O prawach zwierząt

Drukuj

Kiedy mówię o zwolennikach przyznania zwierzętom pewnych określonych praw, nie myślę o ludziach motywowanych względami sentymentalnymi, ale zainteresowanych problemami natury moralnej. Nie chodzi tu o miłość do zwierząt domowych, bo na ich sytuację jesteśmy stosunkowo wrażliwi, ale o zapobieganie dyskryminacji – szowinizmowi gatunkowemu, który polega na przedkładaniu interesów ludzi nad dobro zwierząt w ogóle. Wyobrażam sobie, że w mniej lub bardziej odległej przyszłości szowinizm gatunkowy będzie tak samo stygmatyzowany jak rasizm lub dyskryminacja ze względu na płeć. Odwołam się tu do wiedzy i refleksji, które są powszechnie dostępne, natomiast są również powszechnie lekceważone.

Badania naukowe dowodzą, że przynajmniej część zwierząt ma świadomość, potrafi myśleć, dokonywać wyborów, a nawet posiada świadomość śmierci. Rozwój wiedzy na ten temat będzie coraz bardziej skłaniał nas do redefiniowania naszych poglądów na temat szczególnej pozycji, jaką przyznajemy gatunkowi ludzkiemu wśród innych. Przeciwnicy przyznania praw zwierzętom od dawna posługiwali się argumentem, wedle którego podrzędna pozycja zwierząt miałaby wynikać stąd, że nie posiadają one pewnych cech właściwych ludziom. Wśród tych cech wymienia się wyższy stopień inteligencji, świadomość lub na przykład to, że ludzie w odróżnieniu od zwierząt mogą wywiązywać się z obowiązków wynikających z uczestniczenia we wspólnocie służącej realizowaniu określonych interesów. W sytuacji poddania w wątpliwość, czy któraś z takich cech istotnie dotyczy wyłącznie ludzi, łatwo było zmodyfikować listę owych właściwości lub dookreślić je innymi czynnikami. Dla przykładu przeciwnicy szowinizmu gatunkowego formułują argument, wedle którego wysoki poziom inteligencji, rozwinięta moralność i temu podobne cechy człowieka nie definiują gatunku ludzkiego bezwyjątkowo. Niemowlęta, osoby upośledzone umysłowo lub chore psychicznie, ogólnie rzecz ujmując, nieposiadające wspomnianych cech można by wykorzystywać w taki sam sposób jak zwierzęta, jeśli o przynależności do wspólnoty moralnej miałyby decydować wspomniane wyżej cechy. Na to rozumowanie odpowiadano, dewaluując gatunki pozaludzkie w inny sposób lub na przykład wskazując na to, że niemowlęta posiadają potencjalnie te specyficznie ludzkie właściwości.

Nikt nie twierdzi, że ludzie ich pozbawieni mieliby być traktowani inaczej niż gdyby je posiadali. Rzecz w tym, że sposób, w jaki traktujemy zwierzęta nie powinien być uzależniony od tego, jak definiujemy ludzką podmiotowość. Faktem jest, że zwierzęta posiadają zdolność odczuwania i cierpienia, zaś ból fizyczny będący ich doświadczeniem jest porównywalny z ludzkim.

To, że cierpienia zwierząt nie postrzegamy jako problemu moralnego wynika nie tylko z przedkładania naszych interesów ponad dobro zwierząt, ale również z tradycji kulturowej i wpływu religii; człowiekowi służyć miało wszakże całe stworzenie, nie wyłączając zwierząt (inna sprawa, że kiedy owe poglądy się kształtowały, nikomu nawet nie śniło się o hodowli przemysłowej). Dopiero w drugiej połowie XX wieku zaczęto poważnie mówić o moralnych aspektach wykorzystywania zwierząt i prawach, jakie powinny im przysługiwać. Gdyby zwierzętom przyznać choćby najbardziej podstawowe z ludzkich praw – prawo do życia, wywołałoby to rewolucję w funkcjonowaniu naszego świata, podobnie rzecz miałaby się z prawem do niebycia krzywdzonym i niewolonym.

Naiwnością byłoby sądzić, że jest obecnie możliwe ustawowo zakazać zabijania zwierząt, ale celem, do realizacji  którego należy dążyć, jest zmiana warunków, w jakich się to odbywa. Nie widzimy tego, co dzieje się ze zwierzętami, zanim trafią do nas jako produkt – jedzenie. Nawet język zafałszowuje istotę tego zjawiska, ponieważ mówimy, że spożywamy „mięso” a nie martwą krowę lub świnię. Nie mówię tu o tym, abyśmy wszyscy nagle zdecydowali się zostać wegetarianami, miejmy jednak na uwadze, że jeszcze nasi dziadkowie nie jadali mięsa codziennie, ponieważ zwyczajnie nie produkowało się go tak wiele jak teraz, kiedy hodowcy zaopatrują w nie całe metropolie.

