Retoryka antyhomoseksualna w Trzeciej Rzeszy

Drukuj

Za pewnego rodzaju obsesję można uznać poczucie strachu budowane na mitach dotyczących nieformalnej solidarności między homoseksualistami i tworzenia się między nimi nieformalnych związków. „Jeżeli w kraju rządzonym przez mężczyzn znajdą Państwo na jakimkolwiek stanowisku mężczyznę o takich skłonnościach, który ma coś do powiedzenia, z pewnością znajdziecie trzech, czterech, ośmiu, dziesięciu i jeszcze więcej osób o tych samych skłonnościach; a to dlatego, iż jeden wlecze ze sobą następnych, i wyrzuca tych kilku normalnych, którzy pośród nich tam są. Normalni zostają wbici w ziemię, cokolwiek zrobią i tak zostaną zniszczeni.[24]” – mówił Himmler.

Czyny homoseksualne, zwane również sodomią, począwszy od średniowiecza aż do czasów nowożytnych, uznawane były za występki przeciw porządkowi boskiemu i jako takie podlegały karze. Wierzono wręcz w istnienie kauzalnego związku między takimi czynami a występowaniem naturalnych katastrof, interpretowanych jako boska kara[1]. Świecko-moralne aspekty włączone zostały w tym kontekście dopiero z nadejściem oświecenia. Ponadto zakorzeniony w chrześcijańskiej religii splot między strachem, winą i pokutą, wsparty przez ambiwalencję Kościoła wobec aktów płciowych stanowił podstawę dla relacji indywiduum do własnej seksualności. Dysponentem tej etyki seksualnej stało się przede wszystkim mieszczaństwo, które czuło się też powołane do stania na straży moralnego porządku[2].

Wszystko, co było sprzeczne z tak pojmowanymi normami i wartościami, należało wykluczyć i uznać jako anormalne. Rozróżnienie między normalnością a aberacją stanowiło podstawę funkcjonowania mieszczańskiej etyki, zmuszało do autokontroli, oferując w zamian bezpieczeństwo. W ten sposób definiowane były: seksualność, płciowość, małżeństwo i rodzina. Stosunki seksualne miały służyć li tylko prokreacji i powinny się odbywać w ramach heteroseksualnych, monogamicznych par. Wszystko inne zaś oceniane było jako niemoralne, perwersyjne, niebezpieczne, niezdrowe, a wreszcie karalne. Kondycja społeczeństwa immanentnie była związana z istnieniem stałych struktur i instytucji oraz opierała się na samoograniczaniu. Podział ról między mężczyznę i kobietę w życiu seksualnym stanowił odbicie społeczeństwa, w szczególności zaś życia zawodowego. Wszelkie odstępstwa od tych wzorców mogło stanowić zagrożenie dla istniejących struktur społecznych. Ten obraz mężczyzny, zarówno w przestrzeni makro – państwa i spoleczeństwa, jak i mikro – rodziny, uznawany był za gwarancję istnienia szeroko pojętej tradycji. Mężczyzna, który wymykał się takiemu idealnemu schematowi, musiał być podejrzany i mógł przez labilność swoich zachowań stanowić zagrożenie dla istniejącego systemu[3].

W ten sposób rodzina, jako biologiczna komórka narodu i społeczna komórka państwa, stała się fundamentem porządku, który decydował o pomyślności tych makrostruktur[4]. Polityka państwa otrzymała tym samym legitymację do interwencji w obszarze, w tym sensie jedynie pozornie prywatnego życia obywateli. Należało bowiem dążyć do tego, by wspierać jak największą liczbę urodzeń zdrowych przedstawicieli własnego narodu. W tym kontekście homoseksualiści stanowili zagrożenie dwojakiego rodzaju. Ilościowe, gdyż marnowali potencjał płodny, jakościowe, gdyż stanowili niepełnowartościowe elementy społeczeństwa. W trosce o rodzinę, naród i państwo trzeba więc było działać.

W zależności od przyjętej teorii[5] na temat źródeł i istoty homoseksualizmu można było stosować dwa modele polityki. Pierwsza z teorii, zwana w literaturze teorią upadku, dopatrywała się bezpośredniego związku między kondycją państwa a zachowaniem obyczajowym jego obywateli. Sodomia jest szkodliwa, ponieważ marnotrawi siły rozrodcze oraz osłabia uprawiających ją obywateli, którzy w konsekwencji stają się dla państwa ciężarem i, dając zły przykład innym, niszczą moralny porządek. Odpowiedzią na tak wielkie społeczne zagrożenia musiała być karalność homoseksualizmu[6].

Druga teoria, teoria degeneracji, widziała w homoseksualizmie symptomy choroby psychicznej, i w konsekwencji klasyfikowała ją jako „moralnego obłąkania”. Jako osoby cierpiące na labilność systemu nerwowego homoseksualiści nie mogli więc być przestępcami. Jako osoby chore uznani zostali bowiem za niepoczytalnych i w tym sensie nieodpowiedzialnych za swoje czyny. Rolą państwa było izolowanie ich od zdrowej reszty społeczeństwa i leczenie z wykorzystaniem instrumentów psychiatrycznych i hormonalnych.

Wiele uwagi problematyce homoseksualizmu poświęcano w krajach faszystowskich i reżimach autorytarnych. Zwraca się uwagę na analogiczne związki między homofobią a polityką faszystowskich Niemiec, Włoch, wojskowych junt w Grecji, Chile, czy Argentynie, komunistycznych reżimów, m.in. Związku Radzieckiego i Kuby, a także państw islamskich[7]. Polityka antyhomoseksualna stanowiła jeden z instrumentów represyjności tych systemów, a jej społeczno-kulturalne źródła, jak kryzys ekonomiczny, polityczny, społeczny i ideologiczny stały u podstaw ich kształtowania i rozwoju. Wreszcie związek ten miał także funkcjonalny charakter, polityka homofobiczna stanowiła bowiem instrument utrzymania i wzmacniania władzy. Dość wspomnieć, że reprezentowany przez te reżimy totalitaryzm moralny nie mógł i nie może tolerować suwerennych zachowań nastawionych na spełnienie indywidualistycznych celów, niemających specyficznie pojętej społecznej, religijnej i narodowej użyteczności, a skierowana przeciwko pewnej mniejszości definicja wroga, posiłkująca się głęboko zakorzenionymi społecznymi stereoptypami, w doskonały sposób wspiera kohezyjny obraz zdyscyplinowanego społeczeństwa, stając się skutecznym kataliztorem niezadowolenia społecznego w sytuacjach politycznych kryzysów systemu.

Język – czym jest homoseksualizm?

