Podróż do krainy Senoussia przez Trypolitanię i krainę Touareg, Paryż 1903, rozdział „Mesrata, Trypolis i powrót”.

Drukuj

Mesrata

Mesrata, która jest częścią prowincji Trypolis, znajduje się 12km od morza. Klimat jest tam dobry, a ziemia żyzna i porośnięta gęsto drzewami palmowymi. Każdy mieszkaniec posiada ogród, w którym uprawia ziemię. Ponieważ znajdują się tam liczne źródła i studnie, kraj ten jest żyzny i zasobny w drzewa owocowe każdego rodzaju.

Mieszkańcy oddają się rolnictwu hodując pszenicę i jęczmień, które eksportują do Europy. Produkuje się tu także w bardzo dużych ilościach słone masło oraz oliwę z uwagi na obfitość drzew oliwnych. Miasto jest duże, budynki oddalone od siebie jak w ogrodach Sfax, ale ziemia jest lepsza i bardziej żyzna niż w tym regionie Tunezji. Mieszkańcy są bogaci i żyje im się lepiej niż ludziom w Benghazi.

Handel jest bardzo dynamiczny, lecz nie istnieją żadne środki bezpieczeństwa dla ludzi i dóbr. Podczas mojego pobytu w tym mieście, ukradziono mi miedziany garnek, łyżkę i puchar. Należy, kiedy ktoś się tam zatrzymuje przedsięwziąć szczególne środki ostrożności, jeśli chodzi o ochronę osobistą i własnych towarów. W Mesracie funkcjonują trzy rynki: najważniejszy to ten, który odbywa się w niedzielę, ponieważ zjeżdżają się tam Arabowie z obszaru oddalonego nawet o pięć dni marszu. Jest to miejsce spotkań plemion z Ouerfella, Saada, Larhouna, Ben Oualid, ludzi z Trypolisu, Zliten, Khoums etc. Na targu tym sprzedaje się tysiące sztuk bydła, kóz, owiec, wielbłądów, osłów, mułów. Handluje się także słonym masłem, miodem, oliwą, drobiem, jajami, z czego duża część na eksport do Trypolisu.. Wśród towarów można również znaleźć plecione maty a także szale tkanin wełnianych, jak na przykład margoumy doskonałej jakości, których nie znajdzie się nigdzie indziej. W przeciwieństwie do tego rynku, targowiska środowe i czwartkowe są mniej ożywione.

W każdy piątek, po modlitwie, z Mesraty wyrusza karawana wioząca wyżej wymienione towary.. Dojeżdża do Trypolisu dopiero we wtorek rano, choć porusza się dzień i noc zatrzymując jedynie na trzy godziny na każdym etapie podróży.

Większość handlowców w tym mieście to bardzo bogaci Żydzi. Ciekawe jest to, że europejskie potęgi nie mają tam swoich reprezentantów. Zapytałem kilku Żydów o to, z ramienia których narodów są protegowani – odpowiedzieli mi, wszyscy są Algierczykami bądź Tunezyjczykami. Pragnęliby gorąco utworzenia konsulatu francuskiego, ponieważ czasem zdarza im się skarżyć na doznawane krzywdy. Kilku handlarzy to rdzenni mieszkańcy tych stron, ale nie ma pośród nich żadnego Sfaxiena i jest tylko jeden Djerbien osiadły od długiego czasu w tym regionie.

Miasto posiada garnizon złożony z 25 żołnierzy i zarządcy, z pochodzenia Turka. Służba policji pozostawia wiele do życzenia. Podczas mojego pobytu, złoczyńcy penetrowali nocą synagogę: wynieśli egzemplarz Tory, srebrne lampy i szkatułę z funduszem na ubogich z 14 tysiącami kercz w środku, a także zniszczyli święte księgi. Kiedy Żydzi dowiedzieli się o tym świętokradztwie, poskarżyli się władzom, które zarządziły dochodzenie za pośrednictwem służb wojskowych. Zatrzymano dwanaście osób, którym przedstawiono poważne zarzuty, ale dochodzenie w tej sprawie nie zostało jeszcze zakończone i Żydzi wciąż czekają na ukaranie winnych.

Jest w Mesracie kupiec, Grek twierdzący, że jest Anglikiem, który sprzedaje jęczmień, pszenicę, makaron, ser, sardynki i wszystkie rodzaje przypraw. Udziela również pożyczek na nieruchomości miejskie i wiejskie. Wszyscy dostojnicy, w tym zarządca, chodzą zasiadać w jego sklepie, który jest bardzo dobrze utrzymany.

