Kto Ty jesteś? Polak mały. Jaki znak Twój? Tommy Hilfiger – ponowoczesne dylematy tożsamościowe

Drukuj

by Wikipedia
by Wikipedia

 

Kto Ty jesteś?

„Kto ty jesteś? Polak mały” – tak zaczyna się wierszyk, którego kiedyś uczył się każdy przedszkolak, chociaż ku swojemu zdziwieniu ostatnio odkryłam, że jego popularność nie maleje. Jednak odpowiedź na pytanie: „Kim jestem?” wydaje się bardziej złożona. Jestem lub mogę być kobietą, pracownikiem, matką, żoną, poznanianką, konsumentem, Europejką, obywatelem świata, podróżnikiem. Tożsamość narodowa może być jedynie jedną z wielu możliwych tożsamości, którą można wybrać. Konstruowanie współczesnej tożsamości jednostek jest procesem, a ona sama pozostaje niestabilna, krucha, zmienna, tak jak czasy, w których żyjemy. Wydaje się również, że w procesie konstruowania tożsamości kultura narodowa zostaje wyparta przez kulturę globalną. Badacze przedmiotu zwracają uwagę na hybrydyczny charakter tożsamości społecznych jednostek. Tożsamość hybrydyczna, według Lawrence’a Grossberga, występuje najczęściej w sytuacji „życia na pograniczu”, w której „podporządkowani żyją w warunkach wyznaczonych przez rywalizację dwóch konkurujących ze sobą tożsamości”[1]. Hybrydyczność oznacza zatem rozczłonkowanie, sfragmentaryzowanie oraz konieczność ciągłego określania siebie względem innych. Tożsamość przestaje być stabilna, dana raz na zawsze. W zglobalizowanym świecie nie istnieje jedno centrum, następuje multiplikacja „centryzmów”. Nic więc dziwnego, że z tej rzeczywistości wyłania się tożsamość globalna. Pojawienie się tej tożsamości niesie z sobą ważkie konsekwencje, bowiem – na co wskazuje Manuel Castells – w tym nowym ładzie społecznym pojawia się miejsce dla tworzenia tożsamości oporu, która jest do pewnego stopnia odpowiedzią na kryzysy występujące we współczesnych społeczeństwach. Przykładem mogą być jednostki utożsamiające się z ruchami nacjonalistycznymi, które odbudowują się szczególnie w Europie Wschodniej, ale również i w Stanach Zjednoczonych, w formie tzw. „white power”. Także i w Polsce, chociaż działania tych organizacji mają charakter incydentalny, są obecne w przestrzeni społecznej. Innym przykładem próby powrotu do tożsamości monolitycznej są wszelkie przejawy fundamentalne, doskonałą egzemplifikacją może być tutaj Anders Breivik.  

Jaki znak Twój?

