Atlas wzruszył ramionami. Czym kusi Ayn Rand

Drukuj

Zgodnie z przeprowadzonym w 1991 r. badaniem zleconym przez amerykańską Bibliotekę Kongresu najpopularniejszą książką w Stanach Zjednoczonych, nie wliczając Biblii, był „Atlas zbuntowany” („Atlas Shrugged”) pisarki i publicystki libertariańskiej Ayn Rand. Ta rozmiarami przypominająca encyklopedię książka najwidoczniej przypadła do gustu Amerykanom, choć jednocześnie wzbudziła mnóstwo kontrowersji w środowiskach nieutożsamiających się z przekonaniami i swoistą filozofią promowanymi przez Rand. Zarzucano jej zarówno faszyzm, jak i nazizm, oskarżano o rekomendowanie dyskryminacji i elitaryzmu, określano mianem nietzscheanistki odbudowującej radykalnie nihilistyczną antropologię oraz obrończyni patologicznych zachowań chciwych przedsiębiorców. Czym jednak „Atlas zbuntowany” zasłużył sobie na tak wielkie zainteresowanie? Jak to się stało, że ta tysiącstustronicowa książka nieprzerwanie zyskuje nowych wielbicieli?

Jak powstał „Atlas…”?

Nie da się mówić o „Atlasie zbuntowanym” bez przypomnienia, że książka ta jest niewątpliwie opus magnum Ayn Rand. Sformułowanie takie bynajmniej nie zostało ukute przez intelektualistów czy też literaturoznawców, lecz użyła go kiedyś sama autorka. Zadeklarowała mianowicie, że w „Atlasie…” zawarła wszystko, co chciała przekazać czytelnikom za pośrednictwem literatury powieściowej. Tym samym należy widzieć w „Atlasie zbuntowanym” zarazem ostatnią książkę Rand, której szukać będziemy w księgarniach czy bibliotekach pod hasłem „beletrystyka”. I rzeczywiście, od razu po opublikowaniu „Atlasa zbuntowanego” w 1957 r. książka stała się żywym tematem debaty publicznej w Stanach Zjednoczonych, wzbudziła powszechne zainteresowanie społeczeństwa amerykańskiego i to nie wyłącznie tzw. intelektualistów. Na to zainteresowanie wpływ miały również reakcje środowisk politycznych, zarówno prawicowych, jak i lewicowych. „Atlas zbuntowany” doczekał się ekranizacji (z reguły, niestety, nieudanych), a jego fragmenty pojawiały się na deskach teatrów całego świata. Pamiętać trzeba ponadto, że Rand bynajmniej nie była w życiu publicznym powojennych Stanów Zjednoczonych postacią nieznaną i to niewyłącznie za przyczyną swej ostatniej powieści. W sposób szczególny dała się poznać po publikacji jej wcześniejszej powieści zatytułowanej „Źródło” („The Fountainhead”), która ukazała się w 1943 r., a swojej ekranizacji z Garym Cooperem doczekała się już w roku 1949. W Polsce ukazały się także trzy tomy esejów Rand: „Powrót człowieka pierwotnego: rewolucja antyprzemysłowa” („Return of the Primitive”), „Cnota egoizmu: nowa koncepcja egoizmu” („The Virtue of Selfishness: A New Concept of Egoism”) i „Kapitalizm: nieznany ideał” („Capitalism: The Unknown Ideal”) oraz opowiadanie „Hymn” („Anthem”).