W dyskusji na temat istoty homoseksualizmu argumenty przedstawionych wyżej obu teorii przeplatają się z wyraźnie pejoratywnymi epitetami. Homoseksualizm jest więc nazywany „anormalnym zachowaniem”, „anomalią”, „ohydną rozpustą”, „nikczemnością”, „perwersją”, „dewiacją”, „podłym zboczeniem”, „aberracją umysłową”, „moralnym obłędem”, „zarazą”, „psychiczną chorobą”, „zwyrodnieniem popędu płciowego”, „seksualnym wykolejeniem”, „płciowym wynaturzeniem”, czy po prostu „ohydą”. Podczas gdy przepisy prawa karnego, a konkretnie § 175 niemieckiego kodeksu karnego, posługiwały się w tym kontekście wyważoną formułą „zboczenia seksualnego” (widernatürliche Unzucht)[8] organy administracyjne powołane do walki ze zjawiskiem homoseksualizmu były bardziej dobitne: „Homoseksualini mężczyźni są wrogami państwa i tak też należy ich traktować.”[9] – czytamy w wytycznych policji kryminalnej z Kassel z 1937 r. Zaś oficjalny organ NSDAP „Völkischer Beobachter” stwierdzał w sierpniu 1930 r., że ponieważ  homoseksualizm skupia w sobie „wszystkie wredne instynkty żydowskiej natury”, należy „ustawowo uregulować, czym on jest, tzn. podłym zboczeniem i najcięższym przestępstwem, które z całą mocą, poprzez stryczek lub wypędzenie trzeba karać.”[10] Sądy starały się używać bardziej wyważonego języka, chociaż sposób ich argumentacji również zasługuje na uwagę: „Oskarżony nie może powoływać się na fakt, jakoby jego skłonności homoseksualne były wrodzone, a on nie mógł obronić się przed własnymi instynktami. Zgodnie bowiem ze współczesną wiedzą medyczną, nie istnieje wrodzony homoseksualizm, może on zostać jednak przekazany w drodze uwiedzenia, ugruntowany praktyką, a z pomocą dobrej woli przezwyciężony.”[11] Inny sąd stwierdził zaś: „W. jako wykształcony mężczyzna powinien był swoje skłonności homoseksualne zwalczyć.”[12]

Także prasa wniosła wiele do rozwoju nomenklatury dotyczącej homoseksualizmu. Na przełomie 1936 i 1937 r. w czasie procesów przeciwko Kościołowi katolickiemu, a w szczególności zakonom oskarżanym o szerzenie w swych murach homoseksualizmu, prasa tak tytułowała swoje relacje: „Jaskinia rozpusty najgorszego rodzaju”, „Obrazy przerażającej nikczemności”, „Diabeł w sutannie”. Relacje te jednak pozbawione były reporterskiej treści pozostawiając czytelników samych z domysłami i pobudzając ich wyobraźnię takimi przykładowo stwierdzeniami: „z uwagi na potworność wynaturzeń i ich okoliczności niemożliwe jest przedstawienie bliższych szczegółów”[13].

Także najwyżsi rangą przedstawiciele władzy, jak Josef Meisinger, szef utworzonej w 1936 r. Centrali Rzeszy ds. Zwalczania Homoseksualizmu i Aborcji, czy sam Heinrich Himmler, szef tajnej policji Gestapo, poświęcali istocie homoseksualizmu zadziwiająco dużo uwagi, prezentując bardzo oryginalne poglądy na ten temat. Pierwszy z nich w 1937 r. podczas wykładu zatytułowanego: „Walka z aborcją i homoseksualizmem jako zadanie polityczne”[14] stwierdził: „Homoseksualizm nie jest zjawiskiem czasów najnowszych, ale występował u wszystkich narodów i we wszystkich okresach. Wiadomo, że miejsca, z którego homoseksualizm zaczął się rozprzestrzeniać na inne tereny, należy szukać w Azji. Stamtąd poprzez Greków i Rzymian znalazł on swoją drogę w końcu i do Germanów. Trasa jego rozprzestrzeniania wystarczy jednak, by zauważyć, iż homoseksualizm jest całkowicie obcy rasie nordyckiej”[15].

Heinrich Himmler swój stosunek do homoseksualizmu przedstawił najobszerniej w mowie do SS-Grüpenführerów w 1937 r. w Bad Tölz. Wpierw stwierdza nieskromnie, że nie wierzy, „aby jakiekolwiek inny urząd na kuli ziemskiej zebrał tyle doświadczenia w temacie homoseksualizmu i aborcji, co my w Niemczech w Gestapo. Przekonany jestem, że właśnie my jako najbardziej doświadczeni ludzie powinniśmy wypowiadać się w tej kwestii.”[16] Później zaś odkrywa prawdziwą istotę tego zjawiska:

„(…) homoseksualista jest całkowicie chorym psychicznie człowiekiem. Jest słaby, w decydującym momencie okazuje się zawsze tchórzem. Myślę, że czasem podczas wojny potrafi być nawet twardy, ale biorąc pod uwagę cywilną odwagę, są to najbardziej tchórzliwi ludzie na świecie.

Związane z tym jest to, że homoseksualista chorobliwie kłamie. On nie kłamie jednak – by wziąć jaskrawy przykład – jak Jezuita. Jezuita kłamie w jakimś celu. (…)

Jezuita kłamie i ma tego świadomość, nie zapomina nawet na chwilę, że kłamie. W przeciwieństwie do niego homoseksualista kłamie, ale wierzy w to, co mówi.”[17]

Uzasadnienie – czemu zagraża homoseksualizm

W centrum dyskusji o homoseksualizmie, uzasadniającej walkę z tym zjawiskiem, na pierwszy plan wysuwają się zagrożenia, które niesie ono w sferze polityki, kultury i moralności. To one bowiem legitymują instrumenty, jakie władza publiczna uruchamia, by bronić zagrożonych wartości życia społecznego. Wyróżnić możemy 5 podstawowych zarzutów, które podnosi się przeciwko homoseksualistom:

- niemożność, ewentualnie odmowa płodzenia potomstwa, a co za tym idzie osłabienie narodowego potencjału;

- zagrożenie dla podstawowej komórki społecznej – rodziny;

- niekontrolowane rozprzestrzenianie się tego zaraźliwego zjawiska na drodze uwodzenia, przede wszystkim młodzieży;

- skłonność do tworzenia się nieformalnych więzi między homoseksualistami, swoistej kliki stojącej w opozycji do reszty społeczeństwa;

- zagrożenie polityczne związane z zakwestionowaniem moralności publicznej, a w konsekwencji rozpad więzi społecznych.

Cytowany już Josef Meisinger tak wyjaśnia pierwszy z wymienionych punktów: „Ponieważ homoseksualiści, jak podpowiada doświadczenie, są do normalnego stosunku płciowego nieprzydatni, jednopłciowe związki odbijają się na potomstwie i powodują nieuchronnie spadek liczby urodzeń. Konsekwencją tego jest osłabienie ogólnej siły narodowej, przez które zagrożone zostają m.in. zdolności wojskowe Narodu.[18]

Narodowosocjalistyczny prawnik Rudolf Klare, który wiele miejsca w swojej pracy naukowej poświęcił homoseksualizmowi, w ten sposób wyjaśnia zagrożenie dla instytucji rodziny, jakie wiąże się z tym zjawiskiem: „Bezpośrednie zagrożenie związków homoseksualnych polega (…) na tym, że homoseksualiści w swoich ´przyjaźniach´ widzą ´konkurencyjną dla małżeństwa instytucję´. W ten sposób niszczą oni naturalną podstawę Narodu, wywracają wszystko, co naturalne, do góry nogami i otwierają drogę do narodowego rozkładu.[19]

W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że homoseksualiści w Trzeciej Rzeszy znajdowali się w dość paradoksalnej sytuacji. Nie płodząc dzieci, nie spełniali  swego obywatelskiego obowiązku. Jeśli jednak zdecydowali się na potomstwo, przekazywali dalszym pokoleniem swoje dziedziczne skłonności i tym samym występowali przeciw czystości rasy[20].

