy na tekściarza. Po prostu koncerny odkryły, że można z sukcesem ładować ludziom chłam i argument, że gdyby rękami policji państwowej udało się im zapewnić jeszcze większe zyski, to nagle zaczęliby przykładać większą uwagę do jakości. Widocznie na jakość nie ma rynku.

    Że nie będą powstawały piosenki? Żeby mieć co zbierać w na letnich koncertach naeleży coś zimą zasiać, prosta sprawa. Dodatkowo minimalizując zysk pośrednika nawet sprzedając dużo mniej niż wcześniej można swoje zarobić, kwestia znalezienia odpowiedniego modelu.

    Przed stosunkowo największym wyzwaniem stoją twórcy seriali, bo tam rzeczywiście trzeba na wstępie wyłożyć setki milionów dolarów, czego bez wsparcia koncernu się nie zrobi, ale wysyp wysokobudżetowych seriali w ciągu ostatniej dekady pokazuje, że branża ta pomimo (a może dzięki?) masowego piracenia trzyma się bardzo mocno. Dla twórców muzyki, czy pisarzy, gdzie koszty dystrybucji pożerały gros zysków, internet to ogromna szansa, którą należy wykorzystać, a nie na nią narzekać.

    Stosunkowo największe problemy z internetem ma prasa papierowa, ale to znowuż nie jest kwestia piractwa, a samodzielnego upubliczniania swoich materiałów za darmo przy świadomości istnienia mnogości darmowej konkurencji.

    „gdy artysta straci na przykład głos, nie będzie w stanie utrzymać się z muzyki”

    Ale to jakby tak samo, jak z każdym innym pracownikiem? Jak malarz, nieważne, czy pokojowy czy artysta, straci palce, to też nie będzie już mógł zarabiać na owocach swojej pracy. Tough luck, zostaje przekwalifikowanie się albo renta. Dlaczego piosenkarz miałby być wyjątkiem? Ochrona – tak, ale tylko prze określony, możliwie krótki czas. A już roszerzanie tej ochrony na kilkadziesiąt lat po ŚMIERCI twórcy jest wynaturzeniem, przeciw któremu każdy, komu zależy na jakiejkolwiek sprawiedliwości i rozwojowi ludzkości protestować powinien.

    „Warto też wspomnieć o gigantycznych stratach, które za sprawą złodziejstwa w sieci ponosimy my wszyscy. Otóż każdy dochód z piosenki, wiersza, książki itd. byłby opodatkowany. Ale nie jest, bo go nie ma. Piosenka po jednym dniu nie ma już prawie żadnej wartości rynkowej, nie zwiększa PKB i nie zasila pośrednio np. systemu opieki społecznej. Jest to zasługa piratów.”

    A to już zupełna demagogia, albo totalne niezrozumienie zasad działania gospodarki. Proszę się nad tym samemu solidnie zastanowić, bo aż głupio mi to tłumaczyć.

    Przecież jeśli ktoś nie zapłaci za piosenkę, to nie napali przeznaczonymi na to pieniędzmi w piecu, (notabene gdyby tak zrobił, to państwo mogłoby sobie bezkarnie te pieniądze odrukowac bez ryzyka inflacyjnego, czyli de facto przekazałby je „społeczeństwu”) tylko wyda je na inny produkt. Biorąc pod uwagę, że „sztukę” przynajmniej w założeniu w większości krajów stara się podatkowo promować, odda wtedy nawet więcej pieniędzy na wspomniany system opieki społecznej.

    Żadna realna wartość z systemu nie ulatuje, jeśli zamiast 10 płacących osób piosenki posłucha także niepłacące 10 milionów. Strata pojawia się dopiero w momencie, gdy zniechęcony artysta rezygnuje z dalszego tworzenia, ale w przytoczonym akapicie wyraźnie zdaje się pan uznawać te wirtualne miliardy pojawiające się w raportach koncernów broniących praw autorskich jako realne pieniądze, za które można by np. sprzęt dla szpitali – nie, nie można by, bo pieniędzy tych tak naprawdę nie ma!

    Prawa autorskie to rzecz ważna, ale wymagają one przede wszystkim gruntownej reformy, a nawet po niej nie można wymuszać ich przestrzegania przez inwigilację i wyroki pozasądowe. ACTA to kolejny (po walkach z „pedofilią”, „dopalaczami” i „chamstwem”) atak rządu na wolność w internecie i dlatego, będąc Polakiem, nie można nie podnieść sprzeciwu. Choćby miał to być tylko symbol, trzeba pokazać, że wolności naszej nie wezmą.

O autorze
*
MichałAugustyn
Historyk, absolwent podyplomowego zarządzania oświatą – zarządzania w jednostce samorządu terytorialnego. Przez siedem lat pracował jako nauczyciel. Ma żonę i dwoje dzieci.