Mikołaj, Rudolf, elfy, Frosty i Jezus

Drukuj

W kulturze anglosaskiej nikt nie twierdzi, aby laickie elementy świątecznej symboliki stanowiły czynnik konkurencyjny dla elementów religijnych, były z nimi w konflikcie lub im szkodziły.

Wraz z nastaniem okresu (przed)świątecznego, praktycznie co rok, gdzieś na marginesie debaty społeczno-politycznej, pojawia się wątek sporu o bożonarodzeniową symbolikę. Wiele osób wierzących, całkiem słusznie podkreślając religijne źródła obchodzonych w naszej kulturze pod koniec grudnia świąt, narzeka na wkradające się w używaną powszechnie symbolikę elementy laickie czy pozareligijne, neguje sens świętowania 24-26 grudnia przy braku religijnego odniesienia, a nawet sugeruje, że nawiązywanie do atmosfery świąt w sposób omijający/przemilczający aspekt religijny jest atakiem na wiarę i prawa katolików (takie głosy pojawiły się w reakcji na reklamę Lidla, która zamiast słów „Boże Narodzenie” użyła określenia „szczególny czas” czy też czegoś podobnego). Formułowana jest obawa dwojaka: 1) iż elementy pozareligijne stopniowo całkowicie wyprą z wizerunku świąt ich religijny sens, „zawłaszczą” je poprzez archetypiczną laicyzację; 2) iż utracona zostanie typowo polska (środkowoeuropejska?), tradycyjna kultura obchodów Bożego Narodzenia poprzez przenikanie i dominację wzorców obcych, zwłaszcza anglosaskich, które – i tu oba problemy się łączą – nader często posiadają laicki wydźwięk.

 

Nakreślona powyżej postawa jest niezrozumiała. Wykazuje się niekonsekwencją w kilku istotnych momentach. Polscy katolicy, bardzo zresztą słusznie, często podkreślają, że kultura europejska, a więc także polska, została ukształtowana przez chrześcijaństwo, jako jeden z elementów najważniejszych, oddziałujących najintensywniej. Skoro tak, to nie jest niczym zaskakującym, iż zwyczaj obchodzenia tych jednych z najważniejszych w chrześcijańskim kalendarzu świąt osadził się w samym centrum świadomości kulturowej całych społeczeństw i nie rezygnują z niego także osoby, które zinternalizowawszy całą tożsamość kulturową im wpojoną, nie wyznają lub nie praktykują wiary w Boga. Jak zauważono już choćby formułując treść preambuły do Konstytucji RP, chrześcijaństwo niesie ze sobą cały szereg wartości ludzkich, które są ważne niezależnie od wiary w Boga, takich jak rodzina, piękno, prawda, sprawiedliwość. Niektóre z nich na pewno stanowią istotny element treści, której nośnikiem są święta Bożego Narodzenia i z tego powodu nie tylko pozostają atrakcyjne dla ludzi w Boga niewierzących, ale także naturalnym jest, że ludzie ci pragną po treści te sięgać. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, aby nakłaniać ludzi niewierzących do zaprzestania uczestnictwa w rodzinnych świętach 24-26 grudnia i czerpania z panującej w tym czasie pięknej atmosfery. Nie ma także żadnego powodu, aby potępiać ich za to, że spędzają oni te święta w sposób akcentujący niezależne od religijności wartości ludzkie, ale nie nawiązują lub pomijają element czysto religijny.