Orzeł Biały. Symbole narodowe, które mogą wpływać na poczucie identyfikacji z narodem, zaczynają nabierać innego znaczenia. Oto bowiem w świecie konsumpcji stają się one gadżetami, chętnie wykorzystywanymi na imprezach sportowych lub przywożone jako pamiątki z wakacji. Amerykanie są mistrzami promocji swoich barw narodowych na całym świecie. Kubki, długopisy czy magnesy na lodówkę z nadrukiem amerykańskiej flagi to już standard. Można zakupić także majtki czy sukienkę z emblematami narodowymi Stanów Zjednoczonych. Każdy szanujący się obywatel tego państwa wywiesza przed swym domem flagę, nie tylko w ważne święta narodowe. W Europie przywiązanie do symboli narodowych ma nieco inny charakter. W polskiej rzeczywistości, jako że są one chronione przez konstytucję, mają wymiar sacrum. Jednak w czasie imprez sportowych widać tłumy ludzi w biało-czerwonych koszulkach, z orzełkiem, który widnieje na piersi niczym logo. W ten sposób to, co narodowe, miesza się z tym, co konsumpcyjne. Sacrum wchodzi w relację z profanum. Nikt bowiem nie zwraca uwagi, że na meczu orzełek (przypadkowo) zostaje oblany  piwem czy splamiony (zhańbiony?) lodami czekoladowymi. Nasza tożsamość narodowa w tym momencie jest hedonistyczna, tak jak nakazują reguły społeczeństwa konsumentów. Jesteśmy jednocześnie Polakami i konsumentami. Jednak, kiedy emocje po wydarzeniach sportowych opadają, wracamy do domu, zrzucamy koszulkę z orzełkiem do prania, a potem odkładamy ją do szafy – do następnej okazji. Nasza tożsamość narodowa ma charakter nie tylko banalny, lecz także sytuacyjny. Tożsamość konsumencka, którą na co dzień przybieramy, ma również swoje symbole. Odpowiedź na pytanie: „Jaki znak twój?” brzmi: „Tommy Hilfiger”. Ta mała „flaga” pozwala wielu jednostkom na manifestację swojego statusu społecznego. Jest też wyrazem przynależności do globalnej sieci konsumentów. Podkreśla prawo jednostki do kupowania i daje pozorną kontrolę nad własnym życiem. Tożsamość konsumencka, mimo że spłyca człowieka jedynie do wymiaru materialnego, nie stanowi zagrożenia dla innych. Współczesne czasy, w opinii Anthony’ego Giddensa, dają jednostce „całą gamę rozmaitych możliwości, a równocześnie, z racji braku fundamentalistycznych zapędów, nie udzielają wskazówek, które z nich powinno się wybrać”[2]. W konsekwencji, jak zauważa przywołany autor, jesteśmy zmuszeni do takiego stylu życia, jaki jest aktualnie promowany przez kolorowe czasopisma czy reklamy. Dlatego też Aldona Jawłowska zauważa, że „kupujemy wraz z towarami style życia, a także oznaki przynależności do grup i środowisk będących celem aspiracji”[3]. Możemy zatem stwierdzić, że w świecie konsumpcji jesteśmy tym, co sobie kupimy. Przyjmijmy, że przynależność do określonej grupy społecznej zostaje uwarunkowana posiadaniem produktów, które są jej symbolami – nosisz znaczek Hilfigera, ergo jesteś zamożny, osiągnąłeś pożądany status społeczny.  

Gdzie ty mieszkasz?

Między swemi. W dzisiejszym świecie terytorium i czas zostają zakwestionowane, dominuje eksterytorialność. W zglobalizowanym i ponowoczesnym świecie jednostka może przyjmować różne tożsamości, w zależności od kontekstu społecznego, w którym się znajduje. Tożsamość przezroczysta, jak zauważa Zbyszko Melosik, „cechuje się całkowitą niewrażliwością na różnice kulturowe. Osoba taka dostrzega przede wszystkim to, co «wspólne» dla różnych miejsc i ludzi”[4]. Nie dziwi zatem fakt, że osoba o takiej tożsamości w każdym miejscu na świecie – o ile jest to świat Zachodu, w którym mówi się po angielsku – czuje się „jak u siebie”, potrafi bez problemu się dostosować, bo nie dostrzega różnicy. Można również przyjąć tożsamość globalną/kosmopolityczną/każdą. Osoba taka „czerpie siłę stąd, że w wielu różnych kontekstach czuje się jak w domu”[5]. Jednostka ta będzie tworzyła swoją wyjątkową tożsamość na podstawie różnorodności sytuacji. A zatem tożsamość kosmopolityczna może tworzyć się w warunkach pluralizmu kulturowego, który zostaje wzmocniony na skutek globalizacji, konsumeryzmu oraz kultury masowej. Podejmując kwestię kształtowania tożsamości, nie można również pominąć roli mediów. Ich wielość, a także globalny zasięg, podważają nie tylko tradycyjne formy komunikowania się, lecz także wpływają na konstruowanie tożsamości. Tak oto bowiem każde wydarzenie, do którego dochodzi na świecie wydarza się w bezpośredniej bliskości odgrywając, jak chce Giddens, znaczącą rolę w budowaniu struktury tożsamości. W tym kontekście Melosik proponuje kategorię „tożsamości upozorowanej”, która jest kształtowana w głównej mierze przez mass media, toteż jednostka postrzega świat przez pryzmat medialnej, upozorowanej rzeczywistości, w której wszelkie różnice zostały pozbawione znaczenia. Ci, którzy nie czują już, że mieszkają „między swemi”, ale odkrywają, iż znaleźli się na terytorium „wroga”, które przecież historycznie, kulturowo i politycznie należy do nich, przyjmują tożsamości fundamentalne. Dla Manuela Castellsa ostatni przykład jest wyrazem powstania tożsamości oporu. Zauważa on, że ten typ tożsamości tworzy „formy kolektywnego oporu przeciwko niemożliwej do zniesienia w inny sposób opresji, czyniąc łatwiejszym określenie granic oporu”[6]. Tożsamość oporu jest odpowiedzią na „wykluczanie wykluczających przez wykluczonych”[7], czego doskonałymi przykładami są fundamentalizm religijny, ale także terytorialne społeczności, nacjonalistyczna autoafirmacja. Pojawienie się tożsamości oporu jest również odpowiedzią na kryzys społeczeństwa obywatelskiego oraz państwa narodowego.  

