Cztery mity o podniesieniu wieku emerytalnego

Drukuj

W lutym rząd rozpoczął konsultacje społeczne w sprawie podniesienia wieku emerytalnego, wywołując tym samym dyskusję o tym, jak długo mamy wszyscy pracować. W natłoku czasem słusznych, a czasem demagogicznych argumentów za i przeciw podwyższeniu wieku emerytalnego warto dokonać pewnej selekcji i skupić się na tych, które mają naprawdę istotne znaczenie dla nas, przyszłych emerytów. Jest to tym ważniejsze, że reforma jest nieunikniona, a większość krajów Unii Europejskiej rozpoczęła proces podnoszenia wieku przechodzenia na emeryturę już dawno temu. Obecnie wiek emerytalny kobiet w Polsce jest najniższy w całej Unii Europejskiej. To będzie musiało się zmienić. Dlaczego? Odpowiedzmy na to pytanie obalając cztery powszechnie pokutujące mity.

http://www.flickr.com/photos/captspaulding/2462922560/sizes/m/in/photostream/
by CaptSpaulding

Mit pierwszy: Rząd podnosi wiek emerytalny, aby łatać dzisiejszą dziurę budżetową

Teoretycznie rząd nie ma interesu w tym, aby podnosić wiek emerytalny. Po pierwsze dlatego, że nie przyniesie to żadnych znaczących oszczędności budżetowych w czasie bieżącej kadencji. Obowiązujący w Polsce system emerytalny gwarantuje, że wielkość wypłacanych emerytur będzie zależna od tempa wzrostu wynagrodzeń i liczby zatrudnionych w gospodarce. A zatem, jeżeli ludzie będą później przechodzić na emerytury, to wzrośnie również wysokość tych świadczeń. Efekt netto dla budżetu państwa będzie relatywnie niewielki. Maksymalne roczne oszczędności funduszu emerytalnego w okresie bieżącej kadencji to 0,2 mld zł, czyli zaledwie 0,2% rocznych wydatków na świadczenia emerytalne. Łączne dodatkowe oszczędności w latach 2013-2015 będą niewiele większe i wyniosą 0,3% planowanych wydatków sektora finansów publicznych w tym samym czasie. Po drugie, większość społeczeństwa jest przeciwna wydłużaniu wieku emerytalnego, ponieważ uważa, że nie będzie mogła lub nie będzie chciała dłużej pracować. Zatem podniesienie przez rząd wieku emerytalnego zmniejszy poparcie dla partii rządzącej i tym samym nie jest w interesie władz. Dlaczego, mimo wszystko, rząd z takim uporem chce wprowadzić zmiany w systemie emerytalnym, jeśli nie robi tego w celu uzyskania bieżących korzyści?

Mit drugi: Niski wiek emerytalny nie ma wpływu na wzrost gospodarczy

Wyobraźmy sobie, że jest rok 2040, a wcześniejsze rządy ze względu na opór społeczny nie podniosły wieku emerytalnego. Dzisiejsze trzydzistoośmiolatki będą już na emeryturze od siedmiu lat, w większości sprawne intelektualnie i fizycznie. Zmiany demograficzne spowodowały, że na jednego pracującego przypada jedna osoba na emeryturze, co oznacza, że każdy zarabiający będzie musiał finansować z własnej pensji przynajmniej dwie osoby – siebie i jednego emeryta. Warto zatem odpowiedzieć na pytanie, jaki procent swojej przeciętnej pensji nasze dzieci i wnuki będą mogły w 2040 r. przeznaczyć na wypłaty naszych emerytur – 20%, 30% swojego wynagrodzenia? Przypuszczalnie niewiele więcej. W takiej sytuacji nastąpi konflikt pokoleń. Młodzi ludzie nie będą mogli finansować żyjących blisko trzydzieści lat na emeryturze osób po 60. roku życia, które z kolei nie będą w stanie utrzymać się ze swoich bardzo niskich emerytur, bo wyniosą one maksymalnie 30% przeciętnej płacy. Poza napięciami społecznymi, taka sytuacja doprowadzi do recesji gospodarczej, ponieważ nikogo – ani emerytów, ani wysoce opodatkowanych pracowników – nie będzie stać na zwiększanie konsumpcji towarów i usług. Zmiany w systemie emerytalnym są w związku z tym konieczne, bo inaczej ani my, ani nasze dzieci nie będą zadowolone z sytuacji, w jakiej znajdziemy się za kilkadziesiąt lat. Co więcej, im wcześniej zaczniemy podnosić wiek emerytalny, tym wolniej może się to odbywać i tym mniej będzie to dotkliwe dla obywateli. Dodatkową korzyścią tych zmian będą wyższe emerytury. Zgodnie z wyliczeniami rządowymi emerytura kobiet wzrośnie najwięcej, bo aż o 72,4% w przypadku dzisiejszej trzydziestoośmiolatki.

