Do czego nam jeszcze Platforma Obywatelska?

Drukuj

Odpowiadają: Sławmoir Drelich, Kazimierz Woycicki, Grzegorz Cydejko.

Sławomir Drelich: Memento mori Platformy

Platforma Obywatelska – wbrew temu, co uważają niektórzy politycy i publicyści prawicowi – nie jest jeszcze trupem (nawet żywym trupem) i nie jest wykluczone, że za jakiś czas znowu będzie współrządziła Polską. Partia ta jednak powinna być naszym wyrzutem sumienia i dlatego właśnie wciąż jest nam potrzebna jako element sceny politycznej. Ten wyrzut sumienia powinien być reakcją na osiem lat rządów tej formacji politycznej, która nadmiernie uwierzyła w to, że można robić politykę bez polityki i że na dłuższą metę da się rządzić krajem uchylając się od podejmowania politycznych decyzji.

  1. Nie ma ucieczki od polityki

Platforma Obywatelska stała się partią polityczną, która w sposób radykalny odcięła się od swoich korzeni ideologicznych i zrezygnowała z jakiegokolwiek jednoznacznego zdefiniowania swojej ideowej tożsamości. Pragnęła być „catch-all party”, w której nurty zlewałyby się z ideologiami, a programy z postulatami. Po ośmiu latach rządów partia ta przegrała z wyrazistą polityczną wizją zaproponowaną przez Prawo i Sprawiedliwość. Platforma Obywatelska jest więc nam potrzebna jako wyzwanie dla ludzi myślących lewicowo i liberalnie, dalekich od konserwatyzmu światopoglądowego, którzy powinni zdać sobie sprawę, że konieczne jest budowanie środowiska politycznego o bardziej skonkretyzowanej tożsamości ideowej.

  1. Nie ma ucieczki od wizji

Platforma Obywatelska zaproponowała „ciepłą wodę w kranie” jako odpowiedź na zarządzanie emocjami przez Jarosława Kaczyńskiego. Zapomniała jednocześnie, że rządzenie to nie tylko administrowanie państwem, szczególnie kiedy zarządzane państwo jest słabe i w wielu obszarach nieefektywne. Strategia „ciepłej wody” czasowo może zaspokoić potrzebę spokoju i stabilizacji wyborców zmęczonych polityką emocji i konfliktu, ale na dłuższą metę uniemożliwia reformowanie, przebudowę i modernizację państwa. Platforma Obywatelska potrzebna jest ludziom myślącym lewicowo i liberalnie, aby uświadomili sobie, że najwyższy czas na wypracowanie alternatywnych względem PiS-u wizji przebudowy państwa.

  1. Nie ma ludzi niezastąpionych

Platforma Obywatelska nadal jest – nie tylko na poziomie krajowym, ale również regionalnym i lokalnym – rezerwuarem wielu wybitnych postaci politycznych, ekspertów i specjalistów, którzy wiele byliby w stanie wnieść w przebudowywanie Polski. Polska potrzebuje fachowców i ludzi doświadczonych, jednak najwyższy czas, aby ludzie ci zdali sobie sprawę, że nikt nie jest niezastąpiony. Trzeba, by zrozumieli, że naród powierza partiom politycznym swój kredyt zaufania, ale tak samo go odbiera. Nikt nie będzie płakał po Platformie Obywatelskiej, ale przecież odejście z polityki wielu ludzi Platformy będzie zwyczajnym marnotrawstwem doświadczonych i wykształconych kadr.

  1. Nie ma skuteczności bez odwagi

Platforma Obywatelska okazała się środowiskiem politycznym tchórzliwym i konformistycznym. Brak odwagi w wychodzeniu naprzeciw rzeczywistym problemom społecznym (reforma KRUS, reforma przywilejów emerytalnych, nieefektywny wymiar sprawiedliwości, zapaść służby zdrowia, dostosowanie systemu edukacji do warunków niżu demograficznego, opodatkowanie pracy, tzw. umowy śmieciowe itp.) tuszowano opowieściami o kryzysie bądź zielonej wyspie, w zależności od zapotrzebowania na konkretną formę medialnej propagandy. Casus Platformy Obywatelskiej powinien przypominać wszystkim tym, którzy będą w przyszłości budować nowe środowiska polityczne, że aby być skutecznym rządzącym, trzeba najpierw odwagi w rządzeniu.