W jakim kraju?

W polskiej ziemi. Należy zauważyć, iż „ziemia” jako terytorium albo traci na znaczeniu, albo przybiera wymiar konsumpcyjny. Oto bowiem stajemy się turystami, zadomawiamy się w drodze, zatem terytorium przestaje mieć kluczowe znaczenie. Wybieramy sobie naszą „ziemię”, miejsce, w którym będziemy mieszkać i pracować. Jednak w warunkach ciągłej zmiany możemy się spakować i ruszyć w inne miejsce, o ile będzie ono podobne do tego, w którym żyliśmy. Nie jesteśmy przypisani do miejsca ani ono nie jest przypisane do nas. To kwestia wyboru. A także kwestia pieniędzy. Ostatnio Grecy wyprzedają swoje wyspy. W tym kontekście „ziemia” jako dorobek narodowy staje się towarem. Jeśli ktoś jest wystarczająco zamożny, może sobie wykupić kawałek Grecji na własność. A potem go sprzedać. W mobilnym świecie terytorium staje się jedynie przedmiotem gry rynkowej, a nie źródłem tożsamości. Warto zauważyć za Zygmuntem Baumanem, że „miejsca zostają ogołocone ze swojej kulturowej i duchowej wartości i siły. Lokalność traci swoją autonomiczną agorę, zdolność usensawiania i wartościowania. Sygnały, wyobrażenia, wzory do naśladowania i idee do wyznawania przybywają z oddali, a mówiąc ściślej, znikąd”[8]. W sytuacji ciągłej niepewności i radykalnej zmiany jednostki są pozbawione kontroli nad własnym życiem i własną tożsamością. Istnieje zatem przestrzeń do pojawienia się tych tożsamości, które na nowo będą próbowały określić swe terytorium i walczyć o nie wszelkimi dostępnymi sposobami. Oczywiście pozbywając się wszelkiej „inności” i „odmienności”. Nie może nas zatem dziwić pojawienie się ruchów nacjonalistycznych skandujących hasła: „Polska dla Polaków”, „Niemcy dla Niemców”, „Holandia dla Holendrów” czy „Europa dla Europejczyków”. Cóż jednak mogą uczynić w dzisiejszych czasach Grecy, kiedy ich Grecja zostaje wystawiona na sprzedaż?  

Czym ta ziemia?

