Jakiego prawa potrzebujemy?

Drukuj

Funkcje i cele prawa.

Abyśmy mogli odpowiedzieć sobie na pytanie zawarte w tytule artykułu w pierwszym rzędzie potrzebujemy odniesienia, choćby syntetycznego, do problemu funkcji i celów prawa. Istnieje powszechna zgoda co do tezy, że musi ono opierać się na przejrzystych i spójnych, a na pewno niesprzecznych założeniach aksjologicznych. Prawo prowadzące do sprzecznych interpretacji, mających takie samo umocowanie logiczne i merytoryczne, zbyt ogólne albo zbyt kazuistyczne, nie może spełniać dobrze swojej roli. Istnieje szereg takich koniecznych cech, o których mówi się w teorii prawa, że tworzą one jego tzw. wewnętrzną moralność. Nie ma sensu ich w tym miejscu definiować. Ważniejsza jest bowiem kwestia dotycząca funkcji prawa w odniesieniu do innych systemów normatywnych, nie stanowiących reguł prawnych, takich jak zasady moralne, nakazy i zakazu wynikające z określonego światopoglądu, normy deontologiczne. W pluralistycznym i demokratycznym społeczeństwie, w którym żyjemy, pytania o tę relację, zwłaszcza w obszarze, tak silnie wrażliwym jak bioetyka, mają uzasadnienie szczególne.

Kilka podstawowych refleksji.

Po pierwsze, nie może ulegać wątpliwości, że prawo jest zbiorem normatywnym o autonomicznym charakterze, o autonomicznych funkcjach i celach w stosunku do innych systemów normatywnych. Nie stanowi ono automatycznej przekładni reguł moralnych i światopoglądowych na nakazy i zakazy prawne.

Po drugie, nakaz albo zakaz prawny pełniąc rolę regulatywną w stosunku do zewnętrznych zachowań człowieka, grup i struktur społecznych, nie ma na celu udoskonalenia wewnętrznego jednostki, nie opiera się na założeniach maksymalistycznych, operuje wzorcem zachowania utrwalonym w doświadczeniu, rezygnuje ze stawiania poprzeczek wymaganego, nakazanego zachowania zbyt wysoko. Prawo nie wymaga od ludzi ani heroizmu, ani zbyt wielkiego altruizmu, opiera się na postulacie zachowywania umiaru w określaniu wymagań i oczekiwań. Jest to związane z funkcjami prawa, które limitując wolność jednostek wobec innych jednostek i państwa, nie może a na pewno nie powinno wkraczać w sferę autonomii jednostek ponad miarę konieczną i wynikającą z interesów innych i społeczeństwa jako całości. To, co mieści się w sferze autonomii jednostek i ich wolności, a więc w sferze wyborów samodzielnie dokonywanych przez jednostkę, może być już jednak poddane ocenom płynącym z innych systemów normatywnych. Umiar, równowaga, unikanie skrajności, dążenie bardziej do porządkowania relacji pomiędzy ludźmi, niż do ich doskonalenia, szczególnie wyraźnie ujawnia się w społeczeństwach demokratycznych i pluralistycznych. Prawo, w takim społeczeństwie, musi być z natury rzeczy tworzone w oparciu o kompromis i poszukiwanie konsensu, a ten unika skrajności i automatycznego, mechanicznego przenoszenia reguł określonych w innym pozaprawnym porządku normatywnym. Nakaz lub zakaz prawny zabezpieczone sankcją zmieniają wymiar i płaszczyznę oceny – moralny wymiar obowiązku traci na znaczeniu wtedy, gdy jest on urzeczywistniany pod przymusem.

Po trzecie, prawo jest systemem, którego pojęcia, konstrukcje, definicje i założenia aksjologiczne nie funkcjonują w próżni społecznej i nie stanowią produktu. Przenikanie się różnych systemów normatywnych jest nieuniknione i czynnik ten stanowi constans z punktu widzenia procesów rozwoju prawa. Fundamenty aksjologiczne są z reguły określane poza nim, również pojęcia podstawowe i aksjomatyczne, którymi ono operuje, nie są najczęściej samodzielnie przez prawo definiowane. Dla dekodowania sensu prawa jest więc konieczne często sięganie do znaczeń języka naturalnego, a także do sensu semantycznego wynikającego z pojęć kształtujących się poza prawem np. w etyce, filozofii i moralności. Jest to stwierdzenie ważne dla refleksji bioetycznej. Akcentując samodzielność prawa jako zbioru normatywnego o odrębnych funkcjach i celach niż inne zespoły reguł, musimy zarazem zaakceptować, że jest nieuniknione – iż na tle tych samych zasad i konstrukcji prawnych – ścierać się będą rozmaite warianty interpretacyjne. Będą one silnie warunkowane znaczeniem przypisywanym pojęciom, którymi prawo operuje, rezygnując z ich definiowania. Nie istnieje np. prawna definicja człowieka, nie można jej utożsamiać z pojęciem podmiotu prawa czy płci. Do niedawna jeszcze nikomu nie przychodziło do głowy aby definiować pojęcie prawne macierzyństwa albo określać normatywnie moment śmierci człowieka. Konflikt jest niejako wpisany w istotę reguł odnoszących się do kwestii bioetycznych.

