Powyborczy sejmowy krajobraz

Drukuj

Marcin Frenkel szkicuje nową panoramę polskiej sceny politycznej

Wybory parlamentarne AD 2015 okazały się być dogrywką do wiosennej kampanii prezydenckiej. Najsilniejszym uczuciem wśród wyborców pozostało zmęczenie ośmioletnimi rządami Platformy Obywatelskiej. Ogólny bilans pracy gabinetów Donalda Tuska, a następnie Ewy Kopacz, w dłuższej perspektywie będzie zapewne bardziej pozytywny, niż aktualne odczucie większości wyborców. Trudno jednak nie zgodzić się z dominującym wśród komentatorów przekonaniem, iż PO zasłużyła na wyborczą porażkę. Podobnie jak kilka miesięcy temu Bronisławowi Komorowskiemu, tak teraz Platformie nie udało się znaleźć języka trafiającego w aktualne nastroje społeczne. Relatywnie dobra sytuacja gospodarcza paradoksalnie obróciła się przeciw ekipie rządzącej – wyborcy chcieli jeszcze więcej i jeszcze szybciej, a tu ukłoniły się pewne zaniechania reformatorskie.

Platforma passé

Na spadek poparcia społecznego dla ugrupowania rządzącego z pewnością miała też duży wpływ tzw. afera taśmowa. Należy do tego dodać niewyrazistość programową, brak chwytliwego hasła wyborczego oraz niedopuszczenie do pierwszej linii nowych potencjalnych liderów.

Czasy się zmieniają, a w ślad za nimi mody. O ile w poprzednich dwóch kampaniach parlamentarnych, głosowanie na PiS w wielu środowiskach bywało wstydliwe, tak teraz sytuacja radykalnie odmieniła się. To Platforma przestała być sexy. Na nieszczęście dla PO, stracił na znaczeniu strach przed partią Jarosława Kaczyńskiego. Obawy te osłabiła też Ewa Kopacz biorąc na swoje listy byłych kolegów Prezesa. Pomimo to, udało się osiągnąć drugie miejsce na wyborczym podium, co po ośmiu latach rządów nie jest takim złym rezultatem.

PiS zwycięzcą licytacji

Przykład PiS pokazał, iż podobnie jak w wyborach prezydenckich, najskuteczniejszą metodą prowadzenia kampanii okazała się eskalacja obietnic socjalnych – niekoniecznie mających pokrycie w możliwościach budżetu państwa – oraz ukrywanie przed publicznością prezesa i wiceprezesa partii. Wśród dużej części wyborców wiara w ekonomiczne cuda przeważyła nad zdrowym rozsądkiem. Potrzeba zmiany ekipy rządzącej była tak silna, iż partii Jarosława Kaczyńskiego nie zaszkodziła sprawa SKOK-ów, nie najlepszy początek prezydentury Andrzeja Dudy czy zagraniczne występy Antoniego Macierewicza.

Jak zauważa redaktor Jerzy Baczyński, wynik wyborczy dający zwycięstwo PiS – za sprawą niskiej frekwencji wyborczej – oznacza poparcie raptem ok. 20% uprawnionych do głosowania. Dobrze byłoby więc, aby politycy tej partii mieli tego świadomość i ograniczali się w co bardziej radykalnych pomysłach.

Kukiz we mgle

Wielką niewiadomą jest ugrupowanie Pawła Kukiza. Muzykowi – twierdzącemu, że brak programu politycznego to atut – udało się uzyskać poparcie blisko 9% głosujących i zdobyć trzecie miejsce w wyborczym wyścigu. Obecnie niewiele zapowiada, aby był to trwały i poważny byt partyjny, niemniej jest on świadectwem istnienia licznej grupy wyborców odrzucającej system i wyrażającej totalny brak zaufania wobec establishmentu, a jednocześnie wierzącej w proste i szybkie rozwiązania proponowane przez swojego lidera.

Nowoczesna podnosi sztandar

Optymizmem napawa relatywny sukces (prawie 8% głosów) Nowoczesnej Ryszarda Petru. Partii, powstałej w niespełna pół roku, udało się zagospodarować część dawnego twardego elektoratu PO – oczekującego sprawnego, ale jednocześnie ograniczonego państwa – nie ingerującego przesadnie zarówno w gospodarkę, jak i w prywatne życie obywateli. Dawni wyborcy Platformy dobitnie dali do zrozumienia, że od rządzących oczekują więcej niż tylko ciepłej wody w kranie. Jest więc miejsce na scenie politycznej na czynnik zdecydowanie proreformatorski – swoisty „anty-PSL”. Pozostaje wciąż jednak pod znakiem zapytania, jak brak doświadczenia parlamentarnego przełoży się na pracę poselską Nowoczesnej. W każdym razie dobrze się stało, iż ktoś wreszcie podniósł liberalny sztandar pozostawiony przez nieboszczkę Unię Wolności. W dłuższej perspektywie należy pamiętać, że ordynacja wyborcza premiuje duże ugrupowania i zapewne jakaś forma sojuszu z PO może być konieczna.

Złe czasy dla PSL

Polskie Stronnictwo Ludowe – ledwo przekraczając próg wyborczy – osiągnęło swój najgorszy wynik w historii III RP. Dużą część wyborców partii Janusza Piechocińskiego skutecznie przechwyciło PiS. Ludowcom nie pomogło też wystawienie w wiosennych wyborach prezydenckich własnego kandydata, który jeśli w ogóle został szerzej zauważony, to raczej jako obciążenie. W czasach silnych nastrojów antysystemowych, trudno znaleźć partię bardziej systemową niż PSL (udział w wielu koalicjach rządowych, programowa zachowawczość). Taki wizerunek na pewno ludowcom nie posłużył. Podobnie jak udział w rządzie zabiegającym o antyrosyjskie sankcje, szczególnie niemiłe polskim rolnikom.

Lewica – znów serio?

Wybory parlamentarne zakończyły się wielką klęską Zjednoczonej Lewicy. Po zakończeniu operacji „Ogórek”, formacji Leszka Millera nie udało się przekonać wyborców, że na powrót traktuje ich poważnie. Nie bez znaczenia jest zapewne też to, iż dużą część haseł socjalnych od ZL przejął PiS, a w kwestiach ideologicznych o wiele bardziej autentyczny był Adrian Zandberg i jego komitet Razem. Suma summarum, pierwszy raz w historii III RP mamy parlament bez postkomunistycznej lewicy.

Co dalej?

Nie da się ukryć, iż wyborczy sukces partii Jarosława Kaczyńskiego nie budzi zachwytu wśród zwolenników państwa liberalnego. Można jednak też na ten wynik spojrzeć, jak na rodzaj testu przed jakim wyborcy postawili PiS, mówiąc: „od lat podważacie osiągnięcia wolnej Polski, kruszycie autorytet instytucji państwowych, odsądzacie od czci i wiary dotychczasowe elity, to pokażcie, że potraficie lepiej rządzić. Macie swojego prezydenta, rząd i większość parlamentarną. Czekamy na efekty!”. Nie podzielając tego entuzjazmu, nie pozostaje nic innego, jak również powiedzieć „sprawdzam” – trzymając kciuki, aby ten eksperyment nie zaszkodził Polsce.

Czytaj również
O autorze
*
MarcinFrenkel
Absolwent WSMiP Uniwersytetu Łódzkiego, przygotowuje doktorat o roli paryskiej „Kultury” w kształtowaniu polskiej polityki wschodniej.