Norweska utopia (?) otwartego społeczeństwa

Drukuj

Norwegia niemal od zawsze, podobnie jak cała Skandynawia, kojarzyła się ze spokojem i dobrobytem. Zazwyczaj omijały ją klęski i nieszczęścia. Nie występowały tam poważniejsze kryzysy gospodarcze, znaczący procent bezrobocia, czy też niepokoje polityczne spędzające sen z powiek politykom mniej szczęśliwych krajów. Wydawało się, że spokoju tego kraju nic zmąci. Do 22 lipca 2011 roku.

http://www.flickr.com/photos/guillaumecolin/3817534256/sizes/m/in/photostream/
by Guillaume & Pauline

Kiedy późnym piątkowym popołudniem na skutek wybuchu bomby zatrzęsły się mury dzielnicy rządowej w Oslo, pierwszą reakcją Norwegów był szok i niedowierzanie. Mit niemal bezwzględnie bezpiecznej Norwegii funkcjonujący w umysłach większości jej obywateli, został poważnie zachwiany. Pierwsze oskarżenia, co nie jest zaskoczeniem, zostały skierowane w stronę terrorystów islamskich. Norwegowie są bowiem aktywnie zaangażowani w misję wojskową w Afganistanie, co więcej, brali oni udział w nalotach na Libię. W wyniku wybuchu w Oslo zginęło 8 osób, a wiele innych zostało poważnie rannych.

Wkrótce okazało sie jednak, że zaledwie 30 kilometrów na północny-zachód od miasta, na wyspie Utoya po niecałej godzinie od zamachu bombowego doszło do aktu o wiele bardziej szokującego. Na wyspie tej w piątkowe popołudnie odbywał się zjazd młodzieżówki rządowej Norweskiej Partii Pracy (NPP), który zgromadził na niej oraz odseparował od lądu setki młodych ludzi w wieku od 14 do 18 lat. Kiedy na wyspie pojawił się uzbrojony mężczyzna, w przebraniu policjanta i otworzył ogień do niczego niespodziewających się zgromadzonych, niedowierzanie stało się jeszcze większe. Na wyspie życie straciło 68 osób. Jak to możliwe, że w ciągu zaledwie kilku godzin, ten spokojny kraj nawiedziło takie nieszczęście?

Wkrótce po brawurowej akcji norweskiej policji, udało sie ustalić, że oba zamachy były ze sobą powiązane, możliwe, że nawet zorganizowane przez tego samego człowieka oraz ująć samego zamachowca, który okazał się.Norwegiem.

Anders Behring Breivik nie tylko był rodowitym Norwegiem, ale również pozornie spokojnym i wręcz typowym obywatelem swojego kraju. Prowadził działalność gospodarczą, płacił podatki, mieszkał w spokojnej dzielnicy Oslo. Jedynym wyróżnikiem była jego niechęć wobec imigrantów oraz wyraźnie konserwatywne poglądy. Po bardziej wnikliwej analizie okazało się, że ów konserwatyzm przejawiał się w działalności w organizacjach skrajnie prawicowych oraz znacznej niechęci wobec otwartej polityki norweskiego, centrolewicowego rządu Jensa Stoltenberga. Breivik, zagorzały katolik nie mógł pogodzić się z postępującą imigracją zwłaszcza muzułmańską zalewającą Norwegię w ostatnich latach oraz z brakiem reakcji władz norweskich na ów proces. Szczególnie krytycznie nastawiony był wobec rządowej Norweskiej Partii Pracy, opowiadającej się za otwartością i tolerancją wobec imigracji, tak charakterystycznymi dla Norwegii. Można zatem przyjąć, że zarówno atak na budynki rządowe jak i na obóz młodzieżówki NPP były formą zemsty, czy też manifestacji niezadowolenia wobec formy prowadzonej przez rząd norweski polityki. Podczas przesłuchania zamachowiec przyznał się do dokonania ataków oraz stwierdził, że były one konieczne dla zapoczątkowania rewolucji, która miałaby zmienić społeczeństwo w jego kraju.

Tragedia, która miała miejsce w Norwegii po raz kolejny pokazała, jak niebezpieczny jest ekstremizm. Andreas Behring Breivik uznawany jest za fundamentalistę zarówno religijnego, całkowicie oddanego religii katolickiej, jak i ideologicznego, wyznającego doktrynę nazistowską. Bez względu zatem swój wymiar, fundamentalizm łatwo może doprowadzić do tragedii oraz zagrożenia dla wielu niewinnych ludzi na co dowodem są wydarzenia ostatnich dni.

W dzisiejszych czasach, uznawanych za czasy wolności, zwłaszcza w kontekście Skandynawii uznawanej za symbol swobody społeczno-ideologicznej, paradoksalnie wolność ta wydaje się być jednym z naszych największych zagrożeń. Oczywistym wydaje się, że w ustrojach demokratycznych nie istnieje możliwość poddawania całkowitej kontroli swoich obywateli, szczególnie w przypadku państw, które z wolności uczyniły swój symbol. Dla Skandynawów oznaczałoby to klęskę ich modelu konsensusu społecznego, który dla wielu, zwłaszcza w kontekście opisywanych wydarzeń, może uchodzić za przejaw naiwności. Podstawą tegoż modelu jest tylko i aż tolerancja, rozumiana jak poszanowanie dla różnorodnych poglądów, także tych nie do końca standardowych. Wiara w ów ideał czyni ze Skandynawów bez wątpienia wyjątki, z jednej strony podziwiane za swoją konsekwencję, z drugiej zaś traktowane z lekkim przymrużeniem oka. Kto całkowicie rozsądny bowiem po aktach terroru będących z znacznej mierze wynikiem proimigracyjnej polityki, zareagowałby podobnie do premiera Norwegii, który na konferencji prasowej powiedział, że zamachy wprowadzą jeszcze więcej otwartości i demokracji do prowadzonej przezeń polityki?

Podczas tej samej konferencji Jens Stoltenberg powiedział także coś równie istotnego. Stwierdził on wówczas, że nikt za pomocą bomb, czy też strzałów nie wystraszy Norwegów do tego stopnia, że zrezygnują oni ze swojej polityki otwartości. Jej potencjalna zmiana byłaby bowiem bez wątpienia wygraną Brevika oraz innych zamachowców, którzy w przyszłości mogliby pokusić się o podobne rozwiązania. W tym wypadku bowiem, każdy kolejny ruch norweskiego rządu będzie traktowany jako swego rodzaju deklaracja dotycząca dalszej strategii Norwegów. Dodatkowym aspektem utrudniającym położenie rządu Soltenberga jest fakt, że media na całym świecie po piątkowym incydencie wróżą koniec ery beztroskiego bezpieczeństwa państw skandynawskich oraz naiwnej polityki otwartości, wskazując ją jednocześnie jako bezpośrednią przyczynę rodzącej się co raz częściej w społeczeństwach frustracji. Norwegowie muszą zatem prowadzić bardzo ostrożną taktykę, która potwierdzi rzeczywisty stan norweskiej polityki otwartości, bowiem rzutuje ona także w znacznej mierze na inne państwa skandynawskie.

Większość obserwatorów ostatnich wydarzeń zadaje sobie zapewne pytanie, czy tej tragedii można było uniknąć. Być może gdyby w Norwegii obowiązywał podobny do Polski przepis zakazujący działalności organizacji nawołujących m.in. do nienawiści rasowej, to Andreas Behring Breivik nie miałby tak dogodnego pola do działań. Z drugiej jednak strony oczywistym wydaje się, że oficjalny zakaz funkcjonowania tego typu stowarzyszeń całkowicie nie eliminuje ich obecności z życia obywateli. Dodatkowo zapis ten bez wątpienia godziłby w wyżej opisywaną wolność panującą w Skandynawii.

Być może zaostrzenie wymagań pozwalających na dostęp do broni palnej także pozwoliłoby na znaczne ograniczenie tego typu incydentów. Po piątkowej tragedii od razu odezwały się głosy dotyczące wprowadzania ogólnoeuropejskich regulacji w tym względzie. Po samym przykładzie Breivika widać jednak, że istnieje wiele innych metod, rzecz jasna niezgodnych z prawem, za pomocą których można taką broń nabyć.

Innym elementem mogłoby być roztoczenie większej kontroli nad społeczeństwem, co zapewne pomogłoby w namierzeniu działalności potencjalnych zamachowców. Uwzględniając jednak współczesną ilość środków przekazu informacji, ze szczególnym naciskiem na Internet, w którym Breivik był wyjątkowo aktywny, wydaje się to być niemal niemożliwe, choć zapewne po zamachach z Oslo Norwegowie znacznie ową sferę poprawią.

Być może wreszcie prowadzenie przez rządy państw skandynawskich odmiennej polityki, niechętnej imigracji pomogłoby zwalczyć frustracje społeczeństw. Pociągnęłoby to za sobą jednak wzrost nastrojów antyimigranckich także wobec mniszości od lat zamieszkujących te kraje oraz przede wszystkim, jak zostało powyżej wskazane oznaczałoby to koniec skandynawskiej doktryny otwartości i jednoczesne zwycięstwo zamachowców.

Sytuacja, w której znajdują się obecnie Norwegowie jest bardzo skomplikowana, bowiem każde z rozwiązań na jakie się zdecydują pociąga za sobą zarówno szereg pozytywów, jak i negatywów. Najrozsądniejsze zdaje się jednak powstrzymanie się od radykalnych zmian i kontynuacja w nieco zmodyfikowanej formie polityki prowadzonej dotychczas. Wprowadzenie przepisów pozwalających na nieco dogłębniejszą kontrolę działalności organizacji ekstremistycznych czy też analiza informacji zawartych w Internecie, przy jednoczesnym zachowaniu względnej swobody zapewne przyczyniłyby się do wzrostu bezpieczeństwa. Niezaprzeczalnym i jednocześnie niepokojącym jest jednak fakt, że kontrola tego typu aktywności jest tak trudna do wykrycia.

Czas pokaże czy norweska wizja społeczeństwa otwartego i tolerancyjnego, która przechodzi kryzys w całej Europie i którą z takim okrucieństwem zaatakował Breivik przetrwa czy też okaże się kolejną utopią.

Czytaj również
O autorze
*
EwaLitke
Absolwentka nauk politycznych na WSMiP na Uniwersytecie Łódzkim, ekspertka Fundacji Naukowej Norden Centrum.