Dzień świecenia na niebiesko

Drukuj

Nie jestem dumna z bycia matką dziecka autystycznego. Jestem dumną mamą ot tak po prostu, bo mam cudowną córkę. Bycie mamą autystycznego dziecka w żaden sposób nie czyni mnie wyjątkową!

We wtorek obchodziliśmy Światowy Dzień Autyzmu i dzień akcji świecenia na niebiesko.

autyzm

Jako żywo zainteresowana tematem matka chciałabym powiedzieć, że – moim zdaniem – to akcja od czapy, że za cholerę jej nie rozumiem, nie popieram i wkurza mnie na maksa.

I nie – nie jest to „efekt wyparcia”.

Po prostu jak co roku zastanawiam się nad celem i sensem edukacji przez zapalenie niebieskiego światełka. Szukam tego celu i sensu i szukam – i znaleźć nie mogę.

Chyba że, ludzie poczują się lepsi, bo dla „tych biednych autystów” oświetlą na niebiesko bank, muzeum albo nawet własny dom? Jaka wspaniała społeczna mobilizacja, cóż za edukacja i wzrost świadomości! Efektem tych działań będzie doprawdy godny eksperymentów Pawłowa – mówisz: autyzm i prosta konotacja – NIEBIESKI. Wow!

Przy okazji od razu mam w głowie dwie akcje, które w Polsce „upowszechniają” wiedzę o autyzmie. Słynna kampania fundacji Synapsis – „Autyzm wprowadza zmysły w błąd”. Czyli aktor (którego lubię i cenię), miotający się po szarej ulicy w dziwnych spazmach.

Konia z rzędem temu, kto widział na ulicy osobę, która się tak zachowuje. A biorąc pod uwagę, ile osób jest zdiagnozowanych (obecnie – według badań – 1 na 100!), to zachowywać tak się powinna całkiem spora część społeczeństwa. No i to takie polskie – pokazać inność od tej najgorszej strony – na szaro, buro, z padającym w tle deszczem, wśród szarych ludzi w metrze. Smutek, nostalgia, żenada. Ciekawe kogo i w jaki sposób ta kampania wyedukowała, co pokazała? Czego nauczyła o autystach? Że są dziwolągami, którzy wydają serię dziwnych dźwięków i machają w sposób nieskoordynowany rękoma?

żywe trupy

Była też kampania tej samej fundacji z dzieckiem autystycznym zamkniętym w pudełku (cóż za łopatologiczna symbolika!) oraz moja „ulubiona” – normalnie jak kadr z „Nocy żywych trupów” – z zarysami twarzy i palców przyklejonych do szyby (George Romero mógłby się pokusić o proces w sprawie praw autorskich).

Bardzo to pomaga „oswoić” społeczeństwo z autystami, pomaga im w społecznej adaptacji i zrozumieniu. Podobnie jak piosenka „Autystyczny” Luxtorpedy. No hicior normalnie o kolesiu, który jest autystą i nie potrafi okazać uczuć – ale to już inna bajka.

A! i jeszcze akcja – mamy autystów, które są „dumnymi mamami” i nie wstydzą się rozebrać, bo są takie same. Cóż, widać powinnam mieć jakąś narośl zamiast pępka, albo dwa lewe cycki – skoro jestem mamą autystki. I nie – nie jestem dumna z bycia matką dziecka autystycznego. Jestem dumną mamą ot tak po prostu, bo mam cudowną córkę. Bycie mamą autystycznego dziecka w żaden sposób nie czyni mnie wyjątkową!

No i teraz  tak – gdyby te wszystkie pieniądze z GUPICH akcji przeznaczyć na faktyczną edukację (jak choćby w moim ulubionym spocie) – myślę, że ludzie może by się rzeczywiście czegoś dowiedzieli, może zastanowili, może…

Ale głupie akcje są przecież fajne. Bo dają złudne poczucie bycia lepszym, poprawiają samopoczucie i skrzętnie oddzielają „normalny” świat od tego „innego”. Wszystko jest poukładane, czyściutkie i aż lśni. Oczywiście lśni na niebiesko.

