Kobiety poświęcone

Drukuj

Kobiety w historii składano na różnych ołtarzach. Dziś, kiedy na równi z mężczyznami dysponują prawami obywatelskimi, czas by świadomie powiedziały podporządkowaniu głośne: NIE.

Już od zarania dziejów ze względu na jej naturę (możliwość wydawania na świat potomstwa) kobiecie wyznaczono rolę społeczną, w której cnota odgrywała nadrzędną rolę. To przez pryzmat „posiadanej cnoty lub jej braku” poznajemy główne bohaterki Biblii. Marię, która na przekór twardym dowodom zostanie uznana za „niepokalaną” oraz Marię Magdalenę, nierządnicę, która wycofuje się z profesji, aby móc towarzyszyć Jezusowi. O życiu seksualnym mężczyzn, których w Nowym Testamencie poznajemy znacznie więcej, nie dowiadujemy się nic.

Cnota lub jej brak definiowała kobietę, decydowała o jej roli oraz pozycji społecznej. Niepożądane zachowania seksualne mogły doprowadzić do wykluczenia kobiety ze społeczeństwa. Aby cnotę chronić i nie doprowadzić do jej utracenia zamknięto kobiety w domach, pozostawiając przestrzeń publiczną mężczyznom. Zgodnie z tą logiką doszło do wykształcenia się systemu, w ramach którego połowa naszego globu była i w wielu wypadkach nadal jest uprzedmiotowiana i często ubezwłasnowolniana w swych działaniach. Stało się tak bez cienia protestu.

Dlaczego kobiety zgodziły się przyjąć taką rolę? Ba! Dlaczego stały się głównymi strażnikami powstałego systemu?

Ponieważ, jak w „syndromie sztokholmskim”, postrzegają ten system jak podstawę ich bezpieczeństwa. Oprawca broni mnie przed groźnym światem, a ja jestem mu za to wdzięczna. Stąd zamiłowanie kobiet do norm, zasad oraz bezkrytyczne ich przestrzeganie. Kobiety ze swej natury są konserwatywne, to one przekazują tradycję, wychowują dzieci, opowiadają im jak było i tłumaczą jak być powinno.

Ten potencjał dostrzegły różnej maści i proweniencji instytucje religijne. Katolicyzm, judaizm, islam dyskryminując kobiety, uprzedmiotowiając je, jednocześnie funkcjonują wykorzystując ich pełne zaangażowanie i oddanie. W konsekwencji, promowany przez te religie patriarchat utrzymuje się dzięki niezłomnej pracy kobiet.

W 1931 roku w parlamencie hiszpańskim po raz pierwszy w historii tej instytucji w ławach deputowanych zasiadały trzy panie. Stało się tak dzięki wprowadzeniu biernego prawa wyborczego dla kobiet, zgodnie z którym mogły kandydować, ale nie mogły oddawać własnego głosu w wyborach powszechnych. Kiedy w Kortezach doszło do debaty na temat przyznania kobietom czynnego prawa wyborczego, aż dwie z nich wypowiedziały się w tej sprawie krytycznie. Wiedziały, że gdy kobiety tłumnie ruszą do urn w konsekwencji przysporzy to głosów konserwatystom, a kiedy oni dojdą do władzy proces emancypacji kobiet na długo zostanie zahamowany.

Powyższa sytuacja ukazuje podwójnie trudną pozycję, w jakiej znalazły się polskie kobiety, które nie zgadzają się na kierunek, jaki od pewnego czasu obrał polski Kościół katolicki. Działania Episkopatu otwarcie godzą w żywotne interesy Polek, jednocześnie stwarzając daleko idące zagrożenia. Obecnie kompletny zakaz aborcji funkcjonuje w Gwatemali – kraju, w którym każdego roku do więzień wtrącane są kobiety, które poroniły, ale zdaniem lekarza celowo przerwały ciążę. Raz ustanowione prawo staje się bezwzględne, mimo zapewnień, że kobieta nie ucierpi.

Nie zgadzając się na system opresji godzących w nasze wolności, kontrolę naszego ciała, którą chce wprowadzić polski Kościół, stoi przed nami zadanie szczególnie trudne. W spór z nami nie stają kapłani, ale wysyłają przeciwko nam swoje oddane służki, które sprowadzają dyskusję do pytania: „Czy zabiłby Pan chore dziecko?”. Manipulacja w postaci stawiania zarodka na równi z człowiekiem powoduje, że ludzi świadomych tego, co obecnie nam zagraża, jest bardzo mało. Stąd apeluję do wszystkich o przyłączenie się do protestu pod polskim parlamentem, kiedy będzie w nim dyskutowany projekt ustawy o całkowitym zakazie przerywania ciąży. Chodzi tu o nasze prawo do wolności, prawo do decydowania o naszych ciałach, prawo do życia i zdrowia. Nie wiem czy nasz protest odniesie skutek, ale jestem pewna, że powinnyśmy wreszcie nauczyć się świadomie walczyć o własne prawa.

Czytaj również
O autorze
*
MagdaMelnyk
politolog, absolwentka WSMiP na Uniwersytecie Łódzkim, specjalizuje się w obszarze krajów hispanojęzycznych, ruchów społecznych i transformacji ustrojowych.
@ magda_melnyk