Co wizyta Trumpa znaczy dla Polski i Europy?

Drukuj

I Donald Trump, i Andrzej Duda potrzebują sukcesów w polityce zagranicznej, by móc uporać się z problemami wewnętrznymi.

Łatwo wskazać, gdzie leży wspólny interes dwóch głównych bohaterów spotkania na szczycie w tym tygodniu w Warszawie, prezydenta Donalda Trumpa i Andrzeja Dudy: obaj potrzebują sukcesów w polityce zagranicznej, by móc uporać się z problemami wewnętrznymi.

Po katastrofalnej podróży do Brukseli i Taorminy zdjęcia z przyjaznymi europejskimi przywódcami i wiwatującymi tłumami powinny pomóc Trumpowi naprawić swój wizerunek w kraju. Z kolei dla Dudy już samo spotkanie jest sukcesem: dla Polski nastały trudne czasy w Europie i dla rządu jest to najlepszy sposób, by pokazać, że przepowiednie o marginalizacji są bezzasadne. W tej kwestii oczekiwania obu stron zostaną zapewne zaspokojone.

Jednakże wizyta Trumpa w Warszawie ma znaczenie wykraczające poza sesję zdjęciową. Dla polskiego rządu jest to test rosnących aspiracji kraju jako przywódcy inicjatywy Trójmorza. Okaże się, w jakim stopniu wspólny interes współpracy regionalnej przeważy nad istniejącymi podziałami politycznymi. Ponadto wraz ze wzrostem napięć między UE a USA oraz wzmagającą się „dezeuropeizacją” Polski szczyt Trójmorza wystawi jedność Unii na próbę.

Warszawa i Waszyngton: sojusz suwerenistów?

Język używany przez Trumpa – duma narodowa, wartości konserwatywne, „America First” i nieingerencja w sprawy wewnętrzne innych państw – jest bardzo atrakcyjny dla polskich „suwerenistów”, co przeważa nad wątpliwościami związanymi z polityką Trumpa wobec Rosji i NATO.

W tej drugiej kwestii Warszawa postrzega siebie jako dobrego sojusznika, który zasługuje na amerykańskie wsparcie i je otrzyma: Polska wydaje dwa procent PKB na obronę i jest gotowa wesprzeć USA w walce z tzw. państwem islamskim. Nawet jeśli nie należy się spodziewać dalszego wzmocnienia wschodniej flanki NATO (co stanowi kluczowy interes bezpieczeństwa Polski), Trump zapewni polskiemu rządowi szacunek i pochwały, których ten pragnie.

Suwerenność nie ogranicza się jednak do bezpieczeństwa. Polska idzie na zderzenie z instytucjami UE i jej kluczowymi państwami członkowskimi, próbując ochronić proces nieliberalnej transformacji przed krytyką z zagranicy i ograniczyć władzę ponadnarodowych ciał UE. Krytyka UE przez Trumpa może zatem spotkać się z pozytywnym odzewem w Warszawie, nawet jeśli Polska nie jest zainteresowana podsycaniem napięć w Europie. Znacznie większe znaczenie dla Dudy ma jednak zobowiązanie się USA do promowania współpracy gospodarczej i inwestycji.

Tego typu wsparcie miałoby kluczowe znaczenie dla Trójmorza, najnowszego pomysłu polskiego rządu. Ta inicjatywa, oficjalnie ogłoszona w sierpniu 2016 r., łączy 12 państw członkowskich UE leżących między Morzem Bałtyckim, Adriatyckim i Czarnym, oficjalnie promując lepszą współpracę na wszystkich szczeblach. Jej priorytetem są jednak projekty infrastrukturalne na osi Północ-Południe, w szczególności w energetyce i transporcie.