Mieszkańcy narzekają na nadużycia, których dopuszcza się władza przy inkasowaniu podatków.

Tereny w tym mieście nie są drogie. Waluta jest taka sama jak w Trypolisie, z którym Mesrata jest związana poprzez telegraf i pocztę.

Budynki mieszkalne, które zupełnie nie przypominają formą europejskich, są solidnie zbudowane przy użyciu wapna, kamieni i cegieł. Można odnaleźć w tym regionie liczne rzymskie ruiny. Znajduje się tam również grobowce Sidi Ahmed Zarrouka, mistrza bractwa Zaroukia, a także Sidi Mohammed El Madaniego, wielkiego mistrza bractwa Madania. Odwiedziłem obydwa.Trypolis

Gdy tylko dotarłem do miasta Trypolis, udałem się do zajazdu ludzi z Soukna i z Houn. Tam odwiedził mnie pewien Tunezyjczyk, by spytać jakie przynoszę wieści. Był to inteligent Si Hassouna ben Amor Chérif zamieszkujący od 21 lat Trypolis, gdzie zajmuje się importem nakryć głowy typu fez. Jego rzetelność handlowa jest znana w całej okolicy. Był zadowolony z mojego przyjazdu i zaprosił mnie do swojego domu, w którym spożywałem moje posiłki. (.). Później zwiedzałem wraz z nim meczety, ogrody, suki miejskie, różne dzielnice, a także port. Dzięki memu przyjacielowi uzyskałem informacje o Trypolisie, do których inni nie mogliby dotrzeć nawet podczas długiego tam pobytu. Spotkałem się także z innym Tunezyjczykiem, zwanym Ali El Ouslati, który opuścił Tunis w następstwie trudności, które nie są jeszcze uregulowane. Widziałem się też z Ben Afayed ben Ech-Cheikhem, byłym wodzem przedmieść Tunisu. Obydwaj starali się wzbudzać zaufanie przejezdnych Tunezyjczyków. Kiedy byłem z nimi, zapewniali mnie o swej życzliwości, lecz tak naprawdę byli powodowani perfidnymi uczuciami wobec mojej osoby. Mój przyjaciel Hassoiuna powiedział mi pewnego razu: „Cheikh Mohammad, wczoraj ci dwaj mężczyźni szerzyli pogłoski wśród Turków, jakobyś był szpiegiem z wynagrodzenia rządu francuskiego. Ich celem jest uzyskanie dobrej sytuacji u baszy. Zalecam Ci nie spotykać się z nimi i więcej się do nich nie odzywać”. Począwszy od tej chwili, przestałem wychodzić z mojego pokoju, a Si Hassouna załatwiał moje sprawy.

Mieszkańcy Trypolisu to raczej Beduini niż mieszczanie, niemniej uważają się za ludzi bardzo cywilizowanych. Są społecznością bardzo podzieloną, w której nie brakuje wzajemnych oskarżeń i zatargów. Mają smykałkę do handlu. Nie darzą sympatią ani Tunezyjczyków ani Algierczyków. Od pewnego czasu robią interesy z Ghat, Bornou, Ouadai oraz kilkoma regionami Sudanu. Ich pokora wobec Turków jest jedynie pozorna.

Nie mają zbyt rozwiniętego ducha: nie ma wśród nich reprezentantów nauki muzułmańskiej. Odwiedziłem kiedyś meczet w Souk w momencie, kiedy ich wielki mędrzec, bardzo poważany, Si Mohammed ben Moustafa, Hanafi Bach-mufti, prowadził wykład hadisu trzymając w ręku kajet, z którego bez przerwy czytał.

Element europejski ludności Trypolisu tworzą w dużej mierze Włosi, niewielu jest tu Francuzów. Bogate osobistości sympatyzują z Francuzami, klasa niższa bywa u Włochów. Tragarze i marynarze mówią po włosku.

Stare miasto jest solidnie skonstruowane, w stylu arabskim. Nowa dzielnica, zwana El-Menchiya mieści w sobie piękne budowle w stylu europejskim. Miasto jest położone nad brzegiem morza, w radosnej i przyjemnej okolicy. Znajduje się tam kilka bardzo starych budowli o istotnym znaczeniu. Klimat jest umiarkowany, powietrze rześkie, jednak upały królują tam całe lato.

