Jaki patriotyzm?

Drukuj

Doświadczenia polityczne ostatnich miesięcy, podobnie jak i rozmaite przewidywania i proroctwa dotyczące bliższej i dalszej przyszłości kraju, pokazują, w jak bardzo burzliwym okresie istnienia III Rzeczypospolitej się znaleźliśmy.

Walka ideologiczna zaostrza się. Jedne stronnictwa upadają, inne powracają z letargu, jeszcze inne pojawiają się znikąd. Do głosu dochodzą poglądy dotąd raczej marginalne, a już z pewnością nie znajdujące dotychczas szerszej reprezentacji politycznej. Jednocześnie, duża część społeczeństwa coraz bardziej popada w ideowe i obywatelskie dyletanctwo. Kisielewski pisał w 1973 roku, że „sprawy materialno-bytowe, mozolne organizowanie życia, nieskończone płaczliwo-optymistyczne zapewnianie się nawzajem, że żyjemy, a żyć będziemy jeszcze lepiej – wszystko to przesłania nam Polskę, ideę Polski”. Jakże ponuro brzmią te słowa, jeżeli skonfrontować je z obrazem kraju w roku 2016. Otrzymujemy z jednej strony społeczeństwo podzielone na grupy, które w imię interesu politycznego (a nierzadko również prywatnego) nie cofną się przed żadną formą walki ideologicznej, z drugiej strony amorficzny i szary tłum skupiony wyłącznie na budowaniu własnego dobrobytu – nieważne, jakim i czyim kosztem.

Jeśli jednak spróbować znaleźć takie pojęcie, które w jakiś sposób dotyka całe społeczeństwo – które nie pozostawia obojętnym zdecydowanej jej większości – będzie to patriotyzm. Trudno znaleźć Polaka, młodszego czy starszego, który nie ma swojego zdania w kwestii patriotyzmu. Dzieje się tak, ponieważ niezależnie od tego, jak bardzo nie dominowałaby w owym Polaku obojętność, jak bardzo hedonizm i materializm nie byłby siłą napędową jego działań, siłą rzeczy funkcjonuje w społeczeństwie, w którym zdarza mu się doświadczać pojęcia wspólnoty. Na tym jednak kończą się podobieństwa. W atmosferze walki ideowej musiały wytworzyć się różne wizje patriotyzmu. Zapewne jest ich tyle, ile postaw politycznych i pakietów ideologicznych można wykupić za bezcen w sklepie ze światopoglądami. Kwestię tę można jednak sprowadzić do czterech wizji podstawowych, z których później wypływają ewentualne derywacje.

Patriotyzm nacjonalistyczny.

Oparty jest na osiągnięciach Narodowej Demokracji w dziedzinie myśli narodowej, zdeformowany jednak znacznie, bo dostosowany do warunków współczesności. Patriotę nacjonalistycznego charakteryzuje przede wszystkim radykalizm i dążenie do natychmiastowego działania. Ojczyzna nie jest w jego rozumieniu jedynie jednostką geograficzno-społeczną, ale konkretną organizacją narodową, która znajduje się w stanie nieustannej zmiany – czyli w nieustannym niebezpieczeństwie. Motywacje jego działań są jednak zaskakująco przyziemne. Choć postawa ta ma swój początek w modernistycznych ideologiach stawania się historycznego, człowiek taki nie skieruje swojej wizji logiki dziejów na grunt duchowy, lecz twardo będzie trzymał się materialnych podstaw istnienia. Jeżeli uzna, że narodowi zagrażają nurty postępowe w polityce, to będzie tak w pierwszej kolejności dlatego, że zobaczy w nich zagrożenie dla własnego bytu, dopiero później zaś zagrożenie dla tożsamości; jeżeli radykalnie sprzeciwiać się będzie zewnętrznej imigracji, to przede wszystkim ze strachu o własny żołądek, nie zaś o kulturę swojego kraju. Jego skłonność do budowania mitologii jest ograniczona, acz wytworzone już mity wykorzystuje bardzo wydajnie. Ujawnia się w nich i znajduje ujście duchowa cząstka jego natury. Ponieważ w przeważającej większości do patriotyzmu nacjonalistycznego odwołują się ludzie młodzi i mający poczucie osamotnionej walki z zaciskającym pętlę okrążenia wrogiem, mitologie te odwołują się tyleż do ich witalizmu, pojęcia „nieśmiertelnej młodości”, jak i do romantycznej wizji śmierci. Powstanie warszawskie, „żołnierze wyklęci”, partyzantka, ale też zwarte szeregi wojska, nawet średniowiecznych rycerzy i słowiańskich czy skandynawskich wojów – w tym odnajdzie się patriota nacjonalistyczny. Religia ma dla niego drugorzędne znaczenie, choć niejednokrotnie można usłyszeć, że jest inaczej. Szuka w niej tylko uzasadnienia dla swoich racji wobec stawania się historycznego. Wybierze katolicyzm, albo nawet efemeryczne grupy rodzimowierców słowiańskich, bo te najsilniej dadzą mu poczucie zakotwiczenia w procesie dziejowym. Uzasadnień też nie potrzebuje zbyt wiele, ponieważ wiele daje mu intuicyjne poznanie rzeczywistości, nakazujące znajdować wrogów według jasno określonych, pozarozumowych kategorii. Ten sam witalizm czyni patriotyzm nacjonalistyczny bodaj najagresywniejszą z opisywanych postaw. Wszak nic tak nie zachęca do walki przeciw wrogom ojczyzny, jak brak pracy i pusty portfel.