Czy warto regulować bioetykę?

Pytania stawiane o to, czy w ogóle warto regulować materię należącą do bioetyki nie są także i dzisiaj, w kilkadziesiąt lat od pojawienia się bioetyki jako wyodrębnionej dyscypliny naukowej i dydaktycznej na wielu uniwersytetach świata, pozbawione sensu. Ilustracją takiej tezy jest dyskusja, wcale nie zakończona w Polsce, na temat tego, czy prawo powinno interweniować w takim obszarze jak prokreacja medycznie wspomagana, a szczególnie w odniesieniu do zabiegów zapłodnienia in vitro. Spróbujmy więc z grubsza ustalić, na czym opierają swoje stanowisko przeciwnicy wkraczania prawa w materię bioetyczną. Zaznaczmy zarazem, że argumentacja ta nie jest jednorodna, ponieważ wychodzi często z odmiennych założeń filozoficznych i etycznych.

Po pierwsze więc, zwolennicy tego stanowiska – wskazują, że każda próba reglamentacji prawnej w tych sprawach jest w istocie równoznaczna z nieuprawnionym wkraczaniem w sferę wolności człowieka. Wybory dokonywane przez człowieka w kwestiach dotyczących jego integralności cielesnej, prokreacji, zmagania się z cierpieniem muszą mieć charakter swobodny, nieograniczony regułami prawa, które zawsze wszak wykazują tendencję, swoistą podatność na „eksces” normatywny, na ograniczenie autonomii osoby w miejsce jej ochrony.

Po drugie, wysuwany jest argument że co najmniej niektóre materie należące do bioetyki powinny być plasowane w wyłącznej przestrzeni moralności, filozofii i etyki, a nie w przestrzeni prawa. Prawo – w myśl tego założenia – w sposób nieuprawniony chce zawłaszczyć pola, które do niego nie należą: dokonywanie wyborów prokreacyjnych, odpowiedź na pytanie, czy i która z metod medycznie wspomaganej prokreacji może być stosowana nie jest więc – w tej perspektywie – pytaniem adresowanym do prawa, ale do indywidualnych jednostek, które dysponując własną etyczną wrażliwością, swoją wizją świata i wewnętrznie uporządkowaną aksjologią, chcą i muszą dokonywać takich wyborów samodzielnie. To, co dotyczy indywidualnej egzystencji każdego, jego integralności cielesnej i sfery najdalej sięgającej prywatności – dysponowania własną integralnością fizyczną, powinno być wolne od prawnej ingerencji, także wtedy kiedy chodzi np. o sprawy zakończenia życia w wypadku terminalnych stanów chorobowych związanych z cierpieniem.

Po trzecie, i to jest już odmienny – przeciwstawny do powyższego punkt wyjścia, wkraczanie prawa na nowe pola, takie jak np. związane z prokreacją człowieka oznacza normatywną petryfikację tego, co jest moralnie niedopuszczalne. Przykładem może być stosunek do zapłodnienia in vitro. Nawet restryktywna prawna regulacja tej metody – konsekwentnie twierdzą przeciwnicy prawnej regulacji – stanowić będzie zawsze wyraz akceptacji prawa dla stosowania metody in vitro jako takiej, a w konsekwencji unicestwienia embrionów, czego żaden system normatywny nie powinien dopuszczać.

Po czwarte – takie podejście można określić jako – sztywność regulacji prawnej sprawia, że pozostaje ona nieadekwatna do potrzeb związanych z poszukiwaniem w każdym konkretnym wypadku, in casu właściwych kryteriów i sposobów rozwiązania,. Nie ma uniwersalnych recept dla oceny wszystkich sytuacji, a więc byłoby lepiej gdyby je rozwiązywać step by step – najlepiej przy zastosowaniu metody, w drodze ewolucyjnego orzecznictwa sądowego i opinii komisji bioetycznych.