Platforma Obywatelska nie przeszła jeszcze do historii, jednak Polacy nie potrzebują już stronnictwa politycznego, którego modus operandi ogranicza się do bycia retorycznym anty-PiS-em. Również ugrupowania opozycyjne potrzebują tożsamości, która stanie się spoiwem dla elektoratu; potrzebują wizji, które staną się alternatywą dla rządzących; potrzebują ludzi czynu, którym marzą się nie tylko wygrane wybory i reelekcje. Jeśli ludzie Platformy nadal tego nie rozumieją, to naprawdę do niczego więcej nie jest nam potrzebna Platforma Obywatelska.


Kazimierz Woycicki: Platforma musi pogodzić się z liberalizmem

Liberalizm jest historycznie nowym nurtem polskiej polityki. W epoce PRL-u trudno było o kształtowanie się wyrazistych politycznych prądów. Sięgano instynktownie do tradycji. Była to albo słabo zdefiniowana lewica (PPS, Piłsudski etc) albo równie mało określona prawica (konserwatyści, dmowszczycy). Dość niefrasobliwy sposób publicznych debat po roku 1989 podzielił Polskę  na endeków i piłsudczyków, co było podziałem tyleż anachronicznym jak i nie adekwatnym.  Z tradycją myśli politycznej II nigdy w poważnej debacie publicznej się nie zmierzono. Nie zauważono przy tym, że w Polsce zrodził się liberalizm.

Choć termin liberalizm stał się z czasem ulubioną maczugą jego przeciwników, nikt otwarcie do liberalizmu się nie przyznawał. „Platforma obywatelska” zwalczana była jako liberalna, ale sama do liberalizmu się nie przyznawała. Jej członkowie, a śmiem twierdzić jej najpewniej i czołowi politycy, nie mieli świadomości, ani nie chcieli się przyznać, że są „liberałami”. Nikt też liberalizmu otwarcie nie bronił (bo pokracznych enuncjacji Korwina-Mikkego za liberalizm brać nie sposób).

Polityka polska (zarówno gospodarcza jak i w kulturna) była liberalna. Sytuacja ta była więc nacechowana paradoksem – Polska była liberalna, tylko nie było w niej liberałów. Jestem przekonany, że ta ideowa pustka była jedną z przyczyn porażki w pechowych wyborach jesieni 2015. Dlaczego? Mimo upadku  ideologii, opinia publiczna potrzebuje drogowskazów, jakimi są czytelne idee polityczne. PO stawiano w ostatnim okresie jej rządów zarzut „braku wizji” Na taki zarzut można oczywiście odpowiedzieć, że rządzenie to pragmatyzm a  nie jakieś tam wizje. Odpowiedz ta jednak pomija to, że opinia publiczna nie zadowala się tylko tym co bieżące, ale chce znać kierunek w jakim podąża państwo. I ma do tego prawo.

A ten kierunek, jakby to dla wielu nie brzmiało zbyt abstrakcyjnie albo miało być wymysłem jakiś „jajogłowych”,  określa powszechnie czytelna myśl polityczna (nie chodzi więc o jakieś same akademickie rozważania).

I tak PO pozbawiona myśli politycznej, nie zdolna do zdefiniowania swego praktykowanego liberalizmu, stała się dla zbyt wielu wyborców, nieczytelną formacją polityczną, nie wskazującą żadnego kierunku.

PO mówiła: „patrzcie jak dobrze rządzimy i zadowolcie się tym co jest”. PO rządziła być może wcale nie najgorzej, ale takie przesłanie nie mogło pozyskać zbyt wielu. Tych którzy byli zadowoleni demobilizowało, tym którzy byli nie zadowoleni nie dawało żadnej nadziei i obietnicy.

Co więc zrobić ma PO ma zacząć odbudowę swoich szeregów po doznanej klęsce? Chyba koniecznym (choć pewnie nie jedynym) sposobem jest powrót do swoich liberalnych korzeni. Musi też być głośno powiedziane, że liberalizm nie oznacza w żadnym wypadku lekceważenia dla polityki socjalnej, nie oznacza lekceważenia dla debat historycznych, nie oznacza lekceważenia problematyki tożsamości, nie oznacza wąskiego koncentrowania się na samej gospodarce, nie oznacza mówienia „jak ci nie udało, to jesteś sam sobie winny”, nie oznacza robienia z siebie mądrali, która wszystko wie lepiej.

Jeśli nie będziemy otwarcie i głośno dyskutować, czym jest polski liberalizm PO nie ma szans.


