„Prawie połowa polskich naukowców nic nie publikuje“ – polemika

Drukuj

List do Tomasza Kamińskiego, w sprawie tekstu „Prawie połowa polskich naukowców nic nie publikuje“.

Drogi Tomaszu!
Wybrałem dla tego tekstu formę epistolarną, bo wiem że lubisz listy.
Napisałeś ciekawy tekst. Poruszony w nim temat w istocie dotyka ważnego problemu. Nie sposób mówić o nauce w Polsce i jej przyszłości bez odniesienia do tej sprawy.
Chcę w swoim liście zapytać o jeden aspekt dotyczący omawianego przez ciebie zjawiska oraz podjąć polemikę, którą z resztą przewidziałeś.

W przywołanym przez Ciebie artykule (Kwiek 2014) wyczytałem, że przedmiotem analizy była grupa pełnoetatowych pracowników uczelni, o których dorobku można wnioskować na podstawie międzynarodowych badań ankietowych. W Twoim tekście czytamy jednak ogólnie o pracownikach naukowych. Różnica przecież nie tak mała, biorąc pod uwagę istnienie w polskim systemie naukowym rozbudowanej sieci instytutów PAN oraz instytutów badawczych (zwanych również resortowymi, a niegdyś jednostkami badawczo-rozwojowymi – JBR).
Biorąc to pod uwagę, czy nie jest nawet gorzej, niż sądzić można z opracowania Kwieka? 43% pracowników uczelni nie publikuje, ale ufajmy, że przynajmniej naucza. Bardzo byłbym ciekaw wyników – i tu moje pytanie – analogicznego zestawienia obejmującego również pracowników naukowych zatrudnionych poza uczelniami. Nie mają oni przecież nic innego do robienia, poza uprawianiem nauki, a efekty tegoż winny przyjmować postać publikacji. Nie podejmę się stawiania przedwczesnych hipotez, ale wyniki ubiegłorocznej ewaluacji jednostek naukowych przeprowadzonej przez KEJN nastrajają pesymistycznie. Oto sumaryczne zestawienie danych obejmujących wszystkich 963 ewaluowane jednostki.

  A+ A B C Razem
Instytuty naukowe PAN 12 42 15 1 70
Instytuty badawcze 2 35 70 8 115
Jednostki podstawowe uczelni 23 225 451 57 756
Inne 0 6 5 11 22

(za: http://www.nauka.gov.pl/g2/oryginal/2013_09/ab7f08e1f9b625d919d6e30df0d3f922.pdf)

 

Wśród jednostek uczelnianych kategorię C, a zatem najniższą, przyznano 7,5% jednostek, B – prawie 60%; ale za to najwyższą – A+ uzyskało 3% jednostek. W grupie instytutów badawczych zestawienie to jest zaskakująco podobne: ponad 6,9% otrzymało ocenę C, B – ponad 60%; lecz A+ zaledwie 1,74%. Sumując jednostki kategorii A i A+, instytuty badawcze i jednostki uczelniane uzyskały niemal identyczny wynik (ok. 32%, przy ponad 77% dla instytutów PAN). Z zestawienia tego wynika, że odsetek jednostek bardzo słabych i słabych jest podobny na uczelniach i w instytutach badawczych, lecz jednostek najlepszych jest wśród instytutów o połowę mniej niż na uczelniach. A przecież na uczelni trzeba również uczyć!
Nie wiem czy słuszne są moje obawy, że te same 43 procent nieproduktywnych pracowników uczelni, odnaleźć można także wśród pracowników instytutów badawczych.

Nie zgadzam się z Twoim twierdzeniem, zilustrowanym cytatem z prof. Macieja Żylicza, że uczelnie nie mogą pozbywać się najsłabszych pracowników. To nie prawda. Znowelizowana ustawa pozwala zwalniać pracownika na podstawie jednej negatywnej oceny okresowej, a jednocześnie wymusza zwolnienie po dwóch kolejnych negatywnych ocenach. Tyle stan prawny. A że litera prawa pozostaje w zasadzie martwa, to inny problem. Nie jest to jednak kwestia złej legislacji, lecz samego środowiska, które woli przymknąć oko na uchybienia, niski poziom, czy wręcz zupełną nieproduktywność pracownika uczelni, niż zdecydować o jego/jej wyrzuceniu z pracy. Problem tkwi zatem w postawach naszego środowiska. Może naiwnie, ale chciałbym liczyć, że znowelizowane prawo zacznie być w ciągu najbliższych lat skutecznie realizowane.

Nie zgadzam się również z Twoją tezą o wystarczającym budżecie przeznaczanym obecnie na badania naukowe. Nie będę rozpisywał się tu o strukturze wydatków NCN, relacji budżetu NCN i NCBiR oraz kwotach przeznaczanych na działalność statutową jednostek naukowych. Skoro – jak piszesz – 10% najlepszych polskich badaczy wytwarza połowę „produkcji naukowej”, a 43% nie robi nic, oznacza to, że pozostałe niemal 50% badaczy tworzy drugą połowę polskiej nauki. Postulat ograniczenia nakładów na naukę do stanu obecnego doprowadzi do zniknięcia źródeł finansowania dla tej właśnie połowy badaczy. Najlepszych 10% znajduje finansowanie dla swoich badań. W wielu konkursach NCN tyle właśnie wynosi współczynnik sukcesu. Ale jeśli zgodzimy się na tak wąską dystrybucję nakładów na naukę to pozbawimy się nauki uprawianej dobrze, choć może nie najlepiej. A tej nauki – jak wynika z powyższych zestawień – jest w Polsce połowa. Przypomnę jednocześnie, że o ogólnym stanie nauki w większym stopniu świadczą stany średnie, niż szczyty. Najlepsi, którzy dysponują zapleczem i pieniędzmi prowadzą badania na poziomie porównywalnym do tych z najbardziej rozwiniętych krajów świata. Postulujmy jednak, by również ci solidnie pracujący, lecz plasujący się poza ścisłą czołówką, uzyskali warunki analogiczne do swych odpowiedników w rozwiniętym świecie Zachodu.

Dzieląc z Tobą troskę o naukę w Polsce, przesyłam Ci wyrazy szacunku!

 

Czytaj również
*
ŁukaszNiesiołowski-Spanò