Korwin-Mikke a debata publiczna

Drukuj

Dlaczego odmawiać prawa głosu w debacie publicznej ludziom takim jak Korwin- Mikke? Jeśli na jego poglądy nie ma popytu i wzbudzają one niesmak, znikną samoistnie. Ale od tego jest pluralizm polityczny i koncepcja wolności, by ludzie podobni Korwin-Mikkemu mogli swobodnie działać w ramach demokracji i w sposób demokratyczny przekonywać do odejścia od demokracji.

Opinie lidera Nowej Prawicy budzą kontrowersje i sprzeciwy gdy mówi on o mniejszej inteligencji kobiet względem mężczyzn, czy gdy twierdzi, że za Hitlera były niższe podatki niż obecnie. Jako polityk Korwin-Mikke może mówić takie rzeczy. Wyborcy oceniają je swoim intelektem i spojrzeniem na świat.

Bardziej zastanawia fenomen medialności tych wypowiedzi. Wydaje się, że opinia publiczna słysząc same tylko słowa klucze typu „Hitler”, „homosie” czy „d*kracja” wyłącza myślenie, wpada w histerię i… zaprasza owego gościa ponownie, zadaje znów te same pytania, by wysłuchać jego poglądów po raz kolejny i kolejny. Dziennikarze doskonale przecież wiedzą jaka z jego ust padnie odpowiedź. Niestety wartością samą w sobie jest to, że te wypowiedzi podnoszą oglądalność.

W kolejce po medialną uwagę czekają natomiast znacznie poważniejsze zagadnienia i sprawy mające wpływ na życie i funkcjonowanie obywateli. Warto wspomnieć choćby skutki, konsekwencje i sposób wprowadzenia reformy OFE, pisemne deklaracje katolickich lekarzy, finansowanie kościoła z budżetu państwa, narastający dług publiczny czy brak regulacji w sprawie ustawy o związkach partnerskich.

Dziennikarze starają się obnażyć niedorzeczność poglądów prezesa Kongresu Nowej Prawicy, cytują z upodobaniem jego słowa, z tym że osiągają efekt odmienny od zamierzonego – dodają mu popularności, medialności oraz wzbudzają zainteresowanie jego osobą. Wydaje się, że nie inaczej było w przypadku zawiadomienia przez Leszka Jażdżewskiego prokuratury o możliwości popełnienia przez Korwin-Mikkego przestępstwa.

Kontekst wypowiadanych przez Janusza Korwin-Mikkego słów można postrzegać jednak inaczej. On prowokuje, hiperbolizuje i tworzy figury metaforyczne. Niekiedy obrzydliwe, niekiedy całkiem barwne. Można do nich podchodzić z wielkim niesmakiem, dążyć do tego by niewygodne jednostki wykluczyć z publicznej debaty, autorów niepoprawnych słów pozywać do sądów i starać się o odszkodowania. Wydaje się jednak, że nie jest to ścieżka liberalnego postępowania.

Członek redakcji „Liberté!” Marcin Celiński stwierdził, że poglądy zwalcza się właśnie w debacie publicznej, a nie poprzez wysyłanie zapytań do prokuratury. „Korwin-Mikke ma prawo mieć dowolne poglądy na ustrój Polski, donos do prokuratury to inna epoka” – pisał. Z kolei dziennikarz „Gazety Wyborczej” Wojciech Orliński przy okazji dyskusji o poglądach Korwin-Mikkego na demokrację dodał, że „Amerykańska interpretacja wolności słowa zgodna z doktryną „immediate lawless action” mówi, że wszystko wolno powiedzieć, ale nie na czele uzbrojonego tłumu (czyli nie kiedy grozi wspomniane błyskawiczne nielegalne działanie)”.

Korwin CC

Amerykańska koncepcja wolności słowa i wygłaszanych poglądów na politykę może dla wielu liberałów stanowić latarnię przyświecającą znalezieniu odpowiedniego kursu na drodze rozwiązań systemowych. W USA na straży wolności słowa stoją takie organizacje jak ACLU (American Civil Liberties Union). W 1978 roku ACLU wzbudziła wiele kontrowersji, gdy broniła prawa do wypowiedzi i demonstracji swoich poglądów grupie neonazistowskiej w Chicago. Stawanie w obronie praw do wypowiadania tak radykalnych poglądów spowodowało, że ACLU straciło wielu członków. Natomiast do dziś w USA mogą działać legalnie partie i ruchy odwołujące się jawnie do segregacji rasowej czy będące po prostu Ku Klux Klanem. Co nie wpływa na wzrost zainteresowania społeczeństwa tymi poglądami, ale cementuje demokrację.

Fenomen wzrostu popularności Kongresu Nowej Prawicy wiąże się nie z tym, o czym informują bardzo często media (kontrowersyjnych, nieakceptowanych wypowiedziach nowo wybranego europosła), ale z programem gospodarczym KNP. Młodzi ludzie widzą w tym programie pewną wartość. Krytykując Korwin-Mikkego, być może warto ustosunkować się do jego ekstremalnie liberalnych pomysłów na rozwiązania gospodarcze, nie dodając rozgłosu jego hiperbolizującym i odrealnionym prywatnym poglądom na obyczajowość.

Korwin-Mikke uwodzi wyborców również tym, że nie jest łatwy do zaszufladkowania. Z jednej strony nazywa obecnych europosłów maoistami (o Barroso), złodziejami i kryminalistami, chce likwidacji ZUS-u i uważa aneksję Krymu za proces naturalny, o którym mówił od lat. Główny nurt polskiej polityki nazywa kloaką. Z drugiej strony całkowicie odcina się od teorii zamachu w Smoleńsku i mocno krytykuje jego orędowników. Ponadto bronił emerytur członków UB, uważa gen. Jaruzelskiego za dobrego generała, poparł ideę pogrzebu państwowego i sprzeciwiał się podniesieniu wieku emerytalnego.

Swoimi poglądami wzbudza śmiech i obrzydzenie wśród lewicowych wyborców, a przez wielu prawicowych wyborców i publicystów uważany jest za zdrajcę i wroga. Lansowanie teorii jakoby jego elektorat był po prostu wchłoniętym elektoratem Palikota, jest ryzykowne. Przestrzegałbym przed jego lekceważeniem. Wyborcy Mikkego są w dużej mierze wyborcami świadomymi tego, jakiej Polski sobie życzą – ekstremalnie liberalnej gospodarczo, z ucięciem wszelkich pakietów socjalnych i pomocy ze strony państwa.

Korwin-Mikke nie jest największym szkodnikiem polskiej demokracji. Jest rezultatem wolności i swobód demokratycznych. Na demokratycznych wolnościach wypłynął i paradoksalnie chce tej demokracji się pozbyć. Co nie jest zabronione, gdy czyni to w sposób demokratyczny.

Jest również założyciel Unii Polityki Realnej znakiem ostrzegawczym dla partii rządzących obrazującym obywatelskie niezadowolenie. Dobry wynik KNP i partii eurosceptycznych w Unii Europejskiej pokazuje, że eurooptymiści dostali żółtą kartkę od społeczeństw Europy. Powinno to zmobilizować polityków chcących budować wspólną Europę do pracy i zachęcić ich do wsłuchiwania się w głosy wszystkich wyborców.


Staciwa

Przemysław Staciwa – dziennikarz, reporter. Współpracuje z telewizją TOYA. Z wykształcenia dziennikarz i politolog. Prowadzi bloga na liberte.pl

Czytaj również
*
MartynaNiedośpiał