Mit trzeci: Podniesienie wieku emerytalnego zwiększy tylko liczbę bezrobotnych

Najczęstszą obawą formułowaną wobec idei podnoszenia wieku przechodzenia na emeryturę jest strach pracowników, że spędzą wydłużony czas pracy na zgłaszaniu się co miesiąc do urzędu po zasiłek. Przekonanie to jest oparte na obserwacji bieżącej trudnej sytuacji osób po 50. roku życia, które nie są w stanie znaleźć zatrudnienia, przegrywając konkurencję z młodszymi od siebie pracownikami. Takie podejście nie uwzględnia jednak zmian, jakie nastąpią w najbliższych dwóch dekadach. Przyjrzymy się liczbom. Od 2015 r. ze względu na tendencje demograficzne liczba osób chętnych do podjęcia pracy będzie się stopniowo zmniejszać. Jeżeli zmiany w systemie emerytalnym nie zostaną wprowadzone w latach 2013-2040, zabraknie 2,4 mln par rąk do pracy, czyli 15% wszystkich tych osób, które dzisiaj pracują. Doprowadzi to do diametralnego odwrócenia sytuacji na rynku. To nie my za 15 lat będziemy poszukiwać zatrudnienia – to  pracodawcy będą starali się skusić nas do podjęcia pracy. Nie będziemy musieli obawiać się też konkurencji ze strony młodszego pokolenia. Nawet po zmianach w systemie emerytalnym co roku rynek pracy będzie opuszczać więcej osób starszych niż będzie na niego wchodzić nowych pracowników. Taka sytuacja zagwarantuje zatrudnienie dla większości osób, które zostaną objęte podniesieniem wieku emerytalnego.

Mit czwarty: Stan zdrowia uniemożliwi nam pracę po 60. roku życia

Z roku na rok postęp w medycynie wydłuża naszą oczekiwaną długość życia. Obserwacja kondycji zdrowotnej osób będących dziś w wieku pięćdziesięciu i sześćdziesięciu lat nie jest dobrym prognostykiem dla stanu naszego zdrowia w przyszłości. Kiedy starsze pokolenie było w naszym wieku nie miało tak dobrej opieki medycznej, jaką my cieszymy się obecnie. Tym samym już na starcie jesteśmy lepiej przygotowani od nich do pracy w starszym wieku. Ponadto postęp techniczny zmniejsza rolę pracowników fizycznych w gospodarce, których w coraz większym stopniu mogą zastępować maszyny. Dlatego praca większości zatrudnionych nie jest już tak obciążająca fizycznie dla zdrowia, jak miało to miejsce jeszcze kilka dekad temu. Pamiętajmy również, że w 2050 roku ponad połowa społeczeństwa będzie najprawdopodobniej miała 50 lat lub więcej. Również pracowników w tym wieku będzie więcej niż teraz. Nie zdziwi zatem wówczas nikogo sześćdziesięcioletni policjant, czy pięćdziesięcioletnia kasjerka. To będzie zupełnie inny świat.

