Horticultural EXPO w Łodzi – walka z betonem. Dosłownie i w przenośni

Drukuj

Ludzie! Mamy to! Ogłosiła Prezydent Hanna Zdanowska… Co mamy?

Wielką wystawę, dzięki której Łódź będzie wyglądała jak na starych zdjęciach zebranych żartobliwie przez jednego z moich znajomych w album: „Łódź w czasie Expo 2024″. Niestety w ciągu ostatnich lat zdążyliśmy się przyzwyczaić do braku dużych drzew w centrum, a ulice tonące w zieleni wywołują lekki szok i niedowierzanie. To niedowierzanie pojawia się również, kiedy zastanawiamy się czym będzie Zielone Expo. Czy zmieni Łódź w zielone miasto czy będzie tylko wielką wystawą ogrodniczą w betonowej przestrzeni miasta? Cóż, kolor zielony to kolor nadziei, więc mam cień nadziei, że Zielone Expo mogłoby realnie zmienić nasze miasto na lepsze, bardziej zielone… Obawiam się jednak, że nie o zieleń tutaj chodzi.

Łódź od dwudziestu lat stara się o jakiś tytuł; powiedziałbym wprost, że teraz już o jakikolwiek tytuł. Najpierw był to tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, potem Expo, w końcu Zielone Expo. O ile Expo było mi trochę szkoda, ŁESK nie żałuję wcale, mimo iż od lat zajmuje się właśnie kulturą. Mam wrażenie, że to wielkie przedsięwzięcie jest niczym innym jak tylko alibi dla tak zwanego „nicnierobienia“, bo to przecież jest ESK. Nie mówiło się o realnych problemach miasta, bo ESK; nie mówiło się o tym, co złego dzieje się w łódzkiej kulturze, bo ESK itd. Przykład Wrocławia pokazał, że nie mamy czego żałować. Mieszkańcy Wrocławia niekoniecznie cieszyli się ESK, za to urzędnicy od promocji owszem (widzicie te wspaniałe tabelki ze słupkami?).

Ilustracja: Kasia Jasińska (Gra-fika).
Ilustracja: Kasia Jasińska (Gra-fika).

Dwa dni temu przeczytałem, że dopłacimy TYLKO 400 tys. zł do festiwalu instagramerów i facebookowiczów, ale ekwiwalent reklamowy, który ta impreza wygeneruje, to miliony. Dochodzimy do sedna sprawy i odpowiedzi na pytanie: „Po co?“. Tu pada magiczne sformułowanie, które może uzasadnić wszystko: „promocja miasta”. Śmiem wątpić czy Zielone Expo przyniesie Łodzi aż tak wiele: skoro byliśmy jedynym kandydatem, to znaczy, że nie jest to impreza, która przyciąga rzesze turystów i dziennikarzy. Ciekaw jestem, czy o Łodzi będzie chociaż tak głośno na świecie jak przy okazji bicia kolejnych rekordów przez kibiców Widzewa w liczbie kupionych karnetów na mecze (trzecioligowej jednak) drużyny?

Oprócz ciągłego starania się o jakąś wielką imprezę, w ostatnich latach Miasto się remontuje i rewitalizuje – tu niestety również nie obędzie się bez PR. Dobry PR nie jest zły – musimy tylko założyć, że reklamujemy dobry produkt, a przede wszystkim musimy ów produkt mieć. Przypadek ulicy Włókienniczej pokazuje, że nie zawsze się to udaje. Tu miasto przeszarżowało i poległo na lunaparkowym pijarze – zwyczajnie „zwyczajni mieszkańcy” się wściekli, widząc kolorowe „a’la hiszpańskie” posadzki i pistacjową elewację kamienicy Hilarego Majewskiego. W swoim tekście o sztuce w przestrzeni publicznej sugerowałem, że Włókienniczą powinni projektować architekci, nie artyści.