Grzegorz Cydejko: Stara damo, idź na prawo

Platforma Obywatelska, sterana życiem i ciężką chorobą władzy – może odegrać jeszcze ważną rolę. Jeśli pokaże Polakom, jaka jest różnica między „starą damą”, strażniczką wartości a bulgoczącym zrzędliwie o wartości własnej, zrzędliwym starcem. Jeśli odegra ją dobrze, może zająć miejsce szanowanej matrony, podczas gdy jego odeślą na zapiecek.

Zaawansowana wiekiem politycznym PO ma jak żadna inna partia opozycji predyspozycje do wejścia w rolę reprezentantki tego obszaru wartości i idei, które konstytuują zbiorową wyobraźnię polityczną wokół wartości takich jak tożsamość narodowa, rodzina, bezpieczeństwo. Musi odświeżyć w sobie zdolność do penetrowania obszarów wrażliwości prawicowej. W konsekwencji – zepchnąć PiS i inne tradycjonalistyczne ugrupowania do narożnika politycznego w okolice trumien Piłsudskiego i Dmowskiego, do toruńskiej i licheńskiej kruchty, do roli zarządzającego państwem gomułkowskiego komitetu centralnego. Po okresie polityki nakierowanej na odzyskanie wspólnoty emocjonalnej w szerokim, centroprawicowym bloku idei przyjdzie czas kampanii wyborczej. Wówczas, jak stara, doświadczona osoba – Platforma powinna wyznaczyć sobie oponenta politycznego gotującego się do uczty na nieuchronnie kiedyś zużytej władzą partii PiS. W tej roli chcą widzieć swą nową partię, Endecję – Rafał Ziemkiewicz i Paweł Kukiz. Zerwanie cichej koalicji Endecji z PiS-em jest nieuniknione. Nastąpi najdalej na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi, jeśli miałyby odbyć się w konstytucyjnym terminie, lub w dniu ogłoszenia głosowania nad przedterminowym zakończeniem kadencji parlamentu. Możliwy jest też rozpad koalicji wyborczej Kaczyński-Ziobro-Gowin. Może z czasem wyłoni się z obozu rządzącego inna siła. Polaryzacja z nią programów wyborczych i wspólna marginalizacja PiS – to finałowa partia w historycznej roli PO.

W najbliższych latach Platforma musi zeskrobać z siebie odium bezideowości, zaakceptować wielki powrót idei do świadomości współczesnych społeczeństw. Jeśli odzyska teren pamięci zbiorowej, rozszerzy swe oddziaływanie w sferze tożsamości narodowej, tradycji demokratycznej, odzyska dla siebie i dwu pokoleń swych działaczy pozycję pogromców komuny i totalitarnego państwa realnego socjalizmu, skupiającej budowniczych przestrzeni godnego życia i sukcesu wielu grup społecznych – może na nowo skupić uwagę wyborców upatrujących bezpieczeństwa własnego i społecznego w utrwalaniu wartości nie „suwerennej”, ale zwyczajnej, liberalnej demokracji.

Czas, by PO wróciła do korzeni, odwołała się w serii politycznych akcji do wartości właściwych jej pochodzeniu i odebrała monopol na prawicowość ugrupowaniom obecnie rządzącym, a w finale, w kampanii wyborczej wspólne z pozostałymi ugrupowaniami i środowiskami opozycyjnymi – zepchnięcie PiS w narożnik prawicowej ekstremy, kruchty, biskupiej konserwy, ksenofobii, antymodernizmu, smoleńskiej sekty i kulturowego zaścianka. W tej nieuniknionej rozgrywce politycznego dobijania PiS na koniec jego kadencji aktywne będą i inne partie. PO ma do wykonania zadanie przekazania centrum politycznego tym nowym pokoleniom.

Pełna wersja odpowiedzi Grzegorza Cydejko do przeczytania tutaj

Czytaj również
O autorze
*
SławomirDrelich
Politolog i etyk, wykładowca akademicki (UMK w Toruniu) i nauczyciel licealny (I LO w Inowrocławiu), publicysta „Liberté!”
O autorze
*
KazimierzWóycicki
Ur.1949 w Warszawie, studia filozoficzne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim
@ Woycicki
O autorze
*
GrzegorzCydejko
Dziennikarz i redaktor, producent i scenarzysta programów telewizyjnych, wydawca portali internetowych, felietonista, komentator wydarzeń politycznych i ekonomicznych w mediach elektronicznych.