Czytaj również
  • Grzegorz Kempa

    Polskie reklamy komercyjne są gówniane, więc nie dziwmy się, że ci sami ludzie robią za równie duże pieniądze tak samo gówniane reklamy społeczne. Dlatego darujmy sobie banały o moralności, odpowiedzialności i misji – szkoda zachodu. Odwołajmy się do jedynego argumentu, jaki ta grupa zawodowa (pracownicy warszawskich agencji) reklamowych) rozumie – finansowego.
    Za reklamy komercyjne płaci producent, społeczne sponsorujemy my. Obywatele podatnicy. I mamy święte prawo się wściekać, gdy efekt końcowy jest odwrotny do zamierzonego. Gdy pogłębia problem, który chce naprawiać.
    Fundamentalne pytanie:
    Co mają z tych akcji i kampanii chorzy na autyzm i ich rodziny? Mam na myśli „zysk” w postaci zwiększenia świadomości społecznej problemu, zrozumienia, akceptacji, wywołanie współczucia, zachęcenie do dobroczynności etc. – tego wszystkiego, co zwykle jest celem kampani społecznej.
    Co zobaczyliście na filmie, w którym występuje Topa? Bo ja wariata w metrze. Wczoraj takiego samego widziałem w autobusie. No i…?

  • Maria

    O autyzmie, ludzie bezpośrednio niezainteresowani tematem, wiedzą tyle, ile są w stanie dowiedzieć się z mediów i gazet,czy Internetu, wydaje mi się, że nie ma w tym nic specjalnie odkrywczego. Fajnie, że autorka jest dumna po prostu z bycia mamą, każda mama powinna być z tego dumna – a to jest truizm. Cały ten artykuł przypomina raczej emocjonalny bełkot, aż ma się ochotę powiedzieć: Nikt Ci kobieto nie każe zapalać niebieskiego światełka, ani oglądać głupich spotów w telewizji. Zamiast bełkotać, napisz artykuł o tym, jak wygląda życie dziecka autystycznego i zrób coś ku temu, żeby rozszerzyć ludzką świadomość. Akcje różnego rodzaju są według Ciebie, niefajne, no to fajnie, ale taką klepaniną niczyjej świadomości nie rozszerzasz. Mamy dzień autyzmu, dzień bez papierosa, dzień pluszowego misia… czyli całą falę idiotyzmów zalewającą kalendarze, a tak naprawdę wystarczy się tym nie zajmować. Oburzać się, szkoda czasu i energii, zamiast tego lepiej działać, albo nie działać i już. Ot, bardzo prosta filozofia..

  • Katarzyna Białończyk

    Mario – internet daje osobom takim jak Ty możliwość eksperckiego wypowiadania się na tematy, o których (sądząc z poziomu merytorycznego Twojego komentarza) pojęcie mają żadne. Szanuję Twoje zdanie (mimo, że jestem „emocjonalnie nieogarnięta”:) ), ale chyba niedokładnie przeczytałaś tekst. A ponieważ czytanie ze zrozumieniem widzę nie jest Ci bliskie – streszczę w jednym zdaniu sens mojego tekstu: uważam, że medialne akcje społeczne SĄ potrzebne. A ponieważ wiem, jakie pieniądze „idą” za taką kampanią (i skąd są brane – właśnie z kasy przeznaczonej na leczenie/terapie osób dotkniętych taką czy inną niepełnosprawnością) – boli mnie poziom tych „akcji” (przytaczam w tekście przykłady). Nie wiesz, czy nie działam lokalnie i co robię w temacie, w którym się wypowiadam. No chyba że wiesz, ale tego ja się nie dowiem, bo jesteś „Marią” – a równie dobrze możesz być Małgorzatą czy Zdziśkiem. Dla mnie jesteś tylko internetowym nickiem, który – dzięki anonimowości – ma swobodę wypowiadania się i wydawania sądów:). Dlatego dyskusja z Tobą nie ma żadnego sensu. Pozdrawiam.

*
KatarzynaBiałończyk