Budżet obywatelski? To się nie może udać… a jednak!

Drukuj

Wbrew wielu sceptykom budżet obywatelski w Łodzi w roku 2013 okazał się ogromnym sukcesem. 908 propozycji zgłoszonych przez mieszkańców oraz 129 tys. oddanych głosów sprawiło, że o mieście zaczęło być głośno. Jak udało się to osiągnąć?

Jak to bywa z prostymi pytaniami, odpowiedź na nie jest nader skomplikowana. O dobrych efektach zadecydował bowiem nie jeden, lecz kilka równie istotnych elementów. Najprościej mówiąc, w przypadku tak skomplikowanych procesów wyjść musi niemal wszystko – planowanie i przygotowanie jasnych zasad, kampania informacyjna, realizacja oraz zaangażowanie społeczne. Jeśli czegoś zabraknie, sukcesu nie będzie.

Poniżej postaram się część z tych haseł uszczegółowić. Z racji ograniczonej objętości tekstu pominę większość informacji odnoszących się do opisu samej procedury (m.in. terminów, kwot, podziału miasta na rejony). Zainteresowane osoby zachęcam do sięgnięcia po istniejące już publikacje i materiał źródłowy, w których można znaleźć szczegółowy opis wszystkich przyjętych w Łodzi rozwiązań.

Warunki brzegowe – planowanie procesu

Decyzja o wprowadzeniu budżetu obywatelskiego w Łodzi zapadała stopniowo. Trudno dokładnie określić, dlaczego władze ostatecznie postanowiły zdecydować się na podobny krok. Powody były z pewnością różne. Budżet partycypacyjny stawał się w Polsce coraz bardziej popularny, a przykłady takich miast jak Sopot zachęcały do tego, by eksperymentować także u siebie. Nie bez znaczenia były z pewnością również pozytywne doświadczenia związane z pilotażowym budżetem partycypacyjnym w łódzkich radach osiedli (jednostkach pomocniczych) czy też zachęty płynące ze strony niektórych aktywistów społecznych i radnych miejskich. Wszystkie te inspiracje i namowy na niewiele by się jednak zdały, gdyby władze miasta nie były przekonane, że budżet obywatelski będzie dla niej korzystny na innej niż ideowa płaszczyźnie. W obliczu zbliżających się wyborów samorządowych każdy dodatkowy głos poparcia mieszkańców miał znaczenie. Jak zaś pokazały późniejsze wydarzenia, dobrze przeprowadzony budżet potrafi wzbudzić wiele pozytywnych emocji, co może przełożyć się również na wynik wyborczy. Zwłaszcza w wypadku decydentów, którzy w odróżnieniu od poprzedników kładli zdecydowanie większy nacisk na kwestie związane z uczestnictwem obywatelskim.

Bez względu na to, co przeważyło, jedno jest pewne: Łódź – w odróżnieniu od wielu innych miast w Polsce – miała czas na to, by się przygotować do wprowadzenia budżetu obywatelskiego. Po przyzwoleniu ze strony Rady Miejskiej prezydent Hanna Zdanowska powołała zespół, który przez kilka miesięcy opracowywał zasady całego procesu.

Skład tej grupy był bardzo zróżnicowany, co niewątpliwie stanowiło dużą zaletę. Obok radnych Rady Miejskiej i rad osiedli w zespole pracowali również urzędnicy, członkowie organizacji pozarządowych oraz przedstawiciele świata akademickiego. Prace były intensywne. Na cotygodniowych spotkaniach przez 17 tygodni rozkładano proces budżetu partycypacyjnego na części pierwsze oraz analizowano różne rozwiązania – począwszy od kwestii związanych z podziałem środków, poprzez rodzaj zadań możliwych do zgłaszania, sposoby głosowania, a na założeniach kampanii skierowanej do mieszkańców kończąc. Dyskusje były nieraz pełne emocji, a przy niektórych – co bardziej kontrowersyjnych – kwestiach trzeba było odwoływać się do głosowania jako jedynej metody zakończenia wymiany zdań. Ostatecznie jednak udało się przyjąć dokument, pod którym podpisał się cały zespół. Co równie istotne, rekomendacje sformułowane przez grupę zostały niemal w całości przyjęte przez władze miasta i przełożone na język rozporządzenia, które stało się podstawą prawną do przeprowadzenia budżetu obywatelskiego.

