A jednak św. Mikołaj nie istniał

Drukuj

Zbliża się koniec roku, a wraz z nimi święta Bożego Narodzenia. A czym byłyby święta bez  św. Mikołaja, przedstawianego jako staruszek z długą brodą, ubranego w czerwony kubrak, który mieszka na Biegunie Północnym i w wigilię roznosi dzieciom prezenty, objeżdżając świat na latającym po niebie wozie zaprzężonym w renifery. Jedynie katoliccy tradycjonaliści przypominają, że święty Mikołaj w rzeczywistości był biskupem Miry, który żył w IV wieku i narzekają na komercjalizację świąt. Tymczasem ich święty Mikołaj nie jest bardziej realny niż popkulturowy święty Mikołaj. Wszelkie dane jakie czytelnik może znaleźć w internecie o nim pochodzą z kompletnie niewiarygodnych i późnych żywotów. Autorzy stron internetowych jako fakty wymieniają informacje zaczerpnięte i wymyślone przez hagiografów żyjących 500 lat po domniemanym życiu św. Mikołaja. Nie bez powodów w 1969 roku kościół katolicki usunął św. Mikołaja z listy swoich świętych, jako osobę, o której brak jest realnych i pewnych świadectw.

Informacje o „historycznym” świętym Mikołaju są niezwykle skąpe i bardzo późne. Nie jest jasne, ilu świętym Mikołajom oddawano część we wczesnym średniowieczu. Nie każda informacja o świętym Mikołaju dotyczy poprzednika staruszka w czerwonym kubraczku. Tak wśród licznych budowli sakralnych jakie miał wznieść w Konstantynopolu Justynian był kościół świętych Priskusa i Mikołaja. Prokopiusz w „O budowlach” nic nie wspomina faktów z życia owych świętych. Opowiada jedynie o popularności kościoła. Bizantyjczycy lubili odwiedzać go, jedni aby się modlić i oddawać cześć świętym, a inni doceniali urok miejsca, w którym przybytek został zbudowany. Cesarz cofnął morze i osadził wysunięte daleko w wodzie fundamenty kościoła. Prokopiusz wychwalał cesarza za osiągnięcia inżynierskie. Aby było zabawniej w innym swojej„Historii Sekretnej” Prokopiusz krytykował cesarza za budowę budowli nad morzem, piętrzenie kamieni dla powstrzymywania naporu fal, które są zbyt drogie i są popisem pychy władcy. O budowlach jest jednak panegirykiem na część Justyniana, a niepublikowana za życia Prokopiusza Historia Sekretna jest bardzo zjadliwą krytyką tego samego cesarza, w którym Prokopiusz pokazywał co rzeczywiście myśli o swoim władcy. W pochodzącym z VII w. żywocie Mikołaja z Syjonu (zmarł on w 564 roku) odnajdujemy najstarszą wzmiankę dotycząca świętego Mikołaja (z Myry). Wspominana w nim jest wyprawa-pielgrzymka opata do metropolii Licji Miry, w której widział on Martyrium słynnego św. Mikołaja. Wzmianka ta nic nie mówi o św. Mikołaju, a jedynie pokazuje jego kult jako świętego. Jest ona dosyć późna. Jeśli św. Mikołaj miał żyć w pierwszej połowie IV wieku, to najstarszy tekst, w którym się go wspomina powstał prawie trzy wieki później.

