CHILIJSKI CUD GOSPODARCZY WCALE NIE TAKI CUDOWNY, część I

Drukuj

Magda Melnyk występuje z krytyką neoliberalnej analizy reform gospodarczych jaki dokonały się w Chile od lat 70, o których pisał w dwuczęściowym artykule Kazimierz Tarchalski. Zwraca uwagę na negatywną rolę Stanów Zjedoczonych oraz przede wszystkim okrucieństwa reżimu Pinocheta. Część I przedstawia kontekst sytuacji w jakiej znalazło się Chile za rządów Salvadora Allende.

Reformy gospodarcze w Chile lat siedemdziesiątych chętnie porównywane są przez ekonomistów do cudu gospodarczego osiągniętego przez Niemcy po zakończeniu II wojny światowej. Niestety, taka paralela jest dość dużym nadużyciem zważywszy na fakt, że przy okazji wprowadzenia zasad wolnorynkowych i stymulowania sektora przemysłowego, Niemcy stworzyli modelowy system  „państwa subsydialnego” działającego w ramach tzw. „społecznej gospodarki rynkowej”. Państwo w ramach tego systemu przyjęło rolę „nocnego stróża”, który przestrzegając zasad wolnego rynku jednocześnie miał prawo interwencji  celem większego zabezpieczenia obywateli przed negatywnymi skutkami polityki liberalnej. Powyższe reformy były jednocześnie wprowadzane w warunkach demokracji skonsolidowanej, gdzie prawa jednostki do wolności słowa czy przekonań były w pełni przestrzegane (na ile pozwalała na to rzeczywistość zimnowojenna). W przypadku Chile, „cudu” dokonano koncentrując się jedynie na aspekcie ekonomicznym całego przedsięwzięcia, szerokim łukiem omijając kwestie społeczne oraz wolności polityczne.  W związku z tym trudno mówić o zwycięstwie reform ekonomicznych przeprowadzonych przez sławetnych Chicago Boys, po pierwsze, nie dokonując rzetelnej oceny reżimu autorytarnego generała Pinocheta, po drugie, nie przeprowadzając analizy problemów, z jakimi aktualnie boryka się to państwo. Nie bez znaczenia pozostają w tym kontekście protesty, które wstrząsają od kilku miesięcy państwem. Chile w wyniku przeprowadzonych reform doświadcza obecnie poważnych problemów w sektorze oświaty oraz służby zdrowia. Trudno jest dłużej ignorować także ogromne przepaści społeczne, jakie wyostrzyły się między warstwą uprzywilejowaną i żyjącą w skrajnej biedzie.

http://www.flickr.com/photos/0sama/6086896690/sizes/m/in/photostream/
by 0sama!!

AMERYKA ŁACIŃSKA: PROBLEMY Z SAMĄ SOBĄ I Z ŻYCZLIWYMI PRZYJACIÓŁMI.

Funkcjonowanie oraz ewolucja systemów gospodarczych Ameryki Łacińskiej charakteryzuje się dużą złożonością. Już od momentu tworzenia zrębów własnej państwowości kraje regionu były obarczone licznymi ograniczeniami tak o charakterze wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Po okresie kolonialnym odziedziczyły system gospodarczy zbliżony do feudalnego z dominacją niesprawnie zarządzanych latyfundiów, co w dużej mierze określiło charakter tych państw jako eksporterów nieprzetworzonych surowców. W tym samym czasie pustkę, jaka wytworzyła się po wyjściu z tego regionu Hiszpanii starały się najszybciej wypełnić mocarstwa europejskie z Wielką Brytanią na czele. Tym tendencjom jasno sprzeciwiły się Stany Zjednoczone, formułując już w roku 1823 jedną ze swoich pierwszych doktryn polityki zagranicznej znaną dziś pod nazwą „doktryny Monroe”. Diego Portales, symbol prawicy chilijskiej, skomentował motto prezydenta USA „Ameryka dla Amerykanów” jednym zdaniem Tak, ale trzeba być ostrożnym: dla Amerykanów z północy, jedynymi Amerykanami są oni sami”. W konsekwencji duża część przemysłu eksportowego, który rozwijał się w tym czasie w Ameryce Łacińskiej (plantacje, kopalnie, czy linie kolejowe pozwalające na przewóz uzyskanych surowców do portów) znalazła się w rękach przedsiębiorców ze Stanów Zjednoczonych, którzy większość zarobionych środków lokowali w ojczyźnie. Z tego względu jedynym źródłem dochodów stały się dla młodych demokracji zyski otrzymywane z ceł. Ta sytuacja miała charakter patowy, jako że jakakolwiek próba reform socjalnych, rolnych czy ekonomicznych kończyła się w regionie interwencją zbrojną USA w imię obrony żywotnych interesów własnych obywateli. Zbyt bliskie kontakty z innym mocarstwem światowym także mogły zakończyć się podobnym scenariuszem. Chile doświadczyło takiej groźby w roku 1891, kiedy rząd Stanów Zjednoczonych niezadowolony ze zbyt silnych więzi, jakie łączyły Santiago z Londynem, zagroził interwencją zbrojną wykorzystując jako pretekst pijacką bójkę pod barem True Blue w porcie Valparaiso, w wyniku której życie straciło dwóch marynarzy amerykańskich. Groteskowość wykorzystania tak błahego incydentu celem wystosowania ultimatum do rządu chilijskiego o możliwości interwencji zbrojnej jest oczywista.

