Cztery kąty za wolność. Azerbejdżan korumpuje dziennikarzy?

Drukuj

22 lipca to Narodowy Dzień Prasy w Azerbejdżanie. W kraju, w którym nie ma wolnych mediów, a dziennikarzy zastrasza się i więzi za krytykę ekipy rządzącej, władze postanowiły zorganizować wyjątkowe obchody dnia (nie)wolnego reportera.


Jak podkreślił Prezydent Ilham Alijew, okazja do świętowania jest w tym roku podwójna.

– Azerbejdżan jest pierwszym krajem na świecie, który wybudował i oddał do użytku budynek mieszkalny dla dziennikarzy. Wiemy, że zawód dziennikarza jest trudny i wymagający; a tymczasem większości osób pracujących w mediach nie stać na kupno własnego lokum – zauważyła głowa państwa na uroczystości otwarcia siedemnastopiętrowego wieżowca, w którym od dziś przedstawicielom ginącego zawodu przyjdzie w atrakcyjnych warunkach zamieszkać.

Rzecz jasna, nie wszystkim. Mieszkań (wykończonych i umeblowanych) jest 156. I tyluż właśnie dziennikarzy zostało przez prezydenta hojnie obdarowanych. Wśród nich – o dziwo – przedstawiciele prasy opozycyjnej, którzy nie stronią od krytyki władz.

– Prezydent Ilham Alijew ceni sobie pracę dziennikarzy, wolność słowa i pluralizm. Świadczą o tym jego działania podjęte w celu poprawy warunków mieszkalnych dziennikarzy i pomocy socjalnejzakomunikował mediom Ali Hasanov, szef departamentu społeczno-politycznego Administracji Prezydenta.

To nie wszystko. Budynek mieszkalny, w którym zgodnie zamieszkają przedstawiciele i tych pro, i tych antyrządowych mediów, znajduje się na obrzeżach miasta w dzielnicy Bibi Heybat. W tym samym odludnym miejscu, do którego władza za każdym razem kieruje opozycję,  gdy ta składa wniosek o pozwolenie na demonstrację w centrum miasta.

Cóż za gest ku chwale wolnej prasy! Teraz bez wychodzenia z domu dziennikarze będą mogli z siedemnastopiętrowca relacjonować antyrządowe protesty!

Foto: Instytut Wolności i Bezpieczeństwa Reporterów (IRFS), Baku.
Foto: Instytut Wolności i Bezpieczeństwa Reporterów (IRFS), Baku.

Tylko właściwie o co w tym wszystkim chodzi? Co nagle strzeliło rządzącym do głowy, żeby opozycyjnego (bo z tym prorządowym sprawa jasna) dziennikarza obdarowywać lokum wartym blisko 400 tysięcy złotych? Azerbejdżan to kraj ropą i gazem płynącym, więc wiadomo, że rządzących stać. Tylko po co?

Ano pomysł nie głupi. Koszty życia w stolicy Baku są znacząco wyższe niż w Warszawie. Zarobki jeszcze mniejsze – szczególnie dla tych, którzy mieli odwagę sprzeciwić się władzy. Wielu dziennikarzy nie stać na własne M. a w sytuacji kiedy w świetle prawa można otrzymać je za darmo, odmówić musi być ciężko. I rzeczywiście – nikt ze 156 wytypowanych reporterów nie powiedział ‘nie’.

Zewsząd rozległy się głosy potępienia – że jak im nie wstyd, że ‘skorumpowane pismaki’, że to i tamto. Rozpętała się debata o wiarygodności azerskich dziennikarzy, która pewnie prędko się nie skończy.

Dziennikarze się kłócą, publika oburza, a rządzący najpewniej zacierają ręce. Bo kto w tej sytuacji będzie pamiętał, że sytuacja mediów w Azerbejdżanie jest ciągle dramatyczna, że w rankingu wolności prasy Reporterów Bez Granic Azerbejdżan zajmuje 156 pozycję na 179 miejsc, że przed trzema miesiącami redaktor religijnego portalu został skazany na 8 lat więzienia?

Dzisiaj Prezydent Alijew podpisał nowe rozporządzenie na budowę kolejnych mieszkań. Za 5 milionów manatów (ponad 5 milionów euro) powstanie wkrótce kolejny drapacz chmur dla dziennikarzy. Znaczy ‚wolne’ azerskie media staną się jeszcze ‚wolniejsze’?

Czytaj również
*
AnnaŻamejć
@ stell7