Nowa zimna wojna Rosji

Drukuj

Kremlowscy propagandyści twierdzą, iż oskarżenia Zachodu dotyczące łamania praw człowieka są wybiórcze i poparte jedynie jego interesem własnym. Tu Rosjanie mają słuszność – niekonsekwencja Zachodu dała im ku temu okazję.

Miło jest, gdy okazuje się, że miało się rację – do pewnego momentu. Iluzje na temat Rosji Władimira Putina dogasają wraz z rosnącą liczbą ofiar śmiertelnych i płonącym do niedawna Placem Niepodległości w Kijowie. Potępiałem reżim Putina od samego początku. Jako szef biura tygodnika „The Economist” w Moskwie, do 2002 roku, byłem jednym z nielicznych dziennikarzy zagranicznych, którzy nie powitali z entuzjazmem nowej ery stabilności i stanowczości na szczytach władzy. Obawiałem się tego, do czego może to doprowadzić. Fanfary wokół Igrzysk Olimpijskich w Soczi zagłuszyły fakt, że obawy dotyczące zwiększenia wpływów Władimira Putina były w pełni uzasadnione.

Podczas gdy Prezydent George W. Bush spojrzał w oczy Putina i „zrozumiał jego duszę”, inni znając jego przeszłość widzieli człowieka z wartościami KGB, który zajmował wysokie stanowisko w Petersburgu – najbardziej gangsterskim mieście w Rosji. Szanse na to, że przeobrazi Rosję w demokratyczne i przyjazne państwo prawa były bliskie zera. Jednak takie poglądy nie były popularne w czasach, gdy Putin był sławiony w każdej zachodniej stolicy.

W 2007 roku ludzie zaczęli się budzić. Anna Politkowska, opozycyjna dziennikarka, została zamordowana w dniu urodzin Putina. Aleksander Litwinienko, który wyemigrował do Londynu, został otruty wyszukaną radioaktywną trucizną; władze brytyjskie podejrzewały Kreml, jednak wycofały się po tym jak Rosja odmówiła współpracy w śledztwie. Estonia padła ofiarą cyberataku. Rosja odcięła dostawy gazu ziemnego na Ukrainę. Putin wygłosił zjadliwie antyzachodnią przemowę podczas Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium.

Ja zacząłem pisać książkę.

GH Cold War Cold War map of camps in color

W opublikowanej w 2008 roku książce „Nowa zimna wojna”, próbowałem dowieść, że Rosja pod rządami Władimira Putina była zagrożeniem dla siebie samej i innych. W tym państwie doszło do ograniczenia wolności mediów, stagnacji wielu instytucji, panowało neosowieckie podejście do historii i nadmierna zależność gospodarki od surowców naturalnych. Książka nakreślała również wysoce antyzachodni sposób myślenia Kremla, jego blefowanie, podstępy, szantaż energetyczny i taktykę „dziel i rządź” przeciwko nieuważnemu Zachodowi. Dowodziło to, iż Rosja jest biegła w wykorzystywaniu największej słabości Zachodu, mianowicie pieniędzy. Największym towarem eksportowym Rosji jest korupcja; jej skutki są najbardziej widoczne w naszych systemach finansowych i politycznych.

Reakcje były mieszane. Wiele osób chciało wierzyć w to, że pojawienie się na Kremlu w 2008 roku Dimitrija Miedwiediewa, formalnie prezydenta, ale faktycznie pomagiera Putina, będzie początkiem nowej ery liberalizacji. Inwazja Rosji na Gruzję w 2008 roku wprawiła Zachód w zakłopotowanie, jednak wielu ludzi winiło obie strony. Rząd Obamy próbował w relacjach z Rosją wprowadzić politykę „resetu”, która okazała się mocno przereklamowanym posunięciem o znikomych efektach.

Sześć lat później era Miedwiediewa została zapomniana. Rosja wykazała się drygiem do dyplomatycznych wyczynów, takich jak doprowadzenie do zawarcia umowy w sprawie Syrii, w której rząd Obamy i inni zgodzili się nie powstrzymywać wojny Baszszara al-Asada ze społeczeństwem Syrii w zamian za jego obietnicę (niespełnioną) pozbycia się broni chemicznej. Następnie Rosja zawarła nowy sojusz z autorytarnym reżimem w Egipcie, który zastąpił wybrany rząd. Ale nikt nie uważa robienia interesów z Rosją za przyjaźń.

Architekt polityki „resetu” Ambasador Stanów Zjednoczonych Michael McFaul opuszcza Moskwę zdruzgotany wrogością reżimu. W końcu zdroworozsądkowym staje się twierdzenie, iż Kreml źle rządzi Rosją zamiast ją modernizować oraz to, że inne państwa mają powody do obaw.

Pośród wyważonych relacji mediów z igrzysk olimpijskich w Soczi, miało miejsce przynajmniej kilka prób zwrócenia uwagi na korupcję i niekompetencję w budowaniu obiektów sportowych oraz na fatalną historię przypadków łamania praw człowieka w Rosji w kwestii homoseksualistów, politycznych przeciwników lub prawie każdego, kto stanie na drodze Kremlowi. W niedzielę na kanale CBS wyemitowano w programie „60 Minutes” długi materiał dotyczący korupcji w Rosji i przypadku Siergieja Magnitskiego, który zmarł w więzieniu po tym jak ujawnił oszustwo na 230 milionów dolarów popełnione przez rosyjskich urzędników na podatnikach.

