Czego NIE oznacza abdykacja Benedykta XVI

Drukuj

W roku 1294, po śmierci Mikołaja IV, papieżem wybrany został Piotr Angelari del Murrone, mnich-pustelnik pochodzący z włoskiej Kampanii, który rządził Kościołem jako Celestyn V. Jako kandydata kolegium kardynalskiemu przedstawił go król Neapolu, Karol II Andegaweński, zaś entuzjastycznie pochwalili franciszkańscy spirytuałowie z utęsknieniem oczekujący nadejścia wieszczonej przez Joachima z Fiore ery rządów mnichów. Po kilku miesiącach pontyfikatu Celestyn V abdykował, czym zasłużył sobie – wedle wielu interpretacji – na miejsce w przedpieklu w Boskiej Komedii Dantego Alighieriego. „Wielka odmowa” i kara, jaką obarcza Celestyna Dante, przypominają mowę o abdykacji Benedykta XVI jako „Piotrowym zaparciu się Boga” z artykułu Katarzyny Guczalskiej Co oznacza abdykacja Benedykta XVI. Oburzenie autorki przypomina oburzenie spirytuałów po abdykacji Celestyna. Jesteśmy w stanie wyobrazić sobie potencjalne doniesienia medialne prasowej tuby trzynastowiecznych spirytuałów: „Papież sprzeniewierzył się woli Boga”, „Zaparcie się Ojca Świętego”, „Upadek idei papiestwa”.

Wniosek Guczalskiej – tak jak i wzburzenie średniowiecznych franciszkańskich spirytuałów – zdaje się jednak grubo przesadzony, zarówno w sensie teologicznym, jak i historycznym. Choć jestem w stanie w pewnym stopniu zgodzić się z autorką, iż „pierwsze komentarze związane z abdykacją Benedykta XVI zaskakują brakiem zrozumienia powagi zaistniałej sytuacji”, to jednak zupełnie inaczej interpretowałbym tę „poważną sytuację”, unikając jednocześnie określenia „poważna”. Niestety skupię się w tym miejscu jedynie na pokazaniu w czym z autorką się nie zgadzam, pozostawiając kwestie, z którymi się zgadzam, na dyskusję kiedyś… później… Nie sądzę, aby konieczne było również skupianie się na definiowaniu tego, co Autorka nazywa „poważną sytuacją”, odnoszę bowiem wrażenie, że siedmioletni pontyfikat w perspektywie dwutysiącletniej historii Kościoła katolickiego – nie dewaluując rzecz jasna w żadnym wypadku pontyfikatu Benedykta XVI – wydaje się być jedynie namiastką dziejów europejskiego chrześcijaństwa, zaś samo zrzeczenie się urzędu przez papieża może okazać się zdarzeniem mało znaczącym w perspektywie hekatomb, z jakimi w swoich dziejach zmierzył się Kościół, a pomimo kolejnych proroctw wieszczących jego upadek i klęskę, on nadal trwa.

Z teologicznego punktu widzenia – choć uprzedzam, że zaliczam się raczej do tych pozbawionych gruntownej wiedzy z zakresu teologii, dlatego odpowiadam wyłącznie jako katolik-praktyk i teolog-amator – nie istnieje żadna interpretacja pozwalająca o abdykacji papieża mówić jako o „zaparciu się Boga”. Teza postawiona przez Guczalską jest błędem albo omyłką (słowo „herezja” pewnie byłoby medialnie bardziej efektowne, ale nie będę nim szarżował bez teologicznej legitymacji). Co prawda, jak czytamy w konstytucji Pastor aeternus, „Chrystus Pan bezpośrednio i prost przyrzekł oraz udzielił św. Piotrowi Apostołowi prymatu jurysdykcji nad całym Kościołem Bożym”, a – zgodnie ze słowami legata rzymskiego Filipa podczas trzeciej sesji soboru efeskiego w 431 r. –„tenże Piotr żyje, przewodzi i sprawuje sąd aż do dziś i na zawsze w swoich następcach, biskupach świętej Stolicy rzymskiej, przez niego założonej i uświęconej Jego krwią”. Nigdzie jednak rezygnacja z posługi papieskiej nie jest rozpatrywana w kategoriach grzechu czy Piotrowego tchórzostwa. Rezygnacja Benedykta XVI nie oznacza więc wypowiedzenia posłuszeństwa Bogu (sama taka konstatacja brzmi jakkolwiek paradoksalnie), nie jest najprawdopodobniej grzechem (choć o tym akurat nie ja jestem władny sądzić), nie musi być interpretowana jako negacja instytucji Kościoła katolickiego i przywództwa papiestwa (w tym temacie byłby w stanie wypowiedzieć się wyłącznie główny „sprawca problemu”, Benedykt XVI, którego szczegółowych motywów i intencji zwyczajnie nie znamy).

