Pokolenie szczególnego przeznaczenia – Mój punkt widzenia po EFNI 2015

Drukuj

Liberté! Numer XXII

Ten tekst początkowo wydawał mi się banalny i demagogiczny – pewnie dla wielu taki będzie. Jednak są rzeczy, pozornie oczywiste, które muszą jeszcze zostać uświadomione. Konieczność ich wyartykułowania dotarła do mnie w czasie Debaty Otwarcia Europejskiego Forum Nowych Idei pod hasłem „Europa wobec rosnących nierówności społecznych, radykalizmów i zagrożeń geopolitycznych”. Dla mnie stała się ona debatą pokoleń.

Co mam na myśli? Konieczność pokoleniowej zmiany zarówno w polityce krajowej, jak i europejskiej. Zmiany, która zachowa w Europie jedność, a Polsce pozwoli utrzymać ciągły wzrost. Nie chodzi tu o banalny slogan, regularnie powtarzany przez liderów różnych obozów podczas kolejnych kampanii wyborczych, o bezsensowne odmładzanie początkowych miejsc na listach czy zdjęcia na tle młodych działaczy ubranych w barwy kampanii. Chodzi tu o młode pokolenie, niosące na sztandarze nową odmianę kapitalizmu i liberalnej demokracji, zmodernizowane o wnioski, jakich dostarczył nam kryzys ekonomiczny i jakie przynosi nam obecnie trwający kryzys migracyjny. Pokolenie, które potrafi zważyć idee wolności z racjonalnym osądem rzeczywistości. Chodzi o nas, pokolenie trzydziestoparolatków. Wykształconych i wychowanych w wolnej Polsce. Wyposażonych w szacunek, ale pozbawionych sentymentów do zmian, których dokonywaliśmy jako społeczność w ostatnich 25 latach. Uzbrojonych w wiedzę i zdolnych do chłodnej oceny stanu Polski dnia dzisiejszego. Pokolenie, któremu adwersarze w debacie publicznej nie mogą wyrzucać, że jest beneficjentem…

Myślę tak, bo jestem przekonany, że twórcy obecnej rzeczywistości stracili już zdolność oceny dokonanej zmiany i wyznaczania dalszych celów. Celów rozmytych, nie tak konkretnych, jak przystąpienie do Unii Europejskiej czy wcześniej NATO. To naturalny mechanizm psychologiczny i pewnie za kilkanaście albo kilkadziesiąt lat ktoś napisze tak o mnie i moim pokoleniu. Kiedy jesteśmy twórcami i świadkami dużej zmiany – przekształcania gospodarki centralnie planowanej w wolny rynek, a społeczeństwa pozbawionego inicjatywy w społeczeństwo obywatelskie – skala jest tak duża, że siedzimy, patrzymy na tę zmianę i słusznie jesteśmy z niej dumni. Niestety, czas biegnie dalej, pojawiają się nowe wyzwania, kryzysy i nie można dalej być zadowolonym z dokonanych zmian, nawet jeżeli to zadowolenie jest słuszne i uprawnione.

Twórcom obecnej rzeczywistości też trudno zrozumieć żądzę postępu młodego pokolenia, bo przecież postęp był już ogromny. Zadają pytanie: „Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?”. Z odpowiedzią przychodzi Leszek Jażdżewski na początku swojej wypowiedzi podczas Debaty Otwarcia EFNI. Parafrazując jego słowa – pokolenie to jest wściekłe, bo to ono będzie spłacało powstały dług. Dług, którego nie uważa za swój. Game is over. By obronić liberalną demokrację i kapitalizm, musimy wyciągnąć wnioski.