Na ostateczny kształt „Atlasa zbuntowanego” wpływ miały – jak zresztą w wypadku wielu innych pisarzy – bezpośrednie życiowe doświadczenia Ayn Rand, zarówno te amerykańskie, jak i – a może w szczególności – te, których nabyła w swojej pierwszej ojczyźnie, a mianowicie w tworzącym się Związku Radzieckim. Wszak Alissa Zinowiewna Rosenbaum, znana właśnie w swoim amerykańskim „wcieleniu” jako Ayn Rand, pochodziła z Sankt Petersburga (w czasach sowieckich Piotrogrodu). Ta urodzona jako córka rosyjskiego Żyda kilkunastoletnia dziewczyna na własne oczy obserwowała niezwykle dynamiczną rzeczywistość po rewolucji październikowej i systematyczne przekształcanie imperium carów w państwo komunistyczne i totalitarne. Niewątpliwie doświadczenia towarzyszące procesowi kolektywizacji i nacjonalizacji, w którego efekcie jej ojcu odebrano aptekę stanowiącą główne źródło utrzymania rodziny, odegrały ogromną rolę w jej późniejszej konstrukcji psychicznej, a także koncepcjach, które znajdziemy w jej pismach z okresu po II wojnie światowej. Wyjazd w roku 1926 do Stanów Zjednoczonych – oficjalnie krótka wizyta u rodziny – stał się dla tej młodej i wykształconej dziewczyny (absolwentki historii, filozofii i scenopisarstwa) przepustką do lepszego świata, w szczególności zaś przepustką do świata wolności. Wyjazd do Stanów Zjednoczonych był więc również nadzieją.

„Atlas zbuntowany” jest więc swoistą ilustracją dla wszystkich tych, którzy widzieli tworzenie się Związku Radzieckiego bądź przyglądali się przekształceniom gospodarczym, społecznym, kulturowym i moralnym dokonującym się w Rosji, a po II wojnie światowej także w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Tłem sytuacyjnym „Atlasa zbuntowanego” jest proces przekształcania się gospodarki amerykańskiej, która – na skutek szeregu regulacji i narastającego poziomu interwencjonizmu państwowego – systematycznie zmierza ku modelowi gospodarki nakazowo-
-rozdzielczej. Książkę Rand można więc umieścić w ramach formuły określanej jako political fiction. Ameryka zaprezentowana w „Atlasie…” to świat regulacji i wzrostu znaczenie władzy państwowej, to świat ciągłego ograniczania wolności gospodarczych, to wreszcie świat, z którego jeden po drugim znikają ludzie, którzy dotychczas kapitalistyczną gospodarkę tworzyli, czyli najwybitniejsi przedsiębiorcy. Rand przenosi swoje doświadczenia z rosyjskiej i radzieckiej młodości na grunt amerykański, jakby chciała powiedzieć, że Ameryka nie uzyskała nigdy immunitetu na wolność od centralizmu i interwencjonizmu państwowego, które są zagrożeniami mogącymi pogrzebać również amerykański kapitalizm, a także tak przecież dotychczas cenioną i wychwalaną amerykańską wolność. Paradoksalnie więc to właśnie Rand – pochodząca z sowieckiej Rosji Żydówka – przywdziewa szaty czołowego obrońcy kapitalizmu i idei american dream.

Nie dziwi więc, że sama Rand uznawała „Atlasa zbuntowanego” za swoje opus magnum. Książka ta była niewątpliwie jej testamentem politycznym i etycznym. Sformułowane w niej koncepcje stanowią podłoże dla systemu określonego później przez nią jako obiektywizm oraz etyki absolutnej, którą tak bardzo promowała do końca swojego życia. Tym samym Rand uczyniła siebie prorokiem kapitalizmu, który obawia się trendów kolektywistycznych i interwencjonistycznych oraz przestrzega społeczeństwo przed ich zgubnym wpływem na gospodarkę i amerykański system polityczny. Pamiętajmy, że przecież Rand żyła w Stanach Zjednoczonych w okresie wprowadzania w życie ustaw związanych z Nowym Ładem prezydenta Franklina Delano Roosevelta, który był dla niej ucieleśnieniem komunizmu. Podobne zjawiska obserwowała w pierwszych latach po przejęciu władzy przez bolszewików – nie powinny dziwić rodzące się strach i obawy, kiedy coraz częściej dostrzegała analogię między jednym i drugim. Co gorsza, okazało się, że po odbiciu się gospodarki amerykańskiej w okresie powojennym władze państwowe bynajmniej nie wycofały się z Rooseveltowskich przekształceń, jak to początkowo planowano, czym – jak dowodziła – jednoznacznie usankcjonowano „usocjalistycznienie” amerykańskiej gospodarki. Nie może być więc zaskoczeniem fakt, że w pierwszym rzędzie popierających Rand i propagujących jej ostatnią powieść znaleźli się przedsiębiorcy, kapitaliści i liberałowie ekonomiczni.