Zagrożenie homoseksualizmu, wynikające z jego „zaraźliwego” charakteru, odczytać można  z przytaczanych w 1933 r. przez ówczesnego szefa Gestapo, Rudolfa Dielsa, słów samego Hitlera: Homoseksualizm „zniszczył całkowicie starożytną Grecję. Jak tylko zaczął po niej szaleć, jego zaraźliwe skutki rozprzestrzeniły się (…) na najlepsze i najbardziej męskie charaktery”[21]. Ten aspekt obecny był  także w orzecznictwie sądowym i służył jako uzasadnienie dla zaostrzenia wydawanych kar. W jednym z berlińskich sądów wyrok dwuletniego więzienia uzasadniono tym: „(…) iż oskarżony ze swoimi nienaturalnymi skłonnościami jako kelner stanowi duże zagrożenie dla społeczeństwa. Szczególnie widoczne było to, kiedy wraz ze zmianą przez niego stanowiska pracy wiele osób o podobnych skłonnościach przeszło do nowego lokalu, zapewne po to, by pozostać z nim w kontakcie. Dodać należy, że oskarżony niewiele uczynił, w kierunku stłumienia swoich homoseksualnych skłonności[22]”.

Za szczególne zagrożenie porządku publicznego sądy uznawały młodych prostytuujących się mężczyzn. W 1940 r. w uzasadnieniu wyroku przeciwko 28-letniemu Wilhelmowi G., któremu poza prostytucją przypisano  jeszcze inne przestępstwa, sędziowie z Kolonii napisali: „Przy swoich wielce nienormalnych skłonnościach seksualnych oskarżony prowadzić będzie pasożytnicze życie męskiej prostytutki, jak długo pozwoli mu na to jego wiek. Z biegiem lat natomiast, biorąc pod uwagę wyuzdanie jego anormalnego życia płciowego, stanie się niebezpiecznym ´uwodzicielem´ młodzieży, zwłaszcza, że już teraz udowodnił on swoje niepohamowanie i tym samym stopień zagrożenia, jakie stanowi. (…) W ten sposób klarowna staje się nie tylko bezużyteczność oskarżonego, ale także niebezpieczeństwo dla wspólnoty narodowej, jakie niesie on swoją osobą. Sąd uważa więc, iż ochrona wspólnoty narodowej domaga się dla oskarżonego kary śmierci i zgodnie z § 1 ustawy o zmianie kodeksu karnego z 4.9.1941 r. orzeka taką karę.”[23] Wyrok wykonany został 4 lutego 1944 r. w więzieniu sądowym w Kolonii.

Za pewnego rodzaju obsesję można uznać poczucie strachu budowane na mitach dotyczących nieformalnej solidarności między homoseksualistami i tworzenia się między nimi nieformalnych związków. „Jeżeli w kraju rządzonym przez mężczyzn znajdą Państwo na jakimkolwiek stanowisku mężczyznę o takich skłonnościach, który ma coś do powiedzenia, z pewnością znajdziecie trzech, czterech, ośmiu, dziesięciu i jeszcze więcej osób o tych samych skłonnościach; a to dlatego, iż jeden wlecze ze sobą następnych, i wyrzuca tych kilku normalnych, którzy pośród nich tam są. Normalni zostają wbici w ziemię, cokolwiek zrobią i tak zostaną zniszczeni.[24]” – mówił Himmler we wspomnianej już mowie w Bad Tölz.

Jednak najwięcej miejsca retoryka antyhomoseksualna poświęca zagrożeniu politycznemu, jakie stanowić ma naruszenie moralności publicznej. W artykule „Homoseksualiści jako polityczny problem” Rudolf Klare tak opisał tę kwestię:

Polityczne zagrożenie homoseksualnych mężczyzn polega na:

1. odwróceniu naturalnej pozycji mężczyzny w kobiecą i całkowity rozkład wartości charakterologicznych;

2. zawieszeniu współdziałania między pierwiastkiem męskim i żeńskim oraz wprowadzeniu dekadentyzmu, jako jedynie panującej zasady;

3. zagrożeniu moralnego i etycznego rozpadu wspólnoty narodu i jej centralnych instytucji;

4. dążeniu do sprowadzania kolejnych homoseksualistów w obszar ich zawodowej aktywności, a tym samym niszczeniu podług ich charakteru coraz dalszych obszarów życia publicznego;

5. wspieraniu przeciwników naszego światopoglądu, które to, zważywszy na fakt, iż w Niemczech żyje od 1,5 do 2 milionów homoseksualistów, nie może być ignorowane, ponieważ homoseksualiści są bezwzględnie biegli w zdradzie, krzywoprzysięstwie, kłamstwie i tym podobnym.[25]

Szczególnie charakterystyczne dla zacytowanej retoryki jest podpieranie się naturalnym porządkiem. Klare pisze o „naturalnej pozycji mężczyzny”, „wartościach charakterologicznych”, „pierwiastku męskim i żeńskim”, wreszcie o „narodowej wspólnocie”. Wszystkie te pojęcia jawią się autorowi, wbrew nauce o ewolucyjnym rozwoju ludzkości, jako stałe i wciąż zagrożone przez siły modernistyczne. Istnieje więc pewien idealny świat organiczny, wyrosły niejako z kondycji człowieka, mężczyzny, kobiety, narodu itp. Ten świat istnieje w pewnym zawieszeniu, niezależnie od woli ludzkiej, ale również niesprzecznie z nią. Jego źródło tkwi bowiem w naturze, a normalny człowiek w zgodzie z sumieniem rozwija ten świat, bacząc przy tym ostrożnie na jego fundamenty. Zagrożeniem są zaś ci, którzy nie tyle próbują je burzyć, ale nie chcą żyć podług naturalnych, powszechnych i przez publiczną moralność ustami władzy wyartykułowanych reguł. Na marginesie zaznaczyć można, że słaba to konstrukcja i kiepskie fundamenty, jeśli seksualna orientacja mniejszej części tej wspólnoty grozi jej rozpadem.