W tym miejscu wkracza pokolenie „specjalnego przeznaczenia”. To nasze pokolenie po 25 latach stoi przed możliwością dokonania kolejnego przełomu. Wyjścia są dwa. Jeśli prześpimy tę szansę, to do głosu dojdzie, coraz bardziej radykalizująca się, skrajnie prawa strona, biorąca na sztandar interes narodowy, bądź skrajnie lewa z ideami marksizmu. To stwierdzenie dotyczy już całej Europy, nie tylko Polski. Drugie wyjście to pokolenie „specjalnego przeznaczenia” w natarciu, budujące poczucie podmiotowości w przeciętnym Kowalskim poprzez dopuszczanie go do procesu decyzyjnego, wpływające na sposób redystrybuowania dóbr, uwzględniając możliwość istnienia słabszych jednostek w kapitalistycznym ładzie. Pokolenie nie tylko dostrzegające, że wzrostu gospodarczego Polski nie możemy wiecznie budować, opierając się na fakcie, że jesteśmy tym biedniejszym bratem, lecz także gotowe zaryzykować i przestawić główną determinantę wzrostu z taniej siły roboczej na mityczną innowacyjność. Przekonane, że poczucie zadowolenia z jakości państwa przejawia się w zadowoleniu przeciętnego obywatela z jakości jego usług publicznych.

Dlaczego akurat te zadania uważam za klucz do sukcesu pokolenia „specjalnego przeznaczenia”?

Koniec ze wzrostem opartym na taniej sile roboczej

Ktoś zapytał mnie kiedyś, czy uważam, że korzystne w dłuższej perspektywie może być opieranie swojej atrakcyjności na byciu biednym. Nie trzeba się nad tym zastanawiać, odpowiedź jest prosta: „Nie”. Dlaczego? Być może, gdy staniemy na ulicy, otrzymamy jałmużnę, co nie będzie kosztować wiele wysiłku, jałmużna ta nie pozwoli jednak na rozwijanie własnych walorów. Podobnie jest z Polską i jej fundamentem wzrostu gospodarczego. Wzrostem dotąd zasługującym na pochwałę i podziw, bo przecież jako jedyni zachowaliśmy nieustanny wzrost nawet w okresie kryzysu ekonomicznego. Jednak w moim przekonaniu nadchodzi kres tej siły napędowej i jeżeli nie zmienimy podstaw wzrostu, wcześniej czy później czeka nas recesja.

W Polsce w dniu dzisiejszym nakłady przedsiębiorstw na badania i rozwój co najmniej nie imponują, zarówno na tle liderów, jak i średniej europejskiej i według Eurostatu w 2013 r. wynosiły one 0,4 proc. PKB przy średniej 1,3 proc. PKB dla krajów Unii Europejskiej. Szczególnie niepokojący jest procentowo duży udział w tych nakładach sektora publicznego w stosunku do udziału sektora przedsiębiorstw prywatnych. Dlaczego jest to niepokojąca relacja? Sektor prywatny, angażując środki w badania i rozwój, dąży do osiągniecia z nich jak największej stopy zwrotu przez późniejszą komercjalizację rezultatu badań. Instytucje publiczne zaś w dużej mierze nie upowszechniają w ten sposób rezultatu badań w gospodarce, co jest powodowane niskim poziomem współpracy między uczelniami oraz instytutami naukowymi a biznesem. W dużej mierze jest temu winna kultura organizacyjna uczelni i niski poziom powiązań tych dwóch sektorów przez przepływ kapitału ludzkiego. Według GUS-u w 2013 r. tylko 6 proc. pracowników naukowych uczelni w przeliczeniu na pełen etat pracowało w B+R, podczas gdy średnia dla Unii Europejskiej wynosiła 12,5 proc.