Patriotyzm prawicowy.

Tak jak patriota nacjonalistyczny skupia się głównie na materialnych podstawach istnienia, tak patriota prawicowy widzi ojczyznę w kategoriach przede wszystkim duchowych i symbolicznych. Duch narodu jest dla niego siłą sprawczą wszystkich procesów społecznych i ekonomicznych. Im wcześniej w historii znajdzie przejawy ducha narodowego, tym pewniej się czuje, dlatego też źródeł tej postawy upatruje nie tylko w polskim romantyzmie, ale także w czasach sarmackich, a nawet piastowskich. Proces dziejowy to dla niego zbiór „wielkich wydarzeń”, które zwykle zaczynają się wraz z chrztem Polski w 966, a później następują po sobie zgodnie z kanonem polskiej historiozofii: Cedynia, Grunwald, Kłuszyn, Wiedeń… Najnowsza historia jest jedynie uzasadnieniem historii dawniejszej; proces dziejowy dla patrioty prawicowego jest niewzruszony i musi prowadzić ku ostatniemu wydarzeniu, największemu ze wszystkich, narodowej epifanii. Stąd bardzo silna, znamienna dla tej postawy, wiara religijna, z której wynika przenoszenie wielkich mitów judeochrześcijańskich na grunt narodowy. Jak w narodzie żydowskim w trudnych dla niego okresach ogłaszano coraz to nowych Mesjaszy, tak też dzieje się w przypadku narodu polskiego oglądanego oczyma patrioty prawicowego. Można powiedzieć, że w pewnym sensie dominuje u niego fatalizm historyczny – przyszłość bowiem jest już zdefiniowana przez historię i ducha narodu. Odcina się tym samym od witalizmu i radykalizmu każącego walczyć o zmianę. Stąd też większość patriotów prawicowych to ludzie dojrzali, sędziwi nawet, choć nie brakuje także młodych, głęboko wierzących katolików, którym wiara nie pozwala na materialistyczny światopogląd patriotów nacjonalistycznych. Dla wszystkich z nich Kościół rzymskokatolicki jest wszelako głównym autorytetem moralnym i życiowym, i nie ustaną oni w walce przeciwko wrogom Kościoła, choć sami czują nierzadko, jak bardzo nauczanie Kościoła rozmija się z ich wyobrażeniami o nim. Przemilczać będą jednak tak grzechy kleru, jak i swoje własne, gdyż Polacy i tak są narodem szczególnie predystynowanym do wielkości; manna spada im z nieba w postaci coraz to nowej mitologii: postaci historycznych, wielkich zwycięstw, narodowych hekatomb. Ich zdolność mitotwórcza jest wprost niewyczerpana. Każda liczba, każde słowo i każdy gest mają wartość symboliczną, ponieważ duch narodu jest wszechobecny. Szczególnie silne symbole mają jednak zdolność chwilowego podburzania patriotów prawicowych do działania. Czują oni wówczas, że niesie ich wiatr historii, niczym na husarskich skrzydłach. Lata hartu – wielu z nich działało wszak w opozycji w okresie „ciemnej nocy wiary” PRL-u – czynią ich tymi, którzy najchętniej odwołuje się do nieokreślonej, ale ogólnonarodowej organizacji. Jednocześnie sztywny, uwarunkowany historycznie katalog wrogów narodu blokuje im, w ich mniemaniu, drogę do ziemi obiecanej i groźnie prowadzi ku zaostrzającej się wojnie ideologicznej.

