Niepodległość jest kobietą

Drukuj

Był rok 1918. Zdeterminowana grupa kobiet marzła pod mokotowską willą Piłsudskiego z symbolicznymi parasolkami w rękach, w walce o prawa wyborcze Polek. Prawie sto lat później Polki znów wyszły na ulice. I znów – z symbolicznymi parasolkami. Mimo upływu lat na polu praw kobiet jest dużo do zrobienia.

W 2018 r. będziemy obchodzić stulecie praw wyborczych kobiet. Będzie to też okrągła rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę. Wiele inicjatyw skupi się w patriotycznym uniesieniu na uczczeniu pamięci o silnych żołnierzach i odważnych wojakach.

Przy tej okazji trzeba przypomnieć, że niepodległość to nie tylko zasługa umundurowanych mężczyzn, ale też odważnych kobiet, które nie bały się walczyć o to, co najistotniejsze.

Wiele osób powie, że ta rocznica to oddzielne święto, że to „sprawa kobiet”. Że nie ma potrzeby włączania tego we wspólne obchody. Jest dokładnie na odwrót – te dwie rocznice są ze sobą esencjonalnie połączone.

Nie byłoby niepodległego, wolnego, demokratycznego kraju tam, gdzie nie byłoby równych praw dla wszystkich jego obywateli i obywatelek.

Polska w kwestii równouprawnienia uprzedziła Francję czy Stany Zjednoczone, dziesięciolecia później jednak pozostaliśmy na szarym końcu. A teraz kiedy na czele rządu stoi kobieta, prawa Polek są zagrożone silniej niż kiedykolwiek wcześniej.

Dzisiejszy demontaż demokracji rozpoczął się demontażem praw kobiet. Władza sprawdzała granice społecznej akceptacji swoich niebezpiecznych działań właśnie na kobietach. Po kolei odbierając przyzwoitą opiekę okołoporodową, ucinając finansowanie dla organizacji niosących pomoc ofiarom przemocy, procedując drakońską ustawę antyaborcyjną.

Obserwujemy zmierzch systemu, który traktował kobiety podmiotowo. Świadoma swoich praw obywatelka nie jest nowej władzy potrzebna.

Polskie społeczeństwo wydaje się podzielone na dwa obozy. Nie jest to do końca prawda. Istnieje wśród nas trzecia grupa, ta najbardziej liczna i uporczywie milcząca. Dziś ten brak zaangażowania i nieświadomość jest groźniejsze niż krzyki ONR-u, groźniejsze niż fanatycy pro-life. Bo przegrać możemy jedynie, kiedy dopadnie nas obojętność.

Inicjatywy takie jak Stowarzyszenie Sto Lat Głosu Kobiet są działaniem pozapartyjnym, ale ściśle politycznym. Nie ma w dzisiejszej rzeczywistości miejsca na apolityczność.

Każda sfera życia kobiet jest wypadkową decyzji polityków. Dlaczego tak groźne są wdrażane zmiany. Demokratyczny kraj to taki, w którym jako artystki mamy wolność wypowiedzi, jako kobiety-sędziowie możemy decydować niezależnie, jako pracownice posiadamy odpowiednie gwarancje, jako matki potrzebne świadczenia. I tak po prostu, demokratyczny kraj to taki, gdzie jako obywatelki jesteśmy szanowane.

O taki kraj trzeba zawalczyć. A że walka dzieje się na wielu frontach, jesteśmy obecne na protestach, zbieramy podpisy pod istotnymi petycjami, organizujemy panele edukacyjne i publikujemy. Najważniejsze dziś jest to, by dotrzeć do ludzi, przełamać barierę obojętności i pokazać, jak solidarnie kobiety potrafią walczyć.

Nina Gabryś – historyczka, antropolożka. Stypendystka Narodowego Centrum Kultury i międzynarodowego programu „Humanity in Action”. Współpracowała m.in. z Wydawnictwem Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, Queer.pl i Fundacją „Miasto Literatury”. Współtwórczyni inicjatywy „Sto Lat Głosu Kobiet”.

Foto: Sufrażystki w Krakowie. Dzień Kobiet w 1911 r., domena publiczna.

Od redakcji: Liberté! objęło patronatem medialnym cykl debat, organizowanych pod hasłem „Sto lat głosu kobiet”. Celem spotkań jest uczczenie setnej rocznicy uzyskania przez Polki praw wyborczych, która przypada w listopadzie 2018 roku.

Czytaj również
O autorze
*
NinaGabryś
Z wykształcenia historyczka antropolożka. Stypendystka Narodowego Centrum Kultury i międzynarodowego programu „Humanity in Action”. Współtwórczyni inicjatywy "Sto Lat Głosu Kobiet".