Co z tą Łodzią?

Drukuj

Perła XIX-wiecznego kapitalizmu wciąż powoli podnosi się po nokaucie, jakiego doznała na początku lat 90. XX w. Ale czy na pewno tak powoli i czy naprawdę w Łodzi żyje się aż tak źle? Czy fatalny wizerunek miasta ma swoje odzwierciedlenie w faktach, czy raczej jest wyuczoną kalką powtarzaną do znudzenia przez dziennikarzy i mieszkańców innych miast, którzy nigdy tu nawet nie byli? Łódź to miasto z wieloma historycznymi problemami, ale to, w jaki sposób wciąż się o nim mówi, przestaje odpowiadać faktom i przystawać do rzeczywistości w roku 2014.

Łódź powstała z niczego w kilkadziesiąt lat dzięki przedsiębiorczości i ciężkiej pracy zarówno fabrykantów, jak i robotników, stała się ośrodkiem wielokulturowym, w istocie „niepolskim”, w którym żyli obok siebie Niemcy, Żydzi, Polacy i Rosjanie. Dzieje tego miasta można by porównać jedynie do historii metropolii amerykańskich.

Dziś tamtej Łodzi już nie ma. To kolejny paradoks. Tkanka miejska przetrwała tutaj w zasadzie nienaruszona dwie wojny światowe, ale miasto de facto ekonomicznie i kulturowo zostało zniszczone i ma to wiele wspólnego z odzyskiwaniem przez Polskę niepodległości. I wojna światowa, rok 1918 to odcięcie Łodzi i jej przemysłu włókienniczego od rosyjskich rynków zbytu i pierwsze wielkie załamanie jej rozwoju. Historia powtórzyła się w roku 1989, dokonując anihilacji łódzkiego przemysłu. Może zatem to Polska jest coś winna temu miastu, dla którego niepodległość miała raczej gorzki smak rozczarowania? Jednocześnie Łódź to metropolia z bardzo słabymi tradycyjnymi elitami i proporcjonalnie nielicznymi mieszkańcami żyjącymi tu od wielu pokoleń. XIX-wieczne, multikulturowe elity zniszczył nazizm, a dzieła dopełnił swoimi przesiedleniami Stalin. Historia Łodzi po 1945 r. to masowe zasiedlanie przemysłowego miasta chłopstwem z wszelkimi konsekwencjami tego procesu. Ta historia jest dość dobrze znana i determinuje myślenie o Łodzi przez mieszkańców innych polskich miast. Łódź otrzymała łatkę upadłego miasta włókienniczego, z walącym się centrum, wypełnionym wszelkiego typu patologiami społecznymi, które szczególnie drastycznie pokazały swoją twarz w latach 90. Mass media i dziennikarze chętnie podchwytywali kalkę myślową, która – choć kilka lat temu nosiła znamiona prawdy – wkrótce zaczęła zacznie odstawać od rzeczywistości. Wbrew pozorom historia w Łodzi nie zatrzymała się w ostatnim dziesięcioleciu ubiegłego wieku – nawet jeśli inne miasta rozwijały się szybciej, to tutaj również dokonuje się wielka zmiana. O tym, jak głęboko w stereotypach tkwi dzisiejsze myślenie Warszawy o Łodzi świadczyć może pisany w jak najlepszej wierze niedawny raport tygodnika „Polityka”. W mojej opinii autorzy tego dokumentu wciąż patrzą wstecz, skoro dokument ukierunkowany był na przeszłość, czego najlepszym dowodem był wielki artykuł poświęcony byłym łódzkim włókniarkom. Łódzka rzeczywistość nie ma już dziś nic wspólnego z dawnym włókiennictwem i czas, aby Polska to dostrzegła. Mamy przecież rok 2014, a nie 1994, o czym wiele osób zdaje się zapominać. Polska nie dostrzega – a może nie chce dostrzec – zmian i szans, jakie drzemią w Łodzi.