Również w wyrokach sądów odwoływano się często do koncepcji moralności publicznej i do ludowego zdrowego rozsądku. W 1939 r. berliński sąd, rozważając kwestię winy oskarżonego, który nie przyznawał się do bycia homoseksualistą i kwestionował popełnienie przez siebie przestępstwa, tak uzasadnił swoją skazującą decyzję: „Rozstrzygającym dla oceny tego pytania [o winę oskarżonego – przyp. JMS] jest oburzenie społeczeństwa, poczucie wstydu i przekonania moralne, które zakorzenione są w dzisiejszym ludowym zdrowym rozsądku. Obronie przyznać należy rację, gdy mówi, że zdania się zmieniają w kwestii, co narusza poczucie wstydu i moralne uczucia w zakresie zmysłowości (…). Jednakże równie prawdziwym jest, iż poglądy pojedynczej współcześnie żyjącej osoby (…) nie są decydujące. (…) Dodatkowo doświadczenie życiowe utwierdza Sąd w przekonaniu, że współczesny ludowy zdrowy rozsądek, w odróżnieniu od stanowiska oskarżonego, widzi w jego zachowaniu uchybienie dobrego smaku i dobrych obyczajów.[26]

Dynamiczne znaczenie pojęcia moralności publicznej oraz wynikające z tego działanie zaostrzonego prawa karnego wstecz, potwierdził w 1937 r. także inny berliński sąd: „Począwszy od narodowej rewolucji i pod rosnącym wpływem narodowosocjalistycznego światopoglądu na przekonania moralne rodaków rozpoczął się silny przełom w zasadniczej moralnej podstawie niemieckiego człowieka. Odtąd seksualne wykolejenia będą surowiej niż dotychczas karane, ponieważ zagrażają rasie i sile państwa. Z tego też punktu widzenia, wcześniej nieobowiązującego, i dzięki uszlachetnionym przez narodowosocjalistyczny światopogląd przekonaniom moralnym Narodu niemieckiego oraz nowemu ujęciu prawnemu zasadniczo każdy czyn seksualny między mężczyznami uznaje się za perwersyjny. Ten proces odnowy moralnej (…) wymagał czasu. Przełom jednak nastąpił i to najpóźniej pod wpływem wydarzeń 30 lipca 1934 r. [chodzi o zamordowanie oskarżonego o homoseksualizm szefa SA Ernsta Röhma i jego najbliższych współpracowników, dokonanego przez członków SS].[27]

Prof. dr W. Grafen von Gleispach, członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego widział w homoseksualizmie jeszcze dalsze zagrożenie. W sporządzonym przez niego raporcie z prac komisji czytamy: „(…) ważnym powodem karalności stosunków jednopłciowych jest zafałszowanie życia publicznego, do którego dochodzi, jeśli się tej zarazie zdecydowanie nie przeciwstawi. Ocena osób i ich dokonań w służbie publicznej i w życiu gospodarczym, rozdzielanie stanowisk wszelkiego rodzaju, środki ochronne przeciw nadużyciom, wszystko to opiera się na założeniu, że mężczyzna myśli i czuje po męsku oraz działa z męskich pobudek, a kobieta analogicznie.”[28]

Na zakończenie warto jeszcze zwrócić uwagę, z jak wielką powagą, wręcz manią podchodzono do zjawiska homoseksualizmu, które dla niektórych ideologów systemu narodowosocjalistycznego stanowiło „od dawien dawna fundamentalny problem polityki”[29]. Zagrożenie, które ze sobą niosło, sprawiało, że bierność w jego obliczu w konsekwencji doprowadzić mogło do sytuacji, iż „nasz Naród na tę zarazę umrze”. „Musimy być tego świadomi, że jeśli nadal w Niemczech nie będziemy potrafić zwalczyć tego zwyrodnienia, oznaczać to będzie koniec Niemiec, koniec germańskiego świata.”[30] Himmler zaś na zakończenie swojej mowy w Bad Tölz konstatował: „Największy obłęd, jaki umysł może sobie wyobrazić, rodzi pomylony popęd płciowy. Powiedzieć, że jest to zwierzęce, to obraza zwierząt; zwierzęta takich rzeczy nie robią. Tak więc kwestia prawidłowo zorientowanego popędu to egzystencjalny problem każdego Narodu.[31]

Presja – dyskusja  o karalności homoseksualizmu

W obliczu tak pewnego zagrożenia państwo nie mogło pozostać bierne. Narodowi socjaliści nie tylko uważali, że karalność homoseksualnych czynów należy utrzymać, co więcej, interes ogółu domagał się zaostrzenia środków karnych oraz rozszerzenia znamion czynu przestępnego od skutkowego deliktu uprawiania stosunku płciowego i czynów jemu podobnych (beischlafähnliche Handlung) do generalnej kategorii zboczenia seksualnego.

Na podnoszone zastrzeżenia dotyczące zasadności penalizacji homoseksualizmu ze względu na wątpliwe dobro prawne, które wymagało ochrony, zwolennicy karalności powracali do koncepcji moralności publicznej. W opracowaniu dla Ministerstwa Sprawiedliwości Rzeszy, przygotowanym jeszcze przed reformą kodeksu karnego z 1935 r., tak tłumaczy się sensowność penalizacji: „Nie należy mieć żadnych wątpliwości, iż zdrowy instynkt moralny przeważającej większości Narodu uznałby za niezrozumiałe, gdyby współczesne państwo poprzez zniesienie sankcji karnej uznało za równowartościowe związki homoseksualne. Naród ma przecież prawo do obrony przynajmniej przed najcięższą obrazą jego uczuć moralnych. Dokładnie tak samo jak wymaga się od państwa, by chroniło przed naruszaniem uczuć i przekonań religijnych. W przypadku obrazy uczuć religijnych można z dużo większą pewnością powiedzieć, że, mimo iż nikomu bezpośrednio nie szkodzą, państwo je penalizuje. Dodajmy jeszcze, że dziś bardziej niż kiedykolwiek należy powrócić do przekonania, że stabilność moralnego światopoglądu Narodu stanowi największą gwarancję stabilności państwa. Tak więc § 175 stoi niewątpliwie na straży wymagającego ochrony dobra prawnego.”[32]

Podobnego zdania była Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego. Również ona za najefektywniejszy instrument ochrony obyczajności narodu, w szczególności kategorii moralności seksualnej, uznawała zaostrzenie karalności czynów homoseksualnych. „Celem musi być silniejsza ochrona seksualnej moralności i sanacja stosunków seksualnych poprzez sformułowanie znamion czynu przestępnego i sankcji karnych. Moralność (w rozumieniu tego tytułu [kodeksu karnego –JMS] w związku z życiem płciowym) należy bowiem do fundamentów pomyślności Narodu. Liczne dyskutowane w tym miejscu zachowania stanowią naruszenie praw pojedynczych osób. Ważniejszym jednak w kontekście tych czynów jest zamach na narodowy porządek publiczny, zagrożenie prawidłowej moralnej postawy Narodu.”[33]

W ten sposób nadano indywidualnemu aktowi płciowemu znaczenie wagi państwowej, zaś prawo karne spełniać miało nowe, dodatkowe funkcje. W swojej kolejnej pracy „Homoseksualizm i prawo karne” z 1937 r. Rudolf Klare tak wyjaśnia ten fenomen: „Prawo karne jest przede wszystkim prawem walki. Jego wrogiem jest każdy, kto zagraża istnieniu, sile i pokojowi Narodu. Nie chodzi wyłącznie o likwidację jednostki naruszającej narodowy porządek, lecz o całkowitą likwidację nosiciela aspołecznego pierwiastka. Kara nie ma być reakcją na popełnione bezprawie, ale długotrwałym mechanizmem samooczyszczającym narodowy organizm”.[34]

Moralność publiczna zyskała więc status nowego źródła prawa. Narodowosocjalistyczny prawnik Roland Freisler na konferencji dla młodych prawników tak streszczał tę kwestię: „Władza Narodu oczekuje, iż stojący na straży prawa [Rechtswahrer - narodowosocjalistyczne określenie adwokatów] maszeruje w kierunku przez nią wyznaczonym (…). Jeśli w partykularnej sytuacji ustawa z racji swojej niedoskonałości lub niezupełności nie przystaje w duchu narodowego porządku moralnego do mającego miejsce zdarzenia, prawo należy wyprowadzić bezpośrednio z ludowego zdrowego instynktu.”[35] Zgodnie z tym duchem, w ramach reformy kodeksu karnego, uchwalono artykuł 2 w brzmieniu: „Odpowiedzialności karnej podlega ten, kto popełnia czyn zabroniony pod groźbą kary przez ustawę lub, który w duchu prawa karnego i ludowego zdrowego rozsądku na ukaranie zasługuje. Jeśli do takiego czynu nie da się zastosować bezpośrednio żadnego przepisu karnego, stosuje się przepis, którego idea jest jemu najbliższa.”

