Bezprawie i niesprawiedliwość

Drukuj

Władza, która stawia się ponad prawem sama staje się bezprawna.

W nocy z 25 na 26 listopada 2015 roku zaczął się koniec liberalnej demokracji w Polsce. Większość sejmowa – PiS oraz Kukiz 15 uznały – „unieważniając” uchwałę poprzedniego sejmu, że ich wola, będąca jakoby odzwierciedleniem woli narodu, stoi ponad prawem. Wcześniej prezydent Duda „wyręczył” sąd, teraz sejm „wyręczył” Trybunał Konstytucyjny bo tylko on ma prawo stwierdzić niezgodność jakiejkolwiek ustawy czy uchwały z Konstytucją.

Ubezwłasnowolnienie Trybunału Konstytucyjnego oznacza, że nie mając wprawdzie większości konstytucyjnej do jej zmiany obóz władzy może się już nie przejmować Konstytucją. Czyli de facto w Polsce Konstytucja przestanie obowiązywać, ponieważ każda jej interpretacja będzie odbywała się pod dyktando obecnej władzy.

Uznanie, że rządzący stoją ponad prawem, albo, że ich słowo prawem się staje, to wstęp do dyktatury większości. Zasada „prawo nie działa wstecz”? Ależ działa – wola większości. Każdy ma prawo do sprawiedliwego procesu? Dla „zwyrodnialców”, „zdrajców” i kogo tylko wskażemy palcem sprawiedliwego procesu nie będzie. Wola większości zdecydowała. Jakaś gazeta pisze „nieprawdę”, administracyjnie zamkniemy ją „ze względu na ważny interes państwowy”. Wola większości.

Ograniczenia woli większości służą temu, żebyśmy w ramach państwa, w którym funkcjonujemy nie zachowywali się jak wojujące ze sobą plemiona, które gdy tylko zdobędą władzę zaczynają wyżynać plemię wrogów. Poszanowanie instytucji i zasad państwa prawa jest tym co odróżnia – w praktyce – liberalne demokracje od nieliberalnych demokracji czy zwykłych systemów autokratycznych.

Zasada państwa prawa oznacza, że prawa przestrzegać muszą wszyscy – rządzący i rządzeni. Kiedy władza prawo łamie stawia się ponad prawem. Znosi kontrakt jaki funkcjonuje między władzą i społeczeństwem. Władza nie ma prawa zrobić z obywatelem, z regułami funkcjonowania wspólnoty, „co chce”. Prawa człowieka, konstytucja, podstawowe zasady państwa prawa – to wszystko chroni jednostkę, a także mniejszości – a każdy jest jakąś mniejszością, w zależności od przyjętego kryterium – przed samowolą większości. Jeśli władza tych reguł nie przestrzega staje się władzę bezprawną. Uzurpatorską. Prawo stanowione przez tą władzę nie obowiązuje. Reguły, które narzuca obywatelom nie obowiązują. Dlatego obecna władza w Polsce jest bezprawna, a jej funkcjonariusze prędzej czy później staną przed Trybunałem Stanu.

Co to oznacza w praktyce? Oznacza przede wszystkim, że wszyscy świadomi obywatele, którzy nie chcą żyć w kraju, w którym poddani są samowoli władzy, powinni, przy użyciu wszystkich możliwych pokojowych środków dążyć do odsunięcia tej władzy. Specjalnie piszę „pokojowych”, a nie „legalnych”. Może się zdarzyć tak, że obecna władza chcąc bronić przyznanych sobie samowolnie uprawnień, będzie ograniczać konstytucyjne prawa np. czy to do wolności wypowiedzi czy wolności zgromadzeń.

Ta władza będzie miała coraz więcej do stracenia. Jej aparatczycy czyniąc bezprawie będą wiedzieli, że jedynym sposobem na pozostanie bezkarnym będzie dalsze trzymanie się u władzy. Przy pomocy wszelkich możliwych środków. Władza ograniczona jest regułami – dla dobra jednostek i społeczeństwa, ale i dla dobra sprawujących władzę. Żeby mogli ją w pokojowy sposób oddać, żeby nie przekroczyli granicy, zza której nie ma już powrotu.

Dlatego droga do odebrania władzy uzurpatorom będzie długa i ciężka. To co obserwujemy teraz to dopiero początek. Dziś protestują nieliczni, którzy rozumieją rangę ostatnich wydarzeń. Słusznie, trzeba budzić społeczną świadomość i zło nazywać po imieniu. Jednak szansa na masowe protesty, podziały wewnątrz obozu władzy, czy jeszcze inny koniec jaki tę władzę spotka – a spotka na pewno, jest wciąż odległa. Najprawdopodobniej z czasem nieudacznicy, którzy znaleźli się u władzy zaczną potykać się o własne nogi, szczególnie jeśli utrzymają zapowiedzi „antyreform” z kampanii wyborczej. Wówczas ich decyzje dotkną dziesiątek i setek tysięcy ludzi, którzy dołączą do tych, którzy oburzają się na niszczenie liberalnej demokracji dziś.

Dzień buntu nadejdzie. Bądźmy na niego gotowi.

Czytaj również
O autorze
*
LeszekJażdżewski
Politolog, publicysta, redaktor naczelny LIBERTÉ!
@ LesJazd