List otwarty do Systemu szkolnictwa wyższego

Drukuj

Łódź, 08.10.2014

Drogi Systemie szkolnictwa wyższego,

gdybyś nie był bezduszną machiną biurokratyczną to byś sam to przyznał – trapi Cię ciężka, wieloobjawowa choroba. Diagnoz Twoich dolegliwości postawiono już wiele (m.in. http://liberte.pl/to-was-oskarzam-szanowni-profesorowie/), a kolejne ekipy rządowe próbują się bawić w lekarzy i coś tam majstrują przy Twoich mechanizmach. Zmieniają algorytmy, wytyczne, wprowadzają nowe obowiązki raportowe. Czasem nawet pieniędzy dosypią. To wszystko jednak na nic. Przynajmniej z mojego punktu widzenia.

Jestem adiunktem na państwowej uczelni. Zresztą znasz mnie przecież, bo masz moje dane w jednym ze swoich centralnych rejestrów. Od lat w mojej pracy nauczycielskiej nic się nie zmienia. Nikomu na niej nie zależy – ani moim przełożonym, ani moim studentom, a już najmniej Tobie. Na moim uniwersytecie skrupulatnie rozliczają mnie z ilości napisanych prac naukowych (z ich jakości to już raczej mniej), a co do tzw. dydaktyki to mają do mnie pełne zaufanie, że uczę dobrze. Poza tym sylabusa mam wypełnić w dwóch językach, przedmiotowe efekty kształcenia dopasować do kierunkowych, oceny do USOSa terminowo wpisać. Jeszcze dobrze żebym nie stawiał za dużo dwójek, bo z tym tylko kłopot i pieniędzy ze studentów trochę szkoda. O tym ostatnim to w sumie nikt nie mówi wprost, ale wśród inteligentnych ludzi pewne rzeczy rozumie się bez słów.

Studentom nie zależy, bo większość z nich to osoby, których jedynym prawem bytności w murach mojego uniwersytetu jest przywilej późnego urodzenia. Gdyby byli kilka lat starsi, to by przegrali walkę o indeks ze zdolniejszymi kolegami. A teraz nie ma już żadnej walki – studiować może każdy kto ma maturę. Przychodzą więc tacy Półinteligenci, nie umiejący się ubrać, wysłowić, o zdolności do czytania skomplikowanych tekstów to już nawet nie wspomnę.

Zostajesz jeszcze Ty. Tobie to bym całe wnętrzności wydarł, kończyny obciął i uformował na nowo – w oparciu o odpłatne studia i powszechny system kredytów studenckich. Miałbyś na pewno zdrowsze podstawy. Nie można tego jednak chwilowo zrobić, bo nasza konstytucja hojną ręką obdarowała wszystkich mirażem darmowego kształcenia i leczenia. Skoro więc chcę Cię zmienić, musze to zrobić mniej drastycznie. Spróbuję operacją wszycia w Ciebie trzech zasad i nazwę to tak jak lubisz – europeizacją. Powinna Ci się ta terapia spodobać, wszak to właśnie w ślepej pogoni za Europą zainfekowałeś się wirusem systemu bolońskiego. Dzięki niemu na studiach magisterskich rozwiązywać musimy kwadraturę koła w postaci dostosowywania zajęć do potrzeb osób kontynuujących studia po trzyletnim licencjacie oraz tych zupełnie „zielonych”, które nie znają podstaw. Ale wracają do tych zasad – oto one:

Zasada 1. System zachęca nauczycieli akademickich do stosowania efektywnych metod nauczania

Skoro wiedzę można sprawdzić testem wyboru na jedną stronę, to po co bawić się w wieloskładnikowe, sprawiedliwe ocenianie, które bada również umiejętności studenta? Po co spędzić kilka dni na egzaminowaniu ustnym, skoro można to załatwić znacznie szybciej? Po co kazać pisać studentom długie eseje, skoro trzeba je potem sprawdzać? Nie miałbym tych dylematów gdybyś Systemie w jakikolwiek sposób docenił mnie, gdy daje od siebie więcej niż inni. Dlatego postuluję wprowadzenie powszechnego, działającego na każdym wydziale, systemu nagród dla najlepszych dydaktyków. Część środków finansowych trafiająca do jednostek, byłaby zarezerwowana na takie wyróżnienia. Druga pula z kolei, byłaby zarezerwowana na granty dydaktyczne dla tych nauczycieli, którzy chcą wdrażać ciekawe, często bardzo praco i kosztochłonne projekty edukacyjne w ramach prowadzonych przez siebie zajęć. To mogłyby być innowacje metodyczne, e-learning, ale również najzupełniej klasyczne wykłady, do przygotowania których czasem brakuje najaktualniejszej literatury. Przykładem takiego systemu grantów dydaktycznych jest unijny program Jean Monnet, który finansuje projekty w zakresie kształcenia o Unii Europejskiej. System grantowy zresztą z powodzeniem działa przy finansowaniu nauki, więc czemuż miałoby go w ogóle nie być przy finansowaniu kształcenia?

