Jak PiS wskrzesza socjalizm w Polsce

Drukuj

Wydawać by się mogło, że gdzie jak gdzie ale w Polsce doświadczenia lat 1945 – 1989, a następnie skoku cywilizacyjnego lat 1989 – 2015 powinny jasno dowodzić skutków wprowadzania zasad gospodarki socjalistycznej. Nie wchodzę w tym miejscu w dyskusję o skali i potrzebie redystrybucji czy skuteczności programów socjalnych realizowanych przez państwo. Nie chcę w tym miejscu dyskutować czy lepszy jest model anglosaski czy skandynawski. Będę pisać o samej zasadzie konkurencji rynkowej, która sprawdza się wszędzie na świecie – a której przeciwieństwem jest gospodarka socjalistyczna, monopolistyczna, taka w której w imię różnych interesów na przedsiębiorców narzucane są przeróżne ograniczenia. PiS bowiem zdaje się nie wybierać drogi skandynawskiej ani anglosaskiej, ani żadnej innej znanej w zachodnich gospodarkach rynkowych – tylko branża po branży małymi krokami cofa nas do systemu socjalistycznego, tworząc przy okazji znany m.in. z rzeczywistości ukraińskiej raj dla lobbystów.

Pańszczyzna XXI wieku

Na pierwszy ogień poszło ograniczenie praw rolników i możliwości obrotu ziemią rolną. Co do zasady po PiS-owskiej ustawie swobodnie nabywać mogą ją jedynie rolnicy indywidualni (czyli osoby fizyczne osobiście gospodarujące na gruntach do 300 ha, posiadające kwalifikacje rolnicze oraz mieszkające co najmniej od 5 lat w gminie, w której położona jest choć jedna działka jego gospodarstwa) oraz wąska grupa podmiotów wybrana przez ustawodawcę, w tym związki wyznaniowe. Nie ma problemów w przekazywaniu ziemi rodzinie, ale już w sytuacji w której dzieci chciałyby sprzedać ziemię otrzymaną w spadku, spotykają znaczące ograniczenia. Podstawą do tak drastycznego ograniczeniu wolnego handlu ziemią jest irracjonalny strach przed wykupem polskiej ziemi przez obcokrajowców. W efekcie realny majątek wielu rolników w postaci ziemi stał się dziś o wiele mniej warty, a realizacja różnorodnych inwestycji skrajnie utrudniona. Nowoczesna złożyła właśnie racjonalny projekt nowelizacji ustawy, której celem jest uwolnienie obrotu ziemią rolną w granicach administracyjnych miast. Intencją partii jest wyeliminowanie największego absurdu ustawy o obrocie ziemią, która po prostu wstrzymuje ogromną liczbę inwestycji na terenach miast. Jakkolwiek w obecnej sytuacji politycznej może to być jedyna droga do poprawienia sytuacji choć w jednym zakresie. To całą ustawę o obrocie ziemią należy uznać za socjalistyczną aberrację, ograniczającą prawo własności i wolność gospodarowania.

Apteka dla aptekarzy czyli ohydny lobbing

Dyskutowana od miesięcy propozycja ustawy jest kontrowersyjna nawet dla części posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy odmówili jej przyjęcia w styczniowym głosowaniu w parlamencie i skierowali do dalszych prac w komisji. Trudno oceniać tę ustawę inaczej niż jako efekt agresywnego lobbingu części środowiska aptekarskiego, które w znacznym ograniczeniu zasady wolnej konkurencji, widzi dla siebie szansę przetrwania. Nie mogąc wygrać przy zasadach wolnej konkurencji, jakością swoich usług dla klienta, część środowiska agresywnie lobbuje za rozwiązaniem, które de facto ma wykluczyć z rynku duże firmy. Oczywistym efektem tego rozwiązania będą wyższe ceny leków dla klientów. Zgodnie z pomysłem grupy posłów PiS nowe apteki będą mogli prowadzić jedynie dyplomowani farmaceuci, którzy w dodatku dostaną zakaz tworzenia przedsiębiorstw o większej skali działania. Jedna osoba czy też spółka będzie mogła być właścicielem maksymalnie czterech aptek. Ponadto pomiędzy poszczególnymi aptekami miałaby być zachowana odległość co najmniej 500 metrów, a na jedną placówkę ma przypadać co najmniej 3 tys. osób. Trudno wyobrazić sobie bardziej absurdalny przepis, niż ten w którym aptekarz będzie zmuszony do zamknięcia działalności, jeśli z jego terenu wyemigruje np. 150 osób i limit 3.000 nie będzie zachowany. To w oczywisty sposób uderza w społeczności w mniejszych, wyludniających się miejscowościach, którzy mogą być po prostu pozbawieni aptek w sensownej odległości od domu! To antyrynkowe rozwiązanie jest oczywistym efektem działań wąskiej grupy lobbingowej, pokazującej też jak Prawo i Sprawiedliwość jest ugrupowaniem nieodpornym na to zjawisko.

Polityk wie lepiej czym chcesz jeździć

Według planowanej nowej ustawy o rynku lokalnych usług transportowych to samorząd lokalny, a nie klienci ma decydować kto będzie mógł świadczyć usługi transportowe. Ustawa dotknie przede wszystkim mieszkańców małych miast i prowincji, gdzie dziś dominują i konkurują liczne prywatne przedsiębiorstwa. Najbardziej kontrowersyjnym zapisem nowej ustawy wydaje się być punkt dający samorządom prawo do przyznania prawa wyłącznego do działania na danym obszarze dla danego przewoźnika. W połączeniu z planem zawierania umów długoterminowych, będzie to oznaczać faktyczne wyeliminowanie jakiejkolwiek konkurencji z działania na obszarze, który wybierze sobie samorząd. Trudno nie odbierać tego zapisu również jako efektu agresywnego lobbingu. Efektem takiego działania ustawy będzie też po kilku latach odwrócenie ról. Samorząd nie będzie miał z czego wybierać przy zawieraniu nowych kontraktów z firmami, ponieważ skutecznie doprowadzi do zamknięcia ewentualnej konkurencji. Kto najwięcej straci? Jak zwykle w przypadku ograniczenia konkurencji: klient / obywatel zmuszony akceptować usługi słabej jakości.

Pokochaj smog

Latem zeszłego roku prezydent Andrzej Duda podpisał kolejną ustawę ograniczającą wolny rynek czyli ustawę o elektrowniach wiatrowych. Ustawa wprowadzała w życie zasadę mówiącą, że farmy wiatrowe nie mogą powstawać w mniejszej odległości od budynków mieszkalnych niż 10-krotność ich wysokości wraz z wirnikiem i łopatami. W praktyce to 1,5-2 km. Przepis ten w efekcie doprowadził oczywiście do znaczącego zahamowania rozwoju energetyki wiatrowej. Zakłócony został rozwój jednej z gałęzi energetyki i jego możliwości konkurencji np. z sektorem węglowym. Chichotem historii jest fakt że już w kilka miesięcy później Polacy przekonali się jak bardzo potrzebna jest dywersyfikacja źródeł energii i inwestowanie w ekologiczne technologie – w miesiącach zimowych poziom smogu w wielu polskich miastach przekroczył wszelkie dopuszczalne normy, a nasz kraj stał się niechlubnym światowym liderem w tej klasyfikacji.

Nie czytaj będziesz głosował na PiS!

Ostatnim przykładem jaki chciałbym przytoczyć jest szeroko dyskutowana obecnie propozycja ustawy wprowadzającej obowiązkową, jednolitą cenę książki przez rok od jej premiery. To kolejny pomysł na ograniczenie wolnego rynku i efekt lobbingu części zainteresowanych, głównie małych firm, które sądzą, że skorzystają na nowych regulacjach. Czy będą w stanie skuteczniej konkurować z wielkimi sieciami sprzedaży, które nie będą mogły korzystając z efektu skali i oferować niższych cen? Pewne jest znów jedno – straci, klient, czytelnik dla którego nowości książkowe będą oferowane po wyższych cenach. Zapewne sprawi to, że znów zmaleje skala czytelnictwa w Polsce. Być może małe księgarnie zyskają – choć trudno przewidzieć na ile spadek czytelnictwa wywołany przez wzrost cen, nie zniweluje pożądanego przez lobbystów efektu. Nie rozumiem też dlaczego rolą państwa miałoby być zapewnianie droższych dla czytelników książek i kierowanie się interesem części biznesu wydawniczego, przeciw innym graczom. Minister Kultury Piotr Gliński twierdzi, że decyzje wciąż nie zapadły. Oby tym razem potrafił wykazać się asertywnością.

Tak czy inaczej trend działania Prawa i Sprawiedliwości jest niezwykle niebezpieczny. Krok po kroku, sektor po sektorze PiS przywraca w Polsce socjalizm i niszczy wolną konkurencję. Czasem kieruje się pobudkami ideologicznymi, jednak równie często jest poddawany skutecznej presji lobbingowej, której nie potrafi się przeciwstawić. Niezależnie od pobudek, za każdym razem tracimy my obywatele i klienci.

Czytaj również
O autorze
*
BłażejLenkowski
Politolog, publicysta, przedsiębiorca, prezes zarządu Fundacji Industrial ("Liberte!", 4liberty.eu, 6. Dzielnica).
@ BlazejLenkowski