Duńska wstrzemięźliwość, czyli o braku konieczności ekspansji fiskalnej w czasie kryzysu

Drukuj

Kiedy stało się jasne, że kryzys kredytowy nie ograniczy kręgu swoich ofiar do kilku instytucji finansowych, ale pogrąży największe światowe gospodarki w trwającej wiele kwartałów recesji, nie tylko ekonomiści, ale i politycy zaczęli intensywnie odkurzać nieco już zapomniane dzieła Johna Maynarda Keynesa. Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, które dotychczas szczyciły się przed Europą niskim stopniem ingerencji państwa w gospodarkę, coraz częściej pojawiały się głosy, że jedynym ratunkiem dla światowych gospodarek są setki miliardów dolarów wstrzykniętych w nie bezpośrednio z państwowej kiesy. Próbę prowadzenia innej polityki przez część państw europejskich traktowali wręcz jako chęć zdezerterowania z ekonomicznego pola walki i to w dodatku na plecach tych, którzy owe gigantyczne programy stymulacyjne zdecydowali się sfinansować.

W ekonomii niezwykle trudno odpowiedzieć na pytanie „co by było, gdyby”, czyli w tym przypadku „jak potoczyłyby się losy kryzysu gospodarczego, gdyby nie gigantyczne programy stymulacyjne”. Uwarunkowania każdego kraju i momentu historycznego są na tyle specyficzne, że nie sposób przenosić ich na inne gospodarki, czy wręcz generalizować jakichkolwiek doświadczeń. Pisząc jednak o zagadnieniu gospodarczego interwencjonizmu z perspektywy Polski, a więc kraju, który bez hojnego pakietu stymulacyjnego jako jedyny spośród krajów członkowskich UE zdołał w drugim kwartale 2009 utrzymać wzrost gospodarczy, skłania jednak ku refleksji, że wpompowanie ogromnych środków publicznych pieniędzy do gospodarki nie było warunkiem sine qua non przejścia przez kryzys obronną ręką. Polska nie jest jednak jedynym przykładem. Brak pakietu stymulacyjnego o znaczącej skali nie zaszkodził również Danii, a więc gospodarce niewielkiej, otwartej i posługującej się walutą silnie związaną z euro.

W latach 2005-2007 poprzedzających pojawienie się pierwszych symptomów kryzysu w sferze realnej, gospodarka duńska znajdowała się w bardzo dobrej kondycji. Przeciętny poziom wzrostu gospodarczego w tym okresie wynosił 2,4 proc., a więc był nieco wyższy niż średnio w krajach Unii Europejskiej (z wyłączeniem nowych państw członkowskich). Negatywną dynamikę wzrostu PKB wywołaną kryzysem gospodarczym zanotowano w Danii jednak już w trzecim kwartale 2008 roku, kiedy wyniósł on -1,7% rdr, w pierwszym kwartale roku 2009 gospodarka duńska skurczyła się z kolei o 4,3% rdr, a więc nieznacznie mniej niż w starych krajach Unii Europejskiej. W odniesieniu do całego roku 2009 Komisja Europejska szacuje, że PKB Danii spadnie o nieco ponad 3 proc., podczas gdy w roku 2010 prognozowany jest już nieznaczny wzrost rzędu 0,3 proc. (por. rys 1). Według szacunków Duńskiej Izby Gospodarczej największy wpływ na spadek PKB Danii w 2009 roku będą miały przede wszystkim: spadek inwestycji (-4,2 proc. rdr ), spadek eksportu (-3,6 proc.) oraz ograniczenie konsumpcji prywatnej (-1,8 proc.).

Powyższe dane świadczą jednoznacznie, że skala recesji w gospodarce duńskiej jest zbliżona do innych rozwiniętych państw europejskich, przy czym wyraźnie widać, że w pierwszych kwartałach kryzysu tempo spadku PKB było w Danii szybsze niż w innych tzw. starych krajach członkowskich Unii Europejskiej. Z drugiej strony gospodarka duńska zdaje się szybciej niż inne kraje wchodzić na ścieżkę ożywienia gospodarczego. Taki scenariusz, który potwierdzają prognozy zarówno Komisji Europejskiej, jak i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jest związany z kilkoma charakterystycznymi cechami duńskiej gospodarki.