Patriotyzm nowoczesny.

Postawa ta jest wynikiem zderzenia kilku czynników historycznych: powszechnej traumy wywołanej katastrofą II wojny światowej; postaw, które w Europie Zachodniej wytworzył powojenny kapitalizm i postępująca globalizacja; obarczenia nacjonalizmu całą winą za ów straszliwy konflikt; włączenia Związku Radzieckiego w poczet państw alianckich, a więc stojących po zwycieskiej stronie. Patriota nowoczesny wyrasta z trudnej sytuacji geopolitycznej, w jakiej znalazła się Polska 70 lat temu. Przekonanie, że wojna skończyła się i jedyne, co teraz należy, to budować kraj od nowa, towarzyszy tej postawie również dziś, podobnie jak autentyczny strach przed nacjonalizmem. W pewnym sensie jest dzieckiem ketmanu, opisywanego przez Miłosza w Zniewolonym umyśle. Historia nie jest dla niego pożywką, ale nieustannym cierpieniem; stąd też chętnie przeciwstawia ją teraźniejszości. Aby tylko nie budzić narodowych demonów, przyjmuje zupełnie nową definicję patriotyzmu, realizującego się poprzez odmienianą przez wszystkie przypadki postawę obywatelską: płaci więc podatki, kasuje bilety w komunikacji publicznej, na ulicy sprząta po swoim psie. Za jednym zamachem zyskuje czysty chodnik i czyste sumienie jednocześnie. U podstaw patriotyzmu nowoczesnego stoi przekonanie, że wspólnotę narodową należy zamienić na organizację państwową, jako tę mniej niebezpieczną, gdyż posiadającą konkretne narzędzia do zwalczania dręczących patriotę nowoczesnego lęków. Człowiek taki bez mrugnięcia okiem godzi się na kolejne ograniczenia własnej wolności, bezsensowne regulacje prawne i niewydolne systemy, jeśli tylko daje mu to poczucie bezpieczeństwa. Kiedy z przerażeniem patrzy na poczynania patriotów nacjonalistycznych i prawicowych, koją go myśli o istnieniu oddziałów policji, które stłumią demonstracje, o całodobowym monitoringu, który pozwoli wyłapać grożące jego państwu jednostki, o prawie, które zakaże wkrótce niebezpiecznych postaw i o sądach, które surowo ukarzą takowe postawy. Patologie władzy będą tylko kolejnym argumentem za jego wizją – widać zbyt mała część społeczeństwa realizuje w swoim życiu patriotyzm nowoczesny, zbyt wielu jest chuliganów i oszołomów. Choć uważa, że dopracował sztukę kompromisu do mistrzostwa i to kompromis jest narzędziem zmiany społecznej, stanowczo odmawia wszelkich rozmów z faszystami. Wobec religii jest nieufny, ponieważ stanowi ona podporę dla symbolizmu prawicy; niektórzy patrioci nowocześni zadeklarują się wprost jako ateiści, inni użyją wygodnej a absurdalnej etykiety „wierzącego, niepraktykującego”, jeszcze inni potraktują swoją wiarę z właściwym dystansem, zmierzającym do lekceważenia jej doktryny. Wielu innych poszuka własnej, alternatywnej drogi religijnej, nierzadko związanej z religiami Wschodu bądź peryferiami judaizmu. P.N. lubością i bezkrytycznie patrzy na Europę Zachodnią. To jednak, co dominuje w jego myśleniu, to raczej chęć dogonienia jej, a nie emigracji. Dlatego z euforią przyjmie każdy nowy stadion, każdą imprezę masową o skali europejskiej i każde doniesienie o tym, że Polska została zauważona w wielkim świecie. Niestety, wciąż pozostaje dzieckiem swoich czasów; dzieciństwo spędził w zaściankowości lat PRL, a dorosłość dopadła go w pierwszych latach po transformacji ustrojowej, kiedy do reszty utonął w nowym, wspaniałym świecie. Tego też będzie się trzymał aż do końca wojny ideologicznej.