Cóż, Miasto właściwie spełniło moje życzenie, niestety z odwrotnym skutkiem. Może to jakaś metoda stosowana obecnie przez polityków typu „Blitzkrieg” – nagromadzenie złych decyzji i dezinformacja? Społeczeństwo nie ma kiedy zareagować i już nawet nie wiadomo, kto za to odpowiada: czy jacyś studenci, Libeskind, komitet sterujący (niektórzy rozsądnie się z niego wycofali) powołany specjalnie na tę okazję… Teraz moim życzeniem jest, aby władze miasta uczyły się na błędach.

Trzeba się zastanowić ile wydamy i jak zrealizujemy Zielone Expo. Czy myślenie Miasta o zieleni będzie takie, jakie było do tej pory? Trzeba sobie jasno powiedzieć, że zieleń dotychczas była traktowana jak coś, co przeszkadza przy kolejnych inwestycjach, remontach, rewitalizacjach, a jeśli się już pojawia to w formie – powiedziałbym – dekoracji służącej estetyzacji. Od lat jestem zwolennikiem dbania o estetykę w przestrzeni miejskiej i wprowadzania ładu (także prawnego) w tej kwestii. Niestety biorąc pod uwagę doświadczenia ostatnich lat, estetyzowanie wychodzi Miastu czasami dobrze, czasami źle.

Weźmy chociażby przykład Dworca Fabrycznego i okolic. Czy w związku z budową dworca pojawiła się zieleń? Tak, i to w jakich ilościach! Co najmniej kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy mini-krzaczków, trawek i roślinek… I jak to teraz wygląda? Raczej marnie: w tym najbardziej reprezentacyjnym fragmencie, przy wejściu na najbardziej wypasiony dworzec w Polsce widzimy rachityczne chwasty, wyrastające spod czarnej folii. Trochę wstyd; myślę, że jedno duże drzewo przed dworcem wyglądałoby lepiej, a kosztowałoby dużo mniej.

Niedawno Miasto pochwaliło się projektem rynku Kobro, projektem tak zielonym, że aż miło. Szybko jednak odkryto, że to kwestia odpowiedniej perspektywy na wizualizacji, a realna perspektywa na zielony plac jest marna.

Czasami jednak nie jest aż tak źle – dobrym przykładem jest zieleń w okolicy Urzędu Marszałkowskiego, która chociaż trochę zmienia na lepsze ten fragment miasta. W tamtym roku, bez zbędnych ceregieli, Miasto dosadziło sporo drzew, a w tym całym bałaganie architektonicznym zieleń robi dobrze temu miejscu. Przy kolejnych remontach Miasto tworzy dosyć estetyczne skwerki i wygląda to dobrze, lecz dalej to jest tylko estetyzacja. Szkoda tylko, że sama realizacja odbywa się w taki sposób, że nawet te dobre inwestycje zmieniają się w czarny PR dla Miasta.

Dobrym – czyli złym – przykładem jest program „Zielone Polesie“, który był odpowiedzią urzędników na protesty społeczne po pominięciu Polesia w programie miejskiej rewitalizacji i afery wokół Ogrodów Karskiego. Po pierwsze, wielkie opóźnienia w remoncie ulic, po drugie – skandaliczne wycinki dużych drzew przy okazji powstawania parków kieszonkowych. Szkoda! Skwerek Lipowa-Struga to miejsce, od którego kilka lat temu zaczęła się akcja „Lipowa Odnowa“ – sporo wtedy mówiliśmy o braku dbałości o zieleń w mieście. Jeszcze wtedy nie sądziłem, że dożyję czasów woonerfów na zastawionych samochodami ulicach, mini-parków na zaniedbanych skwerkach z ruinami po placach zabaw. A jednak odnoszę wrażenie, że coś poszło nie tak – zamiast cieszyć się nowymi zielonymi miejscami, ciągle musimy protestować w elementarnych sprawach dotyczących zieleni w Mieście.

expo_ilu2
Ilustracja: Kasia Jasińska (Gra-fika).

Oddajmy głos kilku społecznikom zaangażowanym w sprawy zieleni w Łodzi.