Mą ojczyzną. Dawniej ojczyzna stanowiła punkt wyjścia dla rozwoju tożsamości narodowej. Ale skoro naród przestaje stanowić punkt odniesienia, a przynajmniej traci swoje dawne uprawomocnienie dla konstruowania tożsamości, można przyjąć, że tożsamość narodowa stanowi swego rodzaju anachronizm. Z drugiej strony wydaje się, że w obliczu przywołanych zjawisk pojawia się przestrzeń dla odradzania się postaw nacjonalistycznych bądź etnonacjonalistycznych, wyrażających się afirmacją swojego narodu lub grupy etnicznej i jednoczesnym nastawieniem się przeciwko obcym. Jest też możliwy trzeci scenariusz – mobilność tego świata, ciągłe konstruowanie, rekonstruowanie i dekonstruowanie tożsamości pozwala być takim, jak chce otoczenie, wedle zasady „możesz być każdym”. W ujęciu interakcjonistycznym to, kim jesteśmy, jest określane przez relacje między naszą wspólnotą wyobrażoną[9] a „innymi”. W tym podejściu ważna dla kształtowania tożsamości jest relacja „my–oni”. W zglobalizowanym świecie coraz trudniej jest wyodrębnić kategorię „my–oni”. Wydaje się, że kultura kosmopolityczna zrywa z tym podziałem. Coraz trudniej jest wyodrębnić to, co „nasze, narodowe”, od tego, co obce. Bliskie prawdy jest stwierdzenie, że świadomość narodowa – a także budowanie tożsamości narodowej – nie jest czynnością jednorazową, zmienia się wraz ze zmianami zachodzącymi w społeczeństwie. Anthony D. Smith wskazuje, że w wielu zachodnich państwach zaczęto posługiwać się obywatelską wersją nacjonalizmu, „dzięki której imigranci i uchodźcy mogą znaleźć właściwe miejsce w goszczącym je narodzie jako obywatele”[10]. Mamy zatem do czynienia ze zwrotem od tożsamości narodowej w kierunku budowania tożsamości obywatelskiej. Z jednej strony należy pielęgnować odrębność kulturową mniejszości, z drugiej strony jednak interes państwa musi być chroniony przez lojalność i zaangażowanie obywateli. Z tej perspektywy „czysty” obywatelski i terytorialny nacjonalizm może się okazać niewystarczający. Jeśli bowiem pojawia się tożsamość kosmopolityczna, w naturalny sposób musi pojawić jej opozycyjna wersja. Ta opozycyjna wersje, według Castellsa, to reakcja obronna na zastały porządek globalny. Można by rzec, że wszelkie organizacje i ruchy nacjonalistyczne, fundamentalistyczne, terrorystyczne, antyglobalistyczne, ale również lokalne komuny (wspólnoty) mogą być źródłem dla budowania tożsamości oporu, która jest reakcją obronną na globalny (nie)porządek i (nie)kontrolowaną zmianę.  

Czym zdobyta?

