Konkubinat na bakier z Konstytucją?

Drukuj

W związku z zarzuceniem projektów ustaw dotyczących legalizacji tzw. związków partnerskich, pojawiły się w mediach opinie na temat rzekomej niezgodności z Konstytucją proponowanych uregulowań. W szczególności przytaczane jest stanowisko wyrażone przez I Prezesa Sądu Najwyższego w tym zakresie. Jakkolwiek nie ulega wątpliwości, że stanowisko wyrażone przez osobę zajmującą tak eksponowaną funkcję, jest godne uwagi, to jednocześnie w żadnym razie nie stanowi ono wiążącej wykładni rozumienia przepisów prawa w Rzeczpospolitej. Szum medialny wokół tego tekstu jest zupełnie niepotrzebny.

Należy wyraźnie podkreślić, prawo w Polsce uchwala tylko Sejm i Senat (Parlament) co wynika z Konstytucji z Art. 95. ust. 1 „Władzę ustawodawczą w Rzeczypospolitej Polskiej sprawują Sejm i Senat”. Brak tu miejsca na opinie „wiążące ręce” posłom w procesie legislacyjnym, choćby firmowane przez organ taki jakim jest Sąd Najwyższy.

Ważne, żeby opinii Sądu Najwyższego nie mylić z wydawanym przez ten sąd orzecznictwem. Należy zgodzić się, że Sąd Najwyższy jest w tym zakresie sądem szczególnym, mającym kompetencje szersze od tych przysługujących sądom powszechnym (rejonowym i okręgowym). Sąd Najwyższy może bowiem rozstrzygać w sposób wiążący wszelkie wątpliwości związane z rozumieniem przepisów prawa obowiązującego. Przykładowo, w sprawach cywilnych przy rozpoznawaniu apelacji pojawia się problem –  zagadnienie prawne budzące poważne wątpliwości, sąd może przedstawić to zagadnienie do rozstrzygnięcia Sądowi Najwyższemu (Art. 390 § 1 KPC). Jeżeli problem okaże się istotny, Sąd Najwyższy może podjąć stosowną uchwałę w taki sposób, że uzyskuje ona moc zasady prawnej (Art. 61 § 6 ustawy o Sądzie Najwyższym). Innymi słowy, pozostałe sądy będą od tej pory niejako związane przy orzekaniu rozumieniem prawa wynikającego z uchwały Sądu Najwyższego. Przykładowo, gdyby dwoje ludzi tej samej płci, usiłowało na drodze sądowej dociec swoich praw do zawarcia związku małżeńskiego, teoretycznie sprawa mogłaby trafić do Sądu Najwyższego, który wówczas miałby pełne prawo wydać odpowiednią uchwałę rozstrzygającą wiążąco zagadnienie[1]. Obecne spory nie dotyczą sprawy indywidualnej lecz procesu legislacyjnego, na który Sąd Najwyższy nie ma wpływu.

 Choć Prezes Sądu Najwyższego niewątpliwie ma autorytet wynikający z godności sprawowanego urzędu, to jednak nie może prawa stanowić ani go wiążąco interpretować. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego kieruje pracami i reprezentuje Sąd Najwyższy, pełni czynności z zakresu administracji sądowej oraz sprawuje ogólny nadzór nad działalnością administracyjną Sądu Najwyższego[2]. Prawo nie przewiduje dla Prezesa kompetencji szerszych. Podobnie należy traktować wszelkie opinie firmowane przez Sąd Najwyższy jako taki, można je jedynie rozpatrywać w kategorii wyrażenia opinii, z którą można się zgodzić lub nie.

 Jedynym organem, który ma rzeczywiste prawo decydować o zgodności przepisów prawa z Konstytucją jest Trybunał Konstytucyjny. W szczególności dotyczy to ustaw uchwalanych przez polski Sejm. Co więcej, zgodnie z ustawą o Trybunale Konstytucyjnym „Każdy sąd może przedstawić Trybunałowi pytanie prawne co do zgodności aktu normatywnego z Konstytucją, ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi lub ustawą, jeżeli od odpowiedzi na pytanie prawne zależy rozstrzygnięcie sprawy toczącej się przed sądem”. Co istotne, takie pytanie można postawić w odniesieniu do obowiązującej już ustawy. W odniesieniu do prawa jeszcze nie uchwalonego (projekt ustawy) Prezydent RP może przed jej podpisanie zwrócić się do Trybunału aby ocenił jej zgodność z Konstytucją.

Dziwi zatem medialne zamieszanie wokół „konstytucyjności” proponowanych przepisów o związkach partnerskich skoro jasnym jest, że nie było ono tak naprawdę nigdy kwestionowane. Projekty „utrącono” przecież od razu na starcie procedury legislacyjnej,  nie dając im szansy „dojrzeć” do ewentualnej oceny ich konstytucyjności. W tym kontekście opinie Prezesów Sądu Najwyższego, Prokuratora Generalnego etc. mają charakter wyłącznie „medialny”, służący osiągnięciu określonego wrażenia przez opinię publiczną, że niby „nic się nie dało zrobić gdyż przepisy były sprzeczne z Konstytucją” co jest nieprawdą.

Na koniec krótkie odniesienie się do art. 18 Konstytucji, który jest często przywoływany jako przepis, który rzekomo uniemożliwia „instytucjonalizację” konkubinatu w Polsce. Art. 18 Konstytucji brzmi następująco: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Oczywiście takie brzmienie wyklucza dopuszczalność związków małżeńskich przez pary homoseksualne,  jednakże w mojej opinii żaden sposób nie uniemożliwia uchwalenia ustawy o związkach partnerskich, gdyż konkubinatu nie można uznać za małżeństwo. Jeden z największych autorytetów w dziedzinie prawa konstytucyjnego prof. Piotr Winczorek w szerszej wypowiedzi dla Gazety Wyborczej powiedział wprost „konstytucja nie wyklucza związków innych niż małżeństwo”[3]. Opinia profesora ma w świetle prawa taką samą wagę jak opinia I Prezesa Sądu Najwyższego. Koniec końców, w systemie prawnym panującym w Polsce tylko Trybunał Konstytucyjny może się w tej sprawie wypowiedzieć w sposób wiążący.



[1] Przykład jedynie dla zobrazowania problemu, obecnie nie ma żadnych wątpliwości, że małżeństwo osób tej samej płci jest prawnie wykluczone, więc sprawa nie miałaby szans trafić do  Sądu Najwyższego.

[2] Regulamin Sądu Najwyższego.

[3] http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,13317072,Sad_Najwyzszy__Konstytucja_preferuje_zwiazki_heteroseksualne.html

Czytaj również
*
TomaszKrzyżanowski