Najstarszy tekst literacki opowiadający o losach św. Mikołaja to żywot świętego napisany na początku IX wieku przez archimandrytę Michała. O autorze tej biografii nie wiemy nic. Nie wiemy też nic, na jakich oparł się on źródłach. Źródła hagiograficzne najczęściej nie są zbyt wiarygodne, utkane są z fantazji i zapożyczają wiele faktów z innych podobnych dzieł. Najczęściej im żywot bliższy czasom jego bohatera, to jest on bardziej wiarygodny i w większym stopniu odnosi się do realnych wydarzeń. Utwory hagiograficzne pełne są cudów i niezwykłych opowieści, a ich bohaterowie są postaciami wymyślonymi przez ich autorów, a nie realnymi ludźmi. Michał Archimandryta opowiada o pochodzeniu przyszłego świętego z Patara w Azji Mniejszej. Jako dziecko odznaczał się pobożnością. Gdy był niemowlęciem odmawiał sobie matczynego mleka w piątek. Rodzice Mikołaja umarli, gdy był on jeszcze młody. Następnie pomógł on ubogiemu ojcu trzech córek. Ów mężczyzna był zbyt biedny, aby zapewnić córkom posag. Wpadł więc na pomysł, że zapracują one na niego pracując w burdelu. Mikołaj uratował je przed tym losem podrzucając w nocy sakiewkę biedakowi. Dzięki temu najstarsza córka ubogiego miała pieniądze na posag, mogła opuścić dom i wyjść za mąż. Podczas kolejnych nocy historia powtórzyła się. Dwie młodsze dziewczyny wyprowadziły się od ojca i znalazły sobie odpowiednich mężów. Przy czym w ostatnim przypadku tajemniczy donator został zauważony. Liczba trzech córek w oczywisty sposób nawiązuje do trzech osób w trójcy świętej. Następnie św. Mikołaj pozbył się swoich doczesnych posiadłości i został wybrany biskupem Miry. Doprowadził on do unicestwienia świątyni Artemidy w Mirze. Dalsza część żywotu świętego pełna jest cudów, w których często pojawia się liczba trzy. A to przyczynił się do uwolnienia trzech dowódców wojskowych, którzy zostali uwięzieni mimo, że byli niewinni, lub trzech ludzi niewinnie skazanych na śmierć. Ten żywot nie umiejscawia w czasie życia św. Mikołaja. Można z niego jedynie wnioskować, że święty urodził się chrześcijaninem (brak jest opowieści o nawróceniu Mikołaja), a zniszczenie pogańskiej świątyni sugeruje, czasy w których cesarstwem rządzili chrześcijanie. Nie ma też nic o prześladowaniu chrześcijan. Można odnieść wrażenia, że żywot toczy się poza konkretnym czasem. Nie jest to dziwne. Bardzo często żywoty świętych toczą się w bardzo umownej rzeczywistości, a im większa różnica pomiędzy powstaniem dzieła a życiem bohatera tym bardziej opisane realia są bliższe czasom tego pierwszego a nie drugiego.

Dawno zwrócono uwagę na podobieństwo pomiędzy żywotem Michała Archimandryty a biografią Apolloniosa z Tyany Filostratosa. Apollonios pozbył się majątku odziedziczonego po rodzicach. Został on poproszony przez biedaka o udział w modlitwie. Ubogi chciał odnaleźć skarb, gdyż potrzebował pieniędzy na posagi dla swoich czterech córek. Dysponował on 20 tys. Drachm i nie mógł zapewnić dziewczynom odpowiedniego zabezpieczenia. Apollonios postanowił zatroszczyć się o proszącego. Przekonał go do kupna działki, na której rosły oliwki. Nie tylko wyjątkowo one obrodziły, ale jeszcze znalazł tam ogromny skarb złotych monet. Dzięki temu dom modlącego zapełnił się zalotnikami starającymi się o małżeństwo z jego córkami. Apollonios uratował także przed egzekucją niewinnego człowieka w Egipcie. O ile w napisanym w III w. Żywocie Apolloniosa odnajdujemy podobne motywy do tekstu poświęconego św. Mikołajowi, to poszczególne opowieści są jednak znacząco inne. Chyba doszukiwanie się bezpośredniej inspiracji  Vita Apolonii dla żywotu św. Mikołaja jest zbyt radykalną hipotezą.