* Szymon Iwanowski – Społecznie Zaangażowani:

Przesadzarka do drzew
W 2016 roku złożyłem wniosek do Budżetu Obywatelskiego na zakup maszyny do przesadzania większych drzew. Otrzymał on podwójną negatywną rekomendację, zarówno od Zarządu Dróg i Transportu UMŁ, jak i Zarządu Zieleni Miejskiej. Z uzasadnienia, jakie otrzymałem wynikało dość jasno, że urząd widzi dwa wielkie kłopoty związane z posiadaniem takiej maszyny: 1. konieczność planowania prze- i nasadzeń drzew z dwuletnim wyprzedzeniem, tego bowiem wymaga procedura właściwej opieki nad dojrzałymi drzewami; 2. konieczność reorganizacji urzędu tak, aby maszyna mogła być dobrze, skutecznie wykorzystywana. 

Jest dla mnie sprawą oczywistą, że maszyna do przesadzania drzew nie uratuje całej zieleni wysokiej w Łodzi. Nie każde bowiem drzewo nadaje się do przesadzenia zarówno z powodów naturalnych (wielkość i gatunek drzewa), jak i infrastrukturalnych (podziemne  instalacje). Jest jednak faktem bezspornym, że Miasto, posiadając taką maszynę, zwiększa swoje możliwości ratowania drzew dojrzałych oraz wprowadzania drzew dorodnych w nowe miejsca.

Przebudowa niedługiego odcinka ulicy w centrum miasta kosztuje od półtora miliona zł w górę, najczęściej zdecydowanie więcej. Koszt zakupu dorodnego drzewa (o obwodzie w pierśnicy powyżej 50 cm) to – włącznie z dwuletnią pielęgnacją – ok. 50 tysięcy zł (sądzę, że przeszacowałem kwotę). Nasadzenie 10 dorodnych drzew na krótkim odcinku ulicy w centrum miasta powoduje, że w ciągu dwóch lat (gdy odrośnie korona częściowo ogłowiona do przesadzenia) mamy w pełni zieloną przestrzeń. A kwota wprowadzenia wysokiej zieleni zwiększa ogólną sumę kosztów o nie więcej niż 20–25%. Warto więc postawić pytanie: jakie mamy priorytety?

Park Kieszonkowy Lipowa / Struga
Parki kieszonkowe na Starym Polesiu powstają jako rekompensata za wyjęty z realizacji na co najmniej 6 lat wniosek do Budżetu Obywatelskiego Marty Karbowiak (Ogrody Karskiego). Marta – wnioskodawczyni i główna promotorka wniosku – została przez Magistrat zaproszona do zespołu roboczego wypracowującego koncepcje parków kieszonkowych. Obserwowałem ten proces z bliska, wielokrotnie przysłuchiwałem się opowieściom pełnym niepokoju o los zieleni wysokiej w planowanych do przebudowy parczkach. W przypadku przestrzeni na rogu ulic Lipowej i Andrzeja Struga niepokój Marty okazał się uzasadniony. Z błahych, najczęściej nie najmądrzej racjonalizowanych powodów (czego nie kryje już dzisiaj spora część urzędników), wycięto – poza jednym – wszystkie duże drzewa – wbrew zapewnieniom na etapie projektowania, że do tego nie dojdzie. Skutek tego na dzisiaj jest taki, że Marta straciła serce do jakiegokolwiek angażowania się w sprawy zielone w Łodzi, a Łódź straciła jedną z najbardziej oddanych i fachowych osób w kwestii zieleni wysokiej. Domyślam się, że część urzędników odetchnęła z ulgą. Mnie jednak jako mieszkańcowi jest bardzo żal. Próbowaliśmy ostatnio z Martą porozmawiać o Zielonym Expo. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i tyle było rozmowy.

Może rozwiązaniem problemów byłoby stworzenie stanowiska ogrodnika miasta, powołania na to stanowisko osoby kompetentnej i nie uwikłanej w żadne układy, która byłaby odpowiedzialna za stworzenie planu zazieleniania miasta oraz dbania o tę zieleń, która już istnieje. Kolejne plansze z dużymi ilościami krzewów, kwiatów, małych drzew nikogo już nie przekonają. Potrzebujemy realnych rozwiązań dla Miasta; nie chodzi tylko o to, żeby było „ładnie“! Mam wrażenie, że Miasto traktuje zieleń jako formę dekoracji, część wizualizacji. A zieleń w mieście pełni zupełnie inną rolę. W tej chwili jednym z najważniejszych problemów jest niedostatek dużych drzew i ich bezmyślna wycinka.

