O potrzebie lewicowej Thatcher

Drukuj

Chcąc odpowiedzieć sobie na pytanie czy Liberałowie są jeszcze w stanie odnieść sukces, najpierw musimy znaleźć odpowiedź na pytanie czy są w stanie wyciągnąć wnioski ze swojej największej porażki. Wówczas dość łatwo się przekonamy, że zwykły thatcheryzm nie wystarczy i pilnie potrzeba lewicowej odmiany thatcheryzmu.

Jak to często bywa, największa porażka przychodzi po największym sukcesie. Największy sukces Liberałów nie wiąże się jednak, jak to się często uważa, z poczynaniami konserwatystów takich jak: Margaret Thatcher czy Ronald Reagan, lecz z nieco już zapomnianymi poczynaniami innego konserwatysty – Roberta Peel’a. Sukces ten wydarzył się w 1846 roku, kiedy to brytyjski premier Robert Peel wraz ze swoimi zwolennikami opuścił Partię Konserwatywną, aby wspólnie z Wigami oraz Radykałami głosować za uchyleniem ustaw zbożowych (corn laws), dając w ten sposób podwaliny pod powstanie Partii Liberalnej jednoczącej Wigów, Radykałów oraz tzw. Peelites. A jednocześnie otwierając ćwierćwiecze ery wolnego handlu i dominacji myśli liberalnej.

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Benjamin_Disraeli_by_Cornelius_Jabez_Hughes,_1878.jpg
by wikipedia.org

Współcześnie często sądzi się, że cały dziewiętnasty wiek był wiekiem nieskrępowanego wolnego rynku, kiedy w rzeczywistości ta „złota era” trwała niecałe trzy dekady pomiędzy rokiem 1846 a latami siedemdziesiątymi XIX wieku. Ten krótki okres wystarczył jednak, żeby Wielka Brytania stała się „fabryką świata” i osiągnęła szczyty swojej potęgi. Jednocześnie społeczeństwo feudalne zostało ostatecznie zastąpione przez społeczeństwo przemysłowe.

Dominacja Liberałów opierała się w dużej mierze na prawie wyborczym z 1832 roku, które dopuszczało do głosowania wystarczającą ilość potencjalnych wyborców Partii Liberalnej, aby przeważyć nad wpływami arystokracji. Przez cały ten okres Liberałowie domagali się kolejnej reformy wyborczej, tak ażeby obniżyć ponownie cenzus majątkowy i objąć prawem wyborczym kolejnych potencjalnych wyborców Partii Liberalnej. Arystokracja się temu sprzeciwiała, w konsekwencji coraz bardziej tracąc wpływy jako klasa schyłkowa.

Wtedy to Benjamin Disraeli, były czartysta, przekonał Partię Konserwatywną,  tradycyjnie reprezentującą interesy arystokracji, wielkich właścicieli ziemskich, do zwrócenia się w stronę klas ubogich, odnawiając tym samym tradycyjny sojusz pomiędzy tymi klasami. Reformą wyborczą z 1867 roku Disraeli przelicytował Liberałów. Nie tylko obniżył lekko cenzus majątkowy, ale praktycznie go zniósł, tak żeby prawie wszyscy dorośli mężczyźni mogli głosować. Dzięki temu reforma nie dała praw wyborczych tylko potencjalnym wyborcom Partii Liberalnej, ale również klasom ubogim.

Genialność posunięcia Disraeli’ego polegała na przeniesieniu tradycyjnej paternalistycznej relacji pomiędzy arystokracją, a klasami ubogimi ze społeczeństwa feudalnego do społeczeństwa przemysłowego. Społeczeństwa zupełnie inne, zasada ta sama: uznawanie czy nawet popieranie hierarchii społecznej wraz z jej wszystkimi ograniczeniami w zamian za opiekę. Disraeli zapewnił arystokracji powrót do władzy w zamian za ochronę robotników przed przemysłowcami, głosującymi przeważnie na Partię Liberalną.

Powrót do władzy nie nastąpił od razu. Wybory w 1868 roku Konserwatyści jeszcze przegrali. Jednak w 1873 roku rozpoczął się tzw. Długi Kryzys, znany wówczas jako Wielki Kryzys, skutecznie zniechęcający wyborców do idei wolnorynkowych. W wyniku wyborów w 1874 roku Disraeli zostaje premierem niwecząc wszelkie mrzonki o świecie powszechnej wolnościowej szczęśliwości. Następuje nawrót do protekcjonizmu, rozkwit imperializmu, kolonializmu, petryfikacja struktury społecznej, stopniowa monopolizacja gospodarki, a w sferze obyczajowej – purytanizm. Partia Liberalna jeszcze kilka razy wróci do władzy, ale już nigdy nie uda się jej odwrócić trendów zapoczątkowanych w czasie rządów Disraelego. Na początku XX wieku ostatecznie straci swoją pozycję na rzecz Partii Pracy.

Wszystkie późniejsze projekty takie jak Roosevelt’owski New Deal, czy powojenne państwo opiekuńcze opierają się na tym samym schemacie wymyślonym przez Disraelego. Klasy wyższe społeczeństwa otrzymują ochronę swojej pozycji społecznej, natomiast klasy niższe otrzymują w zamian ochronę socjalną. Liberałom nie udało się, tak jak w latach siedemdziesiątych XIX wieku tak nigdy później, przekonać biedniejszych wyborców, że społeczeństwo wolnościowe leży również w ich interesie. Partie liberalne stały się partiami mniejszościowymi, reprezentującymi jedynie wyborców pracujących w wolnych zawodach lub jako specjaliści, mającymi wpływ na państwo tylko jako mniejsi partnerzy w rządach koalicyjnych.