By pokolenie „specjalnego przeznaczenia” ruszyło ze wzrostem opartym na innowacyjności, musi zainicjować większe zaangażowanie sektora prywatnego w badania i rozwój. W tym celu należy wskazać biznesowi bezpośrednie korzyści i zminimalizować koszty, jakie ponosi, podejmując ryzyko innowacyjności. Państwo powinno w tym miejscu przejąć część obciążenia, np. poprzez ułatwienie odliczeń od podatku kosztów poniesionych na badania i rozwój. Jednocześnie sektor publiczny musi zaakceptować ryzyko, jakie płynie z inwestowania w przedsięwzięcia innowacyjne. Państwo, przeznaczając środki na innowacje, musi liczyć się z tym, że duży ich procent może zwyczajnie okazać się niepowodzeniem. Programy grantowe na przedsięwzięcia innowacyjne muszą brać pod uwagę, że proces komercjalizacji może nie przynieść oczekiwanego rezultatu. Mam wrażenie, że takie oczywiste stwierdzenia są nie do zaakceptowania przez instytucje publiczne dystrybuujące chociażby środki unijne, ponieważ istnieje ryzyko ich potencjalnych nadużyć. Należy zadać sobie pytanie, czy chcemy dołączyć do grona społeczeństw czerpiących swoje bogactwo z nowoczesnych technologii i myśli. Jeżeli odpowiedź brzmi „Tak”, to musimy wiedzieć, że nie będzie to możliwe bez porzucenia strachu przed pojedynczymi porażkami.

Rozwarstwienie – czy ono naprawdę istnieje?

Kolejne zadanie dla pokolenia „specjalnego przeznaczenia” to zmniejszenie poczucia rozwarstwienia społecznego w Polsce. Statystycznie zjawisko to w naszym kraju nie występuje – wskaźnik Giniego dla Polski w 2014 r. wynosił 0,307 przy średniej 0,305 dla krajów Unii Europejskiej. Z tej perspektywy obserwowane nastroje społeczne wydają się zupełnie nieuzasadnione. Jednak należy dodatkowo zwrócić uwagę chociażby na siłę nabywczą przeciętnego Polaka, wynoszącą obecnie 47 proc. siły nabywczej przeciętnego mieszkańca UE. W moim przekonaniu to właśnie ten wskaźnik jest odpowiedzialny za ogólne poczucie znacznego rozwarstwienia polskiego społeczeństwa.

Oznacza to, że najmniej zamożni Polacy znacznie bardziej odczuwają brak środków na utrzymanie niż najuboższy przeciętny Europejczyk. Dodatkowo znacząca kultura własności przy braku zinstytucjonalizowanego wynajmu mieszkań powoduje, że najmniej zamożni oraz średnio sytuowani Polacy czują się pozbawieni możliwości posiadania własnego kąta, co potęguje poczucie znaczących różnic społecznych. Ono z kolei jest głównym motorem obecnej potrzeby zmian i zwrotu ku rządom bardziej znacjonalizowanym, podszytym troską o najuboższych.

Byśmy zminimalizowali to poczucie, konieczne jest zadbanie o komfort psychiczny w kwestiach mieszkaniowych. Można to osiągnąć, koncentrując się na zwiększeniu udziału w rynku zinstytucjonalizowanego wynajmu mieszkań oraz stworzeniu regulacji, które poprawiłyby jakość i kulturę wynajmu przez osoby prywatne. Takie rozwiązania nie tylko podniosą poczucie bezpieczeństwa, lecz także znacząco zwiększą mobilność ekonomiczną Polaków, wspierając przeorientowanie determinanty wzrostu gospodarczego. Duży pęd w kierunku własności powoduje, że przeciętny Polak większość swoich aktywów przeznacza na spłatę zobowiązań związanych z potrzebami mieszkaniowymi, co, zwłaszcza w okresie rozwoju zawodowego, znacząco ogranicza jego siłę nabywczą oraz mobilność. W krajach, które uważamy za wzór, udział rynku wynajmu wśród wszystkich dostępnych mieszkań wynosi powyżej 40 proc., w Niemczech czy Austrii to nawet blisko 50 proc., w Polsce zaś niespełna 20 proc.

W dyskusji o wzroście opartym na innowacyjności nie dostrzega się korzyści, która być może przekonałaby władzę do podjęcia ryzyka. Społeczeństwo, które produkcję swoich bogactw opiera na nowoczesnych technologiach, zmniejsza w swojej strukturze różnice społeczne przy jednoczesnym znacznym wzroście płac. Oczywiście tej tezie można przeciwstawić sytuację wysoko rozwiniętych krajów Unii Europejskiej, gdzie w ostatnich latach wskaźnik Giniego rośnie, a nie spada, jednak należy pamiętać, że dalsze opieranie wzrostu na taniej sile roboczej będzie tylko pogłębiało rozwarstwienie wzorem relacji feudalnych.