Duże drzewa nie są dekoracją; pełnią zupełnie inne role, szczególnie w miastach. Pierwszą jest produkcja tlenu – przykładowo, jeden duży buk produkuje go tyle, co mniej więcej tysiąc siedemset 10-letnich małych buków. Po drugie, duże drzewa pobierają i odparowują wodę, dzięki czemu zwiększa się zdolność gruntów do infiltracji wody i jej magazynowania, czego skutkiem jest mniejsze zagrożenie powodziami. Niestety duże drzewa znikają z Łodzi w zastraszającym tempie. Te, których nie powalą wichury, wytną firmy deweloperskie za zgodą urzędników. Naprawdę nie chodzi tylko o to, żeby było ładnie i o kolejne imprezy dla Miasta – chodzi o nasze zdrowie! Te wszystkie krzewy, trawki, krzaczki i małe drzewa nie rozwiążą kwestii wszechobecnego smogu. A jeśli już ma być ładnie to zobaczmy jak wyglądają niedawno remontowane kamienice – są po prostu czarne od smogu! Po co ta cała rewitalizacja?

* Ewa Drewnowicz, obrończyni drzew z ulicy Niciarnianej:

W maju 2015 r. wszystkie drzewa ulicy Niciarnianej i Józefa na Osiedlu Niciarniana w Łodzi, zostały oznaczone różowymi krzyżykami. Ten znak był wyrokiem śmierci dla 400 pięknych, wielkich, zdrowych lip, kasztanowców, klonów, ponieważ stały na drodze budowy tunelu na ulicy Niciarnianej i Stadionu Miejskiego Widzewa. Ja, Ewa Drewnowicz, mieszkanka Osiedla Niciarniana, zorganizowałam obronę drzew. Założyłam na Facebooku wydarzenie „Ratujmy drzewa ulicy Niciarnianej”, którego uczestnikami stało się 3 600 ludzi. Porwałam do walki mieszkańców osiedla , z którymi: 1) szukaliśmy sojuszników; 2) powiadamialiśmy media; 3) rozmawialiśmy z władzami miasta; 4) pisaliśmy pisma do instytucji ochrony środowiska; 5) manifestowaliśmy gdzie się dało. NIE URATOWALIŚMY DRZEW ULICY NICIANIANEJ!!! 

Władze miasta wycięły ponad 300 drzew i zniszczyły wyjątkowe przyrodnicze piękno ulicy porośniętej na całej długości 50-letnimi lipami. URATOWALIŚMY KILKADZIESIĄT DRZEW przy ulicach Józefa, Sępiej, Alei Piłsudskiego. Wspierało nas tylko trzech radnych: pani Urszula Niziołek-Janiak, pani Małgorzata Moskwa-Wodnicka i pan Rafał Markwant. Wspierała nas Rada Osiedla Stary Widzew. Nie pomogła nam ŻADNA ORGANIZACJA EKOLOGICZNA! W czasie działań napotykaliśmy bardzo często arogancję władzy, kłamstwo, manipulowanie informacją, złą wolę i niekompetencję. Porażający był fakt, że plany budowy stadionu stworzyła firma spoza Łodzi, która nigdy nie była w terenie planowanej budowy i która „palcem po mapie” wytyczyła linię zakopania kabla energetycznego, co wymagało wycięcia wszystkich drzew na pewnym odcinku ulicy Józefa. Heroiczne pertraktacje radnego Rafała Markwanta z wykonawcą stadionu pokazały, że kabel mógł być zakopany w innym pasie i drzewa mogły pozostać nienaruszone. Ten fakt świadczy o wyjątkowo lekceważącym podejściu władz do tematu ochrony drzew w czasie prowadzonych inwestycji.

Dlaczego broniliśmy drzew? Zrobiliśmy to, bo drzewa są ważne, te stare i te nowe. Wszystkie są ważne. 