Czytaj również
  • http://adamjarecki.pl Adam Jarecki

    Mit trzeci zawiera błąd logiczny spowodowany brakiem uwzględnienia ważnej rzeczy: imigracji. Polska, jako jeden z najbogatszych krajów świata, nie stanie się jakimś cudem europejską wyspą bez imigrantów. Ich napływ – czy to legalny czy nielegalny – przewróci do góry nogami ideę, że 55-latkowie znajdą pracę. Nie znajdą, bo w Goszewie, Kielcach czy Biłgoraju pracodawca wybierze tańszego o połowę imigranta (bez względu na to, czy będzie on dysponował paszportem UE czy też nie).
    Kiedyś Hiszpanie mówili wszem i wobec, że nie interesuje ich imigracja, bo są biednym krajem i nikt nie chce tam przyjeżdżać. Teraz liczą dziesiątkami miasta i miasteczka, w których stanowią mniejszość obywatelską.
    I żeby było jasne: to NIE JEST złe. Imigranci to jedyna szansa na ratunek gospodarki za 20 lat, tak jak teraz dwa miliony Polaków ratują gospodarkę w UK.

    • http://www.kreatywne-strategie.pl Paweł

      hm..
      po pierwsze – jeżeli już, to nie „błąd logiczny”, ale „nieuwzględnienie czynnika”;
      po drugie jednak, to choć dla Białorusina, czy Wietnamczyka Polska jest atrakcyjna, ale ogromna większość emigrantów, jak tylko może, jedzie dalej…

  • Danie!

    A może by tak powiedzieć, że kasy nie ma i będzie jeszcze mniej, bo wyborcy wybierają tych co ROZDAJĄ i druga sprawa, każdy powinien sam sobie odkładać. Proste, sprawdzone, logiczne i SKUTECZNE

  • roman

    „Najczęstszą obawą formułowaną wobec idei podnoszenia wieku przechodzenia na emeryturę jest strach pracowników, że spędzą wydłużony czas pracy na zgłaszaniu się co miesiąc do urzędu po zasiłek. Przekonanie to jest oparte na obserwacji bieżącej trudnej sytuacji osób po 50. roku życia, które nie są w stanie znaleźć zatrudnienia, przegrywając konkurencję z młodszymi od siebie pracownikami. Takie podejście nie uwzględnia jednak zmian, jakie nastąpią w najbliższych dwóch dekadach.”….proszę Pana Eksperta ,dwie dekady to już ponad 70 lat (dla obecnych 50 latków)…mam 56 lat, 1 rok będę na „zasiłku”, później będę czekał 10 lat na zasłużoną emeryturę…ostatnio ZUS , który wpakował setki milionów() w system komputerowy poinformował mnie,że moja emerytura,po 30 latach pracy, w/g ich danych wynosi 250 zł …ale w koło jest wesoło…

  • msud

    Mit pierwszy stawia retoryczne pytanie, czy rząd może działać wbrew swoim własnym (biurokracji partyjnej) interesom. Otóż w analizie oszczędności pominięty został jeden „drobiazg”. Od tzw. reformy OFE rząd stara się manipulować poziomem długu publicznego na wszelkie możliwe sposoby. Ubiegły rok to: zmiany w zasadach rachunkowości samorządów, próba zmiany sposobu wyceny zadłużenia zagranicznego, interwencje walutowe BGK oraz rzutem na taśmę w ostatnich dniach grudnia, odkupienie drobnej części długu zagranicznego (tzn. przeniesienie odkupionego długu na rok 2012). Po co to wszystko? Po to żeby „stając na rzęsach” wykazać, że dług publiczny jest niższy niż 55% PKB. No i cóż, stał się cud: według polskiej systematyki dług publiczny osiągnął poziom 54.9% PKB. To nic, że według systematyki UE przekroczył 56%. Obecnie rząd stara się pokazać, że skąd innąd słuszna propozycja wydłużenia wieku emerytalnego, to wynik międzypokoleniowego altruizmu urzędników państwowych. Otóż biorąc pod uwagę ubiegłoroczną agendę finansową rządu takie przedstawienie sprawy nie tylko brzmi fałszywie. Zmiany zasad emerytalnych w Europie od jakiegoś czasu (dużych deficytów budżetowych i wzrostu zadłużenia) są głównym punktem nacisku ze strony agencji ratingowych mających mniejszy lub większy wpływ na poziom kosztów zadłużenia. Także pospiesznie zaproponwane wydłużenie wieku emerytalnego to nie nieoczekiwany przejaw racjonalzmu ekonomicznego rządu tylko walka o utrzymanie władzy niechybnie narażona na fiasko w przypadku konieczności skonsumowania skutków konstytucyjnych konsekwencji przekroczenia drugiego progu ostrożnościowego poziomu długu publicznego w relacji do PKB.