Po pierwsze, skala problemu rosnącej stopy bezrobocia jest w Danii bez wątpienia dużo mniejsza niż w innych krajach Unii Europejskiej. Według danych Eurostat w maju 2009 roku stopa bezrobocia w Danii wynosiła 6,2 proc., podczas gdy w krajach strefy euro ten wskaźnik utrzymywał się na poziomie 9,4 proc..

W odniesieniu do gospodarki duńskiej umiarkowanie rosnące bezrobocie może jednak nieść za sobą również pozytywne konsekwencje. W okresie bezpośrednio poprzedzającym kryzys gospodarczy bezrobocie zmniejszyło się w Danii do rekordowo niskiego poziomu 47 tysięcy osób, co doprowadziło do znacznego wzrostu płac (o 4,2 proc. w 2008 r.), a nawet okresowego spadku produktywności. Rosnące bezrobocie zmniejszy, lub wręcz wyeliminuje problem dostępności siły roboczej dla przedsiębiorstw, zahamuje wzrost płac, a w konsekwencji przełoży się na wzrost konkurencyjności gospodarki. Po drugie, ze względu na podjęte decyzje z zakresu polityki fiskalnej, w Danii dość szybko powinno dojść do ożywienia konsumpcji prywatnej. Impulsem takiego ożywienia może być wycofywanie środków z tzw. Specjalnego Funduszu Emerytalnego, które zostało umożliwione przez rząd. W latach 1998-2003 na osobiste konta działające w ramach tego funduszu Duńczycy byli zobowiązani przekazywać 1 proc. zarobków brutto, obecnie ta kwota wynosi 49 miliardów koron. Ponadto w Danii, która charakteryzuje się jednym z najbardziej rozwiniętych systemów pomocy społecznej na świecie, stosunkowo efektywnie powinny zadziałać tzw. stabilizatory automatyczne. Spadek dochodów z pracy nie powinien więc tak silnie, jak w innych krajach przełożyć się na spadek konsumpcji prywatnej, gdyż dochody zostaną w dużym stopniu zastąpione transferami z budżetu państwa. Poza elementami dotychczas wbudowanymi w system duńskiej polityki fiskalnej, rząd tego kraju w bardzo niewielkim stopniu zdecydował się na jej dalszą ekspansję w obliczu kryzysu. Jedynym działaniem o charakterze „programu stymulacyjnego” był tak zwany „pakiet wiosenny” o wartości nieprzekraczającej 5 miliardów koron i przeznaczony głównie na realizację projektów infrastrukturalnych. Warto przy tym zauważyć, że duński rząd mógłby pozwolić sobie na szerszy zakres wsparcia dla gospodarki ze względu na dobry stan finansów publicznych (nadwyżka budżetowa w latach 2003-2008, por. rys. 5).

Silna ekspansja fiskalna nie nastąpiła w Danii, mimo znacznego poluzowania polityki monetarnej będącego min. skutkiem sztywnego związania duńskiej waluty z Euro. W okresie od października 2008 r. do czerwca 2009 r. Narodowy Bank Danii (BD) aż siedmiokrotnie podejmował decyzję o obniżeniu stóp procentowych. Stopa dyskontowa znajduje się obecnie na poziomie 1,2 proc. a więc jest o 330 punktów bazowych niższa niż w październiku 2008 roku (por. rys. 3)

