Przedsiębiorczość jest jak sport, trzeba trenować, żeby osiągnąć sukces – Rozmowa Katarzyny Peszyńskiej–Drews z Juliánem Ugarte

Drukuj

Liberté! Numer XXII

Współczesnemu bohaterowi nie potrzeba peleryny i maski. Można zmieniać świat inaczej – pomysłem, chęcią i pociąganiem za sobą innych. Bo dobro też jest zaraźliwe.

Za każdym sukcesem kryje się niepowtarzalna historia, więc chciałabym zacząć od tego, jaka jest twoja. Co sprawiło, że podążyłeś tą, a nie inną ścieżką?

Studiowałem projektowanie przemysłowe w Chile z myślą, by zaprojektować coś, co będzie mógł mieć każdy, na przykład szklankę. Projektowanie przemysłowe daje możliwość stworzenia przedmiotu, który może być obecny wszędzie i dostępny dla wszystkich. Pokochałem możliwość tworzenia nowych rzeczy, które można dać światu. Chciałem wykorzystać tę wiedzę do rozwiązania dużych problemów w innowacyjny sposób. Kiedy miałem 25 lat, zacząłem pracować z fundacją działającą w 21 krajach. Pracowałem w ich siedzibie głównej w Chile. Zacząłem zajmować się problemem biedy. Piramida C.K. Prahalada pokazuje, że 60 proc. populacji świata żyje za mniej niż cztery dolary dziennie. Jest to ogromny rynek, który potrzebuje skutecznych rozwiązań. Dzięki innowacjom możemy zapewniać dostęp do wody, energii i edukacji. Z technologicznego punktu widzenia mamy teraz narzędzia, o których nie śniło nam się w poprzednich dekadach. Dużo przebywałem w slumsach, które wykreowały moją historię. Wielu ludzi z różnych części świata sądzi, że mieszkańcy Ameryki Południowej są biedni z powodu lenistwa albo nadmiernego spożywania alkoholu. To nieprawda. Codziennie widziałem rażący obraz niesprawiedliwości. Na różnych twarzach i w różnych rodzinach. Tendencja jest taka, że jeżeli pochodzisz z biednej rodziny, to najprawdopodobniej twoje dzieci również będą biedne.

Potrzebne są więc narzędzia do zwalczania tej nierówności społecznej.

Tak. Dlatego stworzyłem w tej organizacji Centrum Innowacji. Kiedy określiłeś już swój cel i dysponujesz odpowiednimi narzędziami, to właściwie masz wszystko. Wystarczy zacząć pracować. Istnieją różne sposoby rozwiązywania danego problemu społecznego. Są przecież wolontariusze, przedsiębiorcy czy filantropi. Jeżeli, na przykład, masz dolara, możesz go dać rodzinie, która go potrzebuje. Albo, korzystając ze swoich możliwości, możesz go zainwestować i po jakimś czasie mieć dwa dolary, wydać niezbędne minimum na administrację i przekazać maksimum środków ludziom w potrzebie. Na początku wyzwaniem dla mnie było podjęcie decyzji, które podejście jest właściwe. To był eksperyment. Ale jeżeli nie zaryzykujesz wypróbowywania nowych rozwiązań, kiedy te dotychczasowe przestają wystarczać, możesz nigdy tego problemu nie rozwiązać.

Czyli nie zacząłeś jako młody biznesmen, tylko jako młody przedsiębiorca społeczny. Jaka jest różnica?

Tym, co napędza przedsiębiorcę społecznego, jest chęć wpływu na zmianę społeczną, ulepszanie świata. Dla biznesmena najważniejsze są zyski finansowe. Jeżeli celem są pieniądze, biznesmeni mogą wypłacać mniejsze pensje pracownikom i sprzedawać swoje produkty drożej, nie kierują się wtedy ideą, lecz celami prywatnymi, co nie zawsze jest dobre dla ludzkości. W przedsiębiorczości społecznej zaś rdzeniem jest człowiek. Ale oba typy przedsiębiorcy są wartościowe i potrzebne światu.

Jaki był twój pierwszy projekt?

Zacząłem go w małej mieścinie pod Chile, które jest moim rodzinnym miastem. Jest tam szpital położony na wzgórzu, do którego dojazd jest dość utrudniony. Kiedy starsi ludzie robią sobie tam badania, kilka dni później muszą wrócić po wyniki. Zacząłem więc świadczyć usługę dostarczania wyników badań. Poruszałem się na motorze, co było znacznie tańsze niż przemieszczanie się autobusem. Pomagało zaoszczędzić czas i pieniądze.

Twój pierwszy projekt świadczy o tym, że zareagowałeś na potrzeby lokalnej społeczności jako świadomy, aktywny obywatel. W Europie społeczeństwo obywatelskie, którego podstawą są takie inicjatywy społeczne, jest obecnie zjawiskiem naturalnym. W Polsce idea społeczeństwa obywatelskiego stała się popularna po roku 1989, trzeci sektor jest niezwykle aktywny, działa bowiem około 83 tys. organizacji pozarządowych, w tym organizacje pożytku publicznego. Jak wygląda sytuacja społeczeństwa obywatelskiego i aktywizmu obywatelskiego w Ameryce Łacińskiej?

