Odwagi i szacunku [POLEMIKA]

Drukuj

To nie delegalizacji ONR nam potrzeba, ale odwagi w stosowaniu istniejącego prawa. Jej brak może kosztować życie.

W eseju „O tyranii” Timothy Snyder cytuje artykuł opublikowany 2 lutego 1933 r. tuż po dojściu nazistów do władzy, zamieszczony w gazecie niemieckich żydów. Redakcja uspokajała swoich czytelników twierdząc, że „nikt nagle nie pozbawi niemieckich żydów ich konstytucyjnych praw, ani nie zamknie ich w gettach”. Uniknięcia takiego stanu rzeczy miał gwarantować „szereg czynników trzymających władzę w ryzach”.

Takim bezpiecznikiem jest dziś w Polsce konstytucyjny zakaz działalności organizacji odwołujących się do praktyk totalitarnych, rasistowskich i przemocowych. Do stolika, przy którym rozgrywana jest partia demokratycznego brydża, nikt nie dopuści zdeklarowanego szulera. Dlatego zadziwia w tym kontekście fakt, z jaką dezynwolturą traktuje Marcin Serafin działalność ONR.

Tak jak niemieccy żydzi w 1933 roku, tak dziś Serafin popełnia błąd zakładając, że grupa, która zaistnieje dzięki danej instytucji – takiej jak demokracja, wolne wybory czy wolność słowa – nie będzie mogła tejże instytucji zniszczyć. Z pewnością to zrobi, skoro mieści się to w jej ideowych założeniach.

ONR-owski sprzeciw wobec partii politycznych i pochwała korporacjonizmu to idee właściwe dowolnemu, totalitarnemu bądź autorytarnemu, prawicowemu reżimowi XX wieku. Na korporacje, prędko przekształcone z zawodowych w partyjne, stawiali i faszyści, i naziści, i hiszpańscy frankiści, a nawet, w pewnym sensie, argentyńscy peroniści.

Stąd też przytoczony przez Snydera cytat nakazuje zachować najwyższą czujność wobec zachodzących dziś procesów, które jutro mogą przesądzić o naszym życiu lub śmierci. Serafin proponuje natomiast myślenie życzeniowe: przyjmijmy za dobrą monetę, że nasi nacjonaliści jednak potępiają „rasizm biologiczny” (czyżby inne rodzaje rasizmu były uprawnione?), no i przecież nigdy nie urosną w siłę. Snyder odpowiada: „W 1933 roku wielu rozsądnych ludzi tak myślało”.

Tymczasem ONR-owskie marsze wyglądają identycznie jak te organizowane przez faszystów i nazistów w latach 30. XX w. Członkowie ONR-u podobnie się ubierają i głoszą podobne hasła – postulujące podporządkowanie gospodarki, kultury i życia prywatnego arbitralnej hierarchii w służbie narodu („Narodu”). W tym kontekście „homogeniczność etniczna”, postulowana w deklaracji ideowej ONR i sprytnie przeciwstawiona (potępionemu wszak) „rasizmowi biologicznemu” powinna brzmieć przerażająco.

Jeśli dana organizacja wygląda, brzmi i przyznaje się do praktyk totalitarnych, rasistowskich i przemocowych, to na jakiej niby podstawie mamy zakładać, że taka nie jest? Konstytucyjne sankcje nie byłyby zatem metodą prewencyjną. Naiwnym jest za to rozgrzeszanie ONR na podstawie działań charytatywnych, chętnie kierowanych do dzieci – ich celem jest zdobycie rządu dusz wśród najmłodszych. Przyznajmy to: ONR organizuje swoje marsze, bo pozwala na to nikła pozycja Konstytucji RP w społecznej świadomości.