NIE WSZYSTKO ZŁOTO CO SIĘ ŚWIECI: HISTORIA SALETRY I MIEDZI.

Wydarzenie to zbiegło się w czasie z wojną o Pacyfik, w wyniku której saletra stała się głównym źródłem dochodów dla rządu chilijskiego, który w tym czasie korzystał z zagranicznego finansowania nieubłaganie rosnącego długu publicznego. Pod koniec I Wojny Światowej zyski z handlu saletrą stanowiły 80%  całego przychodu krajowego. Światowy konflikt oznaczał dla Chile niedobór produktów do tej pory importowanych, co miało ożywczy wpływ na rynek wewnętrzny. Produkcja krajowa wzrosła w tym czasie o 50%. Wraz z końcem wojny popyt na saletrę drastycznie zmalał, co spowodowało gwałtowny wzrost bezrobocia. W tej sytuacji stało się jasne, że reformy społeczne nie mogą być już dalej odkładane w czasie, a dotychczasowy status quo oligarchii musi zostać zmieniony. Na fali tych nastrojów w 1920 roku na urząd prezydenta został wybrany Arturo Alessandri, który próbował wprowadzać zmiany, ale odniósł na tym polu porażkę. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy były  pustki w skarbie państwa. W walce z kryzysem pomocny okazał się kolejny surowiec – miedź, którego wydobyciem na szeroką skalę zainteresowały się firmy północnoamerykańskie takie jak: Braden Copper Company czy Anaconda Copper Company. Obecność kapitału USA w przemyśle wydobywczym doprowadziła do ostatecznego wyparcia Brytyjczyków z regionu. Od tej pory, z powodu braku konkurentów dorównujących Stanom Zjednoczonym, ich wpływ na gospodarkę oraz politykę państwa chilijskiego stale wzrastał.

CHILIJSKI LENIN I INNI TOWARZYSZE

Nieudane rządy „chilijskiego Lenina”, jak nazywała Alessandriego opozycja, doprowadziły do objęcia urzędu prezydenta przez Carlosa Ibáñeza, który sprawował władzę zgodnie z typowym dla regionu modelem bonapartystycznym.[1] Prześladowania związków zawodowych, jakie miały miejsce za jego kadencji, doprowadziły jedynie do umocnienia się pozycji ruchów robotniczych po zmianie władzy w roku 1931. W konsekwencji doszło do powstania oraz legalizacji partii socjalistycznej oraz komunistycznej, a w późniejszym okresie legalizacji związków zawodowych, które na stałe wpisały się w panoramę polityczną kraju.

