Koniec pewnej epoki

Drukuj

Nie, nie mam na myśli polskiej demokracji. Jest za wcześnie, żeby składać broń. Polska nie z takich opresji wychodziła obronną ręką. Z drugiej strony, istnieje całkiem realna możliwość, że z perspektywy czasu dzisiejsze haniebne głosowanie może być zaledwie epizodem w szerszym procesie autorytaryzacji, pamiętanym tylko przez historyków epoki.

 

Natomiast kilka kwestii stało się ewidentnych.

I. Skończył się bezpowrotnie czas „grillowania”, polityki bez ideologii, koncentrującej się na administrowaniu, niewymagającej czynnego zaangażowania. Zamiast ciepłej wody dostaliśmy zimny prysznic.

II. Pomimo gigantycznych zasobów ludzkich (partie polityczne), ideologicznych i symbolicznych (media, uczelnie, korporacje zawodowe) oraz przede wszystkim finansowych (biznes i finansowanie z budżetu) tzw. mainstream czy anty-PiS nie obronił Polaków przed PiSem.

III. Porządek liberalno-demokratyczny okazał się słabo zakorzeniony społecznie. Opierał się na kruchym, nigdy nie wypowiedzianym wprost konsensusie politycznych elit z różnych stron, które pomimo silnego skonfliktowania nigdy nie zamachnęły się na fundament jakim był niezależny od polityków wymiar sprawiedliwości czy prozachodni kierunek polityki zagranicznej.

Wniosek I: Nic o nas bez nas. 

Jeśli chcemy Polski, w której nasze dzieci i wnuki będą mogły cieszyć się pełnią swobód oraz szans rozwoju musimy się czynnie zaangażować. Dotychczas mogliśmy z tego obowiązku czuć się zwolnieni, sprawy szły ogólnie w nie najgorszym kierunku. Technokratyczne, apolityczne zarządzanie, które pozwalało nam zajmować się własnymi karierami, rodziną, hobby i patrzenie z góry na „karierowiczów”, którzy „pchali się do polityki” przestało być opcją domyślną. Ciepła woda przegrała i musi znów przegrać z nasyconą emocjami nacjonalistyczną ideologią, popieraną aktywnie przez dużą część społeczeństwa.

Wniosek II: Nowi ludzie, nowe idee. 

Elity, które położyły historyczne zasługi w przeprowadzeniu nas przez Morze Czerwone transformacji, miały sto procent racji. Nie ma dla większego wewnętrznego wroga dla wolnej Polski niż żywiący się resentymentem populistyczny nacjonalizm. Jednocześnie, elity te, pomimo nieustannej krucjaty pod jednym sztandarem: „tylko nie PiS” nie były nas przed rozpoznanym przez siebie zagrożeniem skutecznie obronić. Nowe wyzwania wymagają nowych ludzi, ich wiedzy i energii – przy pełnym docenieniu dokonań pokolenia transformacji.

Wniosek III: Liberalne społeczeństwo albo…?

Giedroyć pisał o tym, że prawicową Polską zawsze rządzi lewica. Już nie. Polska, w której elity rządziły ponad czy pomimo dominujących emocji społecznych bezpowrotnie się skończyła. Nacjonalizm, który tak skutecznie obronił naszą tożsamość przed rozbiorami i komuną, dziś powoduje, że nasze postchłopskie społeczeństwo z entuzjazmem odrzuca kaganiec w postaci instytucji liberalnej demokracji. Jeśli chcemy mieć w Polsce liberalną demokrację potrzebujemy liberalnych demokratów. To, że III RP nie była w stanie ich „wyprodukować” okazało się jej największą klęską, potencjalnie o egzystencjalnym znaczeniu. Każda długofalowa strategia zakładająca demokrację w pełnym tego słowa znaczeniu w Polsce, musi znaleźć sposób na to, żeby ze zdecydowanej większości Polaków uczynić przekonanych liberalnych demokratów.

To są wyzwania o historycznym znaczeniu. Jeśli zawiedziemy w ich realizacji będziemy godni pożałowania. Tak należy rozumieć współczesny patriotyzm. To jest zadanie dla nowych Kolumbów, którzy będą walczyć o nową Polskę. Nie ginąć za nią, ale żyjąc dla niej.

Teraz jest czas protestów. Długi marsz o Polskę trwale demokratyczną, wolną i równą zaczyna się dziś.

Leszek Jażdżewski – politolog, publicysta, redaktor naczelny Liberté!

Czytaj również
O autorze
*
LeszekJażdżewski
Politolog, publicysta, redaktor naczelny LIBERTÉ!
@ LesJazd