Choć wiedzieliśmy, że nie udało nam się przewidzieć wszystkich sytuacji, to mieliśmy poczucie dumy z opracowanych ram – zarówno z zapisów dotyczących cykliczności procesu, obniżonych ograniczeń wiekowych związanych z uczestnictwem, zakresu projektów możliwych do zgłoszenia, transparentności procesu, wpisania w całe przedsięwzięcie daleko idących działań promocyjnych, informacyjnych i edukacyjnych skierowanych do mieszkańców czy w końcu z wprowadzenia obowiązku corocznej ewaluacji. Krótko mówiąc, udało się wpisać w łódzki budżet partycypacyjny większość zasad postulowanych mniej więcej w podobnym czasie przez II Kongres Ruchów Miejskich obradujący w Łodzi.

Powołanie międzysektorowego zespołu, jak również przełożenie ustaleń na dalsze działania sprawiły, że pod wieloma względami mieliśmy do czynienia z dobrą praktyką. Dobrą, co nie znaczy, że idealną. Zabrakło bowiem konsultacji społecznych na temat proponowanych ustaleń, jak to się stało choćby w Dąbrowie Górniczej. Głównym problemem okazał się brak czasu. Zostaliśmy postawieni przed alternatywą – albo robimy konsultacje i przesuwamy realizację budżetu obywatelskiego na rok kolejny, albo z konsultacji rezygnujemy, a błąd postaramy się naprawić w trakcie ewaluacji następującej po I edycji. Ostatecznie zdecydowano się na rozwiązanie drugie.

Warunki brzegowe wyglądały jednak bardzo obiecująco. Mieszkańcom obiecano wiążący wpływ na wydanie 20 mln zł z budżetu miasta. Było to mniej niż proponował zespół, ale i tak kwota przemawiała do wyobraźni. Można więc było mieć nadzieję zarówno na wzbudzenie zainteresowania obywateli, jak i mediów. Same zaś zasady i architektura procesu – które dla sukcesu są istotniejsze niż pieniądze – pozwalały oczekiwać, że uda nam się w mieście przeprowadzić dobry budżet partycypacyjny.

Promocja, informacja, edukacja

Nawet najlepsze zasady procesu partycypacyjnego nie pomogą, jeśli nikt spośród mieszkańców nie przyjmie zaproszenia do uczestnictwa. Zarówno wspomniany zespół, jak i władze miasta doskonale zdawały sobie z tego sprawę. Dlatego też od początku duży nacisk w rekomendacjach oraz w samym zarządzeniu położono na zagadnienia związane z promowaniem, informacją i edukacją. Uznano, że działania mające na celu zachęcenie łodzian do aktywności oraz ich merytoryczne wsparcie powinny się odbywać przez cały okres przygotowania budżetu obywatelskiego.

Zgodnie z rekomendacjami zespołu prowadzenie kampanii promocyjno-informacyjnej i edukacyjnej zlecono organizacjom pozarządowym. W ogłoszonym przez miasto konkursie wybrano wspólną propozycję Fundacji Normalne Miasto – Fenomen oraz Łódzkiego Stowarzyszenia Inicjatyw Miejskich Topografie. Wymienione organizacje były odpowiedzialne za przygotowanie materiałów informacyjnych (drukowanych oraz elektronicznych, w tym strony internetowej), promocję, ale także bieżące kontakty z mieszkańcami – zarówno poprzez kanały komunikacji masowej, internetowej, jak i bardziej bezpośrednie.

W ramach kampanii przeprowadziliśmy serię spotkań. W sumie zorganizowaliśmy: dwa spotkania z interesariuszami, tj. z radami osiedli oraz organizacjami pozarządowymi (kwiecień); 36 spotkań osiedlowych, po jednym w każdej jednostce pomocniczej, dwa spotkania dziennie (maj); pięć spacerów badawczych, po jednym w każdej dzielnicy (maj); jedno spotkanie z osobami głuchymi z udziałem tłumacza języka migowego (czerwiec); sześć spotkań prezentujących zasady głosowania oraz projekty mieszkańców, w tym pięć spotkań dzielnicowych oraz jedno ogólnomiejskie (wrzesień).

We wszystkich naszych spotkaniach udział wzięło 805 osób. Do tego trzeba by doliczyć również uczestników innych zebrań zrealizowanych poza kampanią, na które byliśmy zapraszani, a których nie byliśmy organizatorami, np. udział w spotkaniach sympatyków różnych partii politycznych (PO i SLD). Już jednak sama liczba biorących udział w wydarzeniach oficjalnych daje wyobrażenie o skali podjętych działań.