  • andrzej

    Taka refleksja: jak eksperci zaczynają rzucać argumentami na temat postępu medycyny i naszego coraz lepszego stanu zdrowia to zaczynam mieć wrażenie że czytam powieść fantastyczno-naukową. Tak jakby naraz skończyły się zawały serca, udary mózgu ludzi w każdym wieku (o ironio coraz młodszych) i zapaści 23-letnich sportowców. Brutalne są również dane o postępującym wzroście zachorowalności na nowotwory. Aktywność zawodowa takich ludzi to mrzonka a statystyki o dłuższym życiu to manipulacja.
    Powodem stanu naszego zdrowia jest postępujący rozwój gospodarczy ukryty pod postacią niezdrowej żywności czy stresującego sposobu życia. Skąd zatem oszczędności? Przydałoby się więcej ludzi ale Polacy nie chcą się rozmnażać, bo nie ufają władzy, sobie na wzajem, bo nie daliby rady utrzymać rodziny czy też poświęcić się jej na tyle aby mieć z niej satysfakcję w latach późniejszych. Bo ludzie to nie są procenty w waszych statystykach – ekonomiści, ale to żywa tkanka której priorytety leżą gdzie indziej niż w waszej dziurze budżetowej. Jestem ciekaw co zaproponujecie aby społeczeństwo chciało się powiększać w sposób najbardziej naturalny, tak aby to państwo działało na obrotach obecnego rozwoju. A może najlepiej wszystko zostawić „niewidzialnej ręce rynku” i zrezygnować z mocarstwowych planów na rzecz realnych możliwości, stanu osobowego kraju i ich mocy przerobowych. Wątpię aby to było możliwe bo, rządzący nie lubią zaciskać własnego pasa, za to lubią zaciskać nasz – szarych ludzi.

    • tomasz

      Nie moge sie zgodzic z ta opinia. Ludzie w Polsce zyja coraz dluzej i sa coraz zdrowsi . Dwadziescia lat temu 70 latek na stole operacyjnym byl zadkoscia a operacje robiono ” dla ratowania zycia” ( ryzyko zabiegu nie jest wtedy brane pod uwage) , obecnie 80 latek do krzywych palcow albo przepukliny to prawie norma – stan jego zdrowia pozwala na przeprowadzenie takiego zabiegu bez narazania pacjenta na powazny uszczerbek na zdrowiu.
      Nie wiem co motywuje ludzi do rozmnazania sie , ale na pewno nie zaufanie do „wladzy” . spade dzietnosci jest wprost proporcjonalny do wzrostu zamoznosci i wyksztalcenia kobiet . To ogolny trend. Prosze sprawdzic.
      pozdrawiam

  • Mateusz

    Najbardziej boli mnie to, że nie ma w tej chwili w parlamencie żadnego polityka, (nie ma chyba nawet takich publicystów w redakcji „Liberte”), który byłby zwolennikiem reformy systemu emerytalnego polegającej na likwidacji pąństwowego systemu ubezpieczeń. Systemu, który jest wydajny tylko w sytuacji wysokiego wzrostu demograficznego, który zmusza (tak właśnie zmusza!) wolnego człowieka do pracy do ustalonego przez rządzących ….. roku życia, który gdy okazuje się, że mamy niż demograficzny musi sie ratować kolejnym podnoszeniem wieku emerytalnego lub obniżaniem wypłacanych emerytur. Smutne jest to, że nikt nawet nie pomyśli o likwidacji tego chorego systemu, wszyscy zastanawiają się tylko, jak to pociagnac dalej.

