Liberała dylematy wyborcze

Drukuj

Wybory, ach wybory. Znam radość z tych pierwszych trochę wolnych, potem wolnych całkiem.  I frustrację tych kilku ostatnich, pod hasłem „głosuj na mniejsze zło”, kiedy przywilej wybierania cieszył jakby mniej.

Wybierz sobie partię w dowolnym kolorze, pod warunkiem żeby była czarna

Od lat skazaliśmy sami siebie na wybór pomiędzy dwoma mocno konserwatywnymi partiami, których oferty dla nas nie różnią się zbytnio zawartością, a estetyka, ładniejsze opakowanie wedle którego to kryterium wybieramy częściej jedną z nich, dziś już słabiej działa.

Niewątpliwie na korzyść popisowskiego duopolu działa kompletne zamknięcie klasy politycznej. W gronie kilkuset – maksymalnie  kilku tysięcy osób następują przetasowania, koalicje, wojny –  kiedy powstają tzw. nowe byty, to powiewem świeżości mają być Gowin z Godsonem, Ziobro z Kurskim, Siwiec z Kaliszem czy niezłomny Korwin – Mikke.  Za Bułhakowem można napisać, że ci panowie są w najlepszym przypadku drugiej świeżości, a nie od rzeczy byłoby stworzyć dla nich kategorie kolejne.

Cała scena polityczna bez wyjątku przesunęła się w stronę populizmu, przez który ciężko się przebić z jakąkolwiek ideą, a każdy, nawet jednoprocentowy kacyk partyjny skupia się na defensywie, nie ryzykując propozycji, które znacząco zmieniałyby sposób myślenia o państwie, wnosiły wątki modernizacyjne, szukały pomysłu na Polskę w XXI w.  W pewien sposób wszyscy od lewej do prawej są konserwatywni – nie potrafią sobie wyobrazić jakichkolwiek zmian poza kosmetyką, odcieniami, czasem akcentem. Czasem chęć odróżnienia prowadzi ich jak Palikota do antyklerykalizmu czy Gowina do deregulacji – ale samonapędzający się populizm szybko sprawia, że skądinąd słuszne postulaty państwa neutralnego światopoglądowo czy zderegulowanej gospodarki stają się w ich wykonaniu karykaturą,  kompromitując te idee na długie lata. Dokładnie tak, jak Korwin – Mikke z Macierewiczem skompromitowali swego czasu lustrację.

Truizmem jest stwierdzenie, że dla  liberała, człowieka o wolnościowych poglądach nie ma dobrej  propozycji w nadchodzących wyborach do Parlamentu Europejskiego. Nie tylko z racji opisanej wyżej miałkości homogenicznej sceny politycznej.  Nie tylko z racji tego, że partie nasze na scenie europejskiej zachowują się dokładnie jak na krajowej – konserwatywnie, bez wizji, bez pomysłu. Nie tylko dlatego, że wielu kandydatów tych partii nie wie, co to „skioto”, ale przede wszystkim dlatego, że nikt na poważnie nie stara się  takiej oferty złożyć.

Robiąc na własny użytek przegląd ubiegających się o mój głos odrzucam na wstępie partie, z którymi trudno mi znaleźć cokolwiek wspólnego – od PiSu z jego archaiczną wizją państwa na czele, przez bliźniaczą Solidarną Polskę, jabłuszkową Gowina czy Ruch Narodowy. Wysyłanie do Europarlamentu przedstawicieli politycznego skansenu, którzy obijać się tam będą w nic nie znaczących egzotycznych grupach politycznych nie ma sensu. Nie moim głosem. Nazywający się, z przyczyn bliżej nie znanych  wolnościowcem, wielbiciel chińskiego modelu rozwoju , Janusz Korwin – Mikke i jego nowa prawica to także egzotyka – jest już Nigel Farage, po co nam drugi taki w PE? Millerowskie SLD czy ostatnia w Europie partia klasowa – PSL nie mieściły się i nie mieszczą w moim polu widzenia.

Pozostają na placu boju PO i Twój Ruch. W obu partiach znajduję kandydatów, na których mógłbym oddać głos w wyborach większościowych. Jednak logika działania obu tych partii nie jest zdeterminowana pomysłami liberalnymi. Widać to choćby w konstrukcji list wyborczych, gdzie kandydaci o liberalnej proweniencji są usytuowani na miejscach nie stwarzających im jakichkolwiek szans na mandat – ot , mają popracować i zebrać głosy – żeby dołożyć cegiełkę do zwycięstwa konserwatysty (PO) lub kawiorowego socjalisty (TR)