Różnica między mieszkaniem w otoczeniu drzew, a w otoczeniu betonu jest ogromna. Gdy wysiada się z autobusu na Niciarnianej wiosną i latem, to pachnie zielenią. Drzewa to element krajobrazu. Drzewa zapewniają spokój. Oczyszczają powietrze. Przypominają o obecności przyrody. Drzew nie wolno lekceważyć i widzieć je w kategoriach konsumpcji. Z drzewami życie jest lepsze. Prezydent Hanna Zdanowska nie kocha drzew i lekceważy łodzian, dla których drzewa to bardzo ważny element życia w mieście. Pod jej wodzą ŁÓDŹ BETONUJE nieustająco. Nad Osiedle Niciarniana i jego okolice nadciąga kolejna zagłada drzew i zieleni – Expo Horticultural w 2024 roku. Tym razem zniszczeniu ulegną drzewa i piękno parku 3-Maja i Baden-Powella. Chyba już nie damy rady się obronić!

Kolejnymi negatywnymi przykładami z ostatnich dni są plany likwidacji skwerku pod parking przy ulicy Kniaziewicza/Zgierska oraz skweru na Osiedlu Montwiłła-Mireckiego:

* Katarzyna Kuchta i Paweł Gadzicki – obrońcy skweru z osiedla Montwiłła-Mireckiego

Aktywność naszej grupy zaczęła się od odkrycia, że na osiedlowym skwerze zostało wycięte okazałe drzewo. Był to jeden z zasadzonych ponad 90 lat temu klonów, część alei, która powstała prawdopodobne jeszcze przed rozpoczęciem budowy Osiedla im. J. Montwiłła-Mireckiego. Okolicznych mieszkańców, w tym zrzeszonych w „osiedlowej” grupie na portalu społecznościowym, zaniepokoił ten fakt. Zaczęliśmy szukać przyczyny wycinki, obawiając się, że inne drzewa oznaczone do wycięcia również zostaną usunięte. Otrzymaliśmy nieoficjalną informację, że drzewo było chore – postanowiliśmy zweryfikować tę wiadomość.

Dwie mieszkanki okolicy skwerka założyły w tym celu stronę na Facebooku „Łódzki Trójkąt Bermudzki”, która miała na celu połączyć ludzi zainteresowanych sprawą „znikających drzew” na skwerze. W drodze naszych poszukiwań, doszliśmy do decyzji o budowie prawie 80 mieszkaniowego bloku przez WTBS, nijak nie przystającego do okolicznej architektury. Decyzja ta została wydana 14 marca – w dniu, w którym wycięto pierwsze drzewo! Mieszkańców Osiedla poruszyła ta decyzja oraz brak konsultowania jej z Radą Osiedla. W końcu, kilka lat temu, mieszkańcy zaprotestowali przeciwko budowie dyskontu spożywczego w tym samym miejscu.

Skwer jest obecnie trawnikiem pokrytym drzewami oraz nasadzeniami niskimi. Jego usytuowanie sprawia, że mieszkańcy dwóch osiedli – Mireckiego oraz ulic Jęczmiennej i Jarzynowej, a także nowi lokatorzy z nowszej deweloperskiej inwestycji, mają do niego wspólny dostęp. Wszyscy czujemy się sąsiadami, chociaż dzielą nas granice administracyjne Osiedli. Ważne jest dla nas zachowanie odpowiednich proporcji między terenami zielonymi i zabudowaniami w naszej okolicy. Ta część miasta ma szczególny charakter nie tylko ze względu na zabytkowy modernistyczny układ urbanistyczny z lat 30-tych, unikalny w skali kraju, a nawet Europy. Chcielibyśmy, aby to zauważono.

Pragniemy również, by skwer był miejscem spotkań okolicznych mieszkańców, niezależnie po której stronie – ul. Jarzynowej czy Srebrzyńskiej mieszkają. By był miejscem integracji. W protesty na różne sposoby zaangażowali się mieszkańcy w różnym wieku, różnych zawodów. Stowarzyszenie Mieszkańców Osiedla im. Mireckiego „POLESIE” 19 marca wysłało petycję do Prezydent Miasta Łodzi o zaprzestanie wycinki nasadzeń i drzew przy ul. Srebrzyńskiej, Jęczmiennej i Jarzynowej – pismo pozostało bez odpowiedzi, w międzyczasie sympatycy Os. Mireckiego za zgodą Stowarzyszenia zaczęli zbierać pod tym pismem podpisy. Fejsbukowa strona „Łódzki Trójkąt Bermudzki“ stała się kanałem informacyjnym. Postanowiliśmy nagłośnić sprawę zbierając podpisy, informując media, ponieważ głosowanie nad kontrowersyjnym projektem miało się odbyć już w dwa tygodnie po wydaniu pozwolenia na budowę.

Musieliśmy działać szybko. Rozpoczęliśmy akcję informacyjną. Lokalny przedsiębiorca, pan zajmujący się wydrukami, po tym jak dowiedział się o planowanej w okolicy inwestycji, pozwolił nam korzystać ze swojego punktu bez ograniczeń, a następnie osobiście przysłuchiwał się sesji rady miejskiej. Mieszkająca niedaleko sąsiadka-mecenas wraz z architektem, którego okna pracowni wychodzą na zieloną przestrzeń, o którą walczymy, przebijali się przez kilogramy dokumentacji (archiwum pana architekta, już raz ochronił okolicę od wielkiego marketu). Dla mnie wzruszającym był widok najstarszej lokatorki naszego domu, która zbierała podpisy w bloku i na spacerach z dwoma yorkami. Próbowaliśmy się skontaktować z radnymi zasiadającymi w Komisjach, niestety, w większości zainteresowanie sprawą było marne. W celu nagłośnienia sprawy zorganizowaliśmy konferencję prasową na skwerze, podczas której przekazaliśmy ponad 700 podpisów (własnoręcznych jak i tych oddanych online) pod petycją do Pani Prezydent Miasta, później mieszkańcy wielokrotnie wypowiadali się w mediach, broniąc skweru.

Nasza presja odniosła skutek, zostaliśmy zaproszeni na spotkanie z Panią Prezydent Miasta i vice-Przewodniczącym Rady Miasta. Obiecano nam kolejne konsultacje. W wypowiedziach wszystkich zaangażowanych osób przeważa chęć zachowania zieleni. Sprawa jest tym bardziej aktualna w kontekście ogłoszenia z 21 marca, że Łódź zorganizuje „Zielone EXPO”. Jako mieszkańcy pytamy: czy żyjąc w 700-tysięcznym mieście możemy wybierać jedynie między supermarketem i blokiem? Nie możemy zachować istniejącej zieleni? Podczas Sesji Rady Miejskiej w dniu 29 marca Projekt Uchwały przekazującej działkę pod zabudowę został zdjęty z obrad. Po tym, gdy okazało się, że nie został spełniony formalny wymóg konsultacji projektu uchwały z Radą Osiedla Zdrowie-Mania. Rada Osiedla ma jeszcze kilka dni na wypowiedzenie się w sprawie. W dniu, w którym piszemy te słowa zapowiedziano nam, że pani Prezydent za tydzień przyjedzie do miejscowej podstawówki, by zasięgnąć rady mieszkańców. Nie tracimy nadziei. Liczymy na merytoryczną dyskusję.

* Monika Borysow Dudowicz – obrończyni Ogrodu Botanicznego przed zagrożeniami wynikającymi z planów intensywnej zabudowy po sąsiedzku:

Perspektywa organizacji tzw.”Zielonego Expo” to dla Łodzi powiew bardzo świeżego powietrza. To także nagroda dla mieszkańców, którzy od lat stają w obronie pięknych i cennych terenów zieleni. Gdyby nie ich upór i świadomość, miasto mogłoby stracić wiele ważnych krajobrazowo i przyrodniczo miejsc. Cieszy pomysł powstania nowego parku. Nie można jednak tylko na nim opierać całej idei organizacji tej imprezy w takim mieście.

W całych dotychczasowych planach i opowieściach o tym, co może powstać, brakuje wyróżnienia tego, co już jest na drugim końcu miasta. A przecież już jest unikatowy w skali kraju i Europy Park na Zdrowiu, już jest prawdziwa zielona perełka – Ogród Botaniczny. W przypadku „Zielonego Expo”, Botanik to praktycznie „gotowiec” posiadający działy tematyczne budowane latami. Rośliny potrzebują nie tylko rysunków i planów, ale przede wszystkim czasu, aby mogły urosnąć, dojrzeć, stworzyć spójną krajobrazową całość, zwłaszcza jeśli mówimy o całych przyrodniczych kompleksach. To już jest w Ogrodzie. A gdzie jest Ogród w tych zielonych miejskich planach? Musi się tam znaleźć. Trzeba pokazać zwiedzającym to niezwykłe miejsce. Trzeba zadbać o jego wnętrze i otulinę. Sprawa otuliny wciąż budzi ogromne emocje i niepokój. Botanik powinien być głównym punktem na mapie dla osób odwiedzających Łódź podczas takiej imprezy. Jeśli zostanie pominięty lub zbyt słabo wyeksponowany, to będzie to niestety przejawem zwykłej ignorancji. Trudno bowiem o bardziej zielone i wypielęgnowane miejsce w tym mieście.

Jeśli do tych wypowiedzi dodać protesty w sprawie zabudowy Brusa, to jak na dłoni widać, że Miasto z zielenią sobie nie radzi i podobnie może być z Zielonym Expo. Bez poważnej rozmowy z mieszkańcami i bez ich pomocy coś, co mogłoby być sukcesem może przerodzić się w pijarową klapę. Jeśli przeanalizujemy większość dobrych przedsięwzięć, które pojawiły się w naszym mieście, np. Mia100 Kamienic, Budżet Obywatelski, woonerfy, rower miejski oraz np. to, że zamiast karłowatych drzewek na Piotrkowskiej mamy platany – okaże się, że owe dobre pomysły pojawiają się z inicjatywy mieszkańców skupionych wokół różnych inicjatyw społecznych. I cała nadzieja w tym, że czasami urzędnicy posłuchają mieszkańców.

Niestety i w tym przypadku kij ma dwa końce i czasami inicjatywy mieszkańców powodują chaos w zagospodarowaniu przestrzeni zielonej w mieście. Mieszkańcy złaknieni zieleni w mieście, słysząc wieczne „nie da się”, zgłaszają alternatywne projekty do budżetu obywatelskiego i nie zawsze wychodzi to miastu na dobre. Przykładem są drzewa w donicach na Piotrkowskiej i na placu Dąbrowskiego. W Warszawie, przy okazji remontu ulicy Świętokrzyskiej, urzędnicy podobnie jak ci w Łodzi twierdzili, że w tym miejscu nie da się posadzić dużych drzew i ustawili mniejsze w donicach – po czasie jednak zmienili zdanie. Myślę, że na Piotrkowskiej też pewnie by się dało. Na placu Dąbrowskiego drzew na razie nie ma – jest wagina i są nowe drzewka w donicach (poprzednie podobno mieszkańcom kojarzyły się z penisami, serio!). Nie zapominajmy, że plac Dąbrowskiego jest także parkingiem – przy okazji każdego spektaklu na płycie placu parkują dziesiątki samochodów…

Cóż, na jednym z najważniejszych placów w mieście (w pobliżu nowej, pięknej części miasta, najnowocześniejszego dworca, na który będą przyjeżdżać dziennikarze z całego świata w 2024 roku) mogą parkować samochody, ale drzew nie da się posadzić. Czy to miasto jest aby na pewno gotowe na Zielone Expo? Tym razem posadzenie nawet kilku tysięcy krzaczków sprawy nie rozwiąże.

Łódź potrzebuje poważnej, merytorycznej dyskusji na ten temat. I wtedy powiedzmy „Mamy to!”

Marcin Polak - absolwent fotografii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w Łodzi. Autor akcji rewitalizujących przestrzeń publiczną i społeczną Łodzi, takich jak: LipowaOdNowa, Punkt dla Łodzi, Ratujmy Łódzkie Murale. Obecnie prowadzi portal miejmiejsce.com

 

Czytaj również
*
MarcinPolak