Krwią i blizną. Wciąż uparcie wierzy się, iż tożsamość narodowa jest kształtowana w ramach lekcji historii czy wychowania patriotycznego, podczas których w sposób wysoce selekcyjny prezentuje się m.in. dokonania bohaterów narodowych. Wierzy się, że również literatura narodowa wpływa na kształtowanie dumy i poczucia lojalności wobec narodu. Aldona Jawłowska twierdzi zaś, że „trudno dziś mówić o poczuciu tożsamości, która buduje się na podstawie wspólnych wartości kultury narodowej, gdyż kanon tej kultury się rozpada”[11]. Nastąpił zatem zmierzch bohaterów romantycznych, wokół których budowane były mity narodowe. „Ulega erozji wzór tożsamości Polaka bohatera, dźwigającego odpowiedzialność za losy własnego kraju i całego świata”[12]. Współcześnie bohaterów narodowych zastępują bohaterowie ze świata popkultury, którzy pojawiają się, by za chwilę ustąpić miejsca innym. Przykładowo, ostatnie brytyjskie badania ujawniły, iż dla większości uczniów Winston Churchill to piesek z reklamy telewizyjnej, a nie były premier. W tym kontekście warto przywołać słowa Smitha, który twierdzi, że „«heroiczna» wizja tożsamości narodowej, oparta na motywach walki, wyzwolenia i poświęcenia, typowa dla od niedawna niezależnych narodów czy «państw narodowych», może w następnym pokoleniu ustąpić miejsca bardziej otwartym, pragmatycznym i funkcjonalnym typom tożsamości narodu, akcentującym takie wartości jak przedsiębiorczość, zdolności organizacyjne i tolerancja dla różnorodności – wartości wywodzących się z odmiennych tradycji etnicznych występujących w historii narodu”[13]. Warto zauważyć, że ponowoczesne podejście do historii „oskarża” to modernistyczne „o tworzenie wizji dziejów z punktu widzenia systemu władzy i grup dominujących”[14]. Oczywiście, niektóre aspekty historyczne mogą zostać przemilczane w celu podtrzymywania lojalności lub konsensusu narodowego. Z tej właśnie perspektywy modernistyczne nauczanie historii jest współcześnie krytykowane za brak powiązań między przeszłością a teraźniejszością, nieuwzględnianie historii grup mniejszościowych oraz za brak rozwijania w uczniach umiejętności krytycznego myślenia. Barton i Levstik[15] wskazują, że nie ma naukowych dowodów potwierdzających, iż nauczanie historii (a szczególnie z wykorzystaniem metody chronologicznej i encyklopedycznej) prowadzi do rozwoju lojalności narodowej. Wielu krytyków modernistycznego podejścia do nauczania historii wskazuje, że jest ona etnocentryczna, europocentryczna, homogeniczna oraz opowiedziana z perspektywy męskiej dominacji”[16]. Warto zauważyć zatem, iż oficjalna historia, nauczana w szkole, ma charakter dualistyczny (bohater–wróg, swój–obcy, dobro–zło), prezentuje jedną uznaną wersję „prawdy” historycznej. Tym samym – na co zwracają uwagę badacze przedmiotu – wykluczone zostają historie, które reprezentują odmienną wersję zdarzeń („inną prawdę”). W ujęciu postmodernistycznym możliwe jest zatem prezentowanie różnych, sfragmentaryzowanych, często sprzecznych narracji historycznych. W toczącej się debacie dotyczącej sposobu nauczania historii pojawiają się głosy o włączenie do programów szkolnych właśnie tych rozproszonych, często ukrytych, przemilczanych historii. Takie podejście ma na celu niwelowanie potencjalnych napięć społecznych, pojawiających się w niepewnym społeczeństwie wielokulturowym.   Czy ją kochasz? Kocham szczerze. O ile klasyczne rozumienie patriotyzmu łączyło się z miłością do ojczyzny, o tyle współcześnie może ono być związane z miłością do różnych grup, z którymi wchodzi się w codzienne interakcje. Podążając za rozważaniami Zygmunta Baumana, można stwierdzić, że współcześnie jednostki są mniej skłonne do poświęceń wobec państwa i narodu[17]. Wielkie metanarracje, które mówiły o poświęceniu dobra osobistego czy nawet życia w imię ojczyzny, narodu, państwa, stają się dziś mało wiarygodne. Jednostki, które tworzyły wspólnotę w dobie nowoczesności i dla których była ona swoistym azymutem, dziś dryfują samodzielnie. Nawołuje się również do reinterpretacji znaczenia patriotyzmu, który ma być mniej stygmatyzujący i wykluczający. Warto zauważyć, iż obywatelstwo przestaje być ograniczone jedynie do wymiaru państwa, a tym bardziej do narodu. Krytycy utożsamiania obywatelstwa z przynależnością do narodu twierdzą, że wyklucza ono te jednostki, które są obywatelami danego państwa, ale nie członkami danego narodu. Panayota Gounari utrzymuje z kolei, że w szkolne programy nauczania nadal wpisany jest nacjonalistyczny ideał kształcenia, który usypia w uczniach percepcję kategorii „innego”[18]. W konsekwencji jednostki, które nie wpisują się w społecznie promowany model obywatelstwa, postrzegane są jako „mniej patriotyczne”[19]. Do podobnych wniosków doszedł Stephen J. Thornton, który również zauważa, że amerykańskie programy kształcenia są etnocentryczne, a niektóre wątki podlegają cenzurze. Z tej perspektywy twierdzi on, że zarówno cenzura, jak i bezrefleksyjny patriotyzm są niedemokratyczne oraz negatywnie wpływają na proces krytycznego myślenia, narzucając jeden właściwy sposób interpretacji dziejów – amerykański[20]. Dlatego też w amerykańskiej debacie, ale też i coraz częściej na gruncie polskiej polityki oświatowej, można dostrzec stanowiska, które nawołują do budowania nowego patriotyzmu (mówi się o „nowoczesnym patriotyzmie”, „patriotyzmie jutra” czy „krytycznym patriotyzmie”). Ten nowy rodzaj patriotyzmu polega na wyzbyciu się wcześniejszych uprzedzeń wobec kategorii „innego”, a także ma bardziej egalitarny wymiar, który dostrzega wkład wszystkich grup w rozwój danego społeczeństwa[21]. Nic więc dziwnego, iż w ostatnich latach w dyskursie edukacyjnym i politycznym promowany jest nowy rodzaj obywatelstwa – obywatelstwo globalne. Zarzuca mu się jednak semantyczną niespójność, bowiem obywatelstwo powiązane jest z instytucją państwa, a nie istnieje państwo-świat[22]. Trudno również mówić o możliwości generowania uczuć takich jak odpowiedzialność, lojalność, przywiązanie wobec całego globu. Z tej perspektywy państwo narodowe ciągle jawi się jako punkt wyjścia do budowania tożsamości obywatelskiej czy narodowej. Idea globalnego obywatelstwa, mimo że tak aktywnie promowana, wydaje się kolejną ideologią nawiązującą do lewicowych tradycji. Ugrupowania prawicowe widzą w tym podejściu niebezpieczeństwo rozpadu państwa narodowego, gdyż w procesie wychowania obywatelskiego uczniom nie zaszczepia się lojalności wobec narodu i państwa. Jednocześnie podejście kosmopolityczne zrywa z tradycyjnym podejściem zorientowanym na państwo narodowe. Nie ulega wątpliwości, że z globalnym/światowym obywatelstwem łączy się tolerancja i respektowanie praw grup kulturowych oraz wzajemne współistnienie, które niweluje napięcia społeczne. Jednakże na tym etapie tworzenia się tej koncepcji nie jest do końca jasne, jaka wiedza (czyja wiedza) powinna być przekazywana w procesie wychowywania globalnych obywateli. Jeśli bowiem celem wychowania globalnych/światowych obywateli miałoby być zastąpienie narodowej historii historią światową, wiedza ta musiałaby być wyselekcjonowana oraz powierzchowna. Z tej perspektywy ponownie pojawia się pytanie o to, kto i w jaki sposób powinien dokonywać tej selekcji, czyja wiedza i czyja prawda powinna być uznana.  