Drastyczny spadek eksportu saletry ukazał dramatyczne konsekwencje płynące z uzależnienia gospodarki kraju od jednej gałęzi przemysłu. Z tego powodu kolejni prezydenci wywodzący się z centrum oraz centrolewicy, sprawujący władzę w kraju w latach 1938 – 1958, postawili na interwencjonistyczny charakter swoich rządów. Takie zachowanie miało ścisły związek z kierunkiem ówczesnej latynoamerykańskiej myśli ekonomicznej. Zgodnie z teorią dependencji/zależności argentyńskiego ekonomisty Raula Prebischa kraje Ameryki Łacińskiej powinny na drodze świadomego  działania postawić na industrializację kraju, bo w innym wypadku pozostaną jedynie źródłem tanich surowców dla rozwijających się gospodarek północy. Na podstawie tej idei wyrosła polityka dewelopmentalizmu promowana przez wiele państw regionu, która w dalszej perspektywie pozwoliła takim gospodarkom jak chilijska, argentyńska czy meksykańska odnieść relatywnie spore sukcesy. Jednym z przejawów polityki „stymulowanego rozwoju” stała się powszechna migracja ze wsi do miast i tym samym intensywny proces urbanizacji Chile w latach 50. Masy ludności wiejskiej, szukające zatrudnienia w tworzącym się przemyśle krajowym, znacznie wzmocniły elektorat partii politycznych o charakterze robotniczym. Jednocześnie wraz z początkiem zimnej wojny w regionie zaczęła obowiązywać północnoamerykańska „doktryna bezpieczeństwa narodowego”, zgodnie z którą ideologie lewicowe, a w szczególności komunizm, stawały się agendą wewnętrzną obcego państwa i były automatycznie uznawane za wrogie USA. Jak można się domyślić, kolizja tych dwóch przeciwstawnych tendencji była nieunikniona.

REWOLUCJA PO CHILIJSKU CZYLI SPOKOJNIE PANOWIE

Chociaż twarzą socjalizmu chilijskiego jest bez wątpienia Salvador Allende, nie można zapominać, że grunt dla jego polityki syndykalistycznej, reformy rolnej oraz nacjonalizacji przemysłu miedziowego przygotował jego poprzednik Eduardo Frei Montalva. Piątego września 1970 roku, dzień po wygranej w wyborach prezydenckich, Allende publicznie ogłosił program, który zamierzał realizować podczas swojej kadencji. Punktem wyjścia dla głównych kierunków reform stanowiło przekonanie, że polityka w Chile prowadzona jest wyłącznie zgodnie z interesami mniejszości, a mianowicie elity, w której skład wchodzą wielcy posiadacze ziemscy oraz przedsiębiorcy tak krajowi, jak i zagraniczni. Celem zmiany istniejącej sytuacji plan Jedności Narodowej przewidywał:

- upaństwowienie strategicznych obszarów gospodarki krajowej,

- nacjonalizację przemysłu miedziowego,

- pogłębienie reformy rolnej,

- zamrożenie cen rynkowych,

- podwyżki płac poprzez emisję banknotów,

- likwidację senatu.

Projekt zmian otwarcie godził w dotychczas panujący status quo oraz stanowił realne zagrożenie dla interesów Stanów Zjednoczonych w tym regionie.

CHŁOPCY Z CIA „SPRZĄTAJĄ” SANTIAGO

Dojście do władzy Salvadora Allende nie było zaskoczeniem dla Waszyngtonu. Bliższe prawdy jest stwierdzenie, że stanowiło ono porażkę blisko siedmioletniej pracy wywiadowczej oraz potężnego budżetu wydanego przez Stany Zjednoczone na propagandę w samym Chile. Zaangażowanie USA w tym kraju o charakterze tajnym w latach 1963-1973 cechował bardzo szeroki zasięg oraz ciągłość prowadzonych działań. CIA wydało trzy miliony dolarów na chilijskie wybory prezydenckie w 1964 roku, kolejne osiem kosztowało zorganizowanie przewrotu we wrześniu roku 1973. Do tak zwanych działań rutynowych tajnych służb należało opłacanie współpracujących ze Stanami Zjednoczonymi partii politycznych, inwigilacja struktur Jedności Narodowej, związków zawodowych, organizacji studenckich o charakterze lewicowym oraz zakrojona na szeroką skalę propaganda antykomunistyczna w mediach oraz środowiskach studenckich, robotniczych i związkowych. CIA współpracowała także z lokalną policją, wywiadem oraz kontrwywiadem chilijskim. Wspólnym mianownikiem tych wszystkich działań było dążenie do osiągnięci wpływu politycznego na sytuację wewnętrzną w kraju. Od momentu objęcia władzy przez Salvadora Allende w roku 1970 oficerowie CIA oraz wojskowi amerykańscy zaktywizowali swoje relacje z chilijskim środowiskiem Sił Zbrojnych celem wyłonienia grupy generałów zdolnych do przeprowadzenia przewrotu wojskowego. Obok tak zwanych działań rutynowych, centrala CIA w Santiago kilkakrotnie była zobowiązana stworzyć oraz przeprowadzić projekty o charakterze specjalnym. Przykładem takiego działania było wspieranie finansowe Demokracji Chrześcijańskiej (otrzymała ponad trzy miliony dolarów) w wyborach prezydenckich w roku 1964.