Gdy przygotowywaliśmy kampanię, zależało nam również, by jak najbardziej ułatwić mieszkańcom zgłaszanie zadań. Dlatego też w czerwcu pomagaliśmy zainteresowanym w wypełnianiu formularzy służących do zgłaszania pomysłów. Byliśmy dostępni zarówno telefonicznie, mailowo, jak i osobiście, a gdy zaszła taka konieczność – dojeżdżaliśmy do zainteresowanych (np. pensjonariuszy domu pobytu dziennego).

Prawdę mówiąc, nie spodziewaliśmy się tak dużego zainteresowania. Liczba rozmów z każdym dniem rosła. Ostatni telefon odebraliśmy 10 minut przed końcem terminu zgłaszania zadań – ktoś chciał się dowiedzieć, gdzie zawieźć dokumenty. Pod koniec czerwca policzyliśmy z kolegą, że wspólnie odebraliśmy 264 telefony. Oprócz tego mieliśmy 121 wizyt w punkcie informacyjnym oraz sześć spotkań doradczych poza nim.

Olbrzymią pracę wykonał również Urząd Miasta Łodzi, który w niemalże każdej komórce organizacyjnej wyznaczył pracownika bądź pracowników, do których mieszkańcy mogli zwracać się z pytaniami dotyczącymi konkretnych pomysłów na projekty. Pracownicy administracji publicznej pomagali ustalić stan własnościowy działek, a także szacunkowe koszty zadania, oraz doradzali, czy dany pomysł da się zrealizować w ciągu jednego roku. Choć niektóre komórki, zwłaszcza te mniejsze, zostały wręcz sparaliżowane natłokiem obowiązków, to większość urzędników stanęła na wysokości zadania i starała się jak najszybciej odpowiadać zainteresowanym.

We wrześniu, tuż przed głosowaniem, UMŁ dodatkowo włączył się w promocję m.in. poprzez zakup ogłoszeń w prasie, produkcję spotów radiowych i telewizyjnych, liczne konferencje prasowe czy kampanię „od drzwi do drzwi”, w której wzięli udział nie tylko urzędnicy wolontariusze, ale również przedstawiciele władz miasta, w tym prezydent Hanna Zdanowska.

W promocję włączyły się również spontanicznie inne instytucje, organizacje i społeczności, w tym m.in. niektóre rady osiedli, Młodzieżowa Rada Miejska w Łodzi czy w końcu sami mieszkańcy. Takie zresztą były od początku nadzieje i tak też zaplanowany został cały proces. Liczyliśmy, że wiele rozwiązań zawartych w regulaminie budżetu obywatelskiego skłaniać będzie łodzian do tego, by próbowali dotrzeć z informacją o całym procesie do sąsiadów, rodziny, przyjaciół i znajomych.

Już na samym etapie zgłaszania propozycji zadania konieczne było zdobycie 15 popisów poparcia, co wymuszało opowiedzenie o projekcie innym. Niektórzy z wnioskodawców szli znacznie dalej i dostarczali formularze do urzędu z kilkudziesięcioma podpisami, a czasem także z ich setkami czy nawet tysiącem. Poczta pantoflowa – jedna z najskuteczniejszych form komunikacji przy podobnych projektach – zaczęła działać, a promocja realizowana przez samych łodzian nabrała dodatkowego tempa przed głosowaniem.

We wrześniu odnieśliśmy wręcz wrażenie, że gdyby zespół realizujący kampanię na kilka tygodni przed głosowaniem pojechał na wakacje, to żadnej tragedii by nie było. Kampania promocyjno-informacyjna i edukacyjna potrzebna była bowiem najbardziej na samym początku jako impuls do działania. Kiedy budżet obywatelski stał się jednym z głównych tematów w życiu miasta, sami mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce. Organizacjom pozarządowym i administracji nie pozostało do zrobienia wiele więcej niż tylko podtrzymywać istniejące już zainteresowanie.

Sukces w obszarze promocji i informacji był jednak bezsprzeczny. Współpraca samorządu z organizacjami trzeciego sektora, choć niepozbawiona różnych napięć, przyniosła bardzo dobre rezultaty. Urząd Miasta Łodzi mógł przekazać odpowiedzialność za część zadań, którymi zajmować się nie chciał. Organizacje pozarządowe dobrze poradziły sobie zarówno z prowadzeniem samych spotkań w roli zewnętrznych moderatorów, jak i z jasnym przekazywaniem informacji na temat budżetu. Część rozwiązań, które wprowadziliśmy – takie jak doradztwo – okazała się strzałem w dziesiątkę i wzbudziła zainteresowanie w innych miastach. Dobre rezultaty podobnej współpracy ośmieliły też inne samorządy, które – jak w Warszawie – postanowiły kampanię zlecić organizacjom pozarządowym.