A w co wierzysz?

W Polskę wierzę! Nawet jeśli symbolika narodowa przestała być jedynym punktem odniesienia dla kształtowania tożsamości, nie oznacza to, iż nastąpił jej całkowity zanik. Warto zatem znaleźć punkt równowagi między orientacją globalną, narodową i lokalną w procesie kształtowania tożsamości. Nie można bowiem oczekiwać, iż przyszłe pokolenia będą zorientowane na globalne obywatelstwo, nie mając poczucia identyfikacji narodowej, państwowej czy lokalnej. Pomimo odrzucania „ślepego posłuszeństwa” wobec państwa narodowego nie rezygnuje się z niego całkowicie. Punkt odniesienia dla wychowania obywatelskiego oraz kształtowania tożsamości, szczególnie w przestrzeni szkolnej, paradoksalnie nadal stanowi państwo narodowe. Wydaje się, że poczucie wspólnotowości globalnej kształtowane jest w pierwszej kolejności przez wspólnotę lokalną (często narodową), wokół której buduje się poczucie identyfikacji i odpowiedzialność z szerszym światem, zwłaszcza zachodnim. Tu ujawnia się właśnie hybrydyczny charakter tożsamości. Mimo multiplikacji centryzmów wciąż potrzebne są stałe punkty, ich brak może bowiem doprowadzić do odradzania się postaw fundamentalnych, bowiem ludzie zawsze będą szukać identyfikacji z grupą, wspólnotą, symbolami. Nawet jeśli obecnie ta grupa, wspólnotowość i symbolika stają się płynne. Dzisiejsze czasy oferują nam możliwość przybierania różnych tożsamości: globalnej, narodowej, konsumenckiej, fundamentalnej, upozorowanej. Rozmywają się wszelkie granice, w których tożsamość jest procesem, pozorem i grą. Próby konserwowania spójnego monolitu tożsamości wydają się niemożliwe do realizacji lub mogą przybrać niebezpieczną formę tożsamości fundamentalnej. Z drugiej jednak strony nie może dziwić fakt, że wobec powstających różnych form tożsamości, które tak łatwo dziś porzucić, by przybrać inną, rodzi się opór. Ci, którzy istotnie pragną zamanifestować swą narodowość, są zmuszeni do poszukiwania i kreowania wrogów. Jak bowiem można wykazać modernistyczne poświęcenie wobec ojczyzny? Jak w czasach pokoju można oddać za nią życie, by stać się godnym patriotą? Nie pozostaje nic innego jak znalezienie wroga, a gdy wroga nie ma, trzeba go wymyślić. Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna kwestia. Jak wiele z tych osób, które uważają siebie za „prawdziwych Polaków”, potrafi określić siebie względem innych? Czy ich tożsamość istotnie jest monolitem? Jak wiele z tych osób potrafi użyć racjonalnych argumentów, posługując się kategorią „prawdziwości”? I wreszcie jak wielu z nich pracuje dla międzynarodowych korporacji i wkłada koszulę lub sweter marki Tommy Hilfiger w celu podkreślenia swojego statusu społecznego?