    • msud

      Likwidacja zaopatrzeniowego systemu emerytalnego w Polsce jest nierealna mrzonką między innymi dlatego, że system taki jest elementem ładu prawnego określonego w konstytucji. I nie chodzi wyłącznie o przepisy dotyczące wprost systemu emerytalnego ale również o bardziej fundamentalne zasady takie jak: określenie ustroju jako społecznej gospodarki rynkowej, zasada cywilizacyjna zobowiązująca wspólnotę do opieki nad swoimi członkami itp. Jeżeli nie zależy tobie na stworzeniu barbarzyńskiego rozwiązania eliminującego ze społeczności tych, którym w życiu sie nie udaje to masz dwa wyjścia: albo stworzyć finansowany z danin system opieki społecznej na różne okazje w tym na okazję emerytury bądź od zaraz gromadzić rezerwy w budżetach państwa i samorządów na przyszłe potrzeby w tym zakresie.
      Wniosek stąd taki, że obecny model jest jednym z możliwych do zastosowania a pytanie dotyczy wyłącznie kwestii czy funkcjonuje on w sposób zapewniający osiągnięcie celu. Fakt, że oprócz składek wpłacanych przez obywateli na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych pochodząca z podatków roczna wpłata budżetowa sięga 90 mld zł świadczy zarówno o tym, że model działa źle, jak i o tym, że poprawienie systemu nie jest zadaniem trywialnym.

      • Mateusz

        Brak państwowego systemu emerytalnego nie jest żadnym barbarzyńskim rozwiązaniem. Każdy człowiek jest w stanie przewidzieć, że kiedyś może nie być juz zdolny do pracy, w związku z czym będzie odkładał na emeryturę (nie potrzebuje do tego państwowych instytucji), bądź nie będzie odkładał, licząc, że byt zapewnią mu jego dzieci, które przez ich całe dzieciństwo on utrzymywał (zwyczajna sytuacja wystepująca w rodzinach, zanim ktoś wpadł na pomysł zrzucenia tego obowiązku na państwo). Nie widzę tu zwiazku z eliminacją ludzi, którym „się nie udaje”.
        Tak więc obecny model nie jest ani jedyny możliwy, ani jedyny ludzki, jest za to niewydajny, niepotrzebny i co najważniejsze NIESPRAWIEDLIWY!

        • msud

          Po pierwsze zapominasz o ludziach, którzy pracowali na swoje emerytury częściowo w PRL-u i ich prawach nabytych. Po drugie, ci którym się nie udaje, nigdzie na świecie nie maja szans na emerytury kapitałowe dlatego też żyją dzięki pomocy społecznej (można to nazwać niesystemową emeryturą zaopatrzeniową), wegetują lub umierają, w zależności od poziomu cywilizacyjnego społeczeństw, w których żyją. Po trzecie w Polsce opieka społeczna jest fikcją. Po czwarte na pewno masz rację w tym co piszesz w ostatnim zdaniu ale nie wynika to z poprzedzajacej je treści.

  • Mateusz

    Co do praw nabytych wiadomo prawo nie działa wstecz i emerytury muszą być wypłacane tym, którym zostało to obiecane. Nie nalezy jednakże wciągac do tego systemu kolejnych osób, kolejnych pokoleń. ZUS powinien się zajmować wypłacaniem emerytur i nie przyjmować juz składek od nowych osób, które ubezpieczałyby się na własny rachunek. Co do osób, które juz jakiś czas składały do ZUSu i jeszcze pracują, należy im oddać wszystko, co do tej pory wpłaciły, by same gospodarowały swymi pieniędzmi. Będą to ogromne koszty, które pokryją wpływy z podatków, które niestety trzeba będzie na jakis czas podnieść, by wprowadzic uczciwy system (lub tez wygospodarować z budżetu te pieniądze). Jeżeli chodzi o tych, co to im się nie udaje, to każdy wysupła 50 lub 100zł miesięcznie by odłożyć na indywidualne konto emerytalne (lub nie bedzie tego robił, licząc na wsparcie swoich dzieci w przyszłości), a po kilkudziesięciu latach takiego odkładania będzie miał znacznie więcej pieniędzy niż otrzymałby z ZUSu.
    Odbiegając trochę od tematu, w moim przekonaniu kluczową sprawą jeśli chodzi o tzw. wyrównywanie szans i „sprawiedliwość społeczną” jest dobry, darmowy system oświaty, który pozwala osobom z bardzo biednych rodzin na zdobycie wykształcenia i „wybicia się”, daje możliwości tym, którzy byliby skazani na wieczną biedę, warunkiem jest tylko przykładanie się do nauki. Darmowa edukacja pozwoli znaleźć dobrą pracę, nieźle zarobić itd. kwestią emerytury, leczenia, kultury, sportu czy rozrywki człowiek zajmie się już sam.