Niezależnie od tego, jak modyfikowane byłyby przepisy regulujące normy traktowania zwierząt w hodowli przemysłowej, będzie się ona wiązała z cierpieniem zwierząt. Hodowcy posługują się nimi bowiem jak maszynami, których zadaniem jest wyprodukowanie jak największej ilości mięsa/mleka/jajek i bynajmniej nie kierują się tym, aby minimalizować cierpienie zwierząt. Ograniczę się tutaj do ogólnych informacji, ponieważ bardzo łatwo je znaleźć choćby w Internecie. Kurczęta brojlery, kury nioski, krowy i świnie utrzymywane są na zbyt małej przestrzeni, co uniemożliwia im nie tylko realizowanie naturalnych zachowań, ale egzystencję pozbawioną cierpienia w ogóle. Ptakom przycina się dzioby, aby na skutek stresu się nie raniły, zaś świniom obcina się ogony, żeby z tych samych powodów nie mogły się w nie nawzajem gryźć. Wszystko to odbywa się oczywiście bez znieczulenia. Życie zwierzęcia w hodowli przemysłowej zawsze łączy się ze stresem i cierpieniem.

Podobnie jest ze śmiercią. Sformułowanie „humanitarny ubój” jest wewnętrznie sprzeczne. Po pierwsze, ogłuszenie zwierzęcia nie zawsze odbywa się prawidłowo, dlatego również nie zawsze traci ono świadomość. Ponadto samo ogłuszenie wiąże się z bólem. Dowodem na to jest choćby fakt, że elektrowstrząsy u ludzi powodują bolesne skurcze i wykręcanie, dlatego stosuje się leki usypiające i zwiotczające mięśnie

Cierpienie towarzyszy także hodowli zwierząt futerkowych (Czytelnika mającego w tym względzie wątpliwości odsyłam do materiałów zamieszczonych w Internecie przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki). Hodowli takiej najracjonalniej byłoby w ogóle ustawowo zakazać, ponieważ futra zwierzęce doskonale można zastąpić syntetykami. Nie stało się tak dotąd ze względu na działania lobby futrzarskiego. Podobnie rzecz się ma z łowiectwem. Absolutną bzdurą są twierdzenia myśliwych, że łowiectwo służy ochronie przyrody.  Jest możliwe opracowanie metody, która pozwoli ograniczyć populację zwierząt łownych i nie będzie polegać na prowadzeniu polowań. Znamienne jest, że myśliwi najpierw sami dokarmiają zwierzęta, aby potem móc do nich strzelać. Ludziom, wedle których łowiectwo to element wielowiekowej tradycji, a samo polowanie to rozrywka stanowiąca swego rodzaju misterium, bez którego nie mogliby się obejść, należałoby zwrócić uwagę, że na obecnym etapie rozwoju cywilizacyjnego rozrywki dostarcza kultura. KULTURA, nie zabijanie zwierząt pod pretekstem ochrony przyrody.

Inną kwestią wymagającą regulacji jest brak kontroli nad schroniskami dla zwierząt, w których zwierzętom często dzieje się krzywda (wykazał to raport NIK z 2013 roku: https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/wnioski-w-sprawie-bezdomnych-zwierzat.html). Uważam, że nadużycia w tym obszarze powinno się rygorystycznie penalizować. Swoistym paradoksem jest w tym kontekście brak pomocy ze strony państwa dla organizacji różnego rodzaju fundacji, które zajmują się pomocą zwierzętom za fundusze zebrane z datków. Za przykład posłużyć może łódzka Fundacja Azyl, której odebrano status organizacji pożytku publicznego z powodów natury czysto biurokratycznej, mimo że zapewniała i zapewnia opiekę bezpańskim zwierzętom, które nie znajdowały miejsca w opłacanych z państwowych pieniędzy schroniskach.

Także prawo dotyczące eksperymentów prowadzonych na zwierzętach jest niedoskonałe. Funkcjonuje w nim zasada 3 R (replacement, reduction, refinement), która nakazuje: 1) zastępowanie w największym możliwym stopniu istot zdolnych do cierpienia organizmami lub materiałem pozbawionym świadomości; 2) maksymalne ograniczanie liczby zwierząt wykorzystywanych w eksperymencie; 3) udoskonalanie metod badawczych tak, aby minimalizować cierpienie zwierząt oraz inwazyjność stosowanych procedur. Istnieje również wymóg uzyskania zgody komisji etycznej na przeprowadzenie badania mogącego spowodować cierpienie fizyczne lub psychiczne u zwierzęcia. Okazuje się jednak, że bardzo niewiele eksperymentów nie uzyskuje akceptacji komisji, a ponadto niewielka liczba kontroli po przeprowadzeniu badań udowadnia nieprawidłowości zaistniałe w ich trakcie. Nie jest to jednak świadectwo wzorowego przestrzegania reguł prawa i etyki, ale małej skuteczności procedur kontrolnych.