Zasada 2. System zakłada wieloskładnikową ocenę pracy nauczycieli akademickich

Dlaczego dziś jestem oceniany niemal wyłącznie z osiągnięć naukowych? Dlaczego elektroniczne ankiety studenckie wypełnia tak niewiele osób, że ich wyniki są całkowicie niemiarodajne? Dlaczego nikt wybiórczo nie weryfikuje, czy egzaminuje rzetelnie i oceniam sprawiedliwie? Przecież nie wiesz Systemie, czy nie przyznaję studentkom pozytywnych ocen za piękny uśmiech, którym mnie obdarzą. Dlaczego stawiasz mnie w sytuacji, w której mogę uczyć beznadziejnie, oceniać na zasadzie widzimisię i mieć poczucie całkowitej bezkarności? Nie chcę go. Wiem, że gdybym pracował na bardzo dobrym zachodnioeuropejskim uniwersytecie, to bym nie był bezkarny. Gdyby studenci byli zmuszeni na koniec każdego semestru do wypełnienia ankiet oceniających wykładowców to bym miał jakiś miarodajny obraz tego, co o mnie sądzą. Gdyby co jakiś czas zewnętrzny ekspert sięgnął do eseju lub do testu, który oceniłem, mógłbym dostać merytoryczne potwierdzenie krążącej o mnie opinii, że oceniam zbyt surowo. Gdyby kogoś zainteresowało jakie metody dydaktyczne stosuje w trakcie zajęć, to może zastanowiłbym się jak je urozmaicić i zrezygnował z czytania wyświetlanych slajdów. Czy wiesz Systemie, że brak bata nad głową może rozleniwić nawet najlepiej wytrenowanego konia. Powiesz, że pracownicy uniwersytetu to nie konie? Jasne, że nie, ale dowiedziono empirycznie, że brak zewnętrznej motywacji rozleniwia także wielu ludzi.

Zasada 3. System zakłada upowszechnianie wśród nauczycieli akademickich efektywnych metod nauczania

Powiedz mi Systemie dlaczego nigdy nie wysłałeś mnie na żadne szkolenie z zakresu metod nauczania osób dorosłych? Dlaczego mój warsztat dydaktyczny muszę budować zupełnie sam? Dlaczego nie jesteś zainteresowany upowszechnianiem dobrych wzorców dydaktyki akademickiej? Sfinansowałeś chociaż jedną wysokonakładową publikację na ten temat? A może zachęciłeś jakoś moich kolegów, którzy prowadzą zajęcia lepiej ode mnie, żeby się podzielili ze mną swoją wiedzą? Nie zrobiłeś tego, a mogłeś, bo przecież przemieliłeś w ostatnich latach miliardy złotych z funduszy europejskich. Zamiast stawiać szklane domy, których nie jest w stanie wypełnić malejąca liczba studentów trzeba było ułamek tej kwoty przeznaczyć na propagowanie dobrych praktyk akademickich. Stoisz Systemie przed perspektywą przemielenia jeszcze większej ilości europejskich pieniędzy. Zastanów się proszę, czy choć części z nich nie możesz wykorzystać na przekonanie wielu moich kolegów adiunktów i profesorów, że metodyka pracy ze studentami może być nieco zmodyfikowana w stosunku do tej dziewiętnastowiecznej. Mówisz, że nie będą chcieli iść na szkolenie? Pewnie, że nie będą chcieli. Ale zmienią zdanie jak ich do tego zmotywujesz, a potem dostarczysz im naprawdę dobry produkt edukacyjny. A może jeszcze Systemie wykorzystasz część środków unijnych do doskonalenia różnych pomysłów dydaktycznych, zbadania ich skuteczności? Zachęcam do zapoznania się z częścią z nich na http://www.ideatorium.ug.edu.pl. To taki oddolny ruch grupki pasjonatów, którzy wierzą, że warto doskonalić swoje metody pracy ze studentami i upowszechniać dobre wzorce.

Czy powyższe zasady dostatecznie kojarzą Ci się z Europą, żebyś je przyjął jak własne? Jeśli tak to pozwól, że dorzucę jeszcze jedną, która się z Europą w ogóle nie kojarzy.

Zasada 4. System nie tworzy dodatkowych obowiązków biurokratycznych i likwiduje te zbędne

Dlaczego muszę cały czas modyfikować sylabusy prowadzonych przez siebie przedmiotów? Czy naprawdę to takie ważne w jaką tabelkę wpiszę zakres tematyczny i zasady zaliczenia mojego przedmiotu? Czy naprawdę te efekty kształcenia są dla Ciebie takie ważne, że muszę na nie poświęcać tyle czasu? Jesteś na tyle głupi, żeby wierzyć, że Ci wspomniani już przeze mnie „szczęśliwcy”, korzystający z przywileju późnego urodzenia, je osiągną? Sam się Systemie dławisz tą biurokracją, nie jesteś w stanie strawić tej ilości zbieranych danych. Zachęcam Cię do kompleksowej deregulacji i koncentracji na zbieraniu tych informacji, które są naprawdę istotne.

Kończę już ten list, bo się zrobił za długi, choć nawet połowy w nim nie zawarłem z tego, co bym Ci chciał przekazać. Pozwól, że jeszcze przypomnę Ci artykuł sprzed prawie dekady, zatytułowany „Czesne, reforma i liberalizacja rynku szkolnictwa wyższego”( http://www.e-mentor.edu.pl/artykul/index/numer/11/id/184). Trzech ministrów Cię w tym czasie reformowało, a nic się nie zmieniło. Tekst czyta się jakby go kto wczoraj napisał. Oby tego mojego listu ktoś za lat dziesięć nie znalazł i nie splagiatował jako swojego. Czego sobie i Tobie życzę.

Łączę stosowne wyrazy,

dr Tomasz Kamiński, adiunkt w Zakładzie Azji Wschodniej, Wydział Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego.

szkolnictwo wyzsze

Czytaj również
O autorze
*
TomaszKamiński
Adiunkt na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, stały współpracownik „Liberté!”
@ kaminskitomas