Wykon, czyli od pomysłu do realizacji

W przypadku kampanii promocyjno-informacyjnej i edukacyjnej ojców (i matek) sukcesu było wiele. Jeśli jednak chodzi o kwestie związane z przyjmowaniem, sprawdzaniem wniosków oraz głosowaniem, znajdowały się one praktycznie całkowicie po stronie władz (wykonawczych i uchwałodawczych) oraz administracji. Gdyby nie ich tytaniczna praca z całego procesu byłyby nici.

Mało kto zdaje sobie sprawę z wyzwań, jakie stawia przed samorządem budżet obywatelski. W Łodzi kwestiami związanymi z partycypacją zajmuje się przede wszystkim Biuro ds. Partycypacji Społecznej, które odegrało w całym procesie kluczową rolę. Ponieważ jednak projekty zgłaszane przez mieszkańców dotyczyły wszystkich zadań wchodzących w kompetencje gminy i powiatu, konieczne było zaangażowanie urzędników z większości komórek organizacyjnych UMŁ. Biuro wzięło na siebie rolę koordynacyjną. W kluczowych momentach – gdy do urzędu wpłynęło 908 wniosków, które trzeba było sprawdzić pod względem formalnoprawnym i gospodarności, czy też w trakcie głosowania i liczenia głosów – pracy było niewyobrażalnie dużo. Pracownicy biura często zostawali po godzinach, nawet do drugiej w nocy. Inne komórki UMŁ też miały bardzo dużo obowiązków przy wnioskach, zwłaszcza że etap sprawdzania wypadł w tradycyjnie urlopowym okresie wakacyjnym.

Budżet-lokalnie-ogólnomiejsko

Ogromną rolę odegrała również doraźna komisja rady miejskiej ds. budżetu obywatelskiego w Łodzi. To do niej trafiały po sprawdzeniu przez urzędników wnioski mieszkańców. Radni mogli opinię administracji podtrzymać lub zmienić, a więc ostatecznie decydowali, czy dany pomysł zostanie poddany pod głosowanie.

Wakacyjne obrady komisji były otwarte dla wszystkich zainteresowanych. Zgodnie z przyjętymi zasadami cały proces budżetu miał być transparentny. Dlatego też osoby, które zgłosiły swój pomysł, mogły nie tylko zapoznać się z obszernym uzasadnieniem urzędników, lecz także wziąć udział w dyskusji podczas posiedzeń komisji.

Radni przy okazji rozpatrywania samych wniosków spotkali się 15 razy, poświęcając na to zadanie mniej więcej 60 godzin. W obradach wzięło udział też blisko 540 mieszkańców. Zdarzało się, że niektóre wnioski rozpatrywano po kilka razy, by mieć pewność, że żaden z pomysłów nie został przedwcześnie odrzucony. Dzięki staraniom radnych jedynie 146 wniosków (czyli 16 proc.) zostało zweryfikowanych negatywnie. Odpadły tylko propozycje niemożliwe do realizacji albo z powodu stanu własnościowego działek (np. ktoś zaproponował inwestycję na gruncie nienależącym do miasta), albo zbyt długiego czasu wykonania, albo wykraczania poza zadania samorządu, albo z powodu kosztów przekraczających środki przeznaczone na budżet obywatelski. Bywało, że niektóre propozycje miały już zapewnione finansowanie z innych źródeł, wobec czego nie było sensu poddawać ich pod głosowanie.

Dzięki pracy radnych oraz administracji udało się uczciwie i transparentnie sprawdzić propozycje łodzian. Również dziewięciodniowe głosowanie (korespondencyjne, osobiste i internetowe) przebiegło bez większych problemów.

Zdarzały się, co prawda, sytuacje, gdy ktoś próbował w głosowaniu elektronicznym podszyć się pod inną osobę, ale nie były to przypadki częste. UMŁ opracował też procedurę, dzięki której każda osoba, której nr PESEL został wykorzystany w aplikacji internetowej do zagłosowania, mógł złożyć oświadczenie i wycofać nieuczciwie oddany głos. Większym problemem dla części mieszkańców mogła się okazać awaria serwerów na dwie godziny przez końcem głosowania. Raz jeszcze zainteresowanie społeczne budżetem partycypacyjnym przerosło oczekiwania wszystkich.