O ile przedstawia się badania prowadzone na zwierzętach, uzasadniając je tym, że przyczyniają się one do opracowania metod ratujących ludzkie życie, łatwiej nam pogodzić się z cierpieniem zwierząt. Na takiej argumentacji opiera się dla przykładu Stanowisko Rady Narodowego Centrum Nauki w sprawie projektu ustawy o ochronie zwierząt wykorzystywanych do celów naukowych lub edukacyjnych z 28 sierpnia 2014 r.: „Rada Narodowego Centrum Nauki przyjmuje z niepokojem doniesienia, które w tendencyjny sposób prezentują wykorzystanie zwierząt w badaniach naukowych, nierzetelnie informując o nich opinię publiczną. Jesteśmy głęboko przekonani, że dochowanie dobrostanu zwierząt wykorzystywanych w eksperymentach naukowych jest najwyższym nakazem metodologicznym i etycznym, pozwalającym na osiągnięcie celów poznawczych i aplikacyjnych, ponieważ przeciwdziałanie cierpieniu zwierząt doświadczalnych jest jedną z podstaw metodologii współczesnych badań biomedycznych. Ze względu na częsty brak możliwości zastąpienia badań na zwierzętach innymi dostępnymi metodami, drastyczne ograniczenie wykorzystania zwierząt do celów naukowych niesie ryzyko zahamowania w Polsce rozwoju wielu dziedzin nauk o życiu”.

W takich przypadkach powinniśmy pamiętać, że kierujemy się naszym własnym interesem, a dobro naszego gatunku przedkładamy nad dobro zwierząt i w tej konkretnej sytuacji jesteśmy gatunkowymi szowinistami. Zyskując możliwość pokonania chorób zagrażających naszemu życiu, zaciągamy u zwierząt moralny dług, jednak to, że nasze dobro jest bardziej istotne to również nasza arbitralna decyzja. Podejmując ją, powinniśmy zachować pokorę.

Ponadto bardzo wiele badań na zwierzętach prowadzi się dla maksymalizacji zysku z produkcji farmaceutyków, a metod alternatywnych szuka się zbyt mało dociekliwie, tymczasem badania na zwierzętach powinno się ograniczać do absolutnego minimum. Miejmy na uwadze, że niejednokrotnie próby prowadzone na zwierzętach nie ujawniły szkodliwego działania, które badany lek wywoływał u ludzi. Spektakularnym przykładem jest Talidomid, lek powodujący ciężkie uszkodzenia u ludzkich płodów. Godne uwagi, że z Obwieszczenia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 27 sierpnia 2014 r. w sprawie raportu o liczbie zwierząt wykorzystanych do celów doświadczalnych w 2013 r. i stopniu inwazyjności przeprowadzonych doświadczeń wynika, że w ciągu roku badaniu LD50 poddano blisko 2500 zwierząt. Badanie to polega na podaniu określonej liczbie zwierząt toksycznej substancji w takim stężeniu, że połowa poddanych procedurze zwierząt umrze. Jest to śmierć związana z cierpieniem, ponieważ eutanazja zafałszowałaby wyniki. Wartość badań prowadzonych tą konkretną metodą jest dyskusyjna. Otóż lekarzowi, który będzie leczył zatrucie określoną substancją u człowieka dane na temat dawki śmiertelnej u szczura niewiele pomogą w leczeniu pacjenta. Miarodajne są w takim wypadku dane kliniczne dotyczące ludzi.

W przyszłości liczba ludzi będzie się najpewniej zwiększać, dlatego zapotrzebowanie na masową hodowlę może rosnąć. Równocześnie rozwój wiedzy oraz rozwój kulturowy powinien doprowadzić do tego, że będziemy albo musieli zaakceptować, że jesteśmy gatunkowymi szowinistami, albo przedefiniować nasz stosunek do zwierząt i stopniowo zacząć przyznawać im prawa, ograniczając wyzysk.

Zgodnie ze słowami Jaquesa Derridy: „Mniej lub bardziej długoterminowo należałoby ograniczyć tę przemoc na tyle, na ile jest to możliwe, choćby tylko ze względu na obraz nas samych, który nam ukazuje. Nie jest to jedyny ani najlepszy powód, lecz będziemy musieli go uznać. Przemiana na zajmie prawdopodobnie całe wieki, ale – powtarzam – nie wierzę, że możemy dalej traktować zwierzęta tak, jak to robimy dzisiaj. Wszystkie aktualne debaty wskazują na rosnący niepokój w tej kwestii w przemysłowym społeczeństwie Europy”.

 

Bibliografia:

D. Probucka, Filozoficzne podstawy idei praw zwierząt, Universitas 2013. P. Singer, Wyzwolenie zwierząt, PIW 2004. T. Pietrzykowski, Etyka prowadzenia badań na zwierzętach, w: Bioetyka, Lex a Wolters Kluwer Business, 2013, s. 453-468. R. G. Frey, Moral Standing, the Value of Lives, and Speciecism (http://digitalcommons.calpoly.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=1710&context=bts), Jaques Derrida w rozmowie z Elisabeth Roudinesco, w: „Znak” nr 720 (5/2015), s. 34-43.

Czytaj również
*
NataliaPiórczyńska