Produkty żywnościowe są obfite i w dobrej cenie. Przyjeżdżają tu z Europy te same towary, co do Tunisu. W latach dobrych zbiorów eksportuje się stąd pszenicę, jęczmień, bydło, barany, wełnę, daktyle, cytryny, pomarańcze, plecione dywaniki, przyprawy, hennę i wszelkie towary z Sudanu takie jak skóry zwane regaâ, strusie pióra, kły słonia etc. Przy eksporcie artykułów uiszcza się niewielki podatek, przy imporcie drogą lądową nie płaci się nic. Większość kupców pochodzi z samego Trypolisu, ale Włosi, Maltańczycy i Żydzi także trudnią się handlem.

Nie ma tu banków, torów kolejowych, tramwajów ani odpowiedników francuskich kawiarni. Ulice nie są wyznaczone według tych samych wzorców co w Europie. Nie widzi się tu europejskiego przemysłu. Miasto jest więc zorganizowane w sposób daleki od postępu osiągniętego gdzie indziej.

Rolnicy tworzą dwie kategorie. Są to właściciele wielkich ogrodów i terenów przyległych do miasta, które posiadają studnie: ci, zajmują się uprawą racjonalną. Jeśli zaś chodzi o Arabów z plemion mieszkających daleko, uprawiają oni ziemię podobnie jak w Benghazi. Skądinąd, ich ziemie są bez porównania lepsze niż tunezyjskie, ponieważ są wilgotne. Arabowie z plemion nie prowadzą żadnej działalności rolnej.

Wszyscy wojskowi tureccy z Trypolisu, począwszy od sierżanta aż po generała, cieszą się dużym dobrobytem i bardzo dobrze się odżywiają. Otrzymują swój żołd co miesiąc i są zakwaterowani w najlepszych dzielnicach. Większość z nich ma żony. Wszyscy żyją w dobrobycie i są świetnie ubrani. Ich mieszkania urządzone są po europejsku. Z tego co mogłem zaobserwować, niewiele mają do roboty. Jeśli chodzi o żołnierzy, ich sytuacja jest żałosna: źle ubrani, kiepsko żywieni, nie otrzymują regularnie żołdu. Są okrutni wobec autochtonów, szczególnie wobec Arabów, których nienawidzą.

Przychody kraju nie równoważą wydatków. Budżet wilajetu, według tego co powiedział mi Hassouna ben Amor, powinien stanowić 5 milionów, ale wątpię czy dochodzi do tej kwoty. Każdego roku rząd ottomański wysyła fundusze dla wspomożenia niedostatków w dochodach.

Wilajet składa się z trzech prowincji: Fezzanu administrowanego przez generalnego moutesarrafa, który jest zależny od baszy; Djebelu i Sertu administrowanych każde przez moutesarrafa. Każda z tych prowincji obejmuje miasta i miejscowości, każdemu miastu przewodzi hakem (zarządca), zwany Kaim-makam, bez stopnia wojskowego zależnego od moutesarrafa, który otrzymuje rozkazy od baszy, który z kolei jest podwładnym ministra spraw zagranicznych.

Jak już wcześniej powiedziałem, Tunezyjczyk który przyjeżdża do Trypolisu powinien unikać obcowania z Trypolitańczykami, zajmować się jedynie swoimi sprawami i powstrzymywać się od wszelkich dyskusji politycznych, ponieważ z pewnością będzie obserwowany przez dwóch Tunezyjczyków, o których już wspominałem – Ali-el-Ouslati i Ben Afayeda ben Ech-Cheik.

Ben Afayed wypełnia w Trypolisie funkcję sekretarza rady miejskiej i otrzymuje od Turków miesięczną pensję w wysokości 60 franków. Jeśli chodzi o Ali-el-Ouslati, pracuje on jako oukil przy trybunałach. Hassouna ben Amor ostrzegł mnie na szczęście, że te dwie osoby rozprzestrzeniały wśród Turków pogłoski, jakobym był znaczącym Tunezyjczykiem ze skłonnościami politycznymi i że moje przybycie do Trypolisu i moja podróż do tego regionu miałyby skrywać cele polityczne. Biorąc pod uwagę zainteresowanie, jakim darzyli mnie moi tureccy gospodarze, myślę, że mój przyjaciel miał rację zalecając mi ostrożność.

Mohammed Ben Otsmane El-Hachaichi, fragment książki: „Podróż do krainy Senoussia przez Trypolitanię i krainę Touareg”, Wydawnictwo Challamel, Paryż 1903

Tłumaczenie na język francuski: Victor Serres i Mohammed Lasram

Fragmenty z języka francuskiego na polski przełożyła Karolina Korczyk

Wybór: Wojciech Białożyt

Czytaj również
*
Mohammed BenOtsmane El-Hachaichi