 

Skoro zgadzamy się, że żyjemy w społeczeństwie pluralistycznym, gdzie koegzystują ludzie różnych wyznań i bezwyznaniowcy, to dość oczywistym jest, że podmioty niereligijne, takie jak komercyjne placówki handlowe, będą w swoich przekazach reklamowych dążyć do objęcia przekazem świątecznym wszystkich, a więc zrezygnują z włączenia elementów religijnych, posiadających pozytywne konotacje tylko dla części potencjalnych odbiorców, a skupią się na symbolice neutralnej (choinka, gwiazda, światła, bombki i anglosaskie wzorce Mikołaja-nie-biskupa, reniferów itp.). Dość oczywistym jest przecież, że symbolika świąteczna ma prawo, a nawet powinna być inna w różnych sferach przestrzeni. Inna w przestrzeni publicznej o komercyjnym charakterze, inna w przestrzeni publicznej o charakterze niekomercyjnym, inna w przestrzeni kościelnej, gdzie właśnie należy pielęgnować religijne elementy symboliki, całość obchodów podporządkować religijnym celom, jeszcze inna w końcu w przestrzeni domowej. Tutaj winna ona odpowiadać potrzebom i światopoglądom domowników. Istnienie przestrzeni dwóch ostatnich typów jest gwarancją, że religijny charakter świąt nie ulegnie zatarciu i zatraceniu tak długo, jak wierni będą go pielęgnować.

 

W polskiej tradycji bożonarodzeniowej aspekt religijny odgrywał dotąd rolę pierwszoplanową. Oczekiwanie poszanowania dla tradycji własnych musi jednak iść w parze z poszanowaniem tradycji innych narodów i krajów. W świecie anglosaskim – który, gdy przywołać zwłaszcza przykład USA, wcale nie pozwala na zakwalifikowanie go jako świata o nikłym znaczeniu religii – elementy pozareligijne i laickie od bardzo dawna posiadają silną pozycję w ogólnej symbolice świąt. Potwierdza to powierzchowna analiza najpopularniejszych anglojęzycznych pieśni świątecznych, z których bardzo duża część dotyczy Mikołaja, zimy, atmosfery świąt, ogniska domowego czy relacji międzyludzkich. Kluczowym jest, że w kulturze anglosaskiej nikt nie twierdzi, aby laickie elementy świątecznej symboliki stanowiły czynnik konkurencyjny dla elementów religijnych, były z nimi w konflikcie lub im szkodziły (co nie znaczy, że nie toczą się debaty o obecności elementów religijnych w przestrzeni publicznej w okresie świątecznym). W dobie z jednej strony globalizacji i upowszechnienia się w Polsce kultury popularnej pochodzącej głównie ze świata anglosaskiego, z drugiej zaś zarówno pewnej laicyzacji polskiego społeczeństwa, ale także i emancypacji niewierzącej mniejszości, która w sposób odważniejszy niż wcześniej rości sobie prawo do inicjatywy w kształtowaniu własnych wzorców świętowania w Boże Narodzenie, te pozareligijne elementy siłą rzeczy osadzają się także w naszym rodzimym imaginarium.

 

Nie jest to proces nowy, ani wyjątkowy. 200 lat temu pozareligijnym jeszcze elementem symboliki świątecznej była przychodząca do nas z Niemiec choinka, bez której dziś nie sposób wyobrazić sobie żadnego polskiego kościoła między 24 grudnia a 2 lutego. Jeszcze 25 lat temu – gdy autor tego tekstu był dzieckiem – św. Mikołaj zawsze pojawiał się w biskupim nakryciu głowy, a dziś jego wersja z reklamy Coca-Coli prawie nikogo już nie razi, a na pewno nie zaskakuje. Kłopotliwe są obecnie jeszcze latające renifery i elfy, ale i one nie są realną konkurencją dla Dzieciątka Jezus. Pochodzą z zupełnie innego świata i mają inne cele. Wraz z napływem tych motywów do naszych świąt, czego powstrzymać nie możemy, powinniśmy importować wspomniane powyżej przekonanie, że żaden z nich nie jest wrogim zagrożeniem dla betlejemskiego żłóbka (który też dopiero niedawno nauczyliśmy się przedstawiać bez nonsensownego kożucha śniegu na dachu i iglastego drzewa w tle). Mamy tu do czynienia z innymi płaszczyznami, innymi porządkami i zupełnie innymi celami. Z jednej stronny przeżywaniem wiary, z drugiej z rozrywką. Jedno drugiego w życiu nie wyklucza. W miejscach przeznaczonych do rozrywki elementy wymagające powagi wręcz nie powinny być umieszczane i dlatego nad wyraz słusznym jest, że Dzieciątko Jezus występuje w towarzystwie Matki Boskiej, pasterzy, Mędrców i ewentualnie osiołka, ale już nie Rudolfa, bałwanka Frosty, elfów i Śnieżynki w przykusej spódniczce.