W ten sposób pojęcie „moralności publicznej”, „ludowego zdrowego rozsądku”, „porządku narodowego” itp. stały się słowami wytrychami, których władza użyć może w dowolnej sytuacji, dowolnej dyskusji i zawsze będzie miała rację. Efekt jest taki, iż nie tylko legitymizowała w ten sposób swoje działanie, uzurpując tylko sobie prawo artykułowania tych pojęć, ale w jakimkolwiek sporze sytuowała się na pozycji moralnie uprzywilejowanej – gdyż jako broniącej organicznych, wyrastających z ducha narodu korzeni etycznych.

 Zaznaczyć jednak należy, iż według przedstawicieli narodowosocjalistycznego państwa tak prowadzona polityka okazywała się nadzwyczaj efektywna i dla wielu ozdrowieńcza. Szef Centrali Rzeszy ds. Zwalczania Aborcji i Homoseksualizmu tak donosił o efektach swojej pracy: „(…) dotychczasowe doświadczenia pokazują bezspornie, iż jedynie w przypadku znikomej liczby homoseksualistów mamy do czynienia z faktycznie homoseksualną orientacją, natomiast znakomita większość do określonego momentu zachowywała się bardzo normalnie, później zaś z przesytu życiowych rozkoszy tudzież ze względu na inne czynniki – strach przed chorobami wenerycznymi itp. – uciekła się do takich czynów. Proszę pozwolić mi także wspomnieć, że dzięki surowej dyscyplinie i porządkowi, a także określonym metodom pracy duża część wykrytych homoseksualistów mogła zostać wychowana na użytecznych członków wspólnoty narodowej.”[36] Również narodowosocjalistyczna gazeta „Schwarze Korps” optymistycznie raportowała o efektach pobytu homoseksualistów w obozach koncentracyjnych: „Gdy zmusza się ich do wykonywania pracy – co większości z nich przytrafia się po raz pierwszy w życiu – izoluje pod scisłą kontrolą od `normalnych´ ludzi, uniemożliwia aroganckie odgrywanie przed innymi własnej choroby, zmusza do spostrzeżenia w kontaktach ze współtowarzyszami, a nie przed lustrem, własnych ograniczeń, zmiana następuje z zaskakującą punktualnością. ´Chory´ zdrowieje. ´Nienormalny´ staje się jak najbardziej normalny. Przechodzi jedynie fazę rozwoju, którą zaniedbał w młodości. I tak pozostaje jedynie 2 procent rzeczywiście nienormalnych, którzy tak jak w życiu poza obozem stanowią siedlisko zarazy i stają się urzeczywistnieniem obrzydliwości, którą oczyszcza się jak jeszcze przydatną pszenicę z plew.”[37] Ten karykaturalny obraz więzionych w obozach koncentracyjnych homoseksualistów potwierdził już po wojnie nazistowski biolog R. Höß, pod którego nadzorem izolowani oni byli w KZ Sachsenhausen. Höß opisuje, iż homoseksualistów wysyłano do najcięższej pracy fizycznej, a podsumowując efekty konstatuje: „Jednym ciosem zaraza była zniszczona.”[38] Dla wyjątkowo upartych homoseksualistów biegli medyczni zalecali natomiast kastracje, do czego w większości przypadków sędziowie się przychylali[39].

Karalność lesbijek

Stosunek do karalności lesbijek w Trzeciej Rzeszy był pochodną ich społecznego statusu. Z jednej strony rola kobiet w życiu społecznym, zgodnie z wymogami sformułowanej przez Himmlera koncepcji „państwa mężczyzn” (Männerstaat) była marginalna, z drugiej strony, dzięki swojemu potencjałowi rozrodczemu i funkcji wychowywania, dzieci stanowiły niezwykle ważny element społeczeństwa. Mimo iż homoseksualna miłość kobieca nigdy nie została poddana karze, dyskusja na ten temat dobitnie pokazała charakter relacji społecznych i status kobiety w narodowosocjalistycznym państwie. Uwagę zwraca brak w tej dyskusji pejoratywnych i obraźliwych epitetów, co było nagminne, gdy dyskutowano o homoseksualistach. Dominujący jest jednak protekcjonistyczny ton i niejako brak wiary w istnienie głęboko zakorzenionej orientacji homoseksualnej kobiet.

Jednym z niewielu zwolenników penalizacji zachowań lesbijskich był Rudolf Klare. Inaczej jednak, niż miało to miejsce w przypadku homoseksualizmu między mężczyznami, głównym jego argumentem było niewywiązywanie się przez kobietę z jej obowiązków wobec społeczeństwa. „Homoseksualizm kobiet zasadniczo uznać należy za zachowanie karalne, gdyż niszczy on organiczne wartości i odciąga kobietę od kręgu jej narodowych obowiązków.”[40] „Nie ma co do tego wątpliwości, że jednopłciowe praktyki nie są cechą charakterologiczną żadnej niemieckiej kobiety. Są one natomiast powszechnie pogardzane jako niemoralne. Miłość lesbijska stoi w sprzeczności z postępem rasistowskiego systemu wartości i nie może rościć sobie prawa do bycia pasterką niemieckiego dziedzictwa. Dlatego niezrozumiałym jest, dlaczego kobiece stosunki homoseksualne mają pozostać niekaralne.”

Dr. Schäfer, przedstawiciel Ministerstwa Sprawiedliwości i członek Akademi Prawa Niemieckiego, przygotowującej w 1936 r. prace Komisji ds. Politiki Ludnościowej, był zdecydowanie innego zdania. Brak konieczności penalizacji homoseksualizmu kobiet, a nawet jej szkodliwość, wyjaśniał w następujący sposób: „Zagrożenie uwiedzenia jest nawet w przypadku rzeczywistych skłonności lesbijskich nieporównywalnie mniejsze niż przy męskim homoseksualizmie, ponieważ można zasadniczo założyć, że uwiedzona kobieta nie zostaje na stałe odciągnięta od normalnego współżycia seksualnego, tylko pozostaje populacyjnie nadal użyteczna. Poza tym praktykowanie przez kobietę tego wynaturzenia nie narusza jej psychiki w takim stopniu jak u mężczyzny i dlatego nie stanowi tak wielkiego zagrożenia dla państwa.”[41] Josef Meisinger zaś jeszcze inaczej tłumaczył brak potrzeby karalności lesbijek: „Fakt, że znacząca część płci żeńskiej znajduje się obecnie w swoistej potrzebie seksualnej, jest niezaprzeczalny. Największa część dziewcząt mających kontakty lesbijskie nie jest (,,,) w żadnym stopniu nienormalnie zorientowana. Jeśli tylko stworzy się im możliwość wypełnienia określonego przez naturę obowiązku, na pewno nie zawiodą.”[42]

Obcokrajowcy

Znamienny dla polityki antyhomoseksualnej Trzeciej Rzeszy i dla stosowanej w jej ramach retoryki jest stosunek do czynów homoseksualnych popełnianych przez obcokrajowców. Nawet jeśli sądy w swoim orzecznictwie różnie oceniały tę okoliczność, to sposób argumentacji dobitnie ukazuje podejście władzy publicznej do tego zagadnienia, a szczególnie ideologiczne fundamenty takiej polityki.