Nietrudno się domyślić, że wygrana Salvadora Allende w wyborach prezydenckich stanowiła dla centrali CIA w Santiago powód rozpoczęcia wzmożonej aktywności. W ramach tak zwanych działań specjalnych zaczęto badać możliwości zorganizowania zamachu stanu. Pierwsza próba przewrotu wojskowego została przeprowadzona jeszcze przed zaprzysiężeniem Allende na prezydenta i zakończyła się niepowodzeniem. Po tym wydarzeniu działania CIA skoncentrowały się z na finansowaniu różnego rodzaju grup przeciwnych ówcześnie urzędującemu prezydentowi. Na ten cel zostało przeznaczonych osiem milionów dolarów, które rozdysponowano w przeciągu następnych trzech lat, czyli do momentu przeprowadzenia kolejnego przewrotu wojskowego, tym razem zakończonego sukcesem. Oficjalnie komisja ekspercka Senatu Stanów Zjednoczonych stworzona celem zbadania działalności CIA na terenie Chile w latach 1963-73 nie stwierdziła bezpośredniego udziału Stanów Zjednoczonych w przewrocie wojskowym z 1973 roku. Udział amerykańskich oficerów wywiadu w jego przygotowaniach jest jednak bezdyskusyjny. Nie stwierdzono także jednoznacznie, że Waszyngton udzielił bezpośredniej pomocy skrajnie prawicowym organizacjom o charakterze terrorystycznym, jednakże ich finansowanie poprzez osoby trzecie bezwzględnie miało miejsce. Skala zaangażowania tajnych służb amerykańskich w Chile była zaskakująco duża, ale nie zapominajmy, że stanowiła pewnego rodzaju „normę” w regionie.



[1] Według Jorge Muracciole –argentyńskiego socjologa z Uniwersytetu w Buenos Aires oznacza uprzywilejowaną pozycję przywódcy ponad wszystkimi klasami społecznymi i sprawowanie rządów na zasadzie zbliżenia z jedną lub drugą klasą bez utraty władzy.

Czytaj również
  • Piotr

    Czekam na drugą część. Mam nadzieje że przejdzie pani do kwestii ekonomicznych sensu stricto. Bo to że Pinochet był dyktatorem to wiemy i że wcześniej też nie było w Chile tak dobrze jak lewicowcy mówią. Ale czy rozwój ekonomiczny kraju nie był zasługą właśnie dyktatora? Wydaje mi się że ważną kwestią jest oddzielenie reform gospodarczych i ich skutków od tego czy wprowadzano reformy demokratyzujące Chile.

    • Krzysztof

      Autorka skrytykowała tekst, ale przynajmniej w tej części nie pokazała, gdzie zostały popełnione błędy. Skoncentrowała się na faktach historycznych, z którymi trudno dyskutować.
      O danym kraju trzeba też mówić porównując go z innymi. Pod względem nierówności społecznych (Gini index), są one niższe w Chile niż w Brazylii, Boliwii, Kolumbii; na podobnym poziomie co w Paragwaju i Peru.

  • MD

    Nikt nie jest idealny. Dobrze Pinochet zrobił i dobrze zrobili Amerykanie, że zlikwidowali władzę Allende. Czy mieli z tego kokosy – nie obchodzi mnie to. Ważne, że te rządy były lepsze niż socjalistów. Demokracja zbytnio nie powinna interesować liberałów – co różnica czy lud czy jakiś dyktator powiększy wolność? Liczba ofiar i rysowana przez lewicę makabra w Chile jest zapewne przesadzona, co roku ludzie umierają z powodu socjalizmu, a że trochę lewaków umarło to tylko obrona koniecze. Ale na tym serwisie kochają bardziej nienaturalną równość niż wolność. Równości nigdy nie zaznacie, nigdy. Jak to pojmiecie, to dopiero możecie marzyć o wolności.

O autorze
*
MagdaMelnyk
politolog, absolwentka WSMiP na Uniwersytecie Łódzkim, specjalizuje się w obszarze krajów hispanojęzycznych, ruchów społecznych i transformacji ustrojowych
@ magda_melnyk