Trudności techniczne z pewnością muszą zostać rozwiązane. Podobnie jak należy wymyś-
lić sposób, w jaki ułatwić wnioskodawcom kontakt z sobą. Zdarzało się bowiem, że kilka osób złożyło albo podobne wnioski, albo wnioski komplementarne, które można by połączyć w celu zwiększenia potencjału promocyjnego. Ze względu na ochronę danych osobowych UMŁ nie mógł jednak przekazywać mieszkańcom danych kontaktowych ani też udostępniać ich realizatorom kampanii, co utrudniało dotarcie do autorów przy okazji organizacji spotkań.

Nie zmienia to jednak faktu, że sposób, w jaki samorząd podszedł do budżetu obywatelskiego, był pod wieloma względami modelowy. Mam nadzieję, że podobnie będzie to wyglądało w kolejnych latach. Na razie przed samorządem stoją kolejne wyzwania. Po pierwsze, przeprowadzenie ewaluacji razem z mieszkańcami oraz wyciągnięcie wniosków na przyszłość. Po drugie, uchwalenie budżetu gwarantującego powstanie wybranych w głosowaniu pomysłów i po trzecie, realizację propozycji łodzian.

Jak wynika z doświadczeń innych miast, nie ma lepszej promocji dla budżetu partycypacyjnego niż realizacja decyzji podjętych rok wcześniej. Jest co robić, bo ostatecznie w głosowaniu łodzianie wybrali aż 47 pomysłów, spośród których część to inwestycje „twarde”. Na szczęście wygląda na to, że JST poważnie podchodzi do złożonych obietnic. Z autorami zwycięskich propozycji spotkała się niedługo po głosowaniu prezydent Hanna Zdanowska, by porozmawiać o tym, w jaki sposób można mieć wpływ na dalszą realizację projektów.

Urząd sporządził również szczegółowy harmonogram dotyczący wprowadzania w życie każdego z projektów, z którego wynika, że część działań (związanych z planowaniem czy uzyskiwaniem potrzebnych zgód) przewidzianych zostało jeszcze w roku 2013. Nad terminowością będą z pewnością czuwać sami mieszkańcy, którzy w trakcie I edycji budżetu partycypacyjnego wielokrotnie pokazali, jak bardzo zależy im na sprawach miasta.

Wybuch zaangażowania społecznego

Budżet obywatelski tworzą nie tylko zasady, kampania i działania magistratu, ale przede wszystkim aktywność mieszkańców. Sukces całego procesu nie byłby możliwy, gdyby zaproszenie do udziału w decydowaniu o publicznych środkach nie spotkało się z życzliwym przyjęciem łódzkiej społeczności. Stało się jednak inaczej. Mieszkańcy, mimo różnych doświadczeń z władzą, raz jeszcze postanowili jej zaufać i zobaczyć, co z tego wyniknie.

Początki wcale tego nie zapowiadały. Choć frekwencja na spotkaniach osiedlowych nie była zła, to zaczęły się pojawiać wątpliwości, czy uda się wykorzystać pełną kwotę w budżecie. Po spacerach badawczych, które zakończyły się frekwencyjną klapą (m.in. z powodu złej pogody), w lokalnej prasie pojawiły się nerwowe nawoływania: „gdzie są ci obywatele?”. Niektórzy eksperci zajmujący się PR twierdzili wręcz, że zasady budżetu są zbyt skomplikowane, a wymagania wobec obywateli przy składaniu wniosków za duże. Także część radnych i pracowników magistratu zaczęła mieć wątpliwości, czy kampania została odpowiednio przygotowana. Staraliśmy się ich uspokajać, wiedząc, jaką pracę wykonaliśmy, i licząc na to, że wcześniej czy później przyniesie ona owoce.

Nastroje nie były jednak najlepsze, tym bardziej że do początku czerwca wpłynęło zaledwie kilka wniosków. Na tydzień przed ostatecznym terminem liczba ta urosła do mniej więcej 60. Potem wszystko się zaczęło. Z każdym dniem wniosków przybywało w oszałamiającym tempie. Dzień przed upływem czasu zgłoszono jakieś 300 propozycji. Ostatniego dnia spłynęło kolejnych 600… W sumie łodzianie złożyli do budżetu obywatelskiego 908 pomysłów, których realizacja kosztowałaby ok. 0,5 mld zł.

