Dopóki nie jest za późno

Drukuj

„Histeria”, „przesada,” „poczekajmy na rezultaty”, „przecież na razie jeszcze niczego nie rozwalili,” – takie głosy dość często słyszy się od rozsądnych osób o wolnościowych, liberalnych poglądach, kiedy komentują reakcje mediów, polityków i inteligencji na pisowskie wybryki. Nie zgadzam się z nimi.

Nie podzielam poglądów, z których wynika, że jeszcze za wcześnie na protesty, bo obecne władze nie zdążyły na razie niczego zepsuć i można tylko spekulować jakie są ich intencje. A kiedy będzie w sam raz? Kiedy już rozmontują ustrój demokratyczny śrubka po śrubce? Wtedy, kiedy już się wezmą za media publiczne i niepubliczne i do wolnego wygłaszania poglądów pozostanie tylko internet? Czy może wtedy kiedy wezmą się też za internet, tak jak Putin w Rosji? A może wtedy, kiedy rozpoczną masową inwigilację dzięki ustawie, której projekt właśnie się pojawił? Oczywiście, że protestować i przeciwdziałać trzeba zanim mleko się rozleje, a nie wtedy kiedy już będzie po wszystkim. Bierne czekanie na pożar i obserwowanie jak podpalają to nie tylko brak rozsądku i bazowanie na niczym nieuzasadnionej nadziei, że może nic złego z tego nie wyniknie. To już prawie współudział.

Argument o rzekomej niewspółmierności reakcji też nie trafia do przekonania. To zwykła nieprawda, że wygaszanie Trybunału Konstytucyjnego to atak na tylko jeden z elementów ładu demokratycznego, a są jeszcze wolne media, wolne wybory, wolność zgromadzeń i Konstytucja, do której zmiany trzeba większości 2/3 głosów. Trybunał Konstytucyjny to klucz do demokracji, jedyna ocalała zapora przed autorytaryzmem na ścieżce legislacyjnej. PiS ma Sejm, Senat i prezydenta, który podpisuje automatycznie wszystko, co mu Jarosław Kaczyński każe, a ponad wszystko szaleńczą determinację i brak skrupułów. W tej sytuacji PiS nie musi zmieniać konstytucji, wystarczy że uchwali ustawy jawnie niezgodne z nią, a jeśli nie będzie Trybunału, to nikt ich nie unieważni. Przecież konstytucja sama z siebie nie zadziała. Dlatego mówienie, że likwidacja Trybunału nie zdusi demokracji, bo istnieją jeszcze inne atrybuty wolności, to jak mówienie, że wykręcenie bezpiecznika nie spowoduje zgaszenia światła w mieszkaniu, bo są jeszcze żarówki.

Jak walczyć z Edkiem

Jeszcze bardziej absurdalny wydaje się argument z gatunku estetyki, sugerujący, że używanie zbyt wielkich słów i wyprowadzanie ludzi na ulice jest zbyt nachalne, plebejskie i że nie przystoi osobom o wysublimowanych poglądach, w dodatku opierających swą argumentację na fundamencie prawa. Że to jest zrównywanie się z metodami przeciwnika. Tylko że w obliczu jawnej, zapowiadanej przez PiS bez ogródek, likwidacji dotychczasowego ustroju i nagonki na sędziów i inteligencję, jakiej nie było w Polsce od 1968 roku, takie nastawienie to po prostu oddawanie pola przeciwnikom demokracji i wycofanie się do niszy akademickich dyskusji, zrozumiałych tylko dla wąskiego kręgu osób i tak już przekonanych. Język narzucony przez PiS i podległe mu „niezależne” media jest językiem ostrej i bezczelnej konfrontacji. Odpowiadanie mu za pomocą rozdelikaconego, intelektualnego kodu kulturowego, jest poddaniem się bez walki i oddaniem PiS-owi większej części społeczeństwa, która nie orientuje się w zawiłościach liberalnej demokracji. Żeby do tej większości dotrzeć trzeba mówić językiem jasnym i donośnym, inaczej do świadomości zwykłych ludzi przebije się jedynie chamstwo Karnowskich.

Istnieje jeszcze typowo inteligencka obawa, że zaczynanie reakcji od „wysokiego c” spowoduje, że energia szybko się wypali. Druga strona nie ma takich obaw, wali na odlew z całej siły i nie ogląda się czy ktoś protestuje, ani czy wystarczy sił na później. Tylko mocne i jednoznaczne przeciwstawienie się jej i to od razu, na samym początku może ostudzić jej zapał i przekonanie, że nie ma przeszkód, że wolno wszystko. Mrożek w „Tangu” już opisał punkt widzenia posłanki Pawłowicz, posła Piotrowicza i nie ma co liczyć na to, że Edek zrozumie argumenty, albo że się zatrzyma, bo sumienie go ruszy. Sam się nie zatrzyma.

Nic tak nie dezaktywuje jak brnięcie w bezustanne obawy i dzielenie włosa na czworo. Zresztą trudno ocenić ile w takiej postawie autentycznej troski i wątpliwości, a ile to wygodnictwo i kamuflaż służący usprawiedliwieniu własnej bezczynności. W każdym razie Jarosław Kaczyński tylko o to się modli, żebyśmy grzęźli w takiej postawie.

Czytaj również
O autorze
*
MarcinWojciechowski