Po piąte, dla kwalifikacji poszczególnych sytuacji nie są potrzebne drobiazgowe techniczne rozwiązania prawne. Za wystarczające trzeba bowiem uznać ogólne, podstawowe zasady wynikające z reguł hierarchicznie wysoko usytuowanych w konstytucji czy konwencjach międzynarodowych, takie jak ochrona godności każdej osoby, życia, jej wolności i prywatności.

Warto przyjrzeć się bliżej tym argumentom.

Ad 1/ Niewątpliwie regulacje prawne nie tylko porządkują materię poddaną reglamentacji, ale także tworzą ograniczenia i bariery, które mogą krępować wolność zachowań jednostek. Jednocześnie jednak, nie można tracić z pola widzenia faktu, że wolność zachowań jednej kategorii podmiotów bywa okupiona ograniczeniem wolności i praw innej kategorii osób. Badacz eksperymentujący w imię wolności nauki i swobodnego rozwoju badań może łatwo wkroczyć w sferę autonomii, prywatności i wolności osób poddanych eksperymentom. Rodzic podejmujący decyzje o metodzie wspomaganej medycznie prokreacji, w stanie kompletnej próżni prawnej, może narażać dziecko na niepewność, niestabilność stanu prawnego i niemożność nawiązania autentycznych więzów rodzinnych. W obu wypadkach ograniczenia wolności, jeśli będą efektem prawa, powinny zmierzać do zbalansowania interesów i praw – w pierwszym wypadku badacza i osoby poddanej eksperymentowi, w drugim rodzica i dziecka. Prawo zmniejszając wolność jednych, poszerza ochronę drugich. Argumentacja przytaczana na rzecz ograniczania funkcji prawa jest w konsekwencji zawsze oparta na jednostronnym postrzeganiu relacji z zastosowaniem metod nowoczesnej biotechnologii – jest perspektywą spojrzenia z punktu widzenia bezpośredniego beneficjenta.

Ad 2/ Nie przekonuje teza, że ingerencja prawa w omawianych sytuacjach jest nieuprawnionym zawłaszczaniem sfery należącej do moralności, filozofii, etyki i w efekcie prowadzi do zastąpienia wyboru etycznego wyborem prawnym. Trzeba pamiętać, że działające na tym samym polu prawo i moralność pełnią inne funkcje i zmierzają do innych celów (zob. uwagi wyżej). Styk prawa i moralności pojawia się w wielu segmentach normatywnych – od prawa karnego, poprzez prawo umów do prawa rodzinnego. Nie ma powodów by twierdzić, że sam moralny wymiar jakiejś sprawy jest przesłanką powstrzymania się prawa od interwencji. Prowadziłoby to do nieuzasadnionego, a nawet absurdalnego wniosku, że wszelkie sprawy związane np..z integralnością i dotykające prywatności człowieka powinny być wyjęte automatycznie poza sferę regulacji prawnej. Pewne dyspozycje człowieka, swoim własnym życiem i zdrowiem, były zawsze poddawane prawnej reglamentacji, ze względu na rangę wartości domagających się ochrony. Prawo nie odwzorowując reguł moralnych kieruje się też zawsze wyraźną aksjologią i w jej obrębie – hierarchią wartości.

Ad 3/ Zgoda na wprowadzenie regulacji prawnej nie odpowiadającej ściśle określonym przekonaniom moralnym lub religijnym nie oznacza rezygnacji z tych przekonań, ani nie powinna prowadzić do petryfikacji moralnie nagannych zachowań tylko dlatego, że są one dopuszczone przez prawo. Byłoby tak wyłącznie w wypadku pełnej zbieżności funkcji prawa i moralności. Prawo ingeruje nie po to, aby usunąć konflikt moralny, ale po to, by zapewnić właściwe ramy dla relacji społecznych, ustabilizować sytuację poszczególnych osób i wyhamować potencjalny konflikt. Prawo nie powinno zmuszać do dokonywania wyborów sprzecznych z podstawowymi przekonaniami moralnymi adresatów prawa, ale też musi czasem tolerować zachowania powstrzymując się od sankcji, które nie odpowiadają dominującemu poglądowi moralnemu lub światopoglądowi.

Postulat ingerowania prawa w sferę zapłodnienia in vitro jest dobrym przykładem takiej tezy. Regulacje prawne, nie rozstrzygając w tym miejscu o ich kierunku, ustalające status embrionu, sposób postępowania z zamrożonymi embrionami, przesłanki uzasadniające zastosowanie tej metody, a także kwestie filiacyjne – dla osób kierujących się światopoglądem katolickim – nie powinny tworzyć podstawy dla dokonywania wyborów etycznych związanych z zastosowaniem tej metody, ani wpływać na określenie właściwej normy moralnej, którą powinni się w tym wypadku kierować. Prawo określając zasady – na wypadek zastosowania tej metody – nie uchyla dylematów moralnych, ale ustanawiając swoiste minimum aksjologiczne, pozwala określić sytuację prawną tych, którzy decydują się na jej wykorzystanie. Nie nakłada ono prawnego obowiązku użycia tej metody, ani też nie uchyla ważności ocen formułowanych w innym porządku normatywnym (moralnym, religijnym), które mogą opierać się na zasadniczo odmiennych założeniach aksjologicznych. I wreszcie wypada zauważyć, że milczenie prawa dotyczącego konkretnych zagadnień nie jest równoznaczne z jego aksjologiczną indyferencją. Brak wszelkich regulacji odnoszących się do zapłodnienia in vitro sprawia, że w systemie prawa polskiego – zakres dowolności i niepewności towarzyszące stosowaniu tej metody, a co za tym idzie niepewność prawa i interesów osób uwikłanych w określone sytuacje prawne tym wywołane, jest znacznie większa niż w tych krajach, w których zastosowano od dawna inne podejście – szczegółową regulację prawną. Taka sytuacja sprzyja patologizacji zachowań, rozwijaniu się ich, prowadzi w konsekwencji do bardziej negatywnych zjawisk niż próba regulacyjna.

Ad 4/ Zastosowanie prawa w sposób sytuacjonistyczny – zmienny i bez wyraźnych reguł wyjściowych – jest rozwiązaniem niedobrym, prowadzącym do arbitralności i niepewności. Nie ma powodów, aby w sprawach nie tylko o tak dużej wrażliwości etycznej, ale doniosłości społecznej – współczesne społeczeństwo rezygnowało z podejmowania decyzji o tym, jak ukształtować podstawowe reguły zachowania i swoje kompetencje w tym przedmiocie na rzecz sądów lub innych organów orzekających. Funkcjonowanie nowoczesnej biotechnologii, przeprowadzanie eksperymentów medycznych, stosowanie zabiegów prokreacji medycznie wspomaganej, granice terapii genetycznej etc. nie mogą opierać się na zasadach określanych ex post oraz na zindywidualizowanych intuicjach etycznych i przewidywaniu przyszłych orzeczeń. Potrzebne są reguły formułowane w możliwe transparentny sposób. Przykład systemów prawnych, w których precedens i case law odgrywają znacznie większą rolą, a w których jednak zdecydowania się na wprowadzenie normatywnych reguł w wielu dziedzinach bioetyki (por. Wielka Brytania, USA, Australia) zdaje się potwierdzać takie stanowisko.

Ad 5/ Podejście opierające się na założeniu, że wystarczające dla rozstrzygania dylematów bioetyki są punkty tkwiące w fundamentalnych zasadach systemu (godność, ochrona życia), zawiera w sobie równy stopień arbitralności, jak w wypadku wyżej opisanym (podejście sytuacjonistyczne). Świadczy o tym m.in. niepewność i wielość kierunków interpretacyjnych pojawiających się na tle koncepcji godności chronionej w systemach wszystkich państw europejskich. Zasady generalne i wartości podstawowe systemu odgrywać powinny istotną rolę w wyznaczaniu kierunków poszukiwań, a przede wszystkim w ustalaniu nieprzekraczalnych granic dla zachowań związanych ze stosowaniem nowoczesnej biotechnologii. Stanowią jednak bardziej narzędzie operatywne – w swym wymiarze negatywnym (non possumus), zakreślającym minimalny poziom ochrony prawnej, niż w wymiarze pozytywnym – w którym poszukiwana jest odpowiedź, jakie powinny być szczegółowe regulacje prawne w poszczególnych dziedzinach bioetyki.

W konkluzji tego syntetycznego przeglądu argumentów prawnej reglamentacji można stwierdzić, że zdecydowanie przeważają racje na rzecz interwencji prawa. Prawo nie może we współczesnym świecie zachować milczenia wobec najbardziej wrażliwych kwestii dotyczących człowieka – dzisiaj, i wobec przyszłych pokoleń. Uznanie, że prawo powinno ingerować nie odpowiada jeszcze na pytanie, w jaki sposób i w jakim zakresie ma to czynić.

W jaki sposób regulować bioetykę ?

Rola Komitetów bioetycznych – rola parlamentu.

Nie ulega wątpliwości, że nie da się przy tworzeniu prawa pominąć etapu, jakim jest debata publiczna, identyfikacja problemów, ukazanie podstawowych pól konfliktu oraz zarysowanie najważniejszych opcji aksjologicznych. Temu celowi służyć powinna w pierwszym rzędzie aktywność Krajowych Komitetów Etycznych – ciał pluralistycznych, pod względem reprezentowanych tam profesji oraz opcji światopoglądowych i filozoficznych. Nie wolno jednak zapominać o tym, że stanowisko wypracowane choćby w najbardziej reprezentatywnym gronie autorytetów z dziedziny prawa, filozofii, etyki i moralności, nie zastąpi normalnego trybu tworzenia prawa w drodze właściwych – określonych przez system konstytucyjny każdego państwa – mechanizmów demokratycznych. Komitet nie jest ciałem przed – parlamentarnym poprzedzającym prace ustawodawcze, wypracowującym wstępny projekt aktów normatywnych. Jego zadaniem jest przede wszystkim ustalenie, czy w ogóle należy ustawowo ingerować w określonej dziedzinie bioetyki, a zarazem gdzie uplasować miejsce takiej ewentualnej interwencji. Nie jest natomiast jego rolą autorytatywne przesądzanie o tym, jaka powinna być treść przyszłego prawa. Stwierdzenie, że w jakimś obszarze jest zbyt mało danych do tego, aby podejmować próbę regulacyjną (co np. na pewnym etapie dotyczyło niektórych metod wspomaganej prokreacji albo technik terapii genetycznej), jest tak samo ważnym stanowiskiem, jak to, że rzecz dojrzała do podjęcia stosownych decyzji ustawodawczych. Czasem wystarczy zajęcie stanowiska, wyrażenie opinii, zainicjowanie debaty publicznej. Tworzenie projektów i uchwalanie aktów prawnych musi pozostać jednak w gestii odpowiednich organów władzy publicznej.

Pomiędzy minimum a maksimum aksjologicznym. Pragmatyzm prawa.

W europejskiej kulturze prawnej istnieje wiele zasad mających, co należy dodać – korzenie chrześcijańskie, co do których istnieje szeroki konsens. Wymieńmy tu ochronę godności każdej osoby, prawo do życia, do ochrony autonomii i prywatności, do wolności badań naukowych. Jak już wspominano wyżej, zasady te wyrażane są jednak na tak wysokim stopniu abstrakcyjności, że jest co najmniej utrudnione przy kolejnych próbach zbudowanie w oparciu o nie w pełni spójnej interpretacji, zakładającej istnienie tych samych czy przynajmniej zbliżonych znaczeń poszczególnych pojęć i wartości podstawowych. W takiej sytuacji rysują się, przynajmniej teoretycznie, dwa podejścia co do kształtu przyszłego prawa. Pierwsze zakłada maksymalizm aksjologiczny – którego wyrazem będzie dążenie do tego, aby wszystkie sfery regulacyjne zostały poddane spójnym i jednolitym założeniom wartościującym i osiągnięcie już w pierwszym etapie pełnego konsensu co do treści zasad i wartości podstawowych. Prawo, w myśl tego podejścia, nie mogłoby czynić ustępstw wobec wartości podstawowych. Jeżeli więc przyjęty punkt wyjścia (np. związany z definicją osoby i jej statusem prawnym) nie będzie powszechnie zaakceptowany, to podejmowanie dalszych kroków byłoby pozbawione sensu stanowiąc działanie oderwane od przyjętego fundamentu aksjologicznego. W takim podejściu nie ma miejsca na kompromis i na ustępstwo. Wiadomo jednak, że takie podejście – w społeczeństwie pluralistycznym, w którym prawo jest tworzone w ramach procedur demokratycznych, uwzględniających z natury rzeczy różnorodność stanowisk, wyjątkowo tylko może doprowadzić do pożądanego skutku, którym byłoby przyjęcie, choćby ramowych, cząstkowych regulacji zasad, także w tych kwestiach które nie są co do zasady uwikłane w fundamentalny konflikt aksjologiczny. Analizując sytuację występującą w Polsce odnosi się wrażenie, że z grubsza odpowiada ona opisowi tego typu podejścia do kwestii bioetycznych. Skoro nie możemy osiągnąć porozumienia w kwestii fundamentalnej, centralnej dla dyskursu bioetycznego – jakim jest status zarodka, embrionu i płodu ludzkiego, to dyskutowanie dalszych kwestii nie ma sensu. Poziom próżni prawnej w zakresie spraw dotykających bioetyki jest w konsekwencji w Polsce najszerszy wśród krajów Unii Europejskiej ze wszystkimi wynikającymi stąd negatywnymi skutkami – niepokojącą szarą strefą praktyki i zachowań, która dzisiaj w większości krajów zdolnych do wypracowania minimalnego konsensu, nie byłaby możliwa do zaakceptowania i tolerowania. Z tych powodów brakuje w polskim systemie prawnym choćby norm określających kwestie tak jak: prawne mechanizmy ustalania rodzicielstwa dziecka poczętego przy zastosowaniu różnych metod medycznie wspomaganej prokreacji, czy prawo dziecka do tzw. tożsamości genetycznej, zakres dopuszczalnych dyspozycji gametami ludzkimi czy zagadnienia pojawiające się na tle diagnostyki prenatalnej.

Drugie możliwe podejście, zdecydowanie częściej prezentowane w dyskursie prawnym i bioetycznym w krajach europejskich ma charakter pragmatyczny, akcentując porządkujące funkcje prawa. Opierając się na koniecznym minimum aksjologicznym, nie dąży zarazem do definitywnego rozstrzygania problemów moralnych. Takie podejście umożliwia w konsekwencji obejmowanie pewnych dziedzin bioetyki reglamentacją prawną, nawet wtedy kiedy nie doszło do ostatecznego uzgodnienia i pełnego konsensu w niektórych kwestiach podstawowych. W wypadku debaty, dzisiaj szczególnie żywej w Polsce, pojawia się wyraźnie pytanie, zwłaszcza dla wielu osób przeciwnych tej metodzie prokreacji, czy lepiej pozostawać na stanowisku konsekwentnie negującym jakąkolwiek interwencję prawa, skoro niemożliwe jest uzgodnienie stanowisk w punkcie wyjścia (status moralny i prawny embrionu), czy może właściwszą jest postawa akceptująca przyjęcie określonych ram prawnych w tej dziedzinie? Czy może toczyć się dyskurs pomiędzy zwolennikiem światopoglądu katolickiego a laickim pragmatykiem o sposobie uregulowania tych kwestii ? Czy jest tu jakakolwiek przestrzeń na kompromis i konsens?

Wydaje się, że taka przestrzeń istnieje, jeżeli oczekiwania obu stron zbiegną się w punkcie, w którym ma być podjęte ustalenie, o to jak brzmieć powinna norma prawna – adresowana do ludzi o różnych preferencjach filozoficznych i światopoglądowych, a nie norma moralna, z której respektowania nie mogą przecież być zwolnieni – w sferze swych indywidualnie dokonywanych wyborów, ci którzy do określonego światopoglądu się przyznają.

Pomimo różnych punktów wyjścia przyjmowanych przez obie strony nie można przecież zakwestionować faktu, że na poziomie aksjologii prawa, nie maksymalistycznej, ale poszukującej zawsze równowagi, możliwe będzie porozumienie w wielu istotnych kwestiach. Prawo, kierując się swoim własnym systemem ocen i kryteriów nie jest wszak indyferentne aksjologicznie i wyjałowione z wartości wspólnych, wyrastających ze wspólnego korzenia naszej kultury i tradycji, na poziomie których osiągnięcie konsensu staje się realne i możliwe. Wypada więc dostrzec możliwość dyskusji o takich kwestiach jak związane na przykład z pytaniami: czy metoda in vitro powinna być dostępna na życzenie czy jako paliatyw terapii bezpłodności lub sposób na prokreację dla ludzi dotkniętych poważnym ryzykiem genetycznym? Czy należy stosować tę metodę w wypadku osób samotnych, nie pozostających w związku małżeńskim czy tylko w wypadku zgodnego żądania małżonków? Czy należy akceptować „donację embrionów” w wypadku kreacji tzw. embrionów zapasowych? Czy jest dopuszczalne, a jeśli tak, to jak długo, przechowywanie embrionów? Czy jest dopuszczalne poddawanie embrionu jakimkolwiek zabiegom eksperymentalnym? W jaki sposób prawo powinno reagować na przypadki macierzyństwa zastępczego, problem realnie istniejący w Polsce? Według jakich kryteriów ustalać rodzicielstwo prawne – genetycznych, biologicznych (np. macierzyństwo kobiety rodzącej dziecko, czy macierzyństwo dawczyni komórki jajowej)? Czy i w jaki sposób określić ewentualną odpowiedzialność personelu medycznego z tytułu poprawności zastosowania metody in vitro? Czy dziecko ma prawo do wiedzy o sposobie poczęcia i dostępu do informacji o rodzicach genetycznych? Pytań takich można sformułować wiele, a dodajmy że na tle istniejącej sytuacji prawnej w Polsce, w której zabiegów in vitro przeprowadza się co najmniej kilka tysięcy każdego roku, pytania te pozostają bez odpowiedzi, a w każdym razie bez odpowiedzi jednoznacznych, przy wielu możliwych alternatywnych interpretacjach zasad ogólnych.