 

Ten laicki element symboli świąt – jeśli pominąć bardziej głupawe jego formy – nie zasługuje na potępienie ludzi wiary. Jest nieszkodliwy, póki dbamy o umiejscowienie go na odpowiednim planie, a zwłaszcza zwracamy uwagę na proporcje. Umożliwia on uczynienie z tych świąt czegoś wspólnego dla wszystkich, także w społeczeństwie pluralistycznym religijnie. Powoduje, że ludzie niewierzący czują inkluzję i zamiast być może uczynić z 24-26 grudnia kolejnej okazji na demonstrację ateizmu, świętują te dni jako czas dla rodziny. Choinkę ubrać decyduje się nawet wielu wierzących niechrześcijan, którzy nie mogą modlić się do Dzieciątka Jezus, ale mogą wykorzystać ten wolny czas w dobry sposób. W ten sposób istnienie tej oferty pozareligijnej czyni ze świąt zjawisko ogólnospołeczne, które integruje członków społeczności, wzmacnia poczucie wzajemnych więzi, solidarności i współprzynależenia. W ten sposób utrwalają się spajające tradycje pomimo zmian religijnych, powstają i umacniają się zwyczaje i rytuały wspólnego świętowania, które będą skutecznie służyć jako fundamenty wspólnoty społecznej, także wówczas, gdy roli tej nie będzie już odgrywać wspólnota wiary. Również w ramach życia rodzinnego, gdzie rytuały obchodzenia świąt, istnienie „specjalnych momentów” w roku pełnią istotną rolę dla wychowania młodzieży i przekazywania dobrych wzorców życia rodzinnego poprzez przerwanie zabieganej rutyny codzienności, laicka symbolika odgrywa rolę niebłahą. Jest wzmocnieniem rodziny, ułatwia budowanie tradycji rodzinnych i zwyczajów spędzania wspólnie czasu także w rodzinach religii niepraktykujących. Odgrywa zatem pozytywną rolę integrującą na dwóch poziomach, z których oba są ważne także z ogólnospołecznego punktu widzenia.

 

W ostatnich latach uaktywniły się w Polsce środowiska, które ludzi wierzących usiłują przekonać do tego, że warto intensywnie przeżywać swoją wyższość nad ludźmi niewierzącymi, że należy z zadartym nosem i pogardą spoglądać na postępujących pod dowolnym względem inaczej niż wskazywałaby tradycja czy utarty zwyczaj, że należy ich „napominać”, samemu będąc całkowicie pewnym posiadania niczym niewzruszonej racji. Demonstrowanie niechęci wobec wszystkiego, co świąteczne, ale nie religijne, usilne eliminowanie tego, co nieprzewidziane w kościelnym modelu przeżywania świąt, do niczego dobrego jednak nie doprowadzi. Może jedynie stworzyć nowe podziały pomiędzy nami, wygenerować nową okazję do odwracania się od siebie plecami. Zamiast tego, Boże Narodzenie, które stało się dziś w naszej kulturze świętem nie tylko, ale też religijnym, powinno pozostać okazją do większej wzajemnej życzliwości niż na co dzień. Tego się trzymajmy.

Czytaj również
O autorze
*
PiotrBeniuszys
Politolog i socjolog, kościerzanin z urodzenia, obecnie mieszkaniec Gdańska. Członek zespołu redakcyjnego i autor licznych publikacji w „Liberté!".
@ piotr_beniuszys