Tym samym moją diagnozę zagrożenia ze strony Rosji podziela więcej osób. Jednak nie zgadzają się co do zaproponowanej przeze mnie recepty. Dawna bierność w kwestii Rosji była zła, jednak dzisiejsze niespójne oburzenie nie jest lepsze. Należy mieć pewność, że ci, którzy ubolewają nad łamaniem praw człowieka w Rosji, są wobec niej tak samo surowi jak wobec Arabii Saudyjskiej czy Chin. Zachód (delikatnie ujmując) nie ustosunkował się w okresie poprzedzającym Igrzyska Olimpijskie w Pekinie w odpowiednio konkretny sposób do trwającej brutalności Chin w okupowanym Tybecie. Kremlowscy propagandyści twierdzą, iż oskarżenia Zachodu dotyczące łamania praw człowieka są wybiórcze i poparte jedynie jego interesem własnym. Tu Rosjanie mają słuszność – niekonsekwencja Zachodu dała im ku temu okazję.

Rosyjska opozycja również ma powody do wyrażania pewnych zastrzeżeń, gdy oskarża Zachód o współudział w tej groteskowej wielomiliardowej grabieży Rosji przez reżim Putina. Miały w niej swój haniebny udział brytyjskie, amerykańskie i europejskie banki, grupy prawników oraz firmy audytowe poprzez zezwalanie podejrzanym firmom zajmującym się handlem energią na ukrywanie ich faktycznej własności (beneficial ownership) w zachodnim prawodawstwie oraz na pranie dochodów z podejrzanych transakcji w naszych bankach. Liderzy rosyjskiej opozycji twierdzą, iż jeśli i kiedy dojdą do władzy i obalą reżim Putina, będą mieli kilka trudnych pytań do Zachodu.

Nasz współudział w grabieży przez rosyjską elitę łagodzi naszą krytykę innych karygodnych czynów Kremla. Rosjanom można wybaczyć to, że myśleli, iż Europa i Ameryka popierają dobre rządy – za wyjątkiem sytuacji, gdy w naszym handlowym interesie leży po prostu przymknięcie oczu i zarabianie.

Kolejnym rażącym przypadkiem jest sytuacja, gdy obcokrajowcy łączą opozycję Putina z antyrosyjskimi poglądami, na przykład poprzez wygwizdanie rosyjskich sportowców biorących udział w igrzyskach olimpijskich w ostatnich dniach. Rosyjscy zawodnicy w Soczi nie są odpowiedzialni za czyny Putina.

Bezmyślna wrogość działa na korzyść reżimu. Jego propagandyści uwielbiają traktować ich krytyków jako „rusofobów”. Nie powinniśmy ułatwiać życia Putinowi i jego kumplom. Prawdziwi rusofobi to ludzie, którzy okradają Rosjan, okłamują, biją ich, znęcają się nad nimi, wsadzają ich do więzienia lub nawet zabijają.

Zachód powinien wzmocnić sankcje, które popierają sami Rosjanie – np. odebranie wiz ich dręczycielom czy śledztwa w sprawie prania brudnych pieniędzy. Kongres uchwalił ustawę zakazującą urzędnikom zamieszanym w sprawę śmierci Magnitskiego wjazdu na terytorium USA i zamrażającą ich aktywa. Jednak administracja Obamy pracuje niezwykle opornie nad wskazanym przez ustawę poszerzeniem listy osób poddanych sankcjom.

Zachód powinien również zwracać większą uwagę na państwa bezpośrednio zagrożone przez rewizjonizm Kremla. Rozmowa o geopolityce może wydać się niemodna w postmodernistycznym świecie decydentów z Waszyngtonu i Brukseli. Jednak geopolityka jest praktykowana u granic Unii.

Wydarzenia w Kijowie są tego brutalnym dowodem. Putin uznaje rozpad Związku Radzieckiego w 1991 roku nie za wyzwolenie, ale za poniżenie. Teraz narody, które wcześniej znajdowały się w niewoli sowieckiego imperium są na linii frontu kremlowskiego rewanżu – na czele z Ukrainą. Europejscy i amerykańscy liderzy muszą wyciągnąć wobec Rosji konsekwencje za to, że zmusza liderów Ukrainy do bicia i zabijania swoich rodaków. Powinniśmy odrzucić retorykę wedle której Rosja odgrywa rolę w wykuwaniu porozumienia dotyczącego położenia kresu chaosowi, który sama podsyca. O przyszłości Ukrainy muszą decydować sami Ukraińcy.

NATO znów zaczyna brać na poważnie swoją podstawową misję, mianowicie obronę terytorialną. Awaryjne plany obrony państw graniczących z Rosją – razem z państwami bałtyckimi i Polską – są już opracowane a ćwiczenia odbywają się regularnie. Zmiana nadeszła ani o moment za wcześnie. Rosyjskie potrząsanie szabelką stało się poważnym utrapieniem: wiosną 2013 roku rosyjskie samoloty zasymulowały atak na Szwecję, wykazując brak militarnego przygotowania tego kraju. „Atak” miał miejsce w Wielkanoc, gdy szwedzkie siły powietrzne miały wolny weekend.

W skrócie, zbliża się nowa zimna wojna. Walczymy nie tylko po to, by obronić się przed wojowniczym Kremlem, ale również o Rosjan, którzy jak do tej pory zapłacili najwyższą cenę: utratę, z winy Putina i jego kumpli, niepowtarzalnej szansy na zmodernizowanie ich kraju i zajęcia przez Rosję miejsca w świecie, które się jej należy.

Najnowsza książka Edwarda Lucasa nosi tytuł „The Snowden Operation” („Operacja Snowden”), wersja na czytniki Kindle dostępna jest w serwisie Amazon.

Tłumaczenie: Anita Stradomska

Tekst ukazał się 19 lutego w „The Wall Street Journal”

Czytaj również
*
EdwardLucas