W sensie prawno-kanonicznym „zrzeczenie się urzędu” przez papieża to sytuacja jak najbardziej przewidywalna i bynajmniej nie destabilizująca. Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 332 §2 precyzuje, iż „gdyby się zdarzyło, że Biskup Rzymski zrzekłby się swego urzędu, to do ważności wymaga się, by zrzeczenie zostało dokonane w sposób wolny i było odpowiednio ujawnione; nie wymaga zaś niczyjego przyjęcia”. Regulacja dotycząca takiej sytuacji znajdowała się również w poprzednim Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1917 roku. Potrzeba takowych regulacji wypływa z faktu, iż niekoniecznie w pełni prawdziwym jest przekonanie, że „katolicyzm jest religią, która nie traktuje funkcji papieża jako urzędu”. W takim stwierdzeniu brakuje słówka „wyłącznie”. Papież nie jest bowiem wyłącznie przywódcą religijnym, wybranym z natchnienia Ducha Świętego, który – jak wskazują zapisy Pastor aeternus – „z ustanowienia samego Chrystusa otrzymuje prymat Piotra w Kościele powszechnym”. Zgodnie z Ustawą Zasadniczą Państwa Miasto Watykan z 2000 roku papież, czyli „Najwyższy Kapłan” (dosł. Sommo Pontefice della Chiesa Universale) to także „Suweren Państwa Miasta Watykan” posiadający pełnię władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej (tego typu regulacje znajdujemy również w starszych dokumentach).

Stolica Apostolska i Państwo Miasto Watykan nie istnieją w próżni prawnomiędzynarodowej, a szczególna rola Opatrzności Bożej czy Ducha Świętego – w którą wierzą katolicy (a przynajmniej ci „rzeczywiście wierzący”) – w procedurze wyboru następcy tronu Piotra nie umniejszają bynajmniej prawnej pozycji papieża jako głowy państwa doczesnego (Stolica Apostolska znajduje się w permanentnej unii personalnej z Państwem Miastem Watykan). Zrzeczenie się urzędu papieskiego należy więc traktować nie wyłącznie jako fakt o charakterze religijnym czy teologicznym, ale zarazem prawnym czy wręcz politycznym. Trudno więc dopatrywać się tutaj „podważenia idei katolickiej sukcesji apostolskiej”. Wręcz przeciwnie, wszystko odbywa się jak dotychczas zgodnie z odpowiednimi regulacjami w zakresie sukcesji władzy. Władza papieska bowiem – wbrew temu, co pisze Katarzyna Guczalska – nie jest ani samą mistyką, ani samą polityką; władza papieska to zarazem mistyka, jak i polityka.

Coat of Arms during the Vacancy of the Holy See

Z historycznego zaś punktu widzenia abdykacja Benedykta XVI nie jest pierwszą – i bynajmniej nie drugą, jak mógłby sugerować powyższy przykład Celestyna V – sytuacją, kiedy głowa Kościoła z innej przyczyny niż śmierć przestaje pełnić urząd Najwyższego Kapłana. Źródła historyczne pozwalają nam mieć pewność co do kilku przypadków, kiedy to papieże rozstawali się z przywództwem w Kościele powszechnym. Papieża Sylweriusza (536-537) pozbawił urzędu specjalnie do tego powołany sąd, który skazał go ponadto na wygnanie do Syrii. Benedykt V (964-966) usunięty został z urzędu decyzją synodu rzymskiego, możliwe że nie bez wpływu cesarza Ottona I. Jan XVIII (1004-1009) prawdopodobnie został zmuszony do rezygnacji. Benedykt IX (1032-1044) został uznany za niegodnego urzędu papieskiego przez Rzymian i usunięty z niego. Grzegorz VI (1045-1046) zrezygnował z urzędu i udał się do Kolonii. Grzegorz XII (1406-1415) abdykował, aby umożliwić zakończenie tzw. schizmy zachodniej.  Oprócz tychże sytuacji wspomnieć należy również o tzw. warunkowych rezygnacjach podpisanych przez Piusa VII (1800-1823) i Piusa XII (1939-1958). Pierwszy dokonał tego aktu, kiedy udawał się do Paryża na koronację Napoleona Bonaparte – obawiając się zatrzymania i uwięzienia przez cesarza, na wypadek takiego zajścia pragnął dać możliwość wyboru swojego następcy. Drugim kierowały podobne motywy – obawiał się zatrzymania przez hitlerowców.