W połowie IX w. powstał kolejny żywot św. Mikołaja autorstwa Metodego, patriarchy Konstantynopola. Jego autor był postacią nieprzeciętną, a o jego życiu wiemy dużo. Upłynęło ono w okresie sporów pomiędzy zwolennikami kultu ikon ikonofilów, a ich przeciwników ikonoklastów. Pochodził z zamożnej rodzinie z Syrakuz. Urodził się w 797 roku. Został wysłany do Konstantynopola, zamiast jednak starać się o pozycje na dworze, został mnichem. Stał po stronie zwolenników kultu ikon W 815 roku wyjechał do Rzymu. Był on wysłannikiem patriarchy Nicefora I. Po powrocie w 821 roku został uwięziony. Zmiana polityki religijnej w Bizancjum zapoczątkowana przez śmierć cesarza Teofila spowodował awans Metodego. W 843 r. przywrócono kult ikon, a Metody został wybrany patriarchą i urząd ten piastował aż do śmierci w 847 roku.  Metody nie tylko brał udział w sporach teologicznych, ale też był płodnym autorem, napisał kilka tekstów hagiograficznych, w tym żywot św. Mikołaja. To właśnie on odegrał najistotniejszą rolę dla kształtowania się legendy świętego.

Żywot św. Mikołaja Metodego został oparty na utworze Michała Archimandryty. Przynosi on więcej wiadomości niż dzieło jego poprzednika. To nie jest dziwne. Teksty hagiograficzne były tekstami żywymi, ciągle ulegały one zmianie, dodawano nowe opisy cudów, lub usuwano inne. W utworze Metodego podaje się więcej „faktów” niż w dziele jego poprzednika. Trudno oczekiwać, aby miał on lepsze źródła dla życia świętego Mikołaja niż Michał Archimandryta. Z całą pewnością uzupełnił on dzieło swojego poprzednika swoją fantazją, wpisując św. Mikołaja w przełomowe wydarzenia z historii antycznego kościoła. Mikołaj miał pochodzić z Patary, a jego rodzicami byli Theophanes i Nona. Byli oni bogaci i pobożni. Także młody Mikołaj był pobożny od niemowlęctwa. Tak jadł on mleko matki jedynie z prawej jej piersi, a w środy i piątki czynił to jedynie tylko raz po wieczornej modlitwie swoich rodziców. Podczas chrztu stał na własnych nogach przez trzy godziny. Jego dzieciństwo i młodość upłynęło na modlitwie, pobożnych lekturach. Daleki był od dziecięcej i młodzieńczej fantazji i rozrywek. Metody opowiadał o wielu szlachetnych uczynkach dokonanych przez świętego. Większość z nich zaczerpnięta została z dzieła jego poprzednika (na przykład o pomocy córkom biedaka). Następnie udał się z pielgrzymką do Jerozolimy. Podczas podróży morskiej uciszył on burzę, a dzięki jego modlitwom zmartwychwstał jeden z marynarzy. Po powrocie z pielgrzymki został mnichem w klasztorze założonym przez jego wuja. Wkrótce jednak przeniósł się do Myry, gdyż nikt tam go nie znał. Po śmierci arcybiskupa Jana został wybrany w cudowny sposób biskupem tego miasta. Patriarcha Metody w swoim żywocie opisywał uwięzienie Mikołaja podczas prześladowania chrześcijan w czasach Dioklecjana i Maksymiana Herkulijskiego. Gdy Konstantyn został cesarzem wrócił do Miry. Metody opisuje incydent z świątynią Artemidy w Mirze, oraz (czym różni się od poprzednika) udział biskupa w soborze nicejskim. Mikołaj stał po stronie zwolenników ortodoksji i wystąpił przeciw Ariuszowi, ale też spoliczkował heretyka. Mikołaj także przyczynił się do uwolnienia przez Konstantyna Wielkiego niesłusznie oskarżonych dowódców Nepontianosa, Orsosa, Erpiliona, którzy popadli w niełaskę po powrocie z Frygii. Mikołaj stawił się przed Konstantynem Wielkim i uratował niesłusznie oskarżonych. Żył on bardzo długo. Zmarł po krótkiej chorobie. Jak widać patriarcha uzupełnił żywot Michała archimandryty dodając informacje o czasach, w których jakoby on żył. Dodał informacje o interwencjach Mikołaja na dworze cesarskim. Sam był najpierw doradcą patriarchy, a potem patriarchą, upodobnił on enigmatycznego świętego znanego z żywotu archimandryty Michała do siebie. To dzięki temu żywotowi mało popularny i enigmatyczny święty stał się popularnym obrońcą wiary i ortodoksji przed herezjarchami.