  • Leszek

    Dla mnie (przeciętnego Polaka) nie ważne co rząd jeszcze wymyśli aby złupić ludzi. Powyższe rozważania zainteresują makroekonomistów. Ja skupiam się na mikroekonomii, czyli własnej kieszeni. Na szczęście kilka lat temu stwierdziłem, że na państwowy garnuszek nie ma co liczyć (bo micha to nie będzie na pewno). Pozostaje zacisnąć pasa, dzieci wygonić na swoje i odkładać na własną emeryturę. A ponieważ w Polsce jednak wolno odkłada się to wyjadę na kilka, -naście lat na zachód. I zwyczaj dorabiania do emerytury na zachodzie utrzyma się dopóki większość Polaków będzie zarabiać około 400-600 Euro. Pan, który napisał w pierwszym poście
    „Imigranci to jedyna szansa na ratunek gospodarki za 20 lat” chyba się myli. Za 20 lat Polacy nadal będą wyjeżdżać na saksy a do Polski imigranci nie przyjadą z uwagi na niskie zarobki i naszą politykę imigracyjną.

  • guru

    Szanowny Panie Adamie!
    Pan najwyraźniej żyje i innej rzeczywistości niż np. ja.
    Mam wrażenie, że Pańska jest akademicka bardziej, w najgorszym znaczeniu tego słowa. Globalizacja jest realną rzeczywistością. Polski potencjalny emeryt będzie musiał konkurować o ew. miejsce pracy z Hindusem lub Wietnamczykiem, tam w Azji- już teraz tak jest! Akademickie założenie, że mniej więcej będzie tyle samo pracy jak dziś jest skrajnie naiwne. Prawdziwym problemem jest „nasza” europejska polityka! Setki lat Europa wypracowywała sobie dominacje nad ówczesnym światem – wolnością- także gospodarczą, edukacją, innowacyjnością! I co, wszystkie te przewagi poległy w konfrontacji z biurokracją i chciwością ( szczególnie korporacji amerykańskich). Za właściwie darmo europejskie i amerykańskie firmy sprzedały a ściśle biorąc, dały to w prezencie Azjatom. Nie ma realnie ratunku dla polskich emerytów. Rząd już dawno stracił suwerenność. Znacznie ważniejszy dla rządzących jest rating agencji ratingowych niż zdanie wyborców. Gdybanie, jak to w Polsce ( i innych krajach europejskich) wystąpi w przyszłości deficyt pracy jest (co prawda dość powszechny także i innych krajach europejskich) jest po prostu śmieszny dla każdego rozsądnego człowieka. Z jakim poziomem wynagrodzeń chcemy konkurować- 8 centów za godzinę?. Taka była stawka godzinowa 20 lat temu w Szanghaju. Teraz jest dużo wyższa. Ale jest jeszcze mnóstwo innych biednych krajów. Tak na koniec- 100 lat wcześniej ludzie ginęli walcząc za ośmiogodzinny dzień pracy za płacę dającą możliwość godnego życia dla rodziny (kobiety wówczas nie pracowały-bo dbały o reprodukcję) . Chyba historia zatoczyła koło!

*
AdamCzerniak
@ AdamCzerniak