W Chile jest to ruch bardzo silny i istnieje wiele rodzajów działalności. Jedni mają gest i mogą sobie pozwolić, by wesprzeć finansowo inicjatywy i organizacje pozarządowe. Drudzy – miliony wolontariuszy – poświęcają swój wolny czas na niesienie pomocy. Jednak nie da się rozwiązać ogromnych problemów, poświęcając im tylko wycinek swojej energii, czasu i uwagi. Przedsiębiorca społeczny powinien więc zajmować się swoim zajęciem profesjonalnie i w pełnym wymiarze czasowym. Uważam, że Ameryka Łacińska jest właśnie w momencie, w którym zaczyna się kształtować ruch, z którego wyłaniają się zaangażowani aktywni obywatele i profesjonaliści. Przedsiębiorczość społeczna zaczyna kwitnąć. Przeszkodą rozkręcenia tego rodzaju organizacji pozarządowych jest konieczność tworzenia struktur i utrzymywania się z takiej działalności, bo zarobki na początku rzadko są wysokie. Na szczęście rozwijają się już korporacje wprowadzające rygorystyczne standardy odpowiedzialności społecznej, ochrony środowiska, wydajności i przejrzystości, które stają się platformą dla rozwoju społeczeństwa i starają się odpowiadać na wyzwania stojące przed latynoamerykańskimi krajami rozwijającymi się.

A jak wobec tych wyzwań zachowują się rządy? Jak to wygląda w Chile? Czy wspierają innowację społeczną?

Tak, ale jest to nowe zjawisko. I w dodatku złożone, bo chodzi nie tylko o pieniądze – chodzi o właściwy sposób rozwiązania problemów. Istnieje osobny fundusz dla trzeciego sektora i innowacji społecznych, to jest więcej niż 100 mln dol. poświęcanych rocznie na ten cel. Zapotrzebowanie na działalność taką, jaką prowadzi Socialab, jest duże.

W ostatnim dziesięcioleciu w Europie nastąpił boom na nauczanie przedsiębiorczości i wspieranie przedsiębiorczości społecznej. Sektor edukacji wspiera przedsiębiorczość społeczną i innowacyjność, funkcjonują już powiązane z tym kierunki na uczelniach wyższych, szkoły letnie, istnieją dedykowane programy, konkursy, granty i treningi wspierające rozwój w tym sektorze. Jest to względnie nowa dziedzina wiedzy i aktywności, która może liczyć na wparcie przez Unię Europejską. Programy coachingowe, projekty i treningi, w których początkujący przedsiębiorcy mogą uczestniczyć, nie są jednak aż tak powszechne, a zapotrzebowanie wciąż rośnie. Nie wszystkiego można się nauczyć podczas wykładów. Jeżeli tak jest w Europie, to jak jest w Chile?

Świetne spostrzeżenie. Przedsiębiorczość jest jak sport, trzeba trenować, żeby osiągnąć sukces. Nie można nauczyć się pływać w sali wykładowej. Można przekazać teorię na temat technik pływania, ale samej czynności można nauczyć się tylko w wodzie. Nauczycielem powinien być pływak, a nie osoba, która pływać nie umie. Na uniwersytetach w Ameryce Łacińskiej lekcje przedsiębiorczości są powszechne. Istnieje niesamowity program rządowy Start-Up Chile, który angażuje rocznie 200 osób z całego świata. Ich zadaniem jest wspieranie rozwoju start-upów i dzielenie się wiedzą i doświadczeniem z moimi rodakami. Ci ludzie angażują uczestników w faktyczne działania. Ponadto upewniają się, że te powstające start-upy będą się integrowały z chilijskim ekosystemem. Dzielą się też sposobem myślenia i poglądem na świat. Najlepszą i najcenniejszą lekcją jest praktyka, i w tym kontekście porażka też jest sukcesem, bo daje doświadczenie. Ruch, jeśli chodzi o organizacje pozarządowe, przedsiębiorczość społeczną, zdrowotną czy technologiczną, robi się coraz większy. Podczas naszej rozmowy w kuluarach dyskutowaliśmy o tym, jak muzyka przenika różne strefy życia i inspiruje. Rozmawialiśmy również o tym, jak trudno jest być muzykiem i się z tego utrzymać. Muzycy trzymają się zazwyczaj w gronie innych muzyków, bo mają te same marzenia, te same cele i te same zmartwienia. Z przedsiębiorcami takimi jak ja jest podobnie. Jeżeli jest grupa osób zajmujących się podobnymi rzeczami w tym samym mieście czy kraju, to istnieje możliwość czerpania wiedzy od siebie nawzajem i efektywnego poszerzania tej grupy. Ważne jest też, żeby reagować na to, co się dzieje w tym momencie, a nie opierać się tylko i wyłącznie na wiedzy zaczerpniętej z podręczników dotyczącej tego, co działo się dwa czy trzy lata temu. To jak z uczeniem się języka. Dziecko uczy się języka od ludzi, którzy już go znają. Aż powoli zaczyna mówić. Tak samo z przedsiębiorcami. Powinni mieć kontakt z sobą nawzajem, z obszarami i miejscami, które obejmuje ich działalność. Bez tego nie mają szansy nauczyć się przedsiębiorczości.