Jaka Łódź jest?

Jak można więc opisać Łódź dziś? Po pierwsze, to wielki ośrodek akademicki, do którego rokrocznie przyjeżdżają dziesiątki tysięcy studentów. Uniwersytet Łódzki, Politechnika Łódzka, Akademia Medyczna, Akademia Sztuk Pięknych, Szkoła Filmowa i kilkanaście uczelni niepublicznych (w tym jedna z pierwszych w Polsce prywatnych uczelni okołomedycznych) to łódzka rzeczywistość, która idzie pod prąd (czy już tylko historycznej?) opinii o tym, że Łódź to wciąż miasto bez elit. Owszem, uczelnie nie mają tak imponującej tradycji, jak w innych ośrodkach, ale ich praca jest zauważalna. W 2011 r. wykształceniem wyższym legitymowało się 22,6 proc. łodzian podczas gdy w roku 1988 10,3 proc., a w 1960 zaledwie 3,9 proc. Coraz prężniej działa też kilka ośrodków obywatelskich, które animują dyskusje o mieście, świecie i społeczeństwie. Bardzo prężnie działają w Łodzi Świetlica Krytyki Politycznej oraz założona przez byłych dziennikarzy „Gazety Wyborczej” klubokawiarnia Niebostan. Mamy nadzieję, że swój pozytywny wkład w ten proces ma również prowadzona przez „Liberté!” 6. Dzielnica. Łódź to wielki eksporter specjalistów, którzy się tutaj kształcą, a następnie zasilają rynki pracy w wielu miastach zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Warto pamiętać, że w samej Łodzi również rozwija się wiele firm, w tym również w branży wysokich technologii. To tutaj znajduje się główna siedziba firmy Ericpol, wielkiego podwykonawcy technologicznego marki Ericsson, to tutaj inwestują w ostatnich latach liczne firmy branży IT, jak na przykład Comarch czy Fujitsu. To naturalne i ten proces powinien postępować. Łódź oferuje świetnych specjalistów również w branżach politechnicznych i to po lepszej cenie niż inne miasta. Ostatnie lata upłynęły pod znakiem pączkowania w Łodzi mikrofirm branży zaawansowanych technologii, start-upów. Historie takich firm jak Listonic czy Blue Brick naprawdę napawają optymizmem i dają nadzieję, że Łódź przedsiębiorcza w nowym wydaniu jest możliwa. Właśnie w Łodzi firma Mabion posiada swoje Centrum Badawczo-Rozwojowe Biotechnologicznych Produktów Leczniczych, gdzie inżynierowie pracują nad tworzeniem nowych, rewolucyjnych technologii leków. Łódź to też miasto coraz ciekawszych festiwali, oddolnych inicjatyw kulturalnych, centrów kultury alternatywnej, artystów i designerów. To w Łodzi powstaje kilkanaście ambitnych artystycznych i intelektualnych czasopism: „Arterie”, „Tygiel Kultury”, „Purpose”, „Nowy Obywatel”, „Liberté! – na co dzień udowadniają, że nazywanie Łodzi intelektualną pustynią jest nieporozumieniem. To w Łodzi działa jedna z najlepszych prywatnych galerii sztuki w Polsce, a mianowicie Atlas Sztuki. To w tutejszym Muzeum Sztuki znajdują się najbardziej cenione w kraju zbiory sztuki nowoczesnej. Do miasta coraz częściej przyjeżdżają artyści światowego formatu, czemu sprzyja funkcjonowanie hali sportowo-rozrywkowej – Atlas Areny. Łódź to też wielki projekt rewitalizacyjny. Już dziś można tutaj znaleźć kilka przykładów ciekawego odnowienia XIX-wiecznej architektury, przystosowania terenów pofabrycznych do nowych funkcji, mam na myśli Manufakturę, byłą elektrownię EC1 oraz wiele budynków w okolicach tzw. Księżego Młyna. One mogą stanowić prawdziwą atrakcję turystyczną. Ruszyły prace związane z odnawianiem kamienic w centrum miasta. Władze Łodzi w roku 2014 oddadzą setną kamienicę odnowioną w ciągu obecnej kadencji samorządu. A to dopiero początek. Na gruzach przemysłu włókienniczego rozwijają się inicjatywy związane z designem i wzornictwem – świetnie mają się dwie duże imprezy w tej branży – Festiwal Designu i Fashion Week. Co więcej – dzięki położeniu na skrzyżowaniu autostrad i na trasie planowanej kolei dużej prędkości – Łódź jest o krok od tytułu najlepiej skomunikowanego ze światem miasta w Polsce. To tutaj realizowany jest unikalny w skali Europy projekt budowy tzw. Nowego Centrum Łodzi, ogromnego projektu konstrukcji i rewitalizacji potężnego terenu w centrum miasta wokół całkowicie przebudowanego podziemnego dworca kolejowego Łódź Fabryczna. Decyzja firmy Atlas, by wyłożyć ponad 300 mln zł na budowę prowadzącej do Nowego Centrum tzw. Bramy Miasta – futurystycznego budynku zaprojektowanego przez (notabene pochodzącego z Łodzi) Daniela Libeskinda – świadczy o pozytywnym trendzie, jaki nadchodzi dla Łodzi.

