Czy wierzysz w słowa te?

Drukuj

Rozmowa z premierem Donaldem Tuskiem*

„Ustaw jest w Polsce za dużo a nie za mało”

Tusk – trzeba podchodzić z wielką rezerwą do polityków, którzy przychodzą do obywateli z obietnicą: teraz was zasypiemy ustawami.

Zarzuca się wam dziś, że mieliście przyjść do władzy z workiem ustaw, a okazaliście się nieprzygotowani.

D. Tusk: Protestuję! Protestuję za każdym razem, kiedy się mówi o worku ustaw.

To znaczy, że go pan nie miał?

D. Tusk: Kiedy ktoś w PO mówił mi, że musimy mieć pełne szuflady ustaw, to miałem ochotę poszukać noża. Trzeba podchodzić z wielką rezerwą do polityków, którzy przychodzą do obywateli z obietnicą: teraz was zasypiemy ustawami.

Senat odwołał posiedzenie, bo nie został od Sejmu projektów ustaw, tego jeszcze nie było. Dlaczego tak się stało?

D. Tusk: I z tego jestem dumny.

Mówił pan o tym dzisiaj.

D. Tusk: Tak i mówię o tym szczerze.

Rząd rządzi przy pomocy ustaw i rozporządzeń. Te ustawy mogą np. służyć na przykład likwidacji bzdurnych przepisów, a jest mało ustaw.

D. Tusk: Proszę mi wierzyć w to, że rząd nie powinien rządzić przy pomocy ustaw. Ustawa powinna być czymś wyjątkowym, szczególnym, a nie taką codzienną aktywnością. Zresztą ja podawałem liczby i te liczby są bezwzględne. Nasz rząd skierował ok. 30, trochę ponad 30 ustaw do Sejmu i często mówi się, że ten rząd za mało ustaw kieruje. A ja wyliczyłem i przedstawiłem to dzisiaj (24.02.2008 – przyp. red.) opinii publicznej. Gdybyśmy to tempo ustaw kierowania ustaw utrzymali, to by oznaczało, że w czasie kadencji tylko rząd stworzyłby 500 nowych ustaw. Każda ustawa to dziesiątki, a czasami setki rozporządzeń, to jest kolejny gorset, który ludzi będzie dławił.

Więc w ciągu następnych stu dni nie będzie więcej nowych ustaw niż do tej pory?

D. Tusk: Będzie ich mniej. Nie jest sztuką komplikować życie obywateli nowymi przepisami. My chcemy osiągnąć odwrotny efekt.

Senat znowu będzie musiał odwołać posiedzenie, jak ostatnio, bo nie będzie miał czym się zajmować.

D. Tusk: O, chyba dobrze, że nie będzie tych kilometrów akt, jałowych rozmów, dodatkowych kosztów dla podatnika. Ja słyszałem od wielu tygodni: no co ten Tusk robi, nie przygotowuje nowych ustaw. I to ciągłe moje cierpliwe tłumaczenie, że moim zadaniem nie jest przygotowywanie i zalewanie Polski kolejnymi przepisami, że moim zadaniem jest uchylanie tych przepisów, dopiero powoli przebija się do świadomości Polaków. Akurat zwykle obywatele dobrze to rozumieją.

Sądzę, że rozumieją to dokładnie.

D. Tusk: Jestem o tym przekonany.

Czy wierzysz w słowa te?

Można uznać, że premier Donald Tusk kłamał: albo w lutym – tłumacząc się z pustych szuflad, albo w październiku – zachwalając pełne.

Politycy mają prawo proponować najbardziej nawet ekstraordynaryjne postulaty – w rodzaju rozdania każdemu 100 milionów z państwowego budżetu, mogą wyznawać najbardziej nawet egzotyczne poglądy, np. że bezrobociem można zarazić się przez dotyk od emigrantów. Mogą mówić wszystko (w granicach obowiązującego prawa), o ile znajdą właściwą historię, w którą uwierzą ich wyborcy – na tym polega wolność debaty.

