Nie z moich podatków

Drukuj

Zorganizowane grupy nacisku metodą szantażu wymuszają na władzy ustępstwa kosztem interesu wszystkich Polaków. Rachunek społecznych zysków i strat nie ma tu znaczenia. Liczy się najskuteczniejszy argument – siła i zastraszanie, które w roku wyborczym okazuje się nadspodziewanie skuteczny.

Grupy, które walczą o swoje przywileje nawołują do solidarności z nimi podczas gdy same nie są solidarne z ogółem społeczeństwa. Rolnicy, którzy najwięcej zyskali na wejściu do Unii Europejskiej, nie płacą podatku dochodowego, a ich świadczenia zdrowotne i emerytalne są finansowane przez resztę społeczeństwa. Górnicy nie odkładają na swoje emerytury, tak jak wszyscy obywatele, ale płacą za nie – dodatkowo – wszyscy pozostali. Premie i nagrody dla nich: czternastki, ołówkowe itd. nie są w ogóle powiązane z wynikami ich pracy – dochodowością przedsiębiorstw.

Młody człowiek, który założy firmę musi płacić po 2 latach 1100 zł ZUSu miesięcznie niezależnie od tego czy osiąga dochód czy nie. Nikt nie przejmuje się czy znajduje zbyt na swoje produkty, czy kontrahenci płacą mu na czas faktury. Górnicy tymczasem wypłacają sobie 13 i 14 pensje, niezależnie od tego czy ich praca jest opłacalna i czy jest zbyt na ich produkty. Kiedy przedsiębiorstwo zaciąga długi i nie może ich spłacić plajtuje, a pracownicy lądują na bruku. Górnictwo domaga się oddłużenia i gwarancji zatrudnienia. Kiedy drastycznie spada zapotrzebowanie na węgiel i notowana na giełdzie firma próbuje zracjonalizować premie i powiązać je z wynikami związki zawodowe organizują protesty, które zmieniają się w burdy i domagają się odwołania prezesa. Mimo że nawet nie ma mowy o zwolnieniach.

Jeśli prywatna firma chce płacić za przywileje swoim pracownikom wszystko jest w porządku. Kiedy wypłacane są one w niedochodowych spółkach z pieniędzy budżetowych mamy do czynienia ze skandalem. Skandalem, na który wszyscy przyzwyczailiśmy się godzić. Do którego przywykliśmy. Polska nie jest liberalna ani solidarna. Jest resortowa. Tak jak w PRLu są branże, które państwo wspiera, niezależnie od rachunku ekonomicznego i interesu społecznego.

Nie zgadzamy się na to, żeby państwo płaciło za przywileje związkowe, górnicze czy rolnicze z naszych podatków. Jest wiele obszarów wymagających nakładów – takich jak wyrównująca szanse edukacja od najmłodszych lat, służba zdrowia, konieczność poradzenia sobie zapaścią demograficzną, czy innowacyjna gospodarka, dzięki której Polska rozwijać się będzie także bez funduszy unijnych, nie mówiąc już o efektywnej pomocy dla najgorzej sytuowanych.

Młodzi ludzie nie mogą liczyć na żadne ułatwienia ani przywileje. Jedynym pewnikiem w ich życiu jest kredyt. Na państwo mogą liczyć, że nie zapomni ukarać ich za spóźnienie się z rozliczeniem podatkowym. Ze swoich elastycznych umów o pracę finansują nieelastyczne kredyty, niepewne emerytury i przywileje tych, którzy mają dość siły, żeby je sobie ich kosztem wywalczyć.

Państwo powinno wszystkich obywateli traktować tak samo. Nie zgadzamy się na kolejne przywileje i domagamy się likwidacji istniejących. Blokującym drogi i ulice rolnikom, awanturującym się górnikom i wszystkim, którzy chcą nasze pieniądze schować do swoich kieszeni, politykom, którzy chcą sobie kupić nimi kolejną wygodną kadencję w sejmowych ławach – mamy do powiedzenia tylko jedno.

Nie z moich podatków.

Tekst ukazał się na blogu Moja Polityka na portalu polityka.pl

Czytaj również
O autorze
*
LeszekJażdżewski
Politolog, publicysta, redaktor naczelny LIBERTÉ!
@ LesJazd