 Fakt, że oskarżony był żydem i popełnił czyn homoseksualny razem z aryjczykiem, był niewątpliwie podstawą zwiększenia wymiaru orzeczonej kary. „Jako okoliczność zaostrzającą karę sąd uznał, że M. jako żyd dopuścił się zboczenia seksualnego z aryjczykiem, i tym samym w największym stopniu naruszył przekonania rasowe niemieckiego Narodu.”[43] – napisano w uzasadnieniu wyroku berlińskiego sądu.

Natomiast narodowość 37 letniego kelnera, Jugosłowianina, uznana została przez berliński sąd w wyroku z 1943 r. za okoliczność łagodzącą. Sędziowie argumentowali w następujący sposób: „Odnośnie do wymiaru kary zwrócono uwagę, że oskarżony był dotychczas niekarany. Ponadto zawarte w niemieckim prawie zasady nie są jeszcze dla niego jako byłego obywatela jugosłowiańskiego, którego ojczyzna dopiero niedawno ponownie włączona została do Rzeszy, wyrazem myślenia i uczuć, jak musi to mieć miejsce w przypadku wychowanego w narodowosocjalistycznym światopoglądzie niemieckiego mężczyzny. Ciężar własnego uchybienia nie mógł tym samym oskarżonemu być w pełni świadomy.”[44]

Dalszym dylematem, przed jakim stawali urzędnicy niemieccy, była adopcja polityki antyhomoseksualnej Trzeciej Rzeszy na terenach okupowanych. Podczas, gdy czyny dokonywane przez Niemców nie budziły wątpliwości i domagały się analogicznej kary, popełnianie przez rodzimych mieszkańców przestępstw obyczajowych stawiało administrację przed pytaniem o celowość takiego działania. Sensem penalizacji tych czynów była bowiem ochrona narodu niemieckiego, a nie mniej wartościowej ludności nieniemieckiej. Rozwiązanie tego problemu w okupowanej Polsce przyszło z samego Ministerstwa Sprawiedliwości Rzeszy, który w poufnym liście do wszystkich prokuratorów generalnych nakazywał: „Przy ustalaniu kar przeciw Polakom należy wziąć pod uwagę, czy stosowana norma niemieckiego prawa karnego służy w pierwszej linii narodowi niemieckiemu, oraz czy czyn skierowany jest przciw niemieckiemu czy polskiemu Narodowi. Zagrożenie dla Narodu niemieckiego nie istnieje na przykład wówczas, kiedy Polka dokonuje aborcji lub dopuszcza się zabójstwa dziecka bądź Polacy tej samej płci uprawiają czyn nierządny.”[45] Dalej jednak mowa jest o tym, iż takie przypadki traktować należy łagodniej, chyba że czyny popełnione przez Polaków bezpośrednio zagrażają Niemcom, na przykład wobec osób zawodowo trudniących się aborcją.

Pół roku później na pismo Martina Bormanna, kwestionującego nieistnienie zagrożenia dla Narodu niemieckiego, wynikające z przestępstw obyczajowych dokonywanych przez Polaków, w szczególności czynów homoseksualnych, i krytykującego odstępowanie od ich karania[46], minister sprawiedliwości Rzeszy odpowiadał: „Ponadto zgadzam się z Pańską opinią, że w przypadku aborcji lub zabójstwa dziecka dokonanego przez Polkę, a także w przypadkach czynów z § 173, 174 nr 1 oraz 175b kodeksu karnego dokonywanych przez polskich sprawców, nie ma konieczności ich systematycznego ścigania, chyba że sposób popełnienia czynu karalnego oraz publikacja tej informacji stanowiłyby zagrożenie obejmujące także niemiecką ludność.”[47]

Człowiek i jego seksualność a państwo

Aby lepiej odczytać antyhomoseksualną retorykę w Trzeciej Rzeszy, warto przyjrzeć się także jej ideologicznej podstawie, która wynika nie tylko z irracjonalnej homofobii, ale przede wszystkim z logicznej konsekwencji schematu relacji między państwem, człowiekiem i jego seksualnością. Okazuje się bowiem, że, jakkolwiek okrutnie by to nie brzmiało, polityka antyhomoseksualna narodowosocjalistycznego reżimu była racjonalną pochodną założeń, które w Trzeciej Rzeszy stanowiły fundament porządku społecznego i politycznego.

 „Suprema lex salus populi![48] Dobro wspólne przed dobrem jednostki! [org.: Gemeinnutz vor Eigennutz!]” – takimi dwoma paremiami NSDAP zatytułowała swoją odpowiedź na zapytanie organizacji homoseksualnej, skierowanej do wszystkich partii przed wyborami parlamentarnymi w 1928 r., o stosunek do § 175 kodeksu karnego. To bardzo znamienny tekst, gdyż wykracza daleko poza zagadnienie homoseksualizmu i szkicuje założenia, z których wyrasta narodowosocjalistyczna polityka. Czytamy więc tam: „Nie jest konieczne, abyś ty, czy abym ja żył, ale konieczne jest, żeby żył niemiecki Naród. A żyć może ten, kto pragnie walczyć, żyć znaczy bowiem walczyć. Walczyć zaś może tylko ten, kto jest dojrzały. Dojrzały zaś jest ten, kto jest przyzwoity, przede wszystkim w miłości. Nierządne to: wolna miłość i nieokiełznanie. Dlatego odrzucamy ją, jak odrzucamy wszystko, co szkodzi naszemu Narodowi. Kto myśli o męsko-męskiej lub żeńsko-żeńskiej miłości, jest naszym wrogiem. Wszystko, co osłabia nasz Naród, zamienia go w zabawkę dla naszych wrogów – odrzucamy, wiemy bowiem, że życie to walka i wariactwem byłoby myśleć, że ludzie wpadają sobie bratersko w ramiona. Historia natury uczy nas czegoś innego. Silniejszy ma prawo. I silniejszy w konfrontacji ze słabszym zawsze postawi na swoim. Dziś to my jesteśmy słabsi. Patrzmy tylko, a niedługo to my będziemy silniejsi. Tak może stać się jednak, gdy będziemy się rozmnażać. Dlatego odrzucamy wszelki nierząd, przede wszystkim męsko-męską miłość, ona zabiera nam ostatnią możliwość uwolnienia naszego Narodu z niewolniczych więzów, którymi jesteśmy dzisiaj spętani.”[49]