[1] L. Grossberg, Tożsamość i studia kulturowe: tendencje rozwojowe i alternatywy, [w:] Kultura popularna i (re) konstrukcje tożsamości, red. A. Gromkowska-Melosik, Poznań–Leszno 2007.
[2] A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość: „ja” i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności, Warszawa 2010.
[3] A. Jawłowska, Tożsamość na sprzedaż, [w:] Wokół problemów tożsamości, red. A. Jawłowska, Warszawa 2001.
[4] Z. Melosik, Wychowanie obywatelskie: nowoczesność, ponowoczesność (Próba konfrontacji), [w:] Wychowanie obywatelskie: Studium teoretyczne, porównawcze i empiryczne, red. Z. Melosik, K. Przyszczypkowski, Poznań–Toruń 1998.
[5] A. Giddens, Dz. cyt.
[6] M. Castells, Siła tożsamości, przeł. S. Szymański, Warszawa 2008.
[7] Tamże.
[8] Z. Bauman, Tożsamość – jak była, jest i po co?, [w:] Wokół problemów tożsamości, Dz. cyt.
[9] Koncepcja wspólnoty wyobrażonej została zaproponowana przez Benedicta Andersona, który popierał wersję umiarkowanej teorii antynacjonalistycznej.
[10] A.D. Smith, Nacjonalizm: teoria, ideologia, historia, Warszawa 2007.
[11] A. Jawłowska, Dz. cyt.
[12] Tamże.
[13] A.D. Smith, Dz. cyt.
[14] P.T. Kwiatkowski, Pamięć zbiorowa społeczeństwa polskiego w okresie transformacji, Warszawa 2008.
[15] K.C. Barton, L.S. Levstik, History, [w:] Education for citizenship and democracy, red. J. Arthur, I. Davies, C. Hahn, London 2008.
[16] Z. Melosik, Współczesne amerykańskie spory edukacyjne: między socjologią edukacji a pedagogiką postmodernistyczną, Poznań 1994.
[17] Z. Bauman, Dz. cyt.
[18] P. Gounari, Unlearning the official history: agency and pedagogies of possibility, [w:] Ideologies in education. Unmasking the trap of teaching neutrality, red. L.I. Bartolomé, New York 2007.
[19] G. Landson-Billings, Differing concepts of citizenship: Schools and communities as sites of civic development, [w:]: Educating citizens for global awareness, red. N. Noddings, New York 2005.
[20] S.J. Thornton, Incorporating internationalism into social studies curriculum, [w:]: Educating citizens for global awareness, Dz. cyt.
[21] E. Callan, Democratic patriotism and multicultural education, [w:] Education, democracy, and the moral life, red. M.S. Katz, S. Verducci, G. Biesta, 2008.
[22] D. Heater, A history of education for citizenship, London–New York 2004.
Czytaj również
O autorze
*
DariaHejwosz-Gromkowska
Doktor nauk humanistycznych, adiunkt na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.