Emerytalny dryf

Drukuj

„Quo vadis systemie emerytalny?” – tematy Liberte.pl to cykl eksperckich dyskusji o kluczowych wyzwaniach jakie stoją przed Polską i Europą.

System emerytalny jako długofalowa gwarancja bezpieczeństwa dla obywateli na późną starość wydaje się być tym obszarem gdzie konsensus polityczny nad jego kształtem oraz dbałość o jego długofalową stabilność są szczególnie pożądane. Tymczasem w Polsce, kraju o bardzo negatywnych trendach demograficznych, jest to obszar szczególnie niestabilny. Po niedokończonej reformie emerytalnej z roku 1999 jesteśmy świadkami ciągłych mniej lub bardziej skutecznych prób rozmontowywania systemu lub ponownej jego naprawy. Faktyczna likwidacja OFE i wydłużenie wieku emerytalnego to jedne z najważniejszych jeśli nie najistotniejsze decyzje podjęte w erze rządów Platformy Obywatelskiej w Polsce. Tymczasem w toku gorącej kampanii wyborczej Bronisław Komorowski populistycznie był w stanie wycofać się z części istotnej reformy. Obniżenie wieku emerytalnego było też jednym z głównych postulatów kampanii Andrzeja Dudy. Co zrobić aby w tym szczególnie wrażliwym obszarze zbudować odporny na polityczne zawieruchy system odpowiadający na wyzwania demograficzne przed którymi stoi Polska? O odpowiedzi na te pytania prosimy wybranych ekspertów. 

Błażej Lenkowski

System emerytalny powinien być kwestią stabilną pozwalającą każdemu z nas stworzyć sobie strategię oszczędzania na starość, ale przez kolejne zmiany pojawia się podstawowe pytanie: po co on właściwie istnieje? Jest zaskórniakiem ministra finansów, zabezpieczeniem społecznym na starość, czy po prostu polityczną kartą przetargową?

Jednym z najważniejszych wydarzeń gospodarczych i społecznych 2014 r. była reforma OFE, czyli przeniesienie części aktywów zgromadzonych w funduszach do ZUS-u oraz zmiana sposobu działania funduszy emerytalnych. Rok 2012 r. przyniósł podniesienie i zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 67 lat, ale dopiero w 2040 r. Do tego czasu wiek emerytalny będzie się podnosił o kilka miesięcy dla każdej osoby w zależności od jej roku urodzenia. W 2015 r. prezydent Bronisław Komorowski w toku kampanii wyborczej zgłosił projekt uzależnienia wieku emerytalnego od stażu pracy, a prezydent elekt Andrzej Duda zapowiedział obniżenie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn.

System emerytalny często definiowany jest jako rodzaj przymusowego, wzajemnego ubezpieczenia opierającego się na umowie międzypokoleniowej. Każdy chciał, nie chciał jest zobowiązany do tego by za pomocą składek społecznych finansować obecną działalność ZUS, a w przyszłości liczyć na to, że będzie wystarczająco dużo aktywnych zawodowo Polaków by starczyło na wypłatę emerytur dla niego.

Umowa międzypokoleniowa jest utopią

To co nam w przyszłości grozi to zerwanie międzypokoleniowej umowy społecznej. Przede wszystkim nie wszystkie strony umowy są równe – część społeczeństwa wyraźnie dokłada do utrzymania tego dobra, co może budzić poczucie niesprawiedliwości. Równocześnie państwo faworyzuje określone grupy społeczne, które często z przyczyn politycznych zwolnione są z równej partycypacji w utrzymywaniu systemu emerytalnego przy jednoczesnym uprzywilejowaniu w roku przejścia na emeryturę, jak i jej wysokości.

Drugi powód to status umowy społecznej, której istnienie może być negowane przez młodszych uczestników systemu emerytalnego, niekoniecznie chcących być zobowiązanymi do przestrzegania jej warunków. Powodem mogą być koszty, niechęć do finansowania niektórych grup zawodowych, brak możliwości podjęcia pracy za godną płacę (umowy o dzieła) itp.

Obecnie, gdy granice są otwarte, zerwanie tej umowy przez obywatela sprowadza się do decyzji o emigracji. W przypadku ubezpieczeń społecznych w największym stopniu obowiązuje kryterium terytorialne i, o ile państwo docelowej emigracji na to zezwoli, nowy członek społeczności zaczyna respektować i czerpać korzyści z systemu obowiązującego na jego terytorium. Tymczasem pierwotnie obowiązująca go „umowa” obowiązywać przestaje. Nikt nie ma prawa zmuszać obywateli do pozostania w kraju w celu zapewnienia ciągłości finansowania systemu emerytalnego.

Idea systemu emerytalnego zaczyna się rozjeżdżać z rzeczywistością społeczną i gospodarczą w której żyjemy.