Obok Chorwacji, to Polska jest głównym pomysłodawcą tej inicjatywy i ma ku temu dobre powody. Energia odgrywa fundamentalną rolę w kalkulacjach polskiego rządu, który nie tylko chce w pełni uniezależnić się od importu gazu z Rosji, ale pragnie też przekształcić kraj w główny węzeł energetyczny dla Europy Środkowej i Wschodniej, zapewniając regionowi prawdziwą dywersyfikację dostaw gazu.

Polska posiada już w pełni funkcjonalny terminal LNG w Świnoujściu, którego przepustowość ma zostać zwiększona (obecnie wynosi ona 5 mld m sześc.) i zamierza wybudować Baltic Pipe, by poprzez Danię połączyć Polskę z norweskimi złożami gazu ziemnego. Oczekiwania wobec Baltic Pipe są duże, a operator polskich gazociągów, Gas System, przewiduje, że Polska będzie w stanie zapewnić dystrybucję do 70 mld m sześc. gazu do krajów regionu.

Na drodze stoją jednak dwie przeszkody.

Po pierwsze, jeśli projekt Nord Stream II (o przepustowości 55 mld m sześc.) zostanie zrealizowany, Europa Środkowa zostanie zalana rosyjskim gazem, a Niemcy przejmą rolę głównego węzła. Kosztowne inwestycje poniesione przez Polskę na rzecz dywersyfikacji dostaw poszłyby wtedy na marne. Choć nie jest pewne, czy borykający się z prawnymi i politycznymi problemami Nord Stream II zostanie zrealizowany, w opinii wysokiego rangą polskiego dyplomaty „Trójmorze jest odpowiedzią na Nord Stream II”.

Po drugie, polskie plany wymagają potężnych inwestycji w rurociągi i terminale LNG, w czym może pomóc wizyta Trumpa.

Pierwsza dostawa amerykańskiego LNG dotarła do Świnoujścia w czerwcu i została przyjęta jako zwiastun przyszłej współpracy, wzbudzając nadzieje na wsparcie inicjatywy Trójmorza przez amerykańskie inwestycje. Związek energii, infrastruktury i bezpieczeństwa jest mocny i widoczny gołym okiem: dla Warszawy nie mniej ważne niż stacjonowanie od tego roku amerykańskiej brygady jest to, by USA miało interes w gospodarczym rozwoju regionu. Otwarte pozostaje pytanie, czy Trump jest władny i chętny, by udzielić takiego wsparcia.

Trzy morza i morze opinii

W naszym regionie opinie o amerykańskim prezydencie są mieszane i przywódcy będą patrzeć na Trumpa i Dudę sceptycznie. Większość państw jest mniej chętna od Warszawy, by zdawać się w takim stopniu na Amerykanów.

Wiedeń i Praga celowo unikają udziału swoich prezydentów w szczycie w związku z wątpliwościami do politycznej racji bytu inicjatywy Trójmorza. Większość pozostałych państw, jak Rumunia, Słowenia i Słowacja, wyraźnie sprzeciwiają się „polityzacji” tego projektu, co mogłoby zepsuć ich stosunki z Berlinem i Brukselą. Polska propozycja z 2016 r., by wzmocnić inicjatywę Trójmorza poprzez utworzenie stałego sekretariatu, została wtedy odrzucona przez pozostałe państwa.

Ci, którzy dążą do pogłębionej współpracy infrastrukturalnej i gospodarczej, postrzegając Trójmorze jako użyteczne w tym zakresie, pragną większej przejrzystości i wyraźnych rezultatów. Obawiają się, że bez nadania mu zdecydowanej, gospodarczej treści w postaci projektów transnarodowych i kontraktów Trójmorze stanie się jedynie narzędziem gry politycznej. Oczekują oni projektów flagowych, które przedstawią strategiczną perspektywę – nie jest jednak obecnie pewne, czy szczyt w Warszawie może uczynić zadość tym oczekiwaniom. Polska zaprosiła przedstawicieli biznesowych z regionu, by przedstawili własne pomysły, ale to podejście nie spotkało się z entuzjazmem i wręcz odwiodło niektórych decydentów od udziału.