Antypatriotyzm.

Postawa niniejsza sprawia najwięcej problemów, ponieważ niemożliwe jest wyodrębnienie jednej tylko motywacji, która ją tworzy. Naprzód postawę taką pokazują ludzie radykalnej lewicy, dla których patriotyzm nowoczesny jest raczej drogą do utrzymania status quo, niż do realnego postępu, który dla nich jest nadrzędną wartością. Punktem ciężkości w życiu społecznym nie jest dla takich ludzi państwo, lecz konkretne grupy społeczne, w szczególności te, które same siebie określają jako dyskryminowane lub wykluczone; katalog ten oczywiście jest otwarty i co rusz pojawia się nowa grupa, która pragnie wesprzeć się na lewicowym altruizmie. Taka kosmopolityczna postawa nie jest w Polsce niczym nowym. Dla innych, zwykle młodych, antypatriotyzm jest celem, do którego prowadzi ich rozczarowanie rzeczywistością: bezrobocie, niezadowalający poziom życia, który nie pozwala na spełnienie potrzeb (hedonistycznych lub wyższych, to zależy) czy ogólne poczucie zagubienia. Wreszcie, do antypatriotyzmu dąży wielu patriotów nowoczesnych w momencie, kiedy narastanie postaw nacjonalistycznych i prawicowych osiągnie w ich mniemaniu punkt krytyczny. Wszystkie te motywacje zbiegają się w punkcie, w którym człowiek za niespełnione cele zaczyna winić nie tylko państwo, ale przede wszystkim coś nieuchwytnego, co nazywa polskością. Ma to być taki zbiór cech narodowych, które stoją na przeszkodzie samorealizacji jednostki czy emancypacji grup społecznych. Podaje się wśród nich zwykle zaściankowość, nietolerancję, nieuczciwość, ksenofobię, megalomanię, autodestrukcyjne przeżywanie własnych klęsk. Antypatriota jedyne wyjście widzi w eskapizmie i emigracji wewnętrznej, lub też w realnej emigracji za granicę, które to działania mają mu pozwolić na wyrwanie się z owego zaklętego kręgu polskości i wreszcie doprowadzić do samorealizacji. Odpowiedzialny czuje się wyłącznie za siebie i swoich bliskich lub członków swojej grupy społecznej. Z chęcia będzie spoglądał na inne społeczeństwa i narody, i konfrontował będzie ich cechy z cechami społeczeństwa polskiego; Polska nigdy nie wyjdzie w tym rachunku na plus, niezależnie, czy chodzi o kwestie ekonomiczne, polityczne, czy obyczajowe. Każdy argument wskazujący na niedoskonałość Europy Zachodniej obróci w argument przeciwko zaściankowości Polaków. Antypatriotyzm naturalnie jest nastawiony negatywne znacznie bardziej do patriotyzmu nacjonalistycznego i prawicowego niż do patriotyzmu nowoczesnego, od tego ostatniego odróżnia go jednak skrajny pesymizm i brak poczucia odpowiedzialności za organizację państwową. Niekiedy wrzące pod dyletancką powłoką uczucia patriotyczne antypatrioty realizują się w patriotyzmie lokalnym, który jest punktem wspólnym tych postaw. W innych przypadkach, odrzucona jest wspólnotowość na rzecz złudnej samowystarczalności; bezproblemowe wydaje się wtedy uprawianie własnego poletka czy emigracja. Towarzyszy temu skrajny ahistoryzm; nawet sama w sobie wojna ideologiczna antypatrioty skupia się tu i teraz.

Cztery postawy powyższe należy oczywiście traktować z należnym dystansem. Granice między nimi są płynne, a i pluralizm współczesnego nam społeczeństwa obdarzył nas licznymi postawami kontestatorskimi wobec głównych wizji patriotyzmu polskiego. Znajdują się one w chwiejnej równowadze, co zapewnia Polsce względną stabilność i stopniowy wzrost gospodarczy, ale też dojmujący zastój kulturowy. Postawa negatywna, zmierzająca do jak największego oddalenia się od innych postaw, albo wręcz ich praktycznego wykluczenia ze społeczeństwa, skazana jest na klęskę, zwłaszcza jeśli chodzi o przedmiot tak istotny jak Polska. Niezależnie od tego, czy jest się patriotą nacjonalistycznym, prawicowym, nowoczesnym czy antypatriotą, nie da się w oparciu o to zbudować konkretnej przyszłości dla Rzeczypospolitej. Kultura bowiem nie może być tylko zastałym katalogiem gestów i odwołań, ale musi mieć aktywną i witalną, pożywną dla społeczeństwa postać.

Jaki więc patriotyzm? Postarajmy się naszkicować tę sylwetkę.

Człowiek taki będzie przede wszystkim skupiony na tworzeniu kultury w warunkach wolności. W jego dążeniu homo oeconomicus (w którym widzimy urzeczywistnienie wolności) i homo faber (zdolny do uosabiania kultury w sobie) będą rzeczywistościami zrównoważonymi. Ów patriota będzie świadom swojego funkcjonowania w społeczeństwie poprzez aktywne uczestnictwo w kulturze w jej wielorakim wymiarze: politycznym, artystycznym, ekonomicznym, społecznym. Daleki od wszelkich fanatyzmów, ale też trzeźwo oceniający ewentualne zagrożenia. Świadomość i wiedza będą słowami-kluczami dla kogoś takiego. Tworzenie kultury i wiara w jej moc to dwa paleniska gorejące, których ogień wymaga nieustannego wzajemnego podtrzymywania. Człowiek ten nie poprzestanie zatem na samodzielnym urzeczywistnianiu ideału kulturowego, ale też zmierzać będzie do formacji innych członków swojego społeczeństwa. Odpowiedzialność będzie dla niego najwyższym prawem.

Nazwiemy go nowym patriotą.

Nowy patriota jest oczywiście wyłącznie teoretycznym konstruktem. Potrzeba mu oderwania się od wyłączności spraw bytowych patrioty nacjonalistycznego i jego przyrodzonych warunkami społecznymi lęków i resentymentów; zrównoważenia myślenia symbolicznego, charakterystycznego dla patriory prawicowego, z myśleniem racjonalnym; zrozumienia pojęcia  wartości, czego brak zwykle patriotom nowoczesnym, zamiast bezmyślnego wymachiwania nimi, oraz poczucia odpowiedzialności za kulturę, co cierpi u antypatriotów, którzy w najlepszym wypadku czują się odpowiedzialni za siebie, swoją rodzinę i swoją pracę. W pewnym sensie więc rodzi się ze wszystkich tych czterech postaw i wszystkie je odrzuca. Istotą tego odrzucenie nie jest jednak negacja, lecz krytyka – jakże zapomniania w dzisiejszych czasach! Jedynie krytyka pozwala bowiem na budowanie pojęć silnych i długowiecznych; jej wadą wobec negacji, oraz zapewne przyczyną popularności tej drugiej, jest jedynie znacznie większe zużycie zasobów intelektualnych i dłuższy czas oczekiwania na jej efekty. Dlatego też najsłabszą stroną naszej koncepcji jest to, że do jej stworzenia potrzebujemy już teraz wytężonej pracy wielu ludzi, którzy nie poczuwają się do związków z istniejącymi modelami patriotyzmu, lecz pragną stworzenia modelu nowego i lepszego; paradoksalnie, jest to też jej wielką szansą.

Kiedy jest rok 2016, a nad Europą zapada czarny, głuchy krąg cienia, tym bardziej musimy sobie zadać to pytanie; w przeciwnym razie historia sama się o nas upomni.

Czytaj również
O autorze
*
MichałSawczuk
Student Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UJ. Naukowo zajmuje się rękopiśmiennictwem romańskim od XIII do XV wieku. Interesują go zagadnienia wychowania i oświaty w kontekście społecznym, a zwłaszcza poszukiwanie alternatyw dla istniejących modeli edukacji. Pochodzi ze Szczecina.