Wzrost jakości usług publicznych

Obywatele oceniają państwo przez jakość usług, jakie od niego otrzymują. Polska wydaje ok. 43 proc. PKB na usługi publiczne, co umiejscawia nas pośrodku unijnej skali. Dzielą się one pod względem docelowych odbiorców na adresowane do osób indywidualnych oraz do przedsiębiorców. Te dwie grupy mają obszary wspólne i odrębne, skupię się jednak na jednym obszarze wspólnym – system sądownictwa jest ważny, ponieważ jego kondycja wpływa na nasze zaufanie do prawa i jego procedur, co w konsekwencji znajduje odzwierciedlenie w naszym zaufaniu do samego państwa.

Głównym czynnikiem wpływającym na ocenę wymiaru sprawiedliwości jest czas trwania postępowań, który w Polsce nie wygląda dobrze. Według raportu Doing Business 2015 średni czas od momentu wpłynięcia pozwu do momentu wypłacenia odszkodowania to 685 dni. Dla porównania w krajach OECD to 539 dni. Pozytywnie zaś wypadamy w kwestii kosztów postępowania, gdzie Polska jest poniżej średniej dla OECD z wynikiem 19 proc. kosztów. Jednak w tym miejscu nie należy zapominać, że dłuższy czas postępowań wpływa na wyższy koszt reprezentacji przez pełnomocników.

Przez wiele lat mówiono o niedoborach kadrowych i niedofinansowaniu w wymiarze sprawiedliwości, jednak według Komisji Europejskiej Polska posiada większą liczbę sędziów, bo 26 na tysiąc mieszkańców, przy unijnej średniej 21 sędziów, w sferze zaś nakładów na wymiar sprawiedliwości wydajemy o 0,2 proc. PKB więcej niż wynosi średnia dla krajów starej UE. Dlaczego więc nasza efektywność jest mniejsza? Jest to związane m.in. z większą od średniej dla OECD liczbą procedur koniecznych do zrealizowania w celu uzyskania odszkodowania.

W tym miejscu warto podkreślić, że nie surowość kary, ale jej nieuchronność jest najważniejsza. Nawet w sytuacji, kiedy wiadomo, że sprawy ciągną się w nieskończoność, a wcześniej wspomniane odszkodowanie przyjdzie nam płacić w bliżej nieokreślonym czasie, warto dążyć do przeniesienia sporu na drogę sądową niż rozwiązywać go polubownie, chociażby wskutek mediacji. W kwestii postępowań przed sądami gospodarczymi sytuacja ta jest szczególnie ważna, ponieważ może spowodować, że szybka egzekucja pozwoli kontynuować działalność i zachować wszystkie wartości dodane płynące z niej dla społeczeństwa.

Na przykładzie wymiaru sprawiedliwości widzimy, że zasadniczym wyzwaniem dla pokolenia „specjalnego przeznaczenia” w kwestii zwiększenia jakości usług publicznych jest m.in. nastawienie na klienta i poprawa efektywności procedur. W rezultacie chodzi o to, byśmy po odejściu od okienka jakiegokolwiek urzędu mieli podobne poczucie jak po wyjściu np. z banku.

Poczucie podmiotowości jednostek

Jestem głęboko przekonany, że nie jesteśmy w stanie cieszyć się jakością państwa, jeżeli nie mamy poczucia, że możemy wpływać na jego decyzje. Od dziecka moi rodzice włączali mnie w decyzje podejmowane w domu. Uczestniczyłem w dyskusjach o wyborze wieczornego filmu, planowaniu weekendu czy zakupach sprzętów domowych. Czym to zaowocowało? Czułem się współodpowiedzialny za naszą przestrzeń i każdego z nas. A teraz jestem osobą, która poczuwa się do odpowiedzialności za otaczającą ją rzeczywistość. Identyczne zależności istnieją w relacji państwo–społeczeństwo, zarówno na szczeblu krajowym, jak i samorządowym.