Przytoczony tekst dobitnie ukazuje relację między człowiekiem a wspólnotą, narodem i państwem, która legła u podstaw narodowosocjalistycznej ideologii. Wspólnota jest, zgodnie z tym obrazem, wartością samą w sobie, a jej interes ma pierwszeństwo przed prawami jednostki. To nie państwo jest dla człowieka, ale człowiek dla państwa. To on ma przede wszystkim obowiązki wobec wspólnoty. A najważniejszy z nich to płodzenie dzieci, które pozwala wygrać odwieczną walkę z innymi narodami. W takiej rzeczywistości klarowna jest rola mężczyzny i kobiety. Mężczyzna ma płodzić i walczyć, kobieta jest zaś rodzicielką i wychowującą dzieci matką. W takim świecie dla homoseksualistów nie ma oczywiście miejsca, Bowiem nie tylko nie wypełniają swoich obowiązków wobec społeczeństwa, ale dodatkowo obrażają moralność publiczną. Stanowią więc powszechne zagrożenie, które należy usunąć.

Za tak opisaną rzeczywistością stoi jeszcze jedno założenie charakterystyczne dla państw totalitarnych, a mianowicie, że seksualność człowieka nie jest jego prywatną sprawą. Himmler tak tłumaczył tę kwestię: „Wśród homoseksualistów są tacy, którzy reprezentują następujący punkt widzenia: to, co robię, nikogo nie obchodzi, to jest moja prywatna sprawa. Wszystkie jednak rzeczy z zakresu płciowości nie są niczyją prywatną sprawą, lecz mają dla Narodu znaczenie życia i śmierci, stanowią o jego mocarstwowości lub o podległości.”[50] Inny polityk, Leonardo Conti, tuż po wybuchu II wojny światowej rozszerzał dodatkowo tę myśl ostrzegając: „Nikt w narodowosocjalistycznych Niemczech nie ma prawa do uznania za rzecz prywatną, osobistą swojej pracy czy swojego zdrowia, z którymi może robić, co mu się żywnie podoba. Tak jest nawet w czasie pokoju, a tym bardziej w czasach wojny!”[51]

 Zgodnie z taką totalną wizją, seksualność człowieka powinna być jedynie środkiem do wyznaczonego przez państwo celu. A biorąc pod uwagę wizję dziejów świata, jako niekończącą się walkę wspólnot ludzkich, to właściwie stwierdzić można, że seksualność poza jej prenatalną funkcją przeszkadza, nie jest bowiem kompatybilna z zaprezentowaną wyżej kondycją człowieka znajdującego się w stałej, agresywnej konfrontacji, której celem jest dominacja w świecie.

 Okazuje się jednak, że narodowosocjalistyczny reżim w pierwszych latach swojego istnienia tolerował część homoseksualnych zachowań, wymagając w zamian nieograniczonej lojalności wobec systemu. W magazynie wydawanym przez Nukowo-humanistyczny Komitet Magnusa Hirschfelda, „Mitteilungen des WhK”, należącym do SA, czytelnik tak charakteryzował atmosferę w pracy: „U nas decydują wyniki. (…) Znam wielu kolegów, o których `się wie´. Najważniejsze to, aby wypełniali swoje obowiązki, co zaś robią w domu albo na sianie, nikogo nie obchodzi.”[52] Szczególnie kariera Ernsta Röhma świadczy o tym, że do pewnego stopnia homoseksualizm, przynajmniej w początkach Trzeciej Rzeszy, niekoniecznie wykluczał z narodowosocjalistycznego społeczeństwa. Jak pisał Burkhard Jellonnek, niemiecki historyk badający losy homoseksualistów w nazistowskich Niemczech, życie prywatne stawało się sprawą publiczną wówczas, gdy zachowania jednostki przekraczały granice, które wyznaczały najistotniejsze podstawy narodowosocjalistycznego światopoglądu. Kiedy tak się działo, decydował oczywiście Hitler[53]. Stąd takie zaskoczenie w przypadku zabójstwa Röhma. Jeśli jednak homoseksualizm sprzeczny był z moralnością publiczną, to należało zniszczyć go przede wszystkim w przestrzeni publicznej, bowiem świadomość jego istnienia obrażała społeczną obyczajność i podtapiała autorytet władzy. Każdy „publiczny homoseksualista”, żyjąc wbrew dyrektywom systemu, stawał się jego wrogiem. Manifestował wszak istnienie indywidualnych, a więc niezależnych od państwa potrzeb. Na to totalitaryzm nie mógł się zgodzić.

Zabójstwo Röhma pokazuje jeszcze jedną stronę  antyhomoseksualnej polityki Rzeszy, a mianowicie wspomnianą we wstępie i charakterystyczną także dla innych reżimów faszystowskich i autorytarnych instrumentalizację homoseksualizmu. Orientacja seksualna Röhma była bowiem od dawna tajemnicą poliszynela, a jego likwidacja nastąpiła wówczas, gdy pojawił się interes polityczny, mogący zostać łatwo ukryty pod zarzutem sprzeniewieżenia się moralności publicznej. Także w tzw. procesach zakonnych(Klosterprocesse) przeciw Kościołowi katolickiemu rzekomy homoseksualizm księży i zakonników stał się przede wszystkim instrumentem walki z Kościołem.

 Po zabójstwie Röhma narodowi socjaliści zaostrzyli swą politykę wobec homoseksualistów. Szczególnie obawiano się ich we własnych szeregach. Członkom nazistowskich organizacji groziły dużo wyższe kary niż zwykłym obywatelom. Himmler nakazał nawet, aby wszystkich członków SS, którzy byli homoseksualistami, po odbyciu orzeczonej przez sąd kary, wysyłać do obozów koncentracyjnych, a następnie zabijać w czasie próby ucieczki[54]. Wymowny jest natomiast fakt, że w 1937 r. wydał on zarządzenie, które nakazywało wystąpić z uprzednim wnioskiem o zezwolenie na każdorazowe aresztowanie aktorów lub artystów, chyba, iż zostali złapani na gorącym uczynku[55].

„Zboczenie seksualne” po II wojnie światowej

Koniec Trzeciej Rzeszy nie oznaczał końca § 175[56], który utrzymał się pomimo reform prawa karnego dokonanych tuż po wojnie. W konsekwencji między rokiem 1953 a 1965 policja zarejestrowała ponad 100 tys. homoseksualnych przestępców. Między rokiem 1950 a 1965 rocznie skazywano prawie 2800 homoseksualistów[57]. Dopiero od 1965 r. w obliczu zbliżającej się reformy prawa karnego zmalała represyjność organów władzy publicznej. W swojej zaostrzonej przez nazistów wersji § 175 obowiązywał do 1969 r., kiedy został złagodzony, choć, jak argumentował ówczesny minister sprawiedliwości dr. Ehmke, dekryminalizacja pewnych czynów nie oznacza moralnej aprobaty dla już niepodlegających karze zachowań[58]. Całkowicie dyskryminacja osób homoseksualnych w kodeksie karnym zniesiona została dopiero w 1994 r.