W Polsce oczekiwania wobec polityków są mizerne. Parlament, a także sam zawód: polityk, od lat lokują się na najniższych miejscach rankingów społecznego zaufania, daleko za pielęgniarkami czy górnikami, mniej więcej tam, gdzie zapewne znajdują się w USA sprzedawcy używanych samochodów.

Politykowi nie wolno jednej rzeczy. Nie może być podobny do krowy. Krowy z powiedzenia (przyznajmy, że dość głupiego) – „tylko krowa nie zmienia zdania”. A świnia zmienia?

Polityk oczywiście może zmienić zdanie, o ile jakoś to uzasadni; kampania w USA jest przykładem takich właśnie wolt – w celu pozyskania zarówno centrowego elektoratu, jak i uspokojenia partyjnego betonu. Jednak dla wielu polityków przyłapanie na „wciskaniu kitu” – oczywistym kłamstwie, którego w żaden sposób obronić się nie dało, powodowało surowe konsekwencje.

Zdanie „I did not have sex with this woman” niemal skończyło się impeachmentem Billa Clintona, wyciek taśmy z zamkniętego spotkania z premierem Węgier Ferencem Gyurcsánym „Kłamaliśmy przez ostatnie półtora roku. (…) Nie znajdziecie ani jednego znaczącego posunięcia rządu, z którego moglibyśmy być dumni (.) Kłamaliśmy rano i wieczorem” wywołał wielodniowe zamieszki w Budapeszcie.

Co można powiedzieć o polityku, który pod koniec lutego zdecydowanie krytykuje tworzenie nowych ustaw „Kiedy ktoś w PO mówił mi, że musimy mieć pełne szuflady ustaw, to miałem ochotę poszukać noża. Trzeba podchodzić z wielką rezerwą do polityków, którzy przychodzą do obywateli z obietnicą: teraz was zasypiemy ustawami” i który na 100 dni rządu ubolewał nad ich „wielką” liczbą „Dwadzieścia osiem przesłaliśmy do Sejmu. To za dużo, a nie za mało”, po to, żeby w październiku zapowiedzieć „ofensywę legislacyjną” i przyjęcie 140 ustaw w ciągu miesiąca?

Można uznać, że premier Donald Tusk postanowił rozmyślnie zaszkodzić własnym obywatelom – podejmując działania, które jeszcze niedawno uważał za głęboko niesłuszne. Można uznać, że premier Donald Tusk kłamał: albo w lutym – tłumacząc się z pustych szuflad, albo w październiku – zachwalając pełne. Można uznać, że premier Donald Tusk bierze obywateli za idiotów, skoro w przeciągu kilku miesięcy brawurowo, by nie rzec bezczelnie, nagłaśnia zupełnie sprzeczne ze sobą własne wypowiedzi.

Z całą pewnością wykazuje się przy tym skrajnym cynizmem. Ta sama retoryka, która wiosną musiała z lenistwa rządu oraz parlamentu uczynić cnotę i przykryć legislacyjną czarną dziurę, jesienią okazała się już nieskuteczna – więc wyrzucono ją do kosza, wymyślając w zamian jej przeciwieństwo.

Kiedy premier polskiego rządu może bez konsekwencji sam sobie zaprzeczać, wciąż twierdząc, że wszystko co robi (albo czego nie robi) czyni dla dobra obywateli, słowa w polityce tracą jakąkolwiek wartość. Jeśli politycy nawet nie udają, że sami biorą swoje wypowiedzi poważnie, jak mogą brać je poważnie wyborcy? Nie dziwmy się, jeśli w kwestii zaufania do polityków będą podzielać potem zdanie Kazika.

Czy wierzysz w słowa te?

Ja nie wierzę w nie!

Czyż one prawdziwe są?

Nie wierzę im kurwom jak psom!

Kazik Staszewski „Keszitsen kepet onmagarol”

*Wszystkie pytania i odpowiedzi pochodzą z lutego 2008 (100 dni rządu Donalda Tuska) z wywiadów:

Dziękujemy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów za staranną dokumentację wywiadów z premierem prowadzoną na swoich stronach.

Czytaj również
O autorze
*
LeszekJażdżewski
Politolog, publicysta, redaktor naczelny LIBERTÉ!
@ LesJazd