Wydaje się np. możliwe osiągnięcie porozumienia nawet pomiędzy zwolennikami stanowisk zasadniczo odmiennych co do statusu embrionu, w kwestiach takich jak zakaz tworzenie chimer (eksperymenty krzyżowania międzygatunkowego gamet) albo zakazu komercjalizacji wszelkich praktyk związanych z prokreacją człowieka. Wspólnym niekwestionowanym łącznikiem aksjologicznym pozostanie tu bowiem poszanowanie wartości, jaką jest godność każdej postaci życia ludzkiego.

Rezygnując z postulatów maksymalistycznych możemy w konsekwencji osiągnąć niejednokrotnie pozytywne skutki, przesuwając poziom ochrony prawnej wspólnych wartości na poziom znacznie wyższy, niż w sytuacji fundamentalnej, pryncypialnej odmowy dyskusji, w imię zasady: wszystko albo nic.

Dobrą egzemplifikacją tej tezy jest np. problem roszczeń, które w ostatnich latach nie ominęły także polskiej praktyki sądowej: wrongful life oraz wrongful birth. Bez interwencji ustawodawczej problem ten nie może być poprawnie rozstrzygnięty – przy każdym wchodzącym w grę wariancie. Odmowa przyznania odszkodowania dla dzieci (i ich rodziców) urodzonych z poważnymi defektami genetycznymi, uzasadniona w imię racji pryncypialnych, wielokrotnie prezentowanych w literaturze prawniczej i etycznej, związanych z mocnym i dobrze uzasadnionym stanowiskiem, że życie każdego człowieka jest wartością pozytywną i nie może być uznane za szkodę – nie rozwiązuje tego dylematu. A jest on wprost związany z pytaniem: czy istnieją inne – poza odszkodowaniem – mechanizmy społeczne i prawne, które pozwalają na zapewnienie godziwej i rzeczywistej pomocy ludziom znajdującym się często w dramatycznej sytuacji, pozostawionych samym sobie, bez szans na uzyskanie wsparcia z zewnątrz? Dyskusja wokół tych spraw toczy się jednak nieomal wyłącznie wokół pryncypiów i istniejących konstrukcji prawnych, a tymczasem konieczna jest zmiana podejścia przez stworzenie rozwiązań alternatywnych, które umożliwią wyjście ze swoistego klinczu – pułapki prawnej, w której takie rodziny się znajdują. Prawo interweniując poprzez sformułowanie wyraźnego zakazu tego typu roszczeń, prowadzących do stygmatyzacji ludzi niepełnosprawnych, powinno więc zarazem stworzyć publiczne mechanizmy kompensacyjne i socjalne pomocy rodzinom dzieci dotkniętych defektami genetycznymi. Odmienność ocen w kwestii aborcji, jej przesłanek i dopuszczalności, nie powinna stać na przeszkodzie w wypracowaniu wspólnego, objętego konsensem porozumienia w tej kwestii.

W konkluzji tego punktu trzeba więc zauważyć, że pole dyskusji musi być zdecydowanie poszerzone i objąć te strefy, do których dzisiaj często się nie dociera. Pole wspólnej debaty i możliwości porozumienia jest znacznie szersze niż się na ogół sądzi.

Prawo ramowe czy kazuistyczne.

Pytanie o to, jakie ma być prawo, wiąże się często z rozstrzyganiem dylematu, jak szczegółowe ma ono być, jak szeroką przestrzeń powinno pozostawiać dla decyzji podejmowanych indywidualnie i uwzględniających wszelkie okoliczności występujące in casu. Wyżej stwierdziliśmy, że oparcie bioetyki na czystym case law nie może być zaaprobowane – grozi zbyt wielką arbitralnością i niepewnością ocen. Pomiędzy jednak podejściem przesądzającym jedynie kwestie najważniejsze a kazuistycznymi rozwiązaniami, które pretendowałyby do całościowego i szczegółowego uregulowania wszystkich zagadnień – istnieje jednak spory dystans.

