Kto będzie premierem po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych?

Drukuj

Agnieszka Gozdyra: Obstawianie dziś nazwiska premiera wybranego w 2015 roku to dość karkołomne zadanie, chyba że założymy wygraną PiS. Wtedy sprawa jest jasna. Jednak przy wariancie wygranych przez PO wyborów samorządowych, a następnie zwycięskich dla Bronisława Komorowskiego (w I turze) wyborów prezydenckich nie wydaje mi się to wcale takie oczywiste. A ten, kto zakłada wygraną i formuje gabinet na ponad rok przed decydującymi wyborami, może się mocno zawieść. Czytaj więcej

Maciej Stroiński: Chciałbym mieć szklaną kulę i do niej zajrzeć… Z pewnością nie będzie to Donald Tusk. Jeśli nie on, to opcje są trzy. Pierwsza – Jarosław Kaczyński, bo PO bez Tuska rozsypie się kompletnie i ludzie uznają, że musi nastąpić zmiana. Nie ważne jaka, byle było co innego. Druga – Ewa Kopacz, lub inna osoba która przejmie schedę po Tusku. To będzie możliwe, jeśli PO odpowiednio zdyskontuje sukces Tuska, ale też następca pokaże że nie jest pacynką kierowaną przez ex-premiera. Tu znów Kopacz wydaje się najlepszym rozwiązaniem, bo potrafi być pryncypialna ale i empatyczna. Trzecia – po wyborach okaże się, że wygrał PiS ale tak nieznacznie, że prezydent (prawdopodobnie Komorowski) nie zdecyduje się na to by Kaczyńskiemu powierzyć misję tworzenia rządu, ze względu na tzw. „brak zdolności koalicyjnej”, wtedy przeżyjemy kolejne wybory albo poznamy premiera z kapelusza, czyli jakiegoś technokratę który przez kilka miesięcy będzie użerał się z Sejmem bez większości i politycznymi interesikami. Czytaj więcej

Bartłomiej Machnik: Wybiegając w przyszłość, do rozstrzygnięć po wyborach parlamentarnych, należy zauważyć dwa kluczowe aspekty. Walka rozegra się zapewne pomiędzy PiSem, a PO. Dla PiSu (a w szczególności dla Jarosława Kaczyńskiego) jest to ostatni dzwonek. Przegrana z PO, w obliczu tak dużych strat wizerunkowych (afera taśmowa, wyjazd Tuska etc.) byłoby sygnałem, że PiS nie jest w stanie poradzić sobie nawet w dogodnych dla siebie warunkach. To byłby z pewnością gwóźdź do trumny dla samego Kaczyńskiego i zapewne jego odejście na polityczną emeryturę. PO (albo sam Tusk) ma natomiast rok na wykreowanie polityka, który będzie w stanie dorównać charyzmą i darem przekonywania Polaków (póki co takiego nie ma). Inna opcja to premierowanie w wykonaniu… Leszka Millera (lub co najmniej wicepremierowanie). Byłoby to w ramach koalicji anty-PiS, w razie wygranej tej partii.  Jeżeli żaden z tych scenariuszy dla Po się nie sprawdzi to wtedy można liczyć na powyborcze rozliczenia, które mogą swoim zasięgiem doprowadzić do szerokiej destabilizacji partii. Czytaj więcej

Piotr Gursztyn: Najłatwiej obstawić nazwisko Jarosława Kaczyńskiego, bo wiadomo, że tego chce, i że ma spore szanse na wygraną. Co do reszty – np., gdyby miała się odtworzyć jakaś koalicja pod wodzą PO – to możemy tylko zgadywać. Brak tu twardszych danych, aby cokolwiek przewidywać. Czytaj więcej

Mariusz Gierej: Ten kto nim dziś zostanie. Czyli prawdopodobnie Ewa Kopacz, której wielu nie docenia, a w moim przeświadczeniu niesłusznie. Wykonała dużą pracę nad sobą. Jest sprawna medialnie. Jedyny znak zapytania jaki jest w jej przypadku to umiejętności ułożenia sobie partii, ale tu przypuszczam, że Donald Tusk będzie bardzo pomocny. Dla Platformy to szansa na zupełnie nowe otwarcie, a jest ona silna słabością opozycji, która po prostu grzęźnie w różnych dziwacznych narracjach. Czytaj dalej

Błażej Poboży: Po wyborach premierem będzie Jarosław Kaczyński, który większość parlamentarną uzupełni z rozłamowców PO, a jeśli to się nie uda zawiąże koalicję z Nową Prawicą Janusza Korwin-Mikke. Czytaj dalej

Mariusz Celiński: Oczywiście można spekulować o Kaczyńskim, ale moim zdaniem jest mało prawdopodobny. Do tego potrzebne jest spełnienie jednego z 2 warunków: samodzielniej większości PiS lub wejścia do parlamentu ugrupowań z którymi PiS miałby zdolność koalicyjną. Na jedno i drugie nie ma zbyt dużych szans, bardziej  prawdopodobny jest scenariusz wygranej PiS (bez samodzielnej większości) i koalicji „wszyscy przeciw PiSowi”. Procesy jakie nastąpią w PO (która jako PO -co bardziej prawdopodobne,  lub jako jakieś formacje postPO -co też możliwe, będzie trzonem takiej koalicji) są na tyle trudne dziś do przewidzenia, że na jedno nazwisko nie umiem postawić. Będzie to ktoś, kogo oczywiście już dziś znamy, ale raczej spoza ścisłego kręgu dziś przewidywanych na najwyższe funkcje. Zakładam, że w wojnie o schedę po Tusku wskazywani przez niego „syci dworacy” mają mniejsze szanse od „głodnych wojowników”. Czytaj więcej

Czytaj również
*
Gość