Nacjonalizacja mainstreamu

Drukuj

Aktualny silny wzrost tendencji konserwatywno-narodowo-patriotycznych, ale też ksenofobicznych czy islamofobicznych w Polsce ma związek z podobnym trendem w krajach UE, czy nawet szerzej – jeżeli przyjrzymy się kampanii prezydenckiej w USA.

Kiedy spojrzymy realnie na sytuację w Europie, zobaczymy jak nacjonalizm wchodzi do politycznego mainstreamu, a skrajna prawica przestaje być folklorem, a nawet powoli się nim staje (Francja, Austria, Niemcy, Węgry). Dziś dbałość o narodowy wyłącznie interes, wynoszenie na sztandary suwerenności swojej Ojczyzny, niechęć do obcych, stają się coraz dobitniej postawą „europejską”. Również dlatego ośmielone stają się siły ksenofobiczne i duża część podobnie myśląca mono-etnicznego polskiego społeczeństwa.

Obserwujemy moment zwrotny w historii UE, w którym społeczeństwa europejskie rozchodzą się z dotychczas pewnymi swojej silnej pozycji elitami wywodzącymi się z ogólnie pojętego środowiska liberalno-demokratycznego. W przededniu brytyjskiego referendum mającym zdecydować: Brexit czy Remain, nie wiadomo nawet, ile projekt unijny ma jeszcze czasu przed sobą. Do lamusa można odstawić hurraoptymistyczne, technokratyczno-ideologiczne kursy „O Unii i jej standardach”, które pamiętam przed polskim referendum akcesyjnym. Słabnąca ekonomicznie i politycznie klasa średnia w potrzebie przywrócenia stabilizacji bytowej, potrzebie promesy lepszych perspektyw i w proteście na oderwanie wspomnianych europejskich elit – zaczyna popierać wywrotowe siły polityczne anty-establishmentowe, anty-liberalne, a nawet anty-demokratyczne. W kolejnych państwach Europy, z jednej strony, szczególnie konserwatywno-suwerenno-narodowy polityczny mainstream próbuje konkurować w nacjonalistycznych, antyimigranckich hasłach ze skrajną prawicą. Z drugiej stronny, ta ostatnia, bardziej autentyczna w tym zakresie zdobywa coraz większe poparcie i władzę – przy niepopularnej lewicy, jedyna realna i wiarygodna alternatywa dla politycznego mainstreamu (Austria, Francja, Niemcy, Dania, Holandia, Szwecja, Finlandia, Wielka Brytania, Węgry, Słowacja).

W przypadku Polski paradoksalnie, po 12 latach w UE, wydaje się, że Polacy (wybiórczo, ale jednak) przyjęli myślenie na poziomie europejskim. Kiedy społeczeństwa UE renacjonalizują się i stają się coraz bardziej eurosceptyczne, pomimo, że u nas poparcie dla projektu UE jest wysokie[1], zaczynamy myśleć problemami Unii, nawet jeżeli nas mniej dotyczą: terroryzm islamistyczny, fala uchodźców, spadająca wiara w sukces modelu wielokulturowości, kryzys w strefie euro, bankructwo Grecji. Za pośrednictwem mainstreamowych mediów odczuwamy razem z sąsiadami zagrożenie związane z dużą falą uchodźczą, z radykalizacją islamistyczną części europejskiej społeczności muzułmańskiej, pomimo praktycznego braku muzułmanów na swoim terytorium. Przy silnym krytycyzmie europejskich elit rządzących  – ogłoszenie śmierci wielokulturowości przez Angelę Merkel w 2013, podobne stanowisko byłego prezydenta Nicolasa Sarkozego czy Dawida Camerona – dochodzi do publicznej legitymizacji postaw anty-multikulti prezentowanych przez środowiska konserwatywno-narodowe i skrajnie prawicowe. Widzimy, że w krajach o długoletnich tradycjach wielokulturowych, dodatkowo ze względnie udanym modelem wielokulturowości, jak Holandia, czy Niemcy (tutaj dosyć świeże doświadczenie z licznymi mniejszościami etnicznymi) – ostro krytykuje się samą ideę wielokulturowości. To pokazuje głęboki kryzys wielokulturowości i zamykanie się społeczeństw w obrębie swoich grup etnicznych, co zrywa pewne kontinuum integracyjnej roli globalizacji, a w zamian za to przeżywamy globalnie coraz bardziej dezintegrujące procesy, jak perturbacje ekonomiczne (2008), konflikty etniczne i fanatyzmy religijne, ultranacjonalizm, praktyki autorytarne władzy, przemoc polityczna, czy terroryzm.

