Kłamstwa trzeba demaskować

Drukuj

W ramach dyskusji na temat wolności słowa na łamach liberte.pl przedstawiamy Państwu krótką relację dotyczącą wygranego przez Jacka Żakowskiego procesu z wydawnictwem Fronda, która wydała książkę „Resortowe Dzieci. Media”. Sprawa pojawiła się i zniknęła, ale warto ją przywołać. To jeden z rzadkich przypadków kiedy opluskwianiu jako metodzie biznesowej i politycznej rzucone zostało wyzwanie. I nie w perspektywie dziesięciu czy kilku nawet lat, udało się przed sądem uzyskać prawomocny wyrok. Fakt, że w tym przypadku oszczerstwo był ewidentne, ale i tak warto zastanowić się dlaczego tak często oczywiste kłamstwa puszczane są mimo uszu. I czy przypadkiem ignorowanie książki Wojciecha Sumlińskiego, przepisanej z klasyków kryminałów, nie kosztowało Bronisława Komorowskiego prezydentury.

Trzech autorów – Dorota Kania, Jerzy Targalski i Maciej Marosz– napisali książkę pt „Resortowe Dzieci. Media”, a wydawnictwo Fronda z warszawy było wydawcą tej książki. Założeniem książki – co wynikało z opisu na jej ostatniej stronie okładki było pokazanie patologicznych układów ludzi mediów, układów, które miały swoje korzenie w głębokim PRL. Opis wskazuje na to, że książka tyczy osób, których pozycja w mediach wynika z wychowania w rodzinach działaczy PRL, funkcjonariuszy KPP, PZPR i SB. A nawet jeśli ktoś wywodzi się ze środowisk niekomunistycznych, to pozycja wynika z ideologicznego i materialnego powiązania z władzą i bezpieką. Na okładce książki zostały wskazane konkretne osoby, w tym znany opozycjonista, a obecnie znany dziennikarz Pan Jacek Żakowski. W samym tekście książki poświęcono mu niewiele uwagi. Co istotne, tekst w książce nie wskazywał ani na pochodzenie z rodziny komunistycznej, ani nawet uwikłanie z bezpieką czy władzą.

Jacek Żakowski zażądał przeprosin i usunięcie jego osoby z okładki książki. W żadnym bowiem stopniu nie pasował do przytoczonego opisu, a więc i tezy książki. Pozew w jego imieniu złożył adwokat Maciej Ślusarek. W pozwie zawarty był wniosek o wydanie tzw. zabezpieczenia tymczasowego – to możliwość uregulowania stosunków na czas trwania procesu. Sąd skorzystał z tego, zakazując dystrybucji książki z wizerunkiem Jacka Żakowskiego na okładce, wskazując, że roszczenie jest uprawdopodobnione, a brak takiego zabezpieczenia spowodowałby nieodwracalne straty. Pozwane wydawnictwo dokonało zmiany i w kolejnych egzemplarzach nie było już wizerunku Jacka Żakowskiego.

W trakcie procesu pozwane wydawnictwo próbowało wykazywać, że mogło opisać Jacka Żakowskiego i uczynić go jednym z bohaterów książki, a tym samym mogło umieścić jego wizerunek na okładce. Kiedy okazało się, że wskazywane twierdzenia są nie do obrony wydawnictwo wskazało, że okładka to utwór satyryczny i należy traktować go z przymrużeniem oka.

W czasie trwającego procesu doszła jeszcze jedna informacja – wydawnictwo sprzedało ok. 130.000 egzemplarzy tej książki uzyskując w ten sposób ogromny zysk ze sprzedaży. W tej sytuacji reprezentujący Jacka Żakowskiego mec maciej Ślusarek rozszerzył zakres żądania dokładając oprócz zakazania korzystania z wizerunku klienta na okładce książki i przeprosin zadośćuczynienie pieniężne za dokonane naruszenie dóbr osobistych.

W dniu 26 listopada 2014 roku Sąd Okręgowy wydał wyrok w tej sprawie. Na jego podstawie wydawnictwo miało zaprzestać korzystać z wizerunku dziennikarza na okładce i w promocji książki, miało przeprosić na łamach Gazety Wyborczej, Polityki, Dziennika Gazeta Polska i Gazety Polskiej, a także w Internecie na swoich stronach internetowych. Ponadto sąd nałożyć zobowiązanie do zapłaty kwoty 50.000 pln zadośćuczynienia. Od wyroku apelację złożyło wydawnictwo, wskazując na zbyt szeroki zakres przeprosin i zbyt dużą kwotę zadośćuczynienia. Wydawnictwo wskazywało, że informacja o przegranym procesie i tak rozeszło się szeroko i dodatkowe przeprosiny nie są konieczne.

28 kwietnia 2015 roku sprawę rozpoznawał Sąd Apelacyjny w Warszawie, który wyrok sądu I instancji w całości utrzymał oddalając apelację wydawnictwa. W uzasadnieniu wskazał, że szerokie przeprosiny są konieczne, bo nieprawdziwa informacja wynikająca z połączenia wizerunku dziennikarza i opisu książki była bardzo szeroko dostępna i trafiła do bardzo szerokiego grona odbiorców. Przeprosiny muszą zatem trafić do wszystkich tych, którzy z książką mogli się zetknąć i którzy mogli sobie na jej podstawie wyrobić zdanie na temat dziennikarza. Wskazał też, że przeprosiny są konieczne pomimo szerokiej informacji o przegranym procesie w I instancji, gdyż nie wystarczy sama informacja, a konieczne jest użycie przez pozwane wydawnictwo słowa przepraszam. Zawiera ono w sobie bowiem prośbę o wybaczenie i stanowi rodzaj rekompensaty za dokonane naruszenie. Sąd utrzymał także zasądzona kwotę wskazując, że kwota symboliczna byłaby tutaj niestosowna, a wina wydawnictwa w naruszeniu jest bezsporna i poważna. Nie było bowiem żadnej przesłanki uprawniającej do korzystania z wizerunku Jacka Żakowskiego na okładce książki.

Sprawa ta wskazuje, że nie można bezkarnie przypisywać nielubianym osobom publicznym zachowań, historii, zdarzeń, które nie były ich udziałem. Nie można – wyłącznie dla przyciągnięcia uwagi czy reklamy – korzystać z wizerunku znanego dziennikarza w publikacji, do której nie pasuje. Po raz kolejny sąd wskazał, że wolność wypowiedzi nie jest wolnością bezwzględną, ale kończy się tam, gdzie kończy się prawda. Publikowanie nieprawdziwych i szkalujących informacji nigdy nie jest w interesie publicznym.

Czytaj również
O autorze
*
RedakcjaLiberté!