W wikipedii (tak polskiej czy angielskiej) i na wielu katolickich stronach podaje się jako realne wydarzenia „fakty” zaczerpnięte z żywotów Michała Archimandryty i Patriarchy Konstantynopola Metodego. Wręcz podaje się daty, w których święty miał żyć. Tymczasem jest to wątpliwe i metodologicznie błędne. Oba żywoty powstały wiele stuleci po czasach Dioklecjana i Konstantyna. Opisują one rzeczywistość kościelną czasów swoich twórców, a nie późnej starożytności. W III-IV w. ciągle jeszcze chrzczono dorosłych, a nie dzieci. Chrześcijanie niszczyli pogańskie przybytki w końcu wieku IV i na początku V wieku, a nie stulecie wcześniej. Dodane przez Metodego „fakty” nie znajdują uzasadnienia i świadczą o nie najlepszej jego znajomości historii IV wieku. Nic nam nie wiadomo o udziale Mikołaja z Miry w soborze nicejskim. Gdyby rzeczywiście spoliczkował on Ariusza, to pewnie wspomniałyby o tym źródła. Nasza wiedza o sytuacji kościoła w Azji Mniejszej w IV wieku jest stosunkowo dobra, dzięki ich obfitości. Żadne z nich nie wspomina Mikołaja, biskupa Miry. Gdyby on był rzeczywiście biskupem żyjącym w tym czasie, to nie odgrywał on żadnej roli w sporach doktrynalnych w pierwszej połowie IV wieku. O ile na podstawie tych faktów nie można zupełnie wykluczyć istnienia św. Mikołaja, to jest oczywiste, że autorzy żywotów św. Mikołaja nie dysponowali żadną o nim wiedzą. Tym samym nie można uznać świętego za realnie istniejącą postać. W IV w. kiedy powstaje kult świętych tworzenie nowych wymyślonych postaci nie było czymś niezwykłym. Jest wielce prawdopodobne, że kult świętego Mikołaja jako lokalnego licyjskiego świętego powstał właśnie wtedy. Początkowo nie odgrywał on większej roli. Nie można rozsądzić, czy za powstaniu tego kultu stała pamięć o lokalnym biskupie, czy został on wykreowany z niczego jak wielu innych postaci skreślonych przez katolicyzm z listy swoich świętych w XX wieku.