Kim jest Atlas?

Przedsiębiorcy, kapitaliści, liberałowie ekonomiczni, a także wszelkiej maści twórcy idei i specjaliści wykonujący wszelkie możliwe zawody – każdy z nich jest tytułowym Atlasem, który niczym antyczny heros dźwiga na swych barkach świat, podtrzymuje nieboskłon. Rand w każdym z tych ludzi widzi twórcę świata – bez którego rozwój i postęp nie byłyby możliwe, a idea dobrobytu pozostałaby zwykłą mrzonką. Popularność „Atlasa zbuntowanego” wynika z przekonania, jakie Rand umacnia w każdym Amerykaninie, który uczciwie i rzetelnie pracuje, wykonuje swoje obowiązki, przyczyniając się tym samym do wzrostu gospodarczego: jest to przekonanie, że właśnie dzięki takim ludziom Ameryka istnieje i stała się światową potęgą. Przekonywała, że „człowiek tworzący – w jakiejkolwiek dziedzinie racjonalnych przedsięwzięć – idee, człowiek odkrywający nową wiedzę, jest dobroczyńcą całej ludzkości”. Rand swoją książką wpisuje się w głęboko zakorzenioną w amerykańskiej świadomości mitologię wolności i przedsiębiorczości, wedle której każdy jest kowalem własnego losu i dopóki państwo oraz jego instytucje pozostawią go w spokoju, dopóty on będzie rozwijał swoje siły twórcze, uruchamiając tym samym mechanizmy postępu. Książka Rand pokazuje moment, kiedy ów mit upada, a upadek ów jest efektem niszczenia go przez elity polityczne i tych, którzy dążą do uzyskiwania dóbr, lecz nie zamierzają wkładać w ten proces żadnego wysiłku.

Przekonanie, że każdy z nas jest takim Atlasem, na którego barkach spoczywa teraźniejszość i przyszłość świata, także dziś działa na czytającego i dlatego właśnie „Atlas zbuntowany” jest książką, do której współcześnie sięgają nie tylko młodzi Amerykanie, lecz także coraz częściej również Europejczycy. Indywidualizm propagowany przez Rand ma być próbą restauracji indywidualistycznych prądów, które zrodziły się w europejskiej myśli politycznej XVIII i XIX w. – w tym sensie należy uznać ją za reaktywatorkę wartości liberalizmu klasycznego. Jednostka, szczególnie zaś jednostka wybitna, jest głównym bohaterem jej pisarstwa. Jak wskazuje w jednym ze swoich esejów, „każdy nowator to z definicji człowiek, który rzuca wyzwanie ustalonym zasadom wykonywania zawodu. Przyznać zawodowy monopol jakiejkolwiek grupie to poświęcić ludzkie zdolności i zatrzymać wszelki postęp”. W „Źródle” takim nowatorem i bohaterem jest Howard Roark – utalentowany architekt, który nie chce się podporządkować środowiskowemu mainstreamowi, przez co zostaje wyrzucony ze studiów, traci zlecenia, a środowisko zawodowe uznaje go za „oderwanego od rzeczywistości szaleńca”. „Atlas zbuntowany” prezentuje nam całą paletę pozytywnych bohaterów – nowych herosów. Pierwszym z nich jest John Galt, tajemnicza postać, która organizuje powszechny strajk przemysłowców i namawia ich do porzucenia patologicznego środowiska przekształcanej na wzór sowiecki gospodarki amerykańskiej. Dagny Taggart to współwłaścicielka ogólnokrajowej korporacji komunikacyjnej zajmującej się transportem szynowym. Hank Rearden buduje swój sukces nie tylko na żmudnej pracy, lecz także na wynalezionym przez siebie metalu o niewyobrażalnych właściwościach, który ma się stać odpowiedzią na zapotrzebowanie przemysłu ciężkiego. I wreszcie Francisco d’Anconia, który na początku jawi się nam jako bohater negatywny, niekoniecznie jednak takim bohaterem jest… Tutaj nie zamierzam zdradzać szczegółów, ufając, że niektórzy z czytelników zechcą sięgnąć do lektury.

Choć pozytywni bohaterowie Rand to głównie przemysłowcy, przedsiębiorcy, ludzie sukcesu, świetnie wykształceni i niezwykle pracowici, to jednak w toku lektury przekonujemy się, że każdy człowiek, uczciwie i rzetelnie wykonujący swoją pracę, który oczekuje za nią sprawiedliwego wynagrodzenia, może być takim Galtem, Reardenem, d’Anconią czy Taggart. Rand przekonuje bowiem każdego z nas, że „praca jest procesem realizacji swoich wartości, a utrata ambicji ich realizacji oznacza utratę woli życia”. Okazuje się więc, że każdy z nas jest potencjalnym Atlasem! Czyż to nie jest optymistyczne i pozytywne przesłanie?! Protestancki etos pracy – choć Rand oczywiście ani nie odwołuje się do Maxa Webera, ani tym bardziej wprost do etyki protestanckiej – dominuje w jej powieści, a przecież trudno nie zgodzić się z tezą, że był to czynnik odgrywający kluczową rolę w kształtowaniu się nowożytnego kapitalizmu w XIX w. Opierająca się na tym etosie antropologia nie przyjmuje bynajmniej założenia o bezrefleksyjnym optymizmie antropologicznym, chociaż wydaje się, że można mówić o sporej wierze Rand w nieograniczony niemalże potencjał jednostkowy i niezmierzone zdolności człowieka do tworzenia, projektowania i przekształcania świata. Człowiek u Rand staje się bogiem na ziemi, którego umysł i zdolności twórcze mogą być ograniczone jedynie przez obiektywne prawa natury. Taki silny i racjonalny człowiek musi budzić respekt!

Atlas jednak – jak się okazuje – nie będzie w stanie utrzymać globu na swoich barkach, jeśli instytucje oraz nieuczciwi ludzie ograniczać będą jego możliwości działania. Dlatego właśnie Atlas Rand wzrusza ramionami (to shrug) – jest to gest niejakiej obojętności, niewiedzy oraz pogardy. Obojętności, bowiem każdy z Atlasów jest w stanie sam zatroszczyć się o swój byt i zarobić na swoje życie, na żadnym z nich nie spoczywa obowiązek troski o dobro innych ludzi – jeśli więc ci, którzy nie znajdują w sobie motywacji do uczciwej pracy, będą musieli wyginąć, to Atlas nie ma powodu, aby faktem tym być zmartwiony. Jest to także gest niewiedzy, albowiem ludzie pracujący i ludzie wybitni nie widzą innego sposobu na rozwój i postęp jak właśnie praca – nie wiedzą, jakim sposobem skłonić i namówić tych, którzy nie chcą „wziąć się do roboty”, do tego, aby do tej roboty wreszcie się zabrali, a jednocześnie zdają sobie sprawę, że człowieka nie wolno do niczego zmuszać. Jest to wreszcie gest pogardy, gdyż w człowieczeństwo – ich zdaniem – musi być wpisana aktywność, twórczość i działanie; ci zaś, którzy tego nie dostrzegają i wybierają życie pasywne, gnuśne i bezczynne, przekreślają de facto człowieczeństwo w sobie i nie zasługują na szacunek. Wątek ten – jak nietrudno się domyślić – wzbudził najwięcej kontrowersji i ukształtował na pewno najzagorzalszych wrogów i krytyków Rand, która nawet nie próbowała nikogo wyprowadzić z błędu i niezwykle często używała tak niepoprawnych politycznie określeń jak chociażby: „nieroby”, „pasożyty”, „przetwarzacze”, „lenie”, „złodzieje”, „bandyci”, „krwiopijcy” itp.

atlas-zbuntowany-o4776

Dlaczego Atlas się buntuje?

Rand wzywa więc Atlasa do buntu! Namawia go, aby wziął udział w strajku przeciwko nieproduktywnej większości społeczeństwa. Dlatego w pierwszej wersji rękopisu książka miała być zatytułowana: „Strajk”. Fabuła „Atlasa zbuntowanego” zorganizowana została wokół przygotowywanego przez Johna Galta strajku przedsiębiorców: poszczególni właściciele najlepiej prosperujących w Stanach Zjednoczonych firm i korporacji systematycznie znikają, zaś w końcówce książki Galt oficjalnie informuje, że ich celem jest przyśpieszenie upadku świata, aby móc na jego gruzach zbudować uczciwie kapitalistyczne społeczeństwo. W „Atlasie…” czytamy, że „kiedy państwo grabieżców upadnie, pozbawione swoich najlepszych niewolników, pogrążając się w bezradnym chaosie, jak rządzone przez mistyków kraje Wschodu, i rozpadnie się na głodujące gangi rabusiów, walczące ze sobą o łupy – kiedy orędownicy moralności poświęcenia zginą razem ze swoim docelowym ideałem – nastanie dzień naszego powrotu”. Strajk, który normalnie jest narzędziem protestu pracowników przeciwko właścicielowi zakładu, w tym miejscu staje się mechanizmem walki wybitnych twórców i przedsiębiorców przeciwko opresyjnemu państwu. Taka idea przysparza Rand zwolenników wśród kręgów dalekich od statolatrii i etatyzmu, wśród zwolenników państwa minimalnego bądź wręcz minarchistów i anarchokapitalistów (choć Rand sama anarchokapitalistką nie jest). Rozrastające się państwo demokratyczne – ze swoją machiną biurokratyczną, korupcjogenną i skłonną do nieprzejrzystości – budzi nieufność szerokich grup społecznych, Rand zaś okazała się jedynie tą, która rozpoczęła otwarcie i w sposób bezkompromisowy werbalizować ich interesy, przekonania i promować postawy sprzeciwu.

Idea strajku i sposób jej wcielenia w życie w „Atlasie zbuntowanym” niosą jednocześnie niezadowolonym wiarę w możliwość radykalnego przebudowania świata, a dokładnie taką radykalną przebudowę proponuje Rand. Radykalizm projektu z „Atlasa zbuntowanego” intryguje w szczególności ludzi młodych, dla których jedynie przemiany o charakterze rewolucyjnym i zdecydowanym wydają się właściwe. Nie zapominajmy jednak, że po II wojnie światowej także tysiące doświadczonych przemysłowców, którzy funkcjonowali w realiach przedrooseveltowskich, domagały się przywrócenia pełnej swobody gospodarczej, likwidacji nadmiernego wpływu państwa na gospodarkę i subwencjonowania niektórych sektorów życia społecznego i gospodarczego. Na takich między innymi nastrojach budował przecież swój sukces 30 lat później Ronald Reagan, w którego dyskursie politycznym kapitalizm i idee wolnego rynku uzyskały niezwykle ważną pozycję. Rand stała się więc symbolem ostrej krytyki ówczesnej formy relacji między państwem a gospodarką, którą określała mianem gospodarki mieszanej. Zdawała sobie sprawę, że choć może Stany Zjednoczone nie znajdują się tak daleko od wolnego rynku, jak europejskie welfare state, to jednak również mieszczą się w ramach tejże kategorii. Dodawała zawsze, że tak jak nie można być trochę w ciąży, tak też nie można mieć częściowo wolnego rynku: albo więc jesteśmy kapitalistami, albo socjalistami – nie ma kompromisu między oboma opcjami. Jakkolwiek więc można by oprotestowywać taką czarno-białą wizję relacji między państwem a gospodarką, to jednak stanowi ona niewątpliwe jedną z koncepcji kluczowych dla sukcesu Rand.

Autorka „Atlasa zbuntowanego” traktuje kapitalizm jako uniwersalny system, w którym każdy człowiek jest traktowany sprawiedliwie, czyli za wykonaną pracę oraz wyprodukowane dobra otrzymuje dosłownie tyle, ile mu się należy. W tym miejscu, oczywiście, dostrzec można próbę odbudowania przez Rand wartości klasycznych, jak chociażby w antyczny sposób rozumianej idei sprawiedliwości. Atlas – jej zdaniem – musi się zbuntować, albowiem współczesne gospodarki i społeczeństwa bynajmniej na sprawiedliwości się nie opierają. Bliskie relacje między państwem a gospodarką prowadzą do nieuczciwości i korupcji, państwowe subsydia promują współpracujących z władzą producentów i wybranych jedynie według politycznego klucza przedsiębiorców, a także te sektory gospodarki, które w normalnych warunkach musiałyby przestać istnieć bądź doprowadziłyby do samorestrukturyzacji. Sprzeciw Atlasa jest więc również sprzeciwem wobec niesprawiedliwie zorganizowanego państwa, które nie dość, że ograniczyło w sposób znaczny swobodę gospodarczą, to doprowadziło do katastrofalnej ingerencji w prywatne życie obywateli poprzez przerost norm prawnych, wdawania się w światopogląd i przekonania obywateli, dostrzegalne chociażby w organizowaniu państwowej edukacji. Rand wskazuje, że przecież „jedyna władza, jaką posiada każdy rząd, to władza nad przestępcami. Kiedy zatem nie ma ich wielu, trzeba ich stworzyć. Obwołuje się przestępstwami tyle rzeczy, że przestrzeganie prawa staje się niemożliwe”. Państwo zostało tutaj potraktowane jako struktura żądna władzy, Hobbesowski lewiatan, który swoimi mackami ogarnąć pragnie wszelkie sfery życia. Nadmiar prawnych regulacji sprawia, że każdy człowiek potencjalnie staje się przestępcą, a to przecież nad przestępcami właśnie władza państwowa miała w założeniu „roztoczyć szczególną opiekę”.

Bohaterowie pozytywni Rand buntują się również przeciwko nowym wersjom kolektywizmów, które rosną w siłę we współczesnym świecie, a także przeciwko temu, co nazywa ona moralnością altruistyczną. Kolektywizm to każdy przejaw myślenia o człowieku i społeczeństwie, w którym przyjmuje się, że nadrzędna jest grupa społeczna, wspólnota czy też społeczeństwo. W takiej wizji człowiek – jednostka, indywiduum – jest jedynie wykonawcą woli kolektywu, a jego interes powinien zostać podporządkowany interesowi tegoż kolektywu. Jest to – jak mówi Rand – filozofia radykalnie antyhumanitarna i antyludzka, gdyż człowiekowi ujmuje się jego wartości, a zamiast celu staje się on jedynie środkiem. Kolektywizmy wszelkiej maści współegzystują z etyką altruistyczną, czyli przekonaniem, że człowiek powinien w taki sposób formułować swoje życiowe cele i definiować działania, aby w centrum jego zainteresowania stało dobro innych ludzi i to jemu zawsze podporządkowywać swoją życiową aktywność. We wstępie do „Źródła” pisze Rand, że „wszystkie warianty współczesnego kolektywizmu (komunizm, faszyzm, nazizm itp.) zachowują przecież w całości religijną etykę altruizmu, zastępując jedynie Boga społeczeństwem jako beneficjentem ludzkiego poświęcenia”. Nie tylko socjalizm czy komunizm są przez Rand wskazywane jako przykłady myśli kolektywistyczno-altruistycznej, także większość religii – w szczególności zaś chrześcijaństwo – ma promować postawy tego typu. „Atlas zbuntowany” jest więc zapisem buntu indywidualistów wobec kolektywistyczno-altruistycznego mainstreamu, który systematycznie prowadzi do dewaluacji człowieka i jego jednostkowego życia. Rand widzi w tych nurtach myślenia o człowieku pierwszy krok do takiego przekształcenia społeczeństwa, aby jednostki w nim żyjące przestały być autonomicznymi podmiotami, wyjątkowymi i specyficznymi, a wówczas tylko krok dzielić nas będzie od sytuacji, kiedy to ludzie zamiast imion nosić będą numery, jak to zresztą pokazała Rand w swoim opowiadaniu pt. „Hymn”.

Czy wpuścić Atlasa do domu?

Rand przestrzega więc przed współczesnymi hipostazami Rosji sowieckiej, broni etosu pracowitości i wysiłku, a także staje w opozycji wobec tendencji do rozrastania się struktur państwowych i ograniczania wolności gospodarczej. Czy jednak „Atlas zbuntowany” ze swoim przesłaniem zasługuje na to, aby zrobić dla niego miejsce na półce współczesnego Europejczyka (czy też może powinniśmy powiedzieć szerzej: współczesnego człowieka)? Zdaję sobie sprawę, że wielu współczesnych intelektualistów – także polskich – widzi w Rand faszystkę i nihilistkę, niesympatyczną i wulgarną doktrynerkę (niesympatyczna i dość apodyktyczna rzeczywiście była). Ba! Jeden ze znajomych profesorów powiedział mi kiedyś, że zajmowanie się w jakikolwiek sposób tą panią czy też choćby czytanie jej grafomańskich wybryków nie różni się wiele od uprawiania kurewstwa. Cóż, skłonność do przesady jest niewątpliwie znamieniem nie tylko języka Rand. Świadom jednak potencjalnego zagrożenia kurewstwem muszę stwierdzić otwarcie i bez bicia, że na swojej półce mam nie tylko „Atlasa zbuntowanego”, ale także „Źródło”, „Powrót człowieka pierwotnego”, „Cnotę egoizmu” oraz kilka innych zbiorów esejów Rand, nieprzetłumaczonych jeszcze na język polski. Powiem więcej, na tej samej półce, dosłownie obok, miejsce swoje znalazło – ku niezadowoleniu Rand – kilka tomów autorstwa Berlina, Rawlsa i Sandela. Myślę więc, że warto wpuścić do domu „Atlasa zbuntowanego” i że warto zastanowić się nad ideami, które znalazły swoje miejsce w tej tysiącstustronicowej lekturze.

Przede wszystkim czytanie „Atlasa zbuntowanego” w warunkach pokryzysowych, kiedy to w sposób zasadniczy – zarówno przez dominującą część ekonomistów, jak i politologów oraz polityków – zakwestionowany został kapitalistyczno-liberalny porządek gospodarczy, pozwala na przyjęcie nieco odmiennej perspektywy oraz rozważenie odpowiedzi, jaką w tych warunkach zaproponowałaby Rand. Ona powiedziałaby bowiem, że to nie nadmiar kapitalizmu doprowadził do kryzysu finansowego i gospodarczego, ale właśnie jego niedobór. Kryzys – według niej – stanowi nieuchronną odpowiedź na nieprzystawalność realiów wolnorynkowych do planistyczno-interwencjonistycznych, co też skutkować musi ciągłymi „wyłomami” w tzw. gospodarce mieszanej. Rand zdaje sobie sprawę, że jej refleksja dotycząca kapitalizmu stanowi wyłącznie rozważanie natury teoretycznej, albowiem jak dotychczas nie udało się w żadnym państwie zbudować gospodarki radykalnie kapitalistycznej. Wskazuje jednak, że XIX-wieczny kapitalizm amerykański na pewno w największym stopniu taki typ idealny kapitalizmu przypominał. Lektura „Atlasa zbuntowanego” pozwala na otwarcie się na wyjaśnienia proponowane współcześnie nie tylko przez Rand, lecz także przez wąskie aktualnie środowiska libertariańskie. Może będzie to sposób na przełamanie antykapitalistyczno-interwencjonistycznego mainstreamu, który wciąż przekonuje nas, że takim mainstreamem nie jest, zupełnie jak gdyby Roosevelt, Keynes czy Rawls narodzili się wczoraj, a ich pomysły nie doprowadziły do przeobrażenia systemów gospodarczych państw współczesnego świata.

Książka Rand skłania nas po raz kolejny do zastanowienia się nie tylko nad miejscem państwa w kwestiach gospodarczych, lecz także nad jego rolą w sprawach społecznych. Niekoniecznie trzeba w sposób ślepy i bezrefleksyjny przyjmować perspektywę indywidualistyczną czy wręcz atomistyczną, jaką w „Atlasie zbuntowanym” prezentuje nam Rand. Trzeba jednak dostrzec narastającą omnipotencję państwa w kwestiach, w których niekoniecznie państwo i jego instytucje okazują się najskuteczniejszym graczem, a zagrożenia, jakie niesie przyszłość, doprowadzić mogą do krachu w tychże sferach. Mam tutaj na myśli systemy emerytalne oraz system ochrony zdrowia, ale również edukację, naukę i rozwój technologiczny. I znowu nie chodzi o to, aby otwierać nowy spór między zwolennikami „upaństwowienia” a propagatorami „prywatyzowania”, może jednak warto by czasami przemyśleć argumentację, która pojawia się na drugim biegunie, zaś w sposób bardziej krytyczny podejść do własnej argumentacji? Rand staje na straży autonomii jednostki i jej prawa do decydowania o sobie w całej rozciągłości. Pojawia się więc pytanie: jaką wolnością dysponuje współczesny człowiek w sprawach związanych z systemem emerytalnym, ochroną zdrowia czy edukacją? Czy nie jest tak, że paleta możliwości w ostatnich dekadach (i mam na myśli tzw. świat zachodni, a nie – z oczywistych względów – Polskę) radykalnie się ograniczyła?

„Atlas zbuntowany” pozwala także na zrewidowanie utartych przekonań dotyczących nie wyłącznie indywidualizmu, ale również tego, co Rand określa mianem egoizmu. Wielu – dostrzegłszy słowo „egoizm” w tytule eseju czy książki Rand – od razu przyjmuje postawę krytyki i decyduje się na odrzucenie tej koncepcji. Oczywiście, większość kieruje się potocznym i zdroworozsądkowym rozumieniem egoizmu, nie przyjmując do wiadomości, że sama Rand mówi wprost o „nowej koncepcji egoizmu” – z tego zaś wynika, że proponuje odmienne od zdroworozsądkowego rozumienie tego pojęcia. Zainteresowanie powinien budzić fakt, że egoizm określa ona mianem cnoty, nie zaś wady czy przywary. Ufam, że lektura „Atlasa zbuntowanego” pozwoliłaby wyjść poza szereg skojarzeń nasuwających się wraz z pojawieniem się samego nazwiska Rand. Ze smutkiem domyślam się, że tak jak większość krytyków Marksa w życiu nie przeczytała nic, co ten kiedykolwiek napisał, a już tym bardziej nie zajrzała do „Kapitału” (niestety jednak podobnie jest z większością współczesnych pseudomarksistów), tak też większość krytyków Rand ograniczyła się do lektury zdawkowej notatki w Wikipedii oraz tego, co mówili o niej jej inni krytycy. Zachęcam więc, aby wpuścić do domu Atlasa (bo przecież każdy z nas ma się nim stać!) i aby znaleźć dla niego miejsce na półce.

Tekst pochodzi z XVII numeru „Liberte!”.

Czytaj również
O autorze
*
SławomirDrelich
Politolog i etyk, wykładowca akademicki (UMK w Toruniu) i nauczyciel licealny (I LO w Inowrocławiu), publicysta „Liberté!”