Z powyżej przedstawionego punktu widzenia thatcheryzm, reaganomika czy w szerszym ujęciu neoliberalizm, nie są wcale zwycięstwami myśli liberalnej, a jedynie wypowiedzeniem sojuszu stworzonego w XIX wieku przez Disraelego. Z uwagi na niską efektywność państwa opiekuńczego lepiej sytuowani wyborcy odrzucili ten sojusz zmuszając gorzej opłacanych pracowników do bardziej produktywnej pracy, nie odrzucając jednocześnie swoich przywilejów. Dlatego poza jednym chlubnym wyjątkiem w postaci deregulacji rynku finansowego w roku 1986 przez premier Thatcher, neoliberalne reformy oznaczają głównie demonopolizację branż zasilanych przez biedniejszych wyborców, przy jednoczesnej dalszej ochronie ograniczonej konkurencji wśród profesji zajmowanych przez wyborców o wyższej pozycji społecznej.

Łatwo to dostrzec poprzez porównanie państw anglosaskich z Francją. Elity francuskie w odróżnieniu od elit anglosaskich nie wypowiedziały tego sojuszu i nadal popierają rozwiązania państwa opiekuńczego. W zamian otrzymują poparcie dla swoich przywilejów i pozycji społecznej. W żadnym innym państwie rozwiniętym różne protekcjonistyczne osłony dla korporacji czy lepiej sytuowanych wyborców nie cieszą się tak szerokim poparciem mas wyborców jak właśnie we Francji.

Trudno w takiej sytuacji uznać sukces idei wolnorynkowych. Jako konsumenci wszyscy jesteśmy zwolennikami wolnego rynku, chcemy mieć swobodę wyboru co i za jaką cenę konsumujemy. Jednak jako producenci większość z nas to etatyści. Chcemy ochrony naszego miejsca pracy i poziomu naszych dochodów. Zwolennikami swobodnej konkurencji nie jesteśmy wtedy kiedy domagamy się deregulacji produktów i usług, które sami konsumujemy, lecz wtedy kiedy domagamy się deregulacji produktów i usług, które sami wytwarzamy. Analogicznie jak z wolnością słowa. Nie jesteśmy jej zwolennikami, kiedy żądamy swobody głoszenia poglądów z którymi się zgadzamy, lecz wtedy kiedy żądamy swobody głoszenia poglądów z którymi się nie zgadzamy, a nawet takich których nienawidzimy.

Mogłoby się wydawać, że po rządach Thatcher i Reagana nastąpią rządy lewicowe, które w sytuacji wypowiedzenia sojuszu na jakim opierało się państwo opiekuńcze odbiorą również przywileje grupom lepiej sytuowanym, tak żeby z dobrodziejstw deregulacji i swobodnej konkurencji mogły korzystać wszystkie grupy społeczne. Lewica jednak tego nie uczyniła. Na jej obronę można stwierdzić, że dużo łatwiej zdemonopolizować przemysł, niż świat bankowości, finansów czy innych wysokospecjalistycznych usług wykonywanych przez lepiej sytuowanych wyborców.

Jednakże głównym powodem porażki lewicy w tej materii było jej przywiązanie do idei państwa opiekuńczego wraz z wynikającymi z niej petryfikacją społeczeństwa oraz odgórnie narzucanym porządkiem. Lewica nie była w stanie dostosować się do wyborców, którzy oczekiwali już społeczeństwa bardziej elastycznego i woleli porządek kształtowany oddolnie. Podejmowane próby powrotu do państwa opiekuńczego były skazane na porażkę, ponieważ wyborcy nigdy by nie zaakceptowali równoznacznego z tym spadku poziomu konsumpcji. Jedyne zatem co pozostało lewicy, to bronienie elementów państwa opiekuńczego, które pozostały po reformach Thatcher i Reagan’a. Nie zważając, że w ten sposób reprezentuje ona interesy wyższych klas społecznych i zupełnie traci kontakt ze swoim potencjalnym elektoratem.

W wyniku tych samych procesów, które doprowadziły do upadku lewicy, z którego nie potrafi się ona podnieść, liberalizm został sprowadzony do ideologii wyrażającej interesy ludzi bogatych. Liberałowie nadal nie potrafią przekonać uboższych wyborców, że reprezentują również ich interesy. Nie są w stanie podnieść się po ciosie zadanym im przez Disraelego w XIX wieku. Jeśli ktoś postuluje przeprowadzenie deregulacji, która ma polepszyć lub utrzymać jego sytuację materialną, to nie jest on liberałem, tylko osobą dbającą o swoje interesy. Liberalizm jest wizją społeczeństwa opartego na wolności jednostki, niezależnie od tego czy ta jednostka pochodzi z niższej czy z wyższej klasy społecznej. Dlatego tak ważne jest zaistnienie lewicowej odmiany thatcheryzmu, tak żeby z deregulacji i demonopolizacji mogli korzystać wszyscy członkowie społeczeństwa. Dzięki temu wizja liberalnego, wolnościowego społeczeństwa będzie miała szanse zyskać poparcie szerokich mas wyborców i ponownie stać się wizją dominującą.

Adam Mill – ekonomista specjalizujący się w historii i metodologii ekonomii

Czytaj również
*
AdamMill
ekonomista specjalizujący się w historii i metodologii ekonomii