Postać kultowa

O ile nie wiadomo nic o historycznym św. Mikołaju z Miry i można wątpić w jego istnienie, to realny jest jak najbardziej jego kult. Jego początki też były bardzo skromne. Znamy raptem kilka inskrypcji, na których powoływano się na tego świętego. Przed VI w. Pochodzi dipinti z cmentarza siedmiu śpiących w Efezie, na którym wymienia się Chrystusa, św. Krzysztofa, św. Photeine i Mikołaja. Tekstowi towarzyszy przedstawienie trzech ludzkich głów w aureoli. Mimo, że Mikołaj nie został nazwany świętym, to aureola to sugeruje. Kolejna inskrypcja pochodzi marmurowej tablicy z Mylasy. Jest ona dosyć zabawna. Czytamy w niej o krzyżu świętego Mikołaja, pana gwiazd. Skojarzenie św. Mikołaja z gwiazdami mogło wynikać z postrzeganiem jego jako patrona żeglarzy. Mimo to przydomek świętego jest bardzo nietypowy. Niektórzy sądzą, że kamieniarz zrobił błąd i zamiast archiastrou chciał napisać archiatrou (czyli wielki doktor). W każdym razie tekst wywołuje dyskusję i jest problematyczny. Kolejna VI-wieczna inskrypcja pochodząca z wyspy Gemiler może odnosić się św. Mikołaja z Miry lub św. Mikołaja z Syjonu. Dopiero po powstaniu żywotu św. Mikołaja patriarchy Metodego popularność św. Mikołaja wzrosła, a święty zyskał na popularności. Wiemy, że w murach Konstantynopolu istniała wieża św. Mikołaja. Została ona odnowiona za panowania Romana III (1028-1034). Kościoły św. Mikołaja powstawały na terenach Cesarstwa Bizantyjskiego. Żywot św. Mikołaja napisany przez Metodego został przetłumaczony na łacinę. To przyczyniło się do jego popularyzacji w świecie łacińskiego chrześcijaństwa. Tym bardziej, że w 1087 roku nastąpiła translacja relikwii św. Mikołaja do Bari. Dzięki temu św. Mikołaj ze świętego czczonego w Bizancjum stał się przedmiotem kultu także na łacińskim zachodzie.

W średniowiecznej Europie powszechne było świętowanie w końcu roku różnorodnych świąt, które miały wymiar karnawałowy. Miały one radosny charakter, podczas nich bawiono się, urządzano korowody, żartowano, przebierano się. W ten sposób obchodzono święta głupców, niewiniątek i wiele innych. Często następowały podczas nich zaburzenie porządku społecznego. Większość z nich była krytykowana przez chrześcijańskich rygorystów, którzy widzieli w nich nie tylko niebezpieczną swawolę i uciechy, ale też pozostałość pogaństwa. Owe średniowieczne święta zostały zastąpione przez bardziej sformalizowany karnawał. Jednym z nich był dzień św. Mikołaja. Częściowo było to efektem kompletnego przypadku, pamiątkę śmierci świętego obchodzono 6 grudnia. Gdyby przypadałaby ona w innym terminie niż koniec roku, to jego święto nigdy nie nabrałoby ludycznego charakteru, a święty zostałby zapomniany jak wielu innych. Dosyć szybko św. Mikołaj stał się w łacińskiej Europie opiekunem nie tylko żeglarzy, ale też dzieci. A to dzięki powstawaniu kolejnych tekstów hagiograficznych, w których przypisywano mu cuda dotyczące nich (na przykład wskrzeszenie zamordowanych dzieci, które niegodziwiec chciał zjeść). W naturalny sposób na niektórych terenach (np. W północnej Francji) św. Mikołaj stał się patronem szkół. W dniu św. Mikołaja wybiera tam wśród uczniów „biskupa”, który sprawował „rządy” do końca świąt Bożego Narodzenia. Być może część zwyczajów związanych z dniem św. Mikołaja absorbowała część kultu germańskiego boga Odyna i święta Yule. W przeciwieństwie do święta młodzianków, czy głupców świętowanie dnia św. Mikołaja przetrwał w części nowożytnej Europy. W Niderlandach i północnych Niemczech nadal św. Mikołaj przynosił dzieciom prezenty w swoim dniu, oraz/lub podczas świąt Bożego Narodzenia (spekuluje się czy ten ostatni zwyczaj nie był efektem zmiany czasu z kalendarza juliańskiego na gregoriański). Dobrze to widać na namalowanym ok. 1663-1665 roku obrazie J. Steena Dzień św. Mikołaja.

