Państwo opiekuńcze – zarządzanie masą upadłościową

Drukuj

Na naszych oczach państwo opiekuńcze toczy rozpaczliwą walkę o życie. Tym bardziej rozpaczliwą, że skazaną na porażkę. Państwo opiekuńcze przynajmniej w takiej formie, do jakiej przyzwyczajono się w Europie Zachodniej po II wojnie światowej. Kryzys gospodarczy tylko przyśpieszył to, co i tak było nieuchronne. Trendy demograficzne są nieubłagane. Nie można już wypisywać czeków bez pokrycia, licząc na to, że spłacą je przyszłe liczniejsze pokolenia. Wczesne emerytury, hojne zasiłki, darmowa opieka zdrowotna i edukacja – cały system państwa opiekuńczego staje się zagrożony niewypłacalnością. I to nie w odległej przyszłości, ale już dziś, ponieważ państwa nie mogą akumulować i tak już wysokiego długu publicznego w obawie przed natychmiastowym bankructwem.

Kryzys, jaki przeżywamy obecnie, jest tak naprawdę kryzysem państwa opiekuńczego. Żyliśmy ponad stan. Kolejne mechanizmy ratunkowe dla strefy euro kupują potrzebny czas, ale jedno jest pewne – skończyło się życie na kredyt. Nie pomogą niewielkie korekty, potrzebna jest całkowita przebudowa modelu polityki społecznej, bo na jego dotychczasową formę zwyczajnie nas już nie stać. To nie będzie proces przyjemny ani łatwy. Nie możemy tak po prostu z dnia na dzień wypowiedzieć umowy społecznej, w której większość Europejczyków funkcjonuje praktycznie całe życie. Jednak działania pozorne albo kosmetyczne, w których tak lubują się politycy (cięcia kosztów administracji, łatanie „dziur w systemie” itd.), sprawią tylko, że w pewnym momencie zostaniemy skazani na kurację szokową, niekontrolowane cięcia, potencjalnie także zamieszki społeczne i rządy politycznych radykałów.

Niekontrolowany upadek państwa opiekuńczego jest zagrożeniem dla liberalnych demokracji w Europie. Tak jak w XX w., największe niebezpieczeństwo nie pochodzi z zewnątrz, ale czai się w nas, wpisane jest w pozornie stabilną rzeczywistość, do której tak bardzo się przyzwyczailiśmy, że nie potrafimy sobie wyobrazić dla niej alternatywy. Jednak jest ona niezbędna.

W biednej Polsce jak kiepski dowcip brzmi mówienie o głębokiej reformie państwa opiekuńczego. Przecież dopiero co zaczynaliśmy budować jego zręby, a już trzeba je demontować. Jednak trendy demograficzne dotyczą nas w takim samym stopniu jak resztę Europy. Jako że jesteśmy biedni,  tym bardziej nie stać nas na głupią i nieefektywną politykę, której celem jest praca dla urzędników i czyste sumienia – „bo państwo przecież coś robi dla biednych”. Nie wystarczy, że robi „coś”, bo źle adresowana pomoc zwraca się przeciw jej beneficjentom, demotywuje, zamiast motywować.

Musimy nauczyć się, jak ograniczone zasoby wykorzystywać maksymalnie efektywnie. Jak postawić w centrum konkretnego człowieka i jego problemy, a nie biurokratyczne procedury. A co najważniejsze, jak pomóc mu je rozwiązać, nie obciążając tych, którzy sobie radzą niemożliwymi do zaakceptowania kosztami. Istnieje alternatywa dla państwa opiekuńczego. I nie jest nią prosty powrót do czasów przedbismarckowskich.

W celu rozpoczęcia poważnej debaty o tym, „co po państwie opiekuńczym”, XIII numer „LIBERTÉ!” poświęcamy liberalnej wizji polityki społecznej. W najbliższych latach wszyscy będziemy musieli przejść jej przyśpieszony kurs.

okladka_w13_WEB
Okładka XIII numeru LIBERTÉ!

Czytaj również
  • Janko Valsky

    ”darmowa opieka zdrowotna” ?? a gdzie to tak jest? wyjeżdżam tam!!

O autorze
*
LeszekJażdżewski
Politolog, publicysta, redaktor naczelny LIBERTÉ!
@ LesJazd