Poziom stóp procentowych jest obecnie w Danii nieco wyższy niż w strefie euro, jednak harmonogram ich obniżek był wyraźnie skorelowany z polityką monetarną EBC. Ta zbieżność, którą BD wprost wyraża w uzasadnieniach decyzji dotyczących poziomu stóp procentowych, jest konsekwencją prowadzonej przez Danię polityki sztywnego kursu walutowego, która pociąga za sobą konieczność harmonizacji poziomu stóp procentowych. Oprócz obniżki stóp procentowych, BD zdecydował się również na alternatywne metody rozluźnienia polityki monetarnej. Głównym instrumentem wykorzystanym przez BD było uruchomienie specjalnej linii kredytowej dla instytucji finansowych, które dysponowały wyższym kapitałem bazowym w stosunku do wymogów regulacyjnych (Tier-1). Maksymalna wielkość pożyczki jest ustalana na podstawie wielkości nadwyżki kapitałowej, a jej oprocentowanie jest określane jako stopa referencyjna plus 1 p.p. W przeciwieństwie do wielu banków centralnych, BD nie zdecydował się na sięgnięcie po instrumenty tzw. poluzowania ilościowego (quantitative easing), polegających na skupie z rynku obligacji komercyjnych. Ze względu na dość oszczędne stosowanie przez Bank Danii alternatywnych (tzn. poza-stopowych) metod poluzowania polityki monetarnej, jego działalność antykryzysową należy określić jako umiarkowanie aktywną. Do większej aktywności w tym zakresie – zwłaszcza w ostatnich miesiącach 2008 roku – mógł jednak zniechęcać stosunkowo wysoki poziom inflacji

W obliczu kryzysu gospodarczego, który doprowadził do silnych wahań kursów wielu walut narodowych, w duńskiej debacie publicznej odżyła kwestia przyjęcia wspólnej waluty. W przeciwieństwie do Polski, w Danii kryzys gospodarczy w niewielkim stopniu wpłynął na zdolność spełnienia kryteriów konwergencji. Gdyby badanie konwergencji dla Danii przypadło na maj tego roku, kraj ten spełniałby wszystkie kryteria. Ze względu na zmniejszoną presję inflacyjną, wypełnienie kryteriów monetarnych również w najbliższych miesiącach nie powinno stanowić dla Danii problemu. Choć Ministerstwo Finansów planuje zwiększenie deficytu rządowego do -3,3 proc. PKB w 2010 r. , można założyć, że przy politycznej woli przyjęcia wspólnej waluty, możliwe byłoby ograniczenie deficytu do poziomu referencyjnego i spełnienie kryteriów fiskalnych.

Formalna gotowość nie przesądza jednak o poparciu Duńczyków dla wspólnej waluty – w maju jedynie 44 proc. mieszkańców Danii popierało integrację monetarną,. Należy przy tym zauważyć, że faktycznie w Danii, czyli kraju utrzymującym z sukcesem od 1987 r. politykę sztywnego kursu walutowego (por. Rys. 6.), bezpośrednie korzyści wynikające z integracji monetarnej będą mniejsze niż w przypadku krajów o płynnym reżimie kursowym.

Dzięki konsekwentnej polityce kursowej, ryzyko związane z kursem korony już teraz jest niewielkie, wejście do strefy euro obniżyłoby dodatkowo koszty transakcyjne i mogło zwiększyć konkurencję między przedsiębiorcami na lokalnym rynku. Wydaje się jednak, że najpoważniejszą zaletą wejścia Danii do strefy euro jest możliwość wpływania na politykę monetarną EBC, od której Dania jest zależna już w tej chwili ze względu na powiązanie swojej waluty z euro.

Przypadek Danii jasno wskazuje, że nawet mała i otwarta gospodarka, której waluta jest silnie powiązana ze wspólną walutą europejską, mogła poradzić sobie w czasach kryzysu nie gorzej niż inne podobne gospodarki. Co więcej, fiskalny konserwatyzm pozwoli Danii utrzymać zadowalający stan finansów publicznych, co oznacza, że koszty walki z kryzysem nie zostaną przerzucone na kolejne pokolenia, które w innych krajach będą musiały uporać się z rosnącą górą długów zaciągniętych po bardzo wysokich kosztach. Brak ślepego kopiowania anglosaskich rozwiązań w dziedzinie polityki fiskalnej pozwoli również Duńczykom na wejście do strefy euro w rozsądnej perspektywie czasowej. Ostatecznie, przypadek Danii pozwala odrzucić wypowiadane a priori argumenty, że bez milionów płynących z państwowej kiesy kryzysu pokonać się nie da.

Czytaj również
O autorze
*
KamilaŁepkowska