Dodatkowo obserwujemy, co ma, oprócz kryzysu uchodźczego, olbrzymi wpływ na negowanie imigracji przez polskie społeczeństwo – kolejną transformację zagrożenia globalnym terroryzmem ze strony islamistycznych radykałów. Ten terror dotyka już nie Bagdad, Bejrut, Bali, Kenię czy Stany Zjednoczone, ale coraz częściej naszych sąsiadów z UE – Francuzów, Belgów czy Brytyjczyków. W tym kontekście globalny wymiar islamofobii, tak silnie rozwijający się na poziomie światowym (politycznym, kulturowym, religijnym) po 9/11 w USA, przybiera na sile aktualnie w Europie bezprecedensowo zagrożonej atakami oraz falą uchodźczą populacji w dużej mierze muzułmańskich z Bliskiego Wschodu i Afryki. Czekając na wyniki badania DARE, próbując sobie wytłumaczyć brak chęci pomocy potrzebującym jej uchodźcom w Polsce, uważam, że globalnie, długo i głęboko już ugruntowana islamofobia odgrywa istotną rolę. Za kolejny oprócz, opisanego wyżej już wzrostu tendencji nacjonalistycznych, czynnik uważam chęć skoncentrowania się na polepszeniu bytowej egzystencji Polaków w ramach „małej stabilizacji transformacyjnej ostatnich 26 lat i odrzucenie brania na swoje barki dodatkowego problemu, wysiłków i  kosztów z nim związanych. Jako pragmatyk uważam, że zaskakujący skalą kryzys migracyjny powinien być rozpatrywany w kategoriach szansy dla Polski – zwłaszcza w perspektywie długoterminowej – dla społeczeństwa przyjmującego imigrantów, zarówno pod kątem gospodarczym, demograficznym, społecznym i kulturowym. Mimo, że mamy bezrobocie na jednocyfrowym poziomie odnotowujemy już teraz deficyt siły roboczej w poszczególnych branżach (podaje się 90 tys. ), a prognozy Deloitte i Banku DNB Polska (raport: „Kierunki 2015: wyzwania globalne, krajowe szanse, prognozy sektorowe”) wskazują, że w kolejnych latach ujemny bilans będzie stale się powiększać. Nie przestańmy przypominać – czeka nas katastrofa demograficzna. Wedle GUS do 2050 r. odnotujemy spadek liczby ludności Polski o 4,5 miliona, tj. o 12%. Nie jest pewne, czy nowe, ważne prorodzinne programy rządu zahamują tę negatywną tendencję.

Tylko co z tego, jeżeli na poziomie europejskim wielokulturowość, nawet wbrew logice i interesowi narodowemu, zaczyna być kojarzona bardziej z zagrożeniem (dla tożsamości czy bezpieczeństwa) niż z szansą rozwojową.


[1] Ostatnie badanie Pew Research z czerwca 2016: wśród 10 krajów Unii, gdzie Pew przeprowadzało badanie na próbie 10,491 respondentów, 51% respondentów ma pozytywny stosunek do Unii. Tylko 23% Polaków ma złe zdanie o Unii. To najniższy poziom eurosceptyzyzmu w badaniu, którego próba odpowiada 80% mieszkańców UE. Węgrzy, mimo, że dużo mniej eurocesptyczni niż reszta obywateli bloku liczniej wyrażają krytycyzm wobec UE – 37%. Najbardziej eurocesptyczni są Grecy (71%) i Francuzi (61) oraz Brytyjczycy (48).

Czytaj również
O autorze
*
ŁukaszJurczyszyn
dr Łukasz Jurczyszyn, Akademia Humanistyczna, koordynator na Polskę, z ramienia Collegium Civitas, badania Komisji Europejskiej DARE (Dialogue About Radicalisation and Equality), poświęconego dwóm rodzajom radykalizacji - skrajnie prawicowej i islamistycznej, oraz pozamilitarnej polityce bezpieczeństwa.