Umiarkowana interwencja prawa

Wydaje się, że zakres regulacji prawnych powinien być także moderowany – powinny one unikać drobiazgowego reglamentowania wszelkich aspektów pojawiających się w sferze stosowania biotechnologii i relacji pacjent – lekarz. Istnieją co najmniej dwa powody opowiedzenia się za umiarkowaną interwencją prawa.

Po pierwsze, prawo nadmiernie szczegółowe staje się nieoperatywne, traci przede wszystkim swą zdolność adaptacyjną i elastyczność, a więc nieodzowne cechy dobrego prawa, które pozwalają na jego przystosowanie do zmiennych okoliczności i sytuacji, bez potrzeby kolejnych interwencji ustawodawczych. Prawo musi cechować się więc pewną liczbą tzw. klauzul generalnych, zwrotów niedookreślonych, które pozwalają w indywidualnych wypadkach na znalezienie słusznego i wyważonego rozstrzygnięcia. Musi pozostawiać też miejsce dla partnerów relacji medycznych. Typowym przykładem jest opieka terminalna nad pacjentem. Nie wydaje się, aby precyzyjne rozwiązania prawne dookreślające w jakich sytuacjach leczenie wkracza w fazę tzw. terapii agresywnej lub uporczywej były możliwe do zaakceptowania i przynosiły dobry rezultat z punktu widzenia pacjenta i lekarza. Żadna szczegółowa reglamentacja prawna nie zdejmie z lekarza osobistej odpowiedzialności etycznej za podejmowane decyzje. Dobrym przykładem jest tu formuła przyjęta w art.9 Konwencji Bioetycznej, w której powiada się, że w fazie terminalnej lekarz powinien brać pod uwagę (a więc to nie przesądza) życzenia pacjenta wyrażone w momencie, kiedy był zdolny do wyrażenia swoich preferencji. Ramowość prawa może być skutecznie uzupełniana tzw. normami odesłania, zawartymi w kodeksach deontologicznych. Musi być wszakże zachowany warunek, że nie stoją one w wyraźnej opozycji do norm ustawowych. Coraz częściej okazuje się też np., że stosowanie sztywnych kryteriów wiekowych i zdolności prawnej do czynności prawnych przy określaniu przesłanek skutecznego informed consent powinno być zastąpione przez kryteria otwarte i bardziej elastyczne, biorące pod uwagę zdolność percepcyjną pacjenta np. osoby małoletniej in casu. Prawo pozostawiając pole decyzyjne dla uczestników konkretnych relacji musi zarazem przewidywać mechanizmy dochodzenia do właściwego i najlepszego w danych warunkach rozstrzygnięcia. Taką rolę powinny pełnić komisje bioetyczne, których powołanie przy każdej placówce szpitalnej powinno być potraktowane jako istotny postulat na przyszłość i nie mogą się one ograniczać wyłącznie do oceny projektów badań klinicznych (tak jak obecnie). Komisje bioetyczne powinny być zawsze zaangażowane w proces wyrażania opinii w wypadku list oczekujących na tzw. deficytowe świadczenia medyczne.

Po drugie, rozwój biotechnologii medycznych jest dzisiaj tak szybki, że nie ma możliwości ani technicznych, ani intelektualnych na to, aby prawo podążało w równym tempie za postępem medycyny. Nadmiernie szczegółowe i kazuistyczne prawo może blokować ten postęp, zamykać szanse na wprowadzanie nowych metod terapii i diagnostyki. Nie jest więc możliwa np. ustawowa petryfikacja wszystkich metod, do których medycyna może sięgnąć w sytuacjach wyjątkowych czy nadzwyczajnych. To jest m.in. powód, dla którego celowe jest tworzenie Krajowych Rad Bioetycznych formułujących wytyczne i wypracowujących stanowisko we wszystkich istotnych kwestiach, co do których prawo nie daje jasnych odpowiedzi, a jest za wcześnie na jego interwencję.

Konkluzja

Podstawowym przesłaniem wynikającym z tych kilku refleksji jest stwierdzenie, że punktem wyjścia dla wszelkich dyskusji, o tym jakiego prawa potrzebujemy, musi być rozstrzygnięcie na początek, w jaki sposób prawo tworzyć – przy pomocy jakich mechanizmów organizacyjnych i metod, a także jaką funkcję ma spełniać w stosunku do innych systemów normatywnych w dziedzinie etyki. Uznanie swoistości podejścia prawniczego, jego celów i funkcji, pozwalać będzie na łatwiejsze osiąganie konsensu w pluralistycznym, demokratycznym społeczeństwie.

Wykorzystane zdjęcie jest autorstwa: F.S.M. ., zdjęcie jest na licencji CC

Czytaj również
*
MarekSafjan