Raz jeszcze okazało się, że czekanie do ostatniej chwili ze składaniem dokumentów jest czymś w rodzaju naszego sportu narodowego. Widać również było, że przy właściwie przygotowanej informacji, dobrym nagłośnieniu tematu przez media (nawet jeśli część materiałów była alarmująca i sceptyczna), jedyne, czego potrzeba obywatelom, to czas. 60 dni zagwarantowanych zgodnie z harmonogramem na zgłaszanie propozycji zadań do budżetu okazało się zbawienne. Dzięki temu informacja miała szansę dotrzeć do wszystkich zainteresowanych.

Aktywność obywatelska nie ustała na etapie zgłaszania projektów. Autorzy pomysłów wpierw aktywnie brali udział obradach Komisji Rady Miejskiej ds. Budżetu Obywatelskiego, później zaś zabrali się do promocji swoich propozycji. Masowo zaczęły powstawać strony na Facebooku zachęcające do oddania głosu na wybrane projekty, korzystano również z newsletterów. Niektórzy wnioskodawcy zawiązywali koalicje i promowali kilka wniosków pod jednym szyldem. Inni decydowali się na drukowanie ulotek i plakatów rozwieszanych w przestrzeniach publicznych i w okolicy miejsc zamieszkania. Widzieliśmy nawet samochód z naklejoną informacją o jednym z wniosków.

Te wszystkie działania oraz promocja organizacji pozarządowych i UMŁ doprowadziły do tego, że frekwencja podczas głosowania była bardzo wysoka. Ostatecznie wzięło w nim udział 129 tys. osób, które wskazały bardzo zróżnicowane propozycje. Za sukces można więc też uznać, że wygrały nie tylko projekty mające na celu poprawę warunków do uprawiania sportu (boiska) czy rekreacji (inwestycje w parkach), lecz także pomysły odpowiadające na potrzeby osób w trudnej sytuacji życiowej, np. dotyczące prowadzenia banku żywności czy poprawy warunków pensjonariuszy domów dziennego pobytu.

Podsumowanie – jest dobrze i co dalej?

Pierwsza edycja budżetu obywatelskiego skończyła się niewątpliwym sukcesem. Łódź zdecydowała się na przeprowadzenie skomplikowanego procesu partycypacyjnego, w którego trakcie zrezygnowano z chodzenia na skróty. Dobrze przemyślane zasady, ogromna praca władz i administracji, zaangażowanie trzeciego sektora, a nade wszystko ogromny społeczny entuzjazm sprawiły, że pod wieloma względami łódzki budżet partycypacyjny można pokazywać jako dobrą praktykę.

Pierwszy rok był przełomowy i trudny, bowiem wiązał się z wprowadzeniem całkowicie nowego modelu współdecydowania mieszkańców. W kolejnych latach będzie pod pewnymi względami łatwiej – można liczyć, że potrzebny będzie mniejszy wysiłek, by wytłumaczyć obywatelom, w jaki sposób budżet partycypacyjny funkcjonuje oraz jak można się w niego włączyć. Bogatsi też jesteśmy o różne doświadczenia ułatwiające uniknięcie niektórych błędów.

Poprzeczka została jednak postawiona wysoko i trzeba będzie się bardzo starać, by jej nie strącić. Zaufania mieszkańców nie wolno zawieść. Dużo zależy od władz samorządowych, które odpowiadają za realizację wybranych projektów oraz przygotowanie kolejnej edycji budżetu. W momencie pisania tekstu wciąż nie do końca wiadomo, jak proces ten zmieni się w następnym roku. Ewaluację z udziałem obywateli zaplanowano na grudzień 2013 r. – niedługo potem trzeba będzie przyjąć już ewentualne poprawki do modelu i zadecydować, jak będzie wyglądała kampania w roku następnym oraz kto będzie za nią odpowiadał. (Sprawa udziału organizacji pozarządowych pozostaje otwarta).

Wielu szczegółów jak na razie nie znamy. Można mieć tylko nadzieję, że sukces pierwszej edycji skłoni władze do pójścia za ciosem i do stopniowego ulepszania modelu, obywateli zaś do tego, by wspierać w tym władze poprzez życzliwe patrzenie na ich ręce. W końcu nawet najlepszy proces partycypacyjny nie jest dany raz na zawsze. Wymaga on ciągłej troski i uwagi.

Tekst oryginalnie ukazał się na stronie partycypacjaobywatelska.pl, portalu Pracowni Badań i Innowacji Społecznych Stocznia.  Został zamieszczony także w XVII numerze „Liberte!”.

Czytaj również
O autorze
*
BorysMartela