W 1957 r. Federalny Sąd Konstytucyjny w Karlsruhe uznał[59] § 175, w brzmieniu uchwalonym przez narodowych socjalistów, za zgodny z konstytucją, a w szczególności z zawartą w jej art. 3 zasadą równości wobec prawa. Sąd orzekł podobnie w 1973 r.[60], jeśli chodzi o § 175 w jego złagodzonej wersji, ale w 1976 r. Wyższy Sąd Administracyjny w Münster potwierdził zgodność z prawem decyzji zakazującej organizacji homoseksualnej agitacji publicznej na jednej z ulic handlowych[61].

Dopiero w 1985 r. prezydent Niemiec Richard von Weizsäcker po raz pierwszy wymienił homoseksualistów jako ofiary narodowego socjalizmu. Minęło 15 lat zanim w 2000 r. Bundestag przeprosił homoseksualistów za cierpienia, które spotkały ich w Trzeciej Rzeszy, i kolejne 2 lata, kiedy w 2002 r. uchwalono ustawę, na mocy której wyroki z lat nazizmu wydane na podstawie §175 zostały uchylone[62].

Zakończenie

Wszelki dyskurs ideologiczny, także na temat homoseksualizmu, napotyka na fakty, przed którymi wspomniane systemy polityczne nie mogą przejść obojętnie, a co ważniejsze, nie mogą ewoluować, gdyż to oznacza ich kapitulację. Jednak z pomocą zawsze może przyjść język. Język, który nazywa, nie po to by nazwać, ale po to, by ocenić. Język, który ocenia, lecz nie po to, by oceniać, ale po to, by zniszczyć.

Takim instrumentem jest zawsze retoryka antyintelektualna, odwołująca się do bliżej niezdefiniowanego „zdrowego ludowego rozsądku” (gesundes Volksempfinden), któremu nadaje się rangę pierwszeństwa przed, jak powiadał główny ideolog Trzeciej Rzeszy Alfred Rosenberg, „bezkrwistym intelektualistycznym rumowiskiem czysto schematycznych systemów”[63]. Tak powstaje pojęcie „prawdy organicznej”, w której Victor Klemperer upatruje jedną z podstaw retoryki nazizmu. „W miejsce jednej i powszechnie obowiązującej prawdy, przeznaczonej dla jakiejś urojonej powszechnej ludzkości, wchodzi ´prawda organiczna´, która wyrasta z krwi danej rasy i tylko dla tej rasy zachowuje ważność. Tej organicznej prawdy nie wymyśla i nie rozwija intelekt, nie polega ona na wiedzy rozumowej, jest zawarta ´w tajemniczym centrum duszy narodu i rasy´”[64]. Zostaje ona dodatkowo rozwinięta w pojęciu „światopogląd” (Weltanschauung), rozumianym jako „wyższy rodzaj zdolności do posiadania przekonań w obrębie nieskończoności”, „widzenie okiem wewnętrznym, intuicja, objawienie właściwe religijnej ekstazie”, i wreszcie „wizja zbawcy, który jest źródłem prawa życia naszego świata”[65].

Klemperer zwraca także uwagę na źródłosłów pojęcia „światopogląd”. „To, co wyraża słowo anschauen, nie ma nic wspólnego z myśleniem: człowiek myślący czyni coś dokładnie przeciwnego, odrywa swoje zmysły od przedmiotu, dokonuje abstrakcji; nie jest to też sprawa samego oka jako organu zmysłowego. Oko tylko widzi. Słowo anschauen jest w języku niemieckim zarezerwowane dla czynności (czy stanu – nie wiem, jak mam to nazwać) rzadszej, bardziej podniosłej, pełnej niejasnych przeczuć: oznacza widzenie, w którym uczestniczy wewnętrzna istota człowieka patrzącego i jego uczucie, widzenie, które pozwala widzieć więcej niż tylko zewnętrzną stronę oglądanego przedmiotu, które w tajemniczy sposób obejmuje również jego sedno, jego ´ducha´.[66]

To sprawia, że dyskutując na temat homoseksualizmu, można odwołać się do źródeł naturalnych, tkwiących w odwiecznym ludowym rozsądku, wyrastającym ze społecznego instynktu, którego stosunek do homoseksualistów jest jednoznaczny. Odwołać można się po prostu do „moralności publicznej”, totalnej broni, jaką dysponuje reżim mający problemy z prawną bądź intelektualną legitymizacją własnych działań. Dysponuje on tym samym nie tyle argumentami i racją logiczną, lecz czymś dużo bardziej doniosłym, legitymacją prawnonaturalną, wręcz sakralną, czerpiącą swoje źródło w ponadintelektualnym obrębie mistycznej i duchowej nieskończoności.

Literatura

G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993.

B. F. Smith / A. F. Peterson (Hrsg.), Heinrich Himmler: Geheimreden 1933-1945 und andere Ansprachen, Frankfurt am Main 1974.

J. Müller, Ausgrenzung der Homosexuellen aus der „Volksgemeinschaft“: die Verfolgung von Homosexuellen in Köln 1933-1945, Köln 2003.

A. Pretzel, Wegen der zu erwartenden hohen Strafe. Homosexuellenverfolgung in Berlin 1933-1945, Berlin 2000.

A. Pretzel (Hrsg.), NS-Opfer unter Vorbehalt. Homosexuelle Männer in Berlin nach 1945, Münster 2002.

B. Jellonek, Homosexuelle unter dem Hakenkreuz. Die Verfolgung von Homosexuellen im Dritten Reich, Paderborn 1990.

B. Jellonek (Hrsg.), Nationalsozialistischer Terror gegen Homosexuelle: verdrängt und ungesühnt, Paderborn 2002.

T. Bastian, Geschichte einer Verfolgung, München 2000.

R. Lautmann (Hrsg.), Seminar: Gesellschaft und Homosexualität, Frankfurt am Main 1977.

H.-G. Stümke/R. Finkler, Rosa Winkel, Rosa Listen. Homosexuelle und „Gesundes Volksempfinden“ von Auschwitz bis heute, Reinbek bei Hamburg 1981.

R. Klare, Homosexualität und Strafrecht, Hamburg 1937.

V. Klemperer, LTI. Notatnik filologa, Kraków 1983.

 


[1]    H.-G. Stümke/R. Finkler, Rosa Winkel, Rosa Listen. Homosexuelle und „Gesundes Volksempfinden“ von Auschwitz bis heute, Reinbek bei Hamburg 1981, s. 290.

[2]    B. Jellonek, Homosexuelle unter dem Hakenkreuz. Die Verfolgung von Homosexuellen im Dritten Reich, Paderborn 1990, s. 19-20.

[3]    J. Müller, Ausgrenzung der Homosexuellen aus der „Volksgemeinschaft“: die Verfolgung von Homosexuellen in Köln 1933-1945, Köln 2003, s. 25-26.

[4]    Tamże, s. 27.

[5]    R. Lautmann (Hrsg.), Seminar: Gesellschaft und Homosexualität, Frankfurt am Main 1977, s. 88-90.

[6]    Tamże, s. 88.

[7]    Tamże, s. 300-307.

[8]    § 175 kodesu karnego Rzeszy (Reichsstrafgesetzbuch) z 1871 r.: „Zboczenie seksualne uprawