Kryzys ujawni kryzys

Drukuj

Kiedy słyszę przekazywaną z dumą przez ministra kultury informację o tym, że w roku 2013 na inwestycje kulturalne zostanie przeznaczonych ponad miliard złotych, to mam mieszane uczucia. Z jednej trony należy się cieszyć z tak ogromnych nakładów przekazywanych na kulturę, z drugiej strony trudno nie zauważyć, że większość z tych środków nigdy do ludzi kultury nie dotrze, nigdy nie przełoży się na wydarzenia, w których mogą uczestniczyć widzowie.

Wszystko na to wskazuje, że rok 2013 będzie kolejnym, w którym kryzys odciśnie swoje piętno na stanie polskiej kultury, a zapowiada się, że i w najbliższych latach może nie być lepiej. Zmniejszenie dotacji podmiotowych dotyka większość samorządowych instytucji kultury. Z prasy można się dowiedzieć, że kolejny teatr ogłasza zawieszenie swoich planów artystycznych. Twórcy teatralni narzekają, że odwołuje się planowane z ich udziałem wydarzenia.

Potwierdziło się to, czego można było się spodziewać – teatry nie były przygotowane na taki obrót spraw. Instytucjom kultury brakuje koniecznej elastyczności i dynamiki. Kryzys obnażył słabość niezreformowanych instytucji oraz systemu finansowania kultury.

Gdyby słuchać doniesień prasowych i głosów dyrektorów poszczególnych instytucji, to można byłoby odnieść wrażenie, że niektórzy z nich poddają się bez walki. Bo czym innym jest deklaracja, że z powodu ograniczeń w dotacji podmiotowej przekazywanej przez organizatora teatr zawiesza swoją statutową działalność, czyli przestaje realizować premiery, ogranicza repertuarowe prezentacje. Takie działanie albo jest wyrazem bezradności albo też nieświadomym „strzałem w kolano”, ponieważ podjęcie decyzji o „nicnierobieniu” odbija się na pracownikach teatru, relacjach z organizatorem, współpracujących twórcach, a przede wszystkim na ograniczeniu propozycji kulturalnej kierowanej do widzów. Taktyka „na złość mamie odmrożę sobie uszy” nie wydaje się sensowna, podobnie jak taktyka „na przetrwanie”.

W sytuacji, w jakiej znalazła się duża część teatrów, kiedy ograniczenie dotacji uniemożliwia realizację nawet skromnych planów artystycznych, a dotacja podmiotowa z trudem wystarcza na pokrycie kosztów stałych, teoretycznie dyrektor ma kilka możliwości.

Pierwsza z nich, to rezygnacja z funkcji. Na ogół nie wchodzi ona w rachubę, bo z oczywistych względów nikt nie chce tracić stanowiska.

Druga, to próba zmian w kierowanej instytucji – ograniczenia etatów, cięcia wydatków, czyli szukanie oszczędności.  W tej sytuacji dyrektor ryzykuje konfliktem z pracownikami, którzy przy okazji kolejnego konkursu będą o tych nieprzyjemnych sytuacjach pamiętać. Może się też okazać, że szukanie oszczędności na siłę przyniesie więcej szkód niż pożytku, a w pierwszym okresie może zwiększać, a nie zmniejszać koszty. Histeryczne działania nigdy nie są dobre.

Trzecia, to walka o pieniądze dla prowadzonej instytucji. Tutaj możliwości jest kilka. Przede wszystkim można apelować do organizatora o to, żeby się opamiętał i powoływać się na ustawowy obowiązek utrzymywania instytucji (Rodz 2. Art. 12. Ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej). Tyle, że ten może nie posłuchać, bo więcej pieniędzy po prostu może nie mieć. Wtedy dyrektor może już tylko starać się o środki zewnętrzne. O osławionych środkach od sponsorów nie ma co marzyć. I nie tylko dlatego, że kryzys dotyka wszystkich. Niejednokrotnie kwoty, które chcą dawać sponsorzy nie są nawet proporcjonalne do rynkowej wartości przekazywanej przez instytucję w zamian usługi reklamowej. Dyrektor może się pochwalić pozyskaniem sponsora, ale na ogół kwoty nie stanowią w budżecie instytucji większej składowej. Oczekiwanie ze strony organizatora, że dyrektor zdobędzie sponsora realnie zmieniającego sytuację finansową instytucji, jest albo wyrazem złośliwości albo urzędniczego oderwania od realiów. Wartość pozyskania sponsora polega obecnie na czymś zupełnie innym – jest wyrazem aktywności instytucji oraz jej zdolności do nawiązywania kontaktów z przedsiębiorcami, co może przynieść efekty w przyszłości.

Kolejny sposób, to zdobycie dotacji celowej na dane przedsięwzięcie artystyczne. To jednak wymaga długofalowego planowania oraz przygotowania. Co prawda fundusze takie, w ograniczonej ilości, są dostępne, ale wiele z teatrów nie jest przygotowanych do ich pozyskiwania. Nie tylko nie potrafią szukać takich źródeł finansowania, ale i spełnić wymogów formalnych. Niejednokrotnie nie ma w teatrze osoby teoretycznie i praktycznie przygotowanej do takich działań. A bywa, że po prostu brakuje dobrych pomysłów, które byłby merytoryczną podstawą do otrzymania dotacji. Przedstawiciele instytucji rozdysponowujących fundusze często narzekają na niski poziom merytoryczny projektów, na błędy formalne, na trudności w rozliczeniu się ze zdobytej dotacji.

Ostatecznie dyrektor może pójść na łatwiznę i postawić na tzw. sukces frekwencyjny, na zwiększanie przychodu ze sprzedaży biletów na spektakle cieszące się szczególnym powodzeniem wśród widzów. Nie ma co ukrywać, że na ogół są to tytuły komediowe i farsowe, repertuar dla dzieci. Teatr wówczas rezygnuje ze świadomego kreowania potrzeb widzów, z dialogu z nim, skupiając się na serwowaniu tego, co najłatwiejsze w odbiorze, co lekkostrawne, ale i niejednokrotnie – miałkie.

Niezależnie od tego, jaką drogę wybierze dyrektor teatru – jednego jestem pewien: nie można sobie pozwolić na bierność. W sytuacji kryzysu teatr nie może ograniczyć swojego kontaktu z widzem. Nie może pozwolić sobie na zredukowanie oferty. Skutki tego mogą być trudniejsze do odrobienia niż się wydaje. Widza dużo łatwiej się traci niż zyskuje i to również w przeliczeniu na środki, które są potrzebne do zrealizowania tego celu. Zubożały repertuar, zerwane plany artystyczne z twórcami, osłabione więzi z widzami, to mogą być konsekwencje dużo poważniejsze niż się wydaje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Filharmonia Podlaska, fot. Raz1el, Wikicommons

Oczywiście, tam gdzie to możliwe, należy szukać w instytucjach oszczędności, jednak nie można kosztów całego kryzysu przerzucać na same instytucje i pozostawiać dyrektorów nimi zarządzających samych sobie. To niesprawiedliwe. Przygotowanie się do ewentualnego kryzysu należało nie tylko do samych instytucji, ale również do tych, którzy kształtują politykę kulturalną – powinni byli motywować i wspierać zarządzających instytucjami do reformowania. W tej chwili, kiedy przychodzi się już konfrontować z kryzysem – jedyna nadzieja w dobrym współdziałaniu instytucji i ich organizatorów. I, paradoksalnie, na zintensyfikowaniu podejmowanych przez instytucje kultury działań.

W obecnej sytuacji dotacja podmiotowa otrzymywana od organizatora stanowi główną część budżetu instytucji kultury. Co prawda wiele z instytucji posiada swoje spore przychody w postaci wpływu ze sprzedaży biletów, wynajmu pomieszczeń, a czasem nawet przychodów z oprocentowania lokat bankowych (bo i z takim przypadkiem się spotkałem). Nie zmienia to jednak faktu podstawowego, że teatry są uzależnione od dotacji podmiotowej przekazywanej przez organizatora i teatr ma stosunkowo małe możliwości zdywersyfikowania swoich dopływów finansowych. A ponieważ dotacja ta w pierwszej kolejności pokrywa koszty stałe, na działalność artystyczną, która jest statutową dla instytucji kultury, nie ma już wystarczających środków. Konsekwencja tego jest taka, że środki przekazywane są nie na to, na co powinny.

Inwestycje w infrastrukturę kultury to nie inwestycje w kulturę

Kiedy słyszę przekazywaną z dumą przez ministra kultury informację o tym, że w roku 2013 na inwestycje kulturalne zostanie przeznaczonych ponad miliard złotych, to mam mieszane uczucia. Z jednej trony należy się cieszyć z tak ogromnych nakładów przekazywanych na kulturę, z drugiej strony trudno nie zauważyć, że większość z tych środków nigdy do ludzi kultury nie dotrze, nigdy nie przełoży się na wydarzenia, w których mogą uczestniczyć widzowie.

Ponieważ kultura, to nie jest utrzymywanie budynków, ale umożliwienie działalności w ich obrębie. Podobnie, inwestowanie w kulturę, to nie inwestowanie jedynie w infrastrukturę kulturalną. Ponieważ na tym etapie te ogromne kwoty wspierają sektor budownictwa, a nie kultury. Absurdem wydaje się inwestowanie w kolejne elementy infrastruktury kulturalnej, kiedy to, czym się obecnie dysponuje, z powodu braku funduszy nie jest w stanie wypełniać swoich zadań.

Kultura to nie są budynki, ale wydarzenia oraz ludzie, którzy je tworzą. Gmachy bez wydarzeń, artystów, bez widzów, są martwe.

Oczywiście, podnoszenie standardów odbioru sztuki, komfortu pracujących twórców poprzez remonty i rozbudowę infrastruktury są ważne, ale należy się zastanowić czy nowe inwestycje są w każdym przypadku wystarczająco uzasadnione.

Nie mamy gwarancji, czy wkrótce będziemy potrzebowali takich widowni, i nie chodzi tylko o zmiany demograficzne, bo można by je nadrobić zwiększeniem poziomu uczestnictwa w sztuce, ale o to, że wraz ze zmianami w sztuce współczesnej, wraz ze sposobem myślenia artystów o tym, czym jest sztuka, na czym powinien polegać kontakt z odbiorcą, coraz mniejszą role będą odgrywały ogromne sale teatralne z wygodnymi fotelami i złoconymi żyrandolami.

Poza tym musimy sobie zdawać sprawę, że nowe inwestycje będą generowały w przyszłości koszty, te zaś będą pożerały i tak już skąpe środki przeznaczane bezpośrednio na realizację wydarzeń artystycznych.

Będziemy mogli chwalić się coraz bardziej imponującą liczbą miejsc na widowniach w przeliczeniu na mieszkańca, ale te fotele będą puste, bo nie będziemy mieli czego pokazać widzom, za co zaprosić artystów.

Może się okazać, że przeciągający się kryzys wymęczy twórców, zaś widzów odzwyczai od uczestnictwa w kulturze. Już teraz okazuje się, że wydatki na kulturę w roku 2012 w budżetach domowych spadły w porównaniu z poprzednimi latami. Obawiam się, że gdyby bliżej przyjrzeć się temu zjawisku, to na kontakt z kulturą wyższą zmalały one bardziej, niż na internet czy kino.

Może zamiast chwalić się tym, że wydaje się blisko miliard na inwestycje kulturalne, należałoby część tej kwoty udostępnić w postaci dotacji celowych instytucjom, aby mobilizować je do działania, uczyć pozyskiwania środków zewnętrznych. Być może to byłoby dobre wsparcie na okres kryzysu. Wsparcie realne, które premiuje zaradnych i skutecznie działających, według ustalonych ocen i kryteriów.

Być może należałoby pomyśleć poważnie nad tym, żeby w budżecie instytucji wyraźnie były wyodrębnione środki na działania artystyczne i na koszty stałe.

Nie wierzę, żeby odgórne reformy, choć niewątpliwie potrzebne, zmieniły instytucje kultury. Kluczem do zmian są przede wszystkim ewolucyjne działania w samych instytucjach. Teatry w ciągu ostatnich lat i tak wiele się nauczyły. W wielu instytucjach reklama i promocja działają już całkiem nieźle. Może stało się tak dlatego, że twórcy zobaczyli, że może ona być częścią artystycznego projektu. Wciąż natomiast instytucje kultury są ułomne w systemie zarządzania, często nie działa wewnętrzna koordynacja działań. Jednak z czasem instytucje nauczą się również skutecznego pozyskiwania środków zewnętrznych, o ile będą one dostępne. Tyle, że muszą zostać stworzone możliwości i sposoby premiowania tych, którzy są skuteczni.

Już dziś wielu dyrektorów instytucji kultury, w tym teatrów, potrafi twardo negocjować z organizatorami sprawy finansowe, ewolucyjnie zmieniać swoje instytucje, pozyskiwać środki zewnętrzne – nie podają się. 

Czytaj również
*
IreneuszJaniszewski