Nie będę już głosował na mniejsze zło

PiS w kampanii wyborczej 2007 obiecał nam, że jeśli wygra wybory Platforma Obywatelska, to Polska będzie liberalna. Liderzy PO taktownie nie zaprzeczali, choć trzeba przyznać, że nie potwierdzali, ale wieść się rozeszła i wielu wyborców w ten liberalizm uwierzyło. Oczywiście od momentu przejęcia rządów PO konsekwentnie udowadniała, że z liberalizmem gospodarczym ma niewiele wspólnego, a społecznego unika jak diabeł wody święconej. Rządy PO to systematyczne zwyżki podatków i danin, dokręcanie fiskalnej śruby nadinterpretacjami ministerialnymi, blokowanie przedsiębiorczości i pasmo gierkowskiej w swojej istocie fanfaronady inwestycyjnej. Nie wiem jak drogi czytelnik, ale ja się kompletnie uodporniłem na argumenty typu: a zbudowaliśmy ci autostradę – może dlatego, że skutecznie mnie na takie teksty zaszczepiły lata 80-te, w których padały argumenty o budowie Huty Katowice, Portu Północnego i  Zamku Królewskiego, jako powodów dla których komunizm powinien trwać. Po kolejnych kopniakach – podwyżce VAT, ACTA, związkach partnerskich, wywłaszczeniu z części oszczędności w OFE środowiska liberalne podnosiły larum, że właśnie ostatecznie rozstają się z cieniem sympatii do PO. Potem przychodziło zagrożeniem PiSem i jakoś cichaczem trzeba było wybrać mniejsze zło. Nie będę wybierał mniejszego zła. Nie oddam głosu na partię podwyższającą podatki i ograniczającą wolności obywatelskie. Nie oddam głosu na partię, która w PE jest w grupie chadeckiej – najbardziej impotentnej koncepcyjnie i zachowawczej, w której żaden z liderów nie ma cienia pomysłu na przyszłość Europy.

Nie będę użytecznym idiotą

Do liberalnego wyborcy kieruje w dużej mierze swój przekaz Europa Plus-Twój Ruch. Przynajmniej na poziomie  ogólnych deklaracji. Kiedy spojrzy się jednak czy na klub parlamentarny czy na listy – widać, że nie mamy do czynienia z ruchem politycznym o określonym profilu, a jedynie z grupą ludzi, o przeróżnych poglądach, skrzykniętych czysto eventowo. To co ich łączy, to głębokie przekonanie, że istnienie zawdzięczają krzykliwości, i że ta populistyczna ekspresja jest całością zadania, jakie przed nimi stoi. Projekt ambitnego biznesmena z Biłgoraja, który  od początku oparty był na kontestacji – jak najbardziej potrzebnej w polskim zaduchu – niestety nie przerodził się w ruch polityczny stawiający sobie cele i wykonujący pracę polityczną w dążeniu do ich osiągnięcia. Stąd dołujące sondaże i przepoczwarzenie w koalicję z Aleksandrem Kwaśniewskim. Koalicję niebywale kosztowną. O  Kwaśniewskiem można powiedzieć wiele złego, ale nie to, że nie umie się ustawić i zadbać o swoje interesy. Stary praktyk usiadł do stołu z ambitnym happenerem i w ten sposób walczący desperacko o przekroczenie progu komitet walczy o mandaty dla dwóch przyjaciół byłego prezydenta – Kalisza i Siwca, a nadzieją na dobry wynik jest emeryt – celebryta  Kutz. Jest  na listach E+TR wielu kandydatów, których cenię nie tylko z racji poglądów, ale także lubię prywatnie od lat – ale wybaczcie – uważam ich za użytecznych idiotów pracujących na mandaty dla ludzi, których wartość polityczna jest żadna. I głosując na nich, sam byłbym takim idiotą.

 słonko

Nie ma we mnie złości. Wybieram

Wszystko, co napisałem powyżej jest świadectwem mojego rozczarowania i frustracji sceną polityczną, ale nie systemem demokracji liberalnej. Scena polityczna jest taka, jaką sobie wybieramy, elementem jej konserwowania jest nie tylko system finansowania partii, ale także nasze powtarzalne głosowanie na mniejsze zło, nieuczestniczenie w wyborach, lub głosowanie w odruchu zniechęcenia na egzotycznych oryginałów w stylu Korwina czy Palikota.

Nie obniżę frekwencji, wezmę udział w wyborach. Nie zagłosuję na żadną ze zgłoszonych list – bo żadna z nich nie niesie ze sobą przesłania wolności. Istotą demokracji jest reprezentacja, a ja nie widzę wśród kandydatów posiadających realne szanse na wybór, swojego reprezentanta.

Zagłosuję na uśmiechnięte słoneczko. Takie nieporadnie wyrysowane, jak w grafice wyżej. Narysuję je na karcie wyborczej – taki mój mały list do klasy politycznej – tak, lekceważę was tak, jak wy lekceważycie mój głos, jak lekceważycie idee wolnościowe.  Nie ma we mnie złości – ja sobie poczekam na proeuropejską, modernizacyjną formację, na którą zagłosuję bez poczucia straconego głosu. Może taką stanie się któraś z istniejących partii, może powstanie jakaś nowa. Dokąd takiej partii nie będzie – będę sobie rysował słoneczka na kartach wyborczych i wrzucał do urny.

I nie mówcie, że to niemożliwe, że nie doczekam, że trzeba tu i teraz. Jestem z pokolenia, które na własne oczy widziało jak zmieniały się ustroje  –  zmiana takiej scenki politycznej to żaden problem. Tylko od nas to zależy.

Twitter: @Marcin_Celinski

Czytaj również
O autorze
*
MarcinCeliński
Publicysta Liberte!, przedsiębiorca, przewodniczący Forum Liberalnego.
@ Marcin_Celinski