urban-forms-lodz

Rozwój Łodzi

Oczywiście, ta pozytywna i oparta na faktach narracja nie opisuje całej łódzkiej rzeczywistości, która jest bardziej skomplikowana. Łódź wciąż potrafi straszyć całymi kwartałami niegdyś pięknych kamienic, dziś zwykle ruder podobnych raczej do slumsów niż jakiegokolwiek innego europejskiego miasta. To w Łodzi kontrast dwóch światów – ludzi kreatywnych, dobrze wykształconych i przebojowych oraz ludzi z zupełnego marginesu społecznego, których znakiem rozpoznawczym są kibolskie bojówki, kije bejsbolowe i ślepa agresja – jest szczególnie widoczny. Jednak Łódź znów ma szansę na dynamiczniejszy rozwój. Aby było to możliwe, potrzebne są zdecydowane działania w kilku strategicznych obszarach. Tyle że Łódź nie poradzi sobie sama, dlatego tym ważniejsze jest wyciągnięcie ręki do tych, którzy są zdeterminowani, aby to miasto zmieniać, aby przestać skazywać ogromny procent kolejnych generacji na migrację.

Rewitalizacja

Marzenia o dynamicznym rozwoju miasta okażą się mrzonką, jeśli Łódź nie będzie w stanie przeprowadzić rewitalizacji unikalnej tkanki miejskiej, pięknych kamienic, pałacyków i fabryk w swoim centrum i nadać im nowego życia, jeśli z miasta nie znikną slumsy, będące wstydem dla całej Polski. W cywilizowanym mieście takie kontrasty są niedopuszczalne. To wyzwanie o tak wielkiej skali, że powinno zostać uznane za priorytet w skali ogólnopolskiej. Stopień dewastacji centrum Łodzi jest tak ogromny, że osamotnione miasto i lokalni przedsiębiorcy temu zadaniu nie podołają. Wspaniała architektura w Łodzi zasługuje na bycie traktowaną jako zabytek klasy zero, którego odratowanie powinno być kulturalną racją stanu dla naszego państwa. Jego dziedzictwem jest przecież nie tylko Wawel, lecz także zabytki ery rewolucji przemysłowej. Zrewitalizowana Łódź, ze swoimi przepięknymi fabrykami i fabrykanckimi pałacami, będzie przyciągać turystów z całego świata. Premier Donald Tusk zapowiedział niedawno w Łodzi stworzenie specjalnego i wspieranego środkami unijnymi programu ukierunkowanego na rewitalizację miast. To bardzo ciekawy kierunek – liczy się jednak skala. Decydujące będą tu lata 2014–2020, dlatego na ten cel powinno zostać skierowane jak najszybciej o wiele więcej środków, niż ostatecznie chce to uczynić rząd. Co więcej, wydaje się, że Łódź zasługuje na program specjalny skierowany tylko do niej. Warto w ten sposób wyrównywać szanse i zadośćuczynić zapaści gospodarczej, jaką przeżyła Łódź w latach 90., a jednocześnie uratować jeden z unikalnych obszarów architektonicznych na terenie Polski. Bardzo ważne w tym kontekście będą również decyzje nowych władz samorządowych w Łodzi po tegorocznych wyborach. Utrzymanie kursu na rewitalizację i harmonijna współpraca w tym względzie z Warszawą wydają się absolutnym priorytetem dla miasta.

