Czy feministka katolicka może być liberałem?

Drukuj

W bardzo wielu tekstach pisanych przez obrońców liberalizmu – także i tych zamieszczonych w tej ankiecie na łamach „LIBERTÉ!” – autorzy dążą do ugruntowania w czytelniku przekonania, że liberalizm to nie jest żadna ideologia. Czytelnik raczej uwierzyć, że to rodzaj najzdrowszej i najnowocześniejszej, najbardziej cywilizowanej z ludzkich postaw, a nawet rodzaj „zdrowego rozsądku”.  Liberał to nie jest ideolog (jak niejeden katolik), ale ktoś, kto po prostu trzeźwo, zdrowo i rozsądnie myśli – czyż można zatem nie być liberałem i uchodzić za osobę trzeźwą i rozsądną?

Chodzi autorom o zaszczepienie w czytelniku przekonania, że – jak pisze Jan Hartman w tekście z 2007 roku – liberalizm nie jest żadną doktryną, ani ideologią, z której można wywieść decyzje polityczne w konkretnych sprawach. Liberalizm jest – w domyśle NAJZDROWSZĄ, NAJNORMALNIEJSZĄ (zwłaszcza – dla rozsądnego, wykształconego człowieka) „skłonnością i postawą, a nie dogmatem, choć poszczególni liberałowie mogą mieć swoje stanowcze opinie w różnych sprawach. Liberałowie mogą więc głosować różnie.”

Z pozoru nie ma niczego złego w takim rozumowaniu. Jeśli skłonność i postawa liberalna – to jest sprawa temperamentu, czegoś wrodzonego, wówczas nie da się liberałów w ogóle krytykować, tak jak, nie da się krytykować tego, że ktoś woli patrzeć na rzeczywistość syntetycznie, a ktoś inny analitycznie; ktoś widzi raczej całość, a ktoś – raczej poszczególne części, gdyż takie widzenie jest przecież wrodzone.

Jednak sądzę, że takie potraktowanie liberalizmu – jako pewnej postawy czy skłonności (nieodparcie rozsądnej!) jest metodą ukrywania korzeni tego nurtu: bardzo konkretnych, politycznych i ideologicznych. Na te konkretne historyczne źródła liberalnej postawy wskazały niektóre krytyczki liberalizmu, takie jak feministyczne myślicielki Catherine McKinnon, Andrea Dworkin czy – niekoniecznie uchodząca za feministkę – Martha Nussbaum. Otóż wskazały one na prosty fakt, że niemal wszyscy ojcowie-założyciele liberalizmu, John Locke et consortes, broniąc prawa do prywatnej własności, oraz licznych wolności obywatelskich, zamykali zarazem oczy na fakt, że cała  sfera prywatna jest obszarem wyzucia z własności i wolności dla kobiet, o których losie bardzo długo, jeszcze niemal do lat 30-tych XX wieku, decydowali „wolni obywatele”, czyli mężczyźni.

http://www.flickr.com/photos/taedc/7966789754/sizes/m/
by tedeytan

Ponadto, myślicielki te wskazały na fakt, że liberalizm jest, a jakże, pewną formą ideologii. Jest to ideologia uzasadniająca ludzki egoizm i indywidualizm – gdyż skupia się na wartości, jaką są wolności JEDNOSTKI, zapominając o wartości RELACJI i WIĘZI. To jednostka, prawa jednostki, wolności jednostki – są punktem wyjścia. Liberalizm wymyślili zamożni mężczyźni, którzy byli całe życie, w wielu wymiarach, obsługiwani przez kobiety, „ukryte” przed przestrzenią wolności. Mężczyźni, dla których ich relacje w sferze prywatnej miały być źródłem przyjemności i komfortu, w żadnym razie – ciężaru czy samozaparcia.

Tymczasem kobiecy sposób rozumowania bywa często kompletnie inny. Dzięki takim koncepcjom, jak „etyka troski” (ethics of care) Carol Gilligan, wiemy, że dla wielu kobiet wszystkich czasów (także współczesnych), to relacje są pierwotne względem swobód jednostki. Matka niepełnosprawnego dziecka właśnie tak rozumuje – najważniejsza jest dla niej relacja z dzieckiem, bo tylko ta relacja gwarantuje dziecku fizyczne przeżycie. Być może dlatego, np. w Polsce, średnio 40% matek takich dzieci jest opuszczanych przez ich ojców („wolnych obywateli”). Kobieca etyka troski sprowadza się do poczucia odpowiedzialności za trwanie relacji, nawet mimo trudu, z jakim się ona wiąże – dlatego też kobiety starają się dbać o relacje np. ze starszymi członkami rodziny, nawet, jeśli ich odwiedzanie i dbanie o nich jest „zatamowaniem” jednostkowej swobody. Innymi słowy, kobiety częściej uważają, że jest „coś większego” ponad samą jednostką, jej pragnieniami i jej swobodami.

Prymat relacji nad wolnościami jednostki jest czymś, co lepiej można zrozumieć dzięki ewangelicznej formacji. Jakże pięknym wyrazem tego prymatu więzi nad osobistą swobodą są słowa z II rozdziału Listu do Efezjan: On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi.  A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. (Flp 2, 6-8)

Liberałowie skupiają się na obronie praw jednostki do  „korzystania ze sposobności” – z każdej możliwej, o ile tylko się da. Bronią prawa do tego, aby każdy mógł skorzystać z każdej możliwej sposobności, jakiej sobie zażyczy, jakiej zapragnie. Z jedynym ograniczeniem – o ile nie jest to z wyraźną krzywdą dla drugiej osoby, i nie narusza praw drugiej osoby do tego samego. Jednak Ewangelia ukazuje coś zupełnie innego, niesamowity gest Osoby Chrystusa, która „miała wszystko” (jak mówi polska kolęda – pijała „słodkie małmazyje”), ale zrezygnowała z tego, aby samoograniczyć się – dla ocalenia trudnej i nierównej relacji ze… słabym, grzesznym człowiekiem, z każdym z nas.

Na gruncie klasycznego liberalizmu, stworzonego przez mężczyzn, nie potrafiłam znaleźć sposobów uczenia się tego samoograniczenia, sposobów otwierania się na drugiego człowieka, na piękno „współ-zależności”, dawania i przyjmowania. Te wszystkie sposoby odnalazłam, z jednej strony, w Ewangelii, i jej interpretatorów (Simone Weil, Jean Vanier), z drugiej strony – w wielu nieliberalnych nurtach myśli feministycznej.

Uważam też, że droga liberalnego feminizmu, czyli „wyswobodzania” wszystkich  naraz z „opresyjnych” relacji, którą liberałowie proponują krajom zacofanym, wiedzie donikąd, jeśli nie nauczy się ludzi budowania DOBRYCH relacji (współzależnych, pełnych troski i poczucia zobowiązania). Wyzwolić można kogoś w jeden tydzień. Jednak uczenie ludzi budowania mądrych relacji, szanujących wolność i godność, wymaga wielu, wielu lat cierpliwej pracy – tak cierpliwej, jak praca matki z niepełnosprawnym dzieckiem, czy praca męża z żoną, która jest uzależniona, lub wyszła z ciężkiej choroby.

Jeśli istnieje liberalizm pełen troski, cierpliwy, empatyczny i relacyjny – to chętnie taki poznam.

Czytaj również
*
MariaRogaczewska