Jan Steen, Dzień Św. Mikołaja, Wikicommons
Jan Steen, Dzień Św. Mikołaja, Wikicommons

Władze protestanckiej Zjednoczonych Prowincji występowały przeciw obchodzeniu dnia św. Mikołaja i przetrwał on głównie w katolickiej południowej części Niderlandów. Na początku XIX wieku obrzędowość związana z św. Mikołajem Sinterklaas wróciła do Holandii. Tym razem święty w stroju biskupim przypływał z południowych mórz, z Hiszpanii i pomagał mu ciemnoskóry pomocnik Zwarte Piet (czarny Piotruś), który roznosił korzenne ciasteczka kruidnootjes i pepernoten. Obrzędy związane z Sinterklaas szybko rozpowszechniły się po krajach germańskich (w tym Skandynawii), oraz Ameryce Północnej (gdzie święty występował jako Santa Claus). To właśnie w Ameryce w XIX wieku ukształtował się obecny w popkulturze wizerunek świętego Mikołaja. W 1822 roku Clement Clarke Moore (1779-1863) napisał wiersz, w którym święty przedstawiony jest jako przybysz z północy, który przybywa na zaprzęgu reniferów. Taki obraz św. Mikołaja szybko zaczął wypierać świętego przybysza z ciepłych mórz południowych. Większość dzisiejszego obrazu Santa Clausa pochodzi z utworu Clementa Clarke Moore`a, oraz Thomasa Nasta (1940-1902), który w swoich karykaturach stworzył wizerunek przybysza z bieguna północnego w spiczastej czapce zakończonej pomponem. W końcu XIX w. Poetka Katherine Lee Bates spopularyzowała postać Mrs. Claus, żony św. Mikołaja. Obraz Santa Clausa uległ kanonizacji w książeczce dla dzieci L. Franka Bauma Życie i przygody św. Mikołaja (1902). Czerwony płaszcz i spiczasta czapka z pomponem św. Mikołaja została spopularyzowana przez reklamy Coca-Coli z lat trzydziestych XX wieku. Dzięki potędze amerykańskiej popkultury obrzędowość związana z Santa Clausem rozpowszechniła się na całym świecie, w tym Polsce. Nałożyły się one na Gwiazdora czy Aniołka, które przynosiły dzieciom prezenty od XIX wieku. W krajach prawosławnych, w których święty Mikołaj postrzegany jest jako poważny święty zastępują go w przynoszeniu dzieciom prezenty Dziadek Mróz (w Rosji), czy św. Bazyli (w Grecji).

Mimo stopniowej sekularyzacji święty Mikołaj dalej obecny jest w pop kulturze. Zeświecczenie jego wizerunku pozwala mu się odnaleźć w nowej postchrześcijańskiej kulturze. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Europejska średniowieczna obrzędowość grudniowych świąt zapewne swoją genezę ma w przedchrześcijańskich obyczajach tak rzymskich (saturnalia), germańskich (Odyn), jak słowiańskich (Wotan). Stare zwyczaje musiały ulec metamorfozie, aby móc istnieć w nowej religijnej rzeczywistości. Dziś zachodzi podobny proces. Związki Santa Clausa z chrześcijaństwem są coraz bardziej ulotne. Na zakończenie należy podkreślić, że tradycja przynoszenia prezentów dzieciom przez świętego Mikołaja poza Niderlandami i Północnymi Niemcami jest dosyć nowa. Ukształtowała się ona dopiero w XIX wieku pod wpływem najpierw holendersko-niemieckiej a potem anglosaskiej kultury. Patrząc z historycznej perspektywy to jest to równie nowy zwyczaj jak inne, które przyszły do nas z Zachodu. Jest ona raptem o kilka pokoleń starsza niż przystrajanie choinki (zwyczaj ten stał się powszechny na ziemiach polskich dopiero w pierwszej poł. XX wieku), czy ostatnie nowinki takiej jak Walentynki czy Halloween. Najczęściej to, co postrzegamy jako starą tradycję, jest obyczajem powstałym kilka pokoleń wcześniej.

Tekst jest skróconą wersją artykułu, R. Suskiego, Jak to było ze świętym Mikołajem, który ukazał się w „Mówią Wieki” 12 (2013), ss. 10-13.

Czytaj również
*
RobertSuski