Projekt Komorowskiego nie jest zły

Ostatnia propozycja wprowadzenia 40 lat stażu pracy, które będą uprawniać do przejścia na emeryturę np. osoby, które zaczęły pracę w wieku 16 lat nie jest błędne, bo robotnicy mogą mieć wcześniej problemy ze zdrowiem. Projekt prezydencki zgłoszony w ostatnim dniu kampanii wyborczej jest jednak szkodnictwem, bo o tak ważnych sprawach powinniśmy rozmawiać na spokojnie i raczej dążąc do konsensu.

Przy dosyć wyśrubowanych warunkach brzegowych na wcześniejsze świadczenia mogłoby przejść zaledwie kilkadziesiąt tysięcy osób. Cały problem polega tak naprawdę na tym jak liczyć czas pracy w rodzinnych gospodarstwach rolnych w latach 70. i 80. o którym poświadczali wcześniej lokalni urzędnicy związani z ruchem ludowym. Przy naszej strukturze demograficznej przynajmniej połowa osób w wieku 50-60 lat pochodzi ze wsi, dlatego to może być problem finansowy na większą skalę niż zakładają zwolennicy tego rozwiązania.

Ale o tym postulacie trzeba rozmawiać i to najlepiej nie w trakcie kampanii parlamentarnej.

Brak dialogu zamyka możliwość reformy

Fundamentalnym błędem podwyższenia wieku emerytalnego w 2012 r. był brak dialogu i dłuższej rozmowy w każdym powiecie na temat tego rozwiązania. Możliwe, że gdyby rząd zdecydował się na objazd Polski lokalnej by porozmawiać o tym co robi i dlaczego, oraz jakie korzyści z tego odniosą np. kobiety, to uniknęlibyśmy spóźnionego ruchu społecznego sprzeciwu. Zamiast, rozmowy mieliśmy szybkie przepychanie ustawy przez Sejm. Reform nie można robić mimo społeczeństwa, a razem z nim.

Podwyższeniu wieku emerytalnemu powinna też towarzyszyć cała gama programów skierowanych do osób 50+ po to by zakładali firmy i się dokształcali, uczyli programować i zdobywali inne przydatne umiejętności. Tego nadal brakuje.

Przyszłość emerytur

Już niedługo, OFE przestaną istnieć przez atrofię dzięki anty-reformie rządu PO-PSL, wiek emerytalny zostanie obniżony, albo będzie miał wiele wyjątków. Ponadto, nadal istnieją i będą istnieć systemy branżowe do których dokładamy się wszyscy, a podobno każdy miał oszczędzać na własną emeryturę.

Dodatkowo, rząd prowadząc kampanię przeciwko OFE zniszczył zaufanie społeczne do instrumentów finansowych i jednocześnie podważył sens istnienia wszystkich dobrowolnych form oszczędzania na emerytury. Przeciętny Polak więc sam nie oszczędza i raczej nie będzie oszczędzał na starość. Przez najbliższe lata czeka nas więc dryf w którym ludzie nie będą oszczędzać, a państwo będzie udawać, że w przyszłości będzie je stać na wypłatę świadczeń. Co będzie jednak potem?

W przypadku emerytur ważną rolę pełnią orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, które ukuły zasadę „praw nabytych”, których nie można zmieniać. Jednym z takich praw jest zasada według, której wyliczana jest emerytura oszczędzającego Polaka. Moim zdaniem to się, może jednak zmienić.

Przy napięciach politycznych i finansowych w przyszłości, któryś rząd wprowadzi emeryturę obywatelską, odcinając „grubą kreską” to co było, ze względu na interes finansów publicznych. Każdy będzie dostawał świadczenie takiej samej wysokości, bez znaczenia ile składek płacił i jak długo.

System emerytur obywatelskich może być wręcz koniecznością, ponieważ skoro młodzi nie płacą składek od umów o dzieło, to  w przyszłości będą mieć niskie świadczenia lub trudność w ich uzyskaniu. Państwo nie będzie mogło tak po prostu w przyszłości odtrącić setek-tysięcy obywateli i nie zapewnić im świadczeń. Pytanie też, co z emeryturami tych, którzy w trakcie kariery wyjechali do innego kraju europejskiego.

Bardzo prawdopodobne, że wiek emerytalny jednak i tak zostanie podniesiony i to do 70 lat, bo nie będzie nas stać na krótszą aktywność zawodową większości społeczeństwa.

Alternatywą dla emerytury obywatelskich będą wyższe podatki od pracy, tak by można było zrównoważyć wydatki. Mógłby powstać jakiś rodzaj składki na Fundusz Solidarności Pokoleń. Nazwa, jak i sam pomysł wydają mi się bardzo realistyczne.

W przeciągu najbliższych kilkunastu lat czeka nas dryf emerytalny, bo nikt nie będzie chciał zmieniać zasad przyznawania świadczeń, a impuls do zmiany pojawi się wtedy, kiedy nie będzie nas już na nic stać. Mam nadzieję, że się mylę, ale trudno być optymistą w kraju wielkiej emigracji i kupczenia systemem emerytalnym w kampaniach wyborczych.

Czytaj również
O autorze
*
PiotrArak
@ piotrarak