Myleniem pojęć jest także obawa przed łamaniem prawa przez stosowanie odpowiedzialności zbiorowej w sytuacji, gdy działania członków danej organizacji wynikają bezpośrednio z deklarowanych przez tę organizację wartości. Choć akurat tę obawę uznałbym za uprawnioną, jeśli skierować ją do rodzimego wymiaru sprawiedliwości. Polskie sądownictwo znane jest bowiem z ignorowania kontekstu popełnianych czynów, o czym fascynująco napisał prof. Marcin Matczak na łamach „Tygodnika Powszechnego” (nr 34/2017). Amerykańskim sędziom wystarczył tweet prezydenta Trumpa, aby orzec, że wydany przez niego dekret miał cel inny od deklarowanego, a przez to bezprawny. Tymczasem w Polsce mamy do czynienia z działaniem w drugą stronę – wystarczy wspomnieć o sprawie białostockiego prokuratora Wojciecha Zaleski, który dostrzegł w swastyce potencjalny symbol szczęścia i odmówił wszczęcia postępowania.

Jako tako zrozumiały jest argument o delegalizacji jako otwarciu drzwi dla usuwania innych przeciwników władzy w przyszłości. Zamiast jednak dzielić po równo wyimaginowaną winą kontrowersyjności tych, którzy lokują się po drugiej stronie spektrum ideowego wobec ONR, należy zaapelować o niezawisłość sądów – to w nich my, wolni obywatele, powinniśmy pokładać nadzieję, że konstytucyjny zakaz będzie prawidłowo stosowany. A nadzieję tę winniśmy wyrażać w obronie tejże niezawisłości przed zakusami władzy. W przeciwnym razie sami zdamy się na pastwę politycznej przepychanki, w której gorszy pieniądz wyprze lepszy.

Swoją drogą, o tym także Marcin Serafin, zdaje się, zapomniał. Kopernik, Snyder i historia uczą, że populistyczne i destrukcyjne działania wypierają te godne i szlachetne. Dlatego nie siada się do stolika negocjacyjnego z ludźmi, którzy deklarują wywrócenie go, a następnie obicie swoich adwersarzy nogami wyłamanymi z tegoż stołu.

Tyle jeśli chodzi o argumentację, historię i kontekst. Zadaję sobie jednak pytanie – co z wolnością? Czyż rzeczywiście nie jest objawem słabości społeczeństwa i państwa konieczność administracyjnego dławienia niewygodnych grup? Przecież marsze neonazistów w USA (nie tylko w Charlottesville) zostały przykryte czapkami przez kontrdemonstrantów – i to w sytuacji, gdy posługiwanie się symbolami nazistowskimi nie jest tam zabronione.

Niestety, w Charlottesville zginęła Heather Heyer. Warto o tym pamiętać, bo nie została zwyczajnie potrącona przez samochód. Przejechał ją James Alex Fields, dwudziestoletni neonazista, który ranił jeszcze ponad dwadzieścia innych osób, a dokonał tego czynu w kontekście i na skutek działań swoich ideowych sprzymierzeńców. Czy wolność do wyrażania nienawistnych poglądów była warta tej śmierci?

Potrzeba zatem odwagi w stosowaniu konstytucji. Tej odwagi potrzebowałyby przede wszystkim sądy, wsparte przez ogół obywateli. Nie będą odważne same z siebie. Są nasze, zatem nim ruszą tryby biurokracji – co jest dziś zresztą mało prawdopodobne – odwagi do przeciwstawienia się nacjonalistom musimy najpierw poszukać w sobie. Pytanie o delegalizację ONR jest zatem pytaniem o jakość społeczeństwa i szacunku do prawa.

Aleksander Szojda-Pallado – europeista i tłumacz. Założyciel i członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Tłumaczy Konferencyjnych. Absolwent translatoryki na Universidad de Granada w Hiszpanii oraz Europejskich Studiów Interdyscyplinarnych w Kolegium Europejskim w Natolinie. Studiował także na Dublin City University i Loyola University Chicago. Były prezes stowarzyszenia Bringing Europeans Together Association (BETA) Polska, nominowanego do europejskiej nagrody Karola Wielkiego.

Od redakcji: to kolejny głos w dyskusji na temat delegalizacji ONR-u.

Foto: Bob Mical/flickr.com, Downtown Charlottesville, upamiętnienie Heather Heyer, CC BY-NC-ND 2.0.

Czytaj również
O autorze
*
AleksanderSzojda-Pallado
europeista i tłumacz, założyciel i członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Tłumaczy Konferencyjnych