Duopolis i komunikacja

Łódź potrzebuje Warszawy, a Warszawa potrzebuje Łodzi. Te dwa wielkie miasta skazane są na współpracę i zacieśnianie więzi, jeśli Polska chce być poważnym graczem na międzynarodowej arenie gospodarczej w XXI w., gdzie – jak nigdy dotąd – liczyć się będą ogromne metropolie, skupiska bogactwa, siły nabywczej, technologii i energii kreatywnej. Dynamiczny rozwój Warszawy ma swoje ograniczenia z racji rozmiarów naszej stolicy. Trudno przecież wyobrazić sobie rywalizację tej wielkości miasta z Londynem czy Tokio. Warszawa zrośnięta gospodarczo z Łodzią i jej satelitami to – jak by na to nie patrzeć – obszar większy o milion mieszkańców i bardziej atrakcyjny dla międzynarodowego kapitału. Naprzeciw tym naturalnym tendencjom wychodzi projekt budowy wokół nowego kolejowego Dworca Fabrycznego Nowego Centrum Łodzi, czyli potężnych i nowoczesnych terenów inwestycyjnych w odległości zaledwie 50 minut podróży pociągiem od samego centrum Warszawy. Dokończenie remontu torowiska na trasie Łódź–Warszawa oraz budowy dworca może być kluczowym momentem dla tworzenia duopolis. W naturalny sposób tereny te powinny stać się obszarem do inwestowania dla firm, które chcą operować w środkowej Polsce. Tańsze tereny inwestycyjne niż w Warszawie, niższe koszty życia i pracy powinny zdynamizować procesy inwestycyjne. Centrum Warszawy stanie się równie osiągalne z Łodzi, co z warszawskich dzielnic takich jak Targówek lub Włochy. Warszawa nie powinna bać się tego procesu, ale sprzyjać mu, rozumiejąc wagę procesu zrastania się obu obszarów miejskich. Ta współzależność będzie pozytywnie działać na rzecz pozycji rynkowej obu miast na arenie globalnej, w których tak czy inaczej wiodącą rolę będzie odgrywać Warszawa. Dlatego takim pozytywnym symbolem otwarcia stolicy na ten proces powinno być przeniesienie jednej z centralnych instytucji państwowych do Nowego Centrum Łodzi.