Istnieją również przesłanki – choć nie posiadamy wystarczających materiałów źródłowych – jakoby Marcelin (296-304), Liberiusz (352-366) oraz Marcin I (649-655) również zrzekli się urzędu bądź zostali go pozbawieni. Sugerowałoby to – gdyby iść tropem dowodzenia Guczalskiej – że idea katolickiej sukcesji apostolskiej została podważona jeszcze zanim się wykrystalizowała. Nic jednak bardziej mylnego. Papieże jako nie tylko namiestnicy Chrystusa na ziemi (bardziej namiestnicy niż zastępcy), ale także przywódcy Państwa Kościelnego czy dziś Państwa Miasta Watykan, niejednokrotnie znajdowali się pod wpływem dominujących trendów politycznych bądź byli zwaśnieni z europejskimi liderami. Określenie sukcesji Piotrowej mianem „czczego wymysłu” czy „politycznej fikcji” pozostaje kwestią wiary w podobnym zakresie, jak dla katolików jest ona oczywistością. Papieże jako władcy Państwa Kościelnego czy dziś Stolicy Apostolskiej i Watykanu – jakkolwiek mogą niektórzy nad tym ubolewać – raczej rzadko dawali się określać mianem „politycznej fikcji”, częściej – ku smutkowi innych – stawali się kreatorami dziejów, symbolami politycznego Czynu, koryfeuszami realizmu politycznego i moderatorami dyplomacji. Kwestią dyskusyjną pozostaje fakt, czy zdolności te zawdzięczali Bożemu Natchnieniu czy indywidualnej charyzmie.

Jako niedokształcony katolik nie jestem w stanie podjąć rękawicy teologicznego sporu rzuconego przez panią Guczalską, jednak powierzchowna i rudymentarna wiedza dotycząca katolicyzmu pozwala mi zaryzykować tezę, iż powoływanie się Autorki na brak biblijnego uzasadnienia dla władzy papieskiej zdaje się abstrahować od najistotniejszych bodaj fragmentów Pisma w tym zakresie, które przywołuje Kościół. Najbardziej wymowne i dosłowne znajdziemy u św. Mateusza (16, 18-19) i św. Jana (21, 15-17). Sam więc argument z protestanckiego sola scriptura nie może zostać potraktowany jako potencjalny falsyfikator idei prymatu papieskiego. Tym trudniej dopatrywać się w abdykacji Benedykta „potwierdzenia i zwieńczenia tez wypowiedzianych w XVI wieku przez Marcina Lutra”. Wręcz przeciwnie, papież zapowiadając zrzeczenie się urzędu potwierdził dotychczas przyjęte zasady sukcesji, zapowiedział podporządkowanie się normom prawa kanonicznego, oznajmił, że złożywszy urząd odda się życiu zakonnemu, czym jedynie potwierdził poszanowanie dla katolickiej tradycji, odrzucanej rzeczywiście przez protestantów, jednak dla katolików będącej oczywistym uzupełnieniem Słowa. Doszukiwanie się tutaj postępowania „wbrew swojej własnej religii” zdaje się być tyleż ekstrawaganckie, co bezpodstawne.

Jakkolwiek więc rezygnacja z urzędu papieża musi być decyzją śmiałą – w tym muszę zgodzić się z Guczalską – bo i jest to decyzja, jaką rzeczywiście niewielu papieży podejmowało. Powiem więcej, ogłoszenie jej przez Benedykta XVI musiało być poprzedzone głębokim namysłem, a także świadomością potencjalnych reakcji środowisk antypapieskich czy antyklerykalnych, które zawsze gotowe są każde działanie hierarchów kościelnych odczytać jako potwierdzenie najgorszych przedsądów na temat katolików-papistów i patologicznego systemu watykańskiego (którego nolens volens stałem się nieautoryzowanym obrońcą). Jeśli zaś chodzi o rzekomą sprzeczność tej decyzji z myślą katolicką, to kolejny raz muszę zaprotestować. Oczekiwałbym od Autorki rozwinięcia tego wniosku, nie zaś jedynie stwierdzenia wygłoszonego ex cathedra niczym aksjomat w duchu indywidualnego przekonania o własnej nieomylności publicystycznej (antypapieskiej?). Wszak rezygnacja papieża z urzędu niekoniecznie musi być wypowiedzeniem posłuszeństwa głosowi Ducha Świętego, który miał – wedle katolików-papistów – kierować kardynałami podczas konklawe. Taka rezygnacja może być przecież rozpatrywana również jako swoiste wsłuchanie się w głos Ducha Świętego, jako zarazem wypełnianie Woli Ojca. Może misja Benedykta już się zakończyła? Może wbrew wszelkim pozorom i wbrew podejrzeniom medialnie roztrząsanym i eksponowanym zapowiedziany na 28 lutego Czyn Benedykta wypływa z głębokiej wiary papieża w prawidłowe odczytanie Woli Bożej? Może to nie Benedykt XVI podaje się do dymisji, ale właśnie jesteśmy świadkami jego odwołania przez Pana Boga? Ja – przeciwnie do Guczalskiej – wcale nie mam pewności co do odpowiedzi na wszystkie powyższe pytania. Mam jednak wątpliwość – graniczącą z pewnością – że odpowiedzi przez nią udzielane to przejaw nieznośnej acz efektownej publicystycznej hiperbolizacji.