Wizyta Trumpa może oznaczać przełom, jeśli USA zdecyduje się zainwestować w regionalną infrastrukturę, napędzając współpracę i wzrost gospodarczy. Jednakże, choć rosnące zainteresowanie USA eksportem LNG sprzyja strategicznemu podejściu polskiego rządu do dywersyfikacji dostaw energii i ambicjom budowy węzła energetycznego, to nie w pełni odpowiada ono oczekiwaniom pozostałych członków Trójmorza. Wielu z nich nie ma nic przeciwko kupowaniu rosyjskiego gazu (bezpośrednio albo poprzez Niemcy lub Austrię), póki ceny są niskie a dostawy regularne, i oczekuje raczej inwestycji w infrastrukturę transportową w postaci nowych linii kolejowych i lepszych dróg z Południa na Północ. Dla nich namacalne korzyści gospodarcze mają priorytet nad demonstracjami politycznymi.

Widmo podziału na nową i starą Europę

Polska postrzega Trójmorze jako mechanizm wspierający jej pozycję w UE. Choć polski rząd chętnie podkreśla, że ten projekt nie jest wymierzony w Niemcy ani w Brukselę, jednocześnie otwarcie deklaruje, że potrzebna jest równowaga dla niemieckiej hegemonii w Europie. Ciężko jest nie patrzeć na Trójmorze jako na polityczne narzędzie w realizacji tego zadania, na przykład poprzez wykorzystanie amerykańskich interesów w regionie.

Berlin jest zaniepokojony Trójmorzem z dwóch powodów.

Po pierwsze, polskie plany dotyczące energii mogą zagrozić niemieckim ambicjom, by stać się ważnym węzłem dystrybucji gazu w Europie, które już zostały zagrożone przez propozycję Kongresu USA, by zezwolić na sankcje wymierzone w europejskie firmy stojące za Nord Stream.

Po drugie, perspektywa odepchnięcia Niemiec od Europy Środkowej i Wschodniej w wymiarze politycznym, co może być skutkiem Trójmorza, stoi w sprzeczności ze strategicznym interesem Berlina opartym na jednoczesnym zakotwiczeniu na wschodzie i na zachodzie Europy.

Zaproszenie Sigmara Gabriela jedynie na Global Forum – dużą konferencję organizowaną w Warszawie w trakcie wizyty Trumpa – a nie na szczyt Trójmorza tego samego dnia nie zostało dobrze przyjęte przez Berlin. Gabriel nie przyjął zaproszenia, powołując się na wcześniejsze zobowiązania. Podobnie wszyscy trzej zaproszeni komisarze europejscy odmówili przyjazdu. Możliwym powodem był fakt, że mieli oni wziąć udział jedynie w gospodarczej części wydarzenia, a nie w politycznych rozmowach z Trumpem i państwami Trójmorza.

Polski rząd może być pewien, że Berlin i Bruksela będą uważnie go obserwować, gdy do Warszawy przyjedzie Trump i przywódcy Trójmorza. Taniec na linie między Trumpem a Europą wymaga zręczności dyplomatycznej. Nie jest to ostatnio mocna strona polskiego rządu.

Napisane we współpracy z Kasią Nalewajko.

Piotr Buras – dyrektor warszawskiego biura think tanku European Council on Foreign Relations

Od redakcji: Artykuł opublikowany pierwotnie na stronie ecfr.eu. Tłumaczenie: Andrzej Mendel-Nykorowycz. Dziękujemy Autorowi i Tłumaczowi za możliwość jego publikacji na naszych łamach. Lead i foto (Piotr Drabik/flickr.com, CC BY 2.0.) od redakcji.

Czytaj również
O autorze
*
PiotrBuras
dyrektor warszawskiego biura think tanku European Council on Foreign Relations, ekspert ds. europejskich i niemieckich