Zostańmy poniekąd w temacie muzyki. Jesteś organizatorem Międzynarodowego Festiwalu Innowacji Socjalnej, którego druga edycja odbędzie się w tym roku w Argentynie. Jestem przekonana, że ogromny sukces tego festiwalu nie jest przypadkowy. Jak ważną rolę odgrywa muzyka i jaki jest cel tego przedsięwzięcia?

Nasza grupa przedsiębiorców społecznych to osoby, które znają się, dyskutują o podobnych sprawach i mają zbieżne poglądy. Co zatem dzieje się z ludźmi, którzy nie mają dostępu do takiej wiedzy? Nie mają możliwości wymiany poglądów? Możemy zorganizować event, w którym weźmie udział tysiąc osób, ale będą to osoby z tej samej bajki. Zorganizowaliśmy więc festiwal, zaprosiliśmy nieprawdopodobnych muzyków i zgromadziliśmy 70 tys. ludzi. Pomiędzy występami zespołów i artystów lokowaliśmy ważną dla nas treść. W tym roku będzie podobnie. Zapraszamy gości, którzy będę przemawiać, opowiadać o swoich osiągnięciach, dzielić się doświadczeniem i dobrymi praktykami. Współpracujemy też z firmami, które przestrzegają praw człowieka i stosują Fair Trade, np. z firmą produkującą kawę. Udział w Festival Internacional de Innovación Social (FIIS) to miło spędzony czas przy piwie, przestrzeń, gdzie można spotkać agentów zmiany, którzy prowadzą faktyczne działania i zmieniają świat. Dochód z takiego festiwalu można przeznaczyć na wsparcie jednego konkretnego pomysłu i innowacji.

Niewątpliwie festiwal jest miejscem, gdzie rodzą się pomysły i partnerstwa, które później skutkują nowymi projektami. Świetny sposób na wspieranie aktywnego obywatelstwa.

Tak. Wielu ludzi po zeszłorocznym festiwalu zdecydowało się zostać przedsiębiorcami społecznymi. I teraz, podczas różnych projektów, kiedy pytam ludzi, którzy z nami współpracują, dlaczego tu są, mówią mi, że wszystko zaczęło się od FIIS.

W jaki sposób finansowane są działania Socialab, skąd bierzecie środki? To jest problem, o którym rozmawialiśmy na EFNI – młodzi ludzie często nie mogą sobie pozwolić na zostanie profesjonalnymi przedsiębiorcami społecznymi, bo nie wiedzą, gdzie można uzyskać wsparcie.

Od rządów, firm, biznesmenów. Jest wiele podmiotów, które chcą rozwiązać konkretny problem, ale nie wiedzą, jak się do tego zabrać. FIIS jest świetną przestrzenią, gdzie sporo firm chce się zareklamować. Jeżeli organizator takiego przedsięwzięcia umiejętnie wykorzysta produkt sponsora, zdobędzie finanse na możliwość realizowania swoich działań. Zawsze jest sposób, żeby znaleźć pieniądze na realizowanie dobrych projektów.

Są to pomysły warte rozpowszechniania. Jesteś też mentorem młodych przedsiębiorców i start-upowców. Jaką masz skuteczność?

90 proc. moich podopiecznych osiągnęło sukces. Tylko przez ostatnie dwa lata zrobiliśmy ponad 120 projektów, przy czym Socialab to 50 ludzi, którzy pracują w naszych biurach w Chile, Argentynie, Meksyku, Kolumbii i Urugwaju.

A co z tymi 10 proc.? Co byś im poradził?

Popełniajcie błędy. Porażki są dobrymi lekcjami i nie należy się poddawać. Jeżeli próbujesz i ci nie wychodzi, to znaczy, że trzeba coś zmienić, a nie porzucać cały projekt. Róbcie to, co kochacie, i próbujcie dalej. Podążajcie za swoimi marzeniami. Nie można konkurować z człowiekiem, który jest napędzany pasją. Bo jest wtedy najefektywniejszą i najlepszą wersją siebie. Moim marzeniem jest być szczęśliwym i dalej rozwijać działania Socialab, wpływać na coraz szersze rzesze ludzi. Do tej pory udało nam się dotknąć życia miliona ludzi. Pracujemy nad kolejnym milionem.

Czytaj również
O autorze
*
JuliánUgarte
O autorze
*
KatarzynaPeszyńska-Drews
Wiceprezes Instytutu Swobody, Wiceprezydent Club d’Europe sieci studenckiej EUF-CE, doktorantka Uniwersytetu Łódzkiego
@ SvabodaInstitut