Z tej perspektywy niezwykle ważne wydaje się zrealizowanie dwóch pozostających w dalekich planach wielkich inwestycji infrastrukturalnych. Po pierwsze, kolei dużej prędkości, tzw. linia Y, łącząca Warszawę i Łódź (podziemny Dworzec Łódź Fabryczna i tunel pod centrum miasta) z Wrocławiem oraz Poznaniem, a dalej z Berlinem. Szybka kolej to przyszłość transportu i warto w tej kwestii słuchać obecnego Komisarza Unii Europejskiej ds. Transportu Siima Kallasa z estońskiej liberalnej Reform Party. Jego zdaniem szybka kolej może być realną konkurencją dla linii lotniczych wszędzie tam, gdzie przejazd z miasta do miasta zajmowałby do czterech godzin, czyli mniej więcej tyle, ile trwałby lot razem z odprawami, nadaniem bagażu itd. Oznacza to, że szybka kolej Warszawa–Berlin (via Łódź) czy Warszawa–Praga (via Łódź) ma podstawy ekonomiczne. Komisarz zakłada, że aby urealnić inwestycje, należy planować szybkość pociągów nie na 350 km/h, ale na 250 km/h, co znacząco zmniejsza koszty jej budowy. Po drugie, budowa w połowie drogi między Łodzią a Warszawą interkontynentalnego lotniska, zdolnego do konkurowania o globalny ruch lotniczy zmierzający w kierunku Europy. Polska bez transkontynentalnego wielkiego portu lotniczego pozostanie na obrzeżach procesów globalizacyjnych, będąc krajem peryferyjnym wobec państw wyposażonych w taką infrastrukturę. W naszym kraju istnieje szkodliwa paranoja budowania niepotrzebnych lotnisk regionalnych, które nie będą w stanie się utrzymać. Zdecydowanie sensowniejsza w tym kontekście byłaby koncentracja kapitału na jednej poważnej inwestycji. Lotnisko w takiej lokalizacji byłoby też prawdziwym zwornikiem łączącym i zbliżającym do siebie Warszawę i Łódź, a w konsekwencji otwierającym centrum Polski na przybyszów z całego świata.

Miasto przedsiębiorców

Łódź ze swoim XIX-wiecznym mitem kapitalistycznym, świetną kadrą absolwentów łódzkich uczelni, stosunkowo niskimi kosztami wynajmu powierzchni biurowej i kosztami pracy jest potencjalnym rajem dla rozwijania innowacyjnych mikroprzedsiębiorstw. Już dziś przecież miasto kipi od takich pomysłów. Władze przy ul. Piotrkowskiej 104 mogłyby zrobić jeszcze więcej, aby takie inicjatywy wspomagać. Skoro miasto dysponuje ogromną bazą lokali komunalnych, warto tak dysponować tym zasobem, aby mieszkania czy biura na atrakcyjnych warunkach trafiały właśnie do osób podejmujących ryzyko prowadzenia własnej działalności. Rozszerzenie programu mieszkań dla absolwentów i mieszkań dla „kreatywnych” mogłoby być bodźcem sprawiającym, że ci najzdolniejsi zostaliby w mieście, a także czynnikiem skutecznie przyciągającym do Łodzi ludzi spoza jej granic. Władze samorządowe mogłyby również podjąć wysiłek łączenia, tworzenia ram do możliwości spotkania funduszy typu seed capital czy venture capital i młodych przedsiębiorców. Budowanie wizerunku miasta jako ukierunkowanego na taką działalność może mieć fundamentalne znaczenie. Warto też zmieniać zasady programów unijnych przeznaczonych dla młodych przedsiębiorców w taki sposób, by nie były skierowane jedynie do osób przebywających na bezrobociu, ale po prostu do tych, którzy mają najlepsze pomysły, kończą studia i kipią pozytywną energią do działania. A może, idąc za przykładem specjalnych stref ekonomicznych, można byłoby zorganizować w mieście strefę specjalnych przywilejów podatkowych dla innowacyjnych mikrofirm? Rozwijaniu małych firm sprzyja też bliskość Warszawy, a więc potencjalnych klientów, oraz niskie koszty życia i działania w Łodzi.

Łódź to miasto nieodkryte, które powinno zacząć być traktowane jako miejsce szans. Kapitalistyczny sen z XIX w. może się tu powtórzyć, a wiele wskazuje na to, że powoli ten proces właśnie się w tym paradoksalnym miejscu w centrum Polski na dobre rozpoczął.

Tekst pochodzi z XVII numeru „Liberte!”.

Czytaj również
O autorze
*
BłażejLenkowski
Politolog, publicysta, przedsiębiorca, prezes zarządu Fundacji Industrial ("Liberte!", 4liberty.eu, 6. Dzielnica).
@ BlazejLenkowski