W ostatnich latach z jednej strony obserwujemy wzrost zainteresowania samorządów takimi narzędziami jak budżety partycypacyjne, z drugiej strony na szczeblu krajowym byliśmy świadkami odrzucania inicjatyw referendalnych czy ustawodawczych już na etapie planowania porządku obrad. Ten drugi przykład z góry musimy uznać za naganny, zresztą działanie to w mojej ocenie było jedną z głównych przyczyn wyniku wyborczego Platformy Obywatelskiej. Należy zrozumieć, że zabija to inicjatywę i poczucie podmiotowości jednostki. Dlatego pierwszym wnioskiem dla pokolenia „specjalnego przeznaczenia” powinna być konieczność stworzenia spójnego przekazu na linii władza–jednostka, które mówi: „My nie wiemy lepiej, nawet jeżeli się nie zgadzamy”.

Patrząc pod tym kątem, mamy w Polsce dwa rodzaje władz samorządowych: te, które sięgają po narzędzia współdecydowania w postaci m.in. budżetów partycypacyjnych, i te, które „wiedzą lepiej”. Paradoksalnie, dla wielu z grona tych drugich JOW-y w wyborach do rad gmin stały się argumentem przeciwko włączaniu w proces decyzyjny mieszkańców, uznano bowiem wybranych przedstawicieli za wystarczająco blisko związanych z ogółem mieszkańców i ich problemami. Radni jako przedstawiciele mogą zatem sami wprowadzać przedsięwzięcia niezbędne dla danych społeczności. Jest to pogląd słuszny jedynie w tej części, która traktuje o bliższej relacji władz samorządowych z lokalną społecznością. Ogranicza on jednak decyzyjność mieszkańca do jednego wyboru w trakcie czterech lat, co w rezultacie zwalania go ze współodpowiedzialności za zbiorowość i wskazuje tę odpowiedzialność jedynie po stronie danego reprezentanta. Taka kolektywistyczna demokracja nie może być motorem rozwoju. Liderzy pokolenia „specjalnego przeznaczenia” powinni odrzucić strach przed liderami lokalnych społeczności i dopuścić do głosu obywateli w myśl przekonania, że poczucie podmiotowości i współodpowiedzialności może jedynie ich umocnić.

Podsumowanie

Przerwałem pisanie tego tekstu 19 października 2015 r. Podsumowanie piszę po prawie dwóch miesiącach i wiem już, że 25 października wybory wygrało Prawo i Sprawiedliwość, uzyskując samodzielną większość. Egzekwuje ono swój mandat bez pohamowania i poszanowania państwa prawa i obyczajów. Czy w ten sposób realizuje się pierwsze wyjście, wspomniane na początku tekstu? Zupełnie nie! Myślę, że wręcz odwrotnie. Dostaliśmy paliwo, a stan zagrożenia wartości musi sprawić, że przejdziemy do realnego działania. Pokolenie „specjalnego przeznaczenia” może zostać tak nazwane tylko dlatego, że obecna władza posługuje się zupełnie innym modelem demokracji. Niestety, ten rodzaj demokracji będzie utrwalać różnice społeczne i feudalne zależności, co nie pozwoli nam ruszyć z miejsca. My możemy to zmienić. Tylko nasza mobilizacja w obszarach, które przytoczyłem, może pozwolić na nową jakość (obszar edukacji pominąłem celowo, to temat na szerszą analizę). Pokolenie „specjalnego przeznaczenia” – obecna sytuacja jest naszą szansą, a nie porażką!

Czytaj również
O autorze
*
ArielFecyk
Wiceprezes Stowarzyszenia „Twoje Nowe Możliwości", radny Bolesławca. Jego domena to polityka antydyskryminacyjna, społeczna i edukacyjna.
@ ArielFecyk