Samo zresztą określenie rezygnacji papieża mianem „tragicznego gestu starca” nie odbiega zbytnio od skierowanego do poprzednika Benedykta XVI wezwania: „Choruj z godnością, gasnący starcze, albo kończ waść, wstydu oszczędź!”. Kolejny przykład publicystycznej hiperbolizacji? Zdecydowanie. Podobnie jak porównanie medialnych doniesień w sprawie tzw. abdykacji do telenoweli – również efektowne, jednak trudno czynić z tej przyczyny wyrzuty Benedyktowi XVI. Tak działają współczesne media, w których prymat infotainment dawno już przyćmił rzetelne dziennikarstwo informacyjno-opiniotwórcze. Czy więc owe „«gromy z jasnego nieba», emocje, egzaltacja, podkreślanie «odwagi i pięknego gestu», tworzenie hymnów pochwalnych” nie są raczej potwierdzeniem pesymistycznych wizji dotyczących kondycji współczesnych mediów aniżeli „zasłoną dymną” stosowaną przez nieświadomych, niewykształconych, ogłupiałych przez hierarchię kościelną katolików?

Czy więc ta bezmyślna masa niedokształconych katolików, jaka wyłania się z komentarza Katarzyny Guczalskiej ma dokonać redefinicji instytucji papiestwa? A może pani Guczalska ma już gotowy jakiś projekt? Obawiam się, że Kościół katolicki jest instytucją stosunkowo zachowawczą i propagującą raczej ideę zmiany ewolucyjnej. Sam niejednokrotnie ubolewam nad tym faktem, jednak postulat „egalitarnej wspólnoty wiernych” czy też pomysł uczynienia papieża „rzecznikiem chrześcijaństwa” brzmią niczym mrzonki Rousseau nad ideą woli powszechnej, a do tego przypominają nadto utopijne projekty świata równych ludzi. Historia Kościoła pokazuje, że zmiany w nim zachodzą, choć – zgadzam się – są to zmiany raczej powolne, wymuszone pędzącym za postępem światem. Drżę, że jako liberał i postępowiec muszę w tym miejscu bronić prawa Kościoła do bycia „hamulcowym” postępu, jednak bardziej chyba obawiam się rewolucyjnych konstruktów wyemancypowanych w sposób nieukierunkowany i rozeźlonych mas (bez znaczenia czy to masy katolickie, protestanckie czy islamskie).

Źródła:

Aubert R., Historia Kościoła, T. I-V, Warszawa 1985.

Dowley T., Historia chrześcijaństwa, Warszawa 1990.

Kowalski J. W., Poczet papieży, Warszawa 1988.

Naumowicz J., O papieżach, którzy zrezygnowali ze swoich funkcji,

http://ekai.pl/wydarzenia/ostatnia_chwila/x63570/o-papiezach-ktorzy-zrezygnowali-ze-swojej-funkcji/, 13.02.2013

Nowak P., Jak wybierano papieży, Częstochowa 2005.

Pastor aeternus (Pierwsza konstytucja dogmatyczna o Kościele Chrystusowym) z dn. 18 lipca 1870 r.

Ustawa Zasadnicza Państwa Miasto Watykan z dn. 26 listopada 2000 r.

Czytaj również
  • rus

    Mądrej głowie dość w dwie słowie.

O autorze
*
SławomirDrelich
Politolog i etyk, wykładowca akademicki (UMK w Toruniu) i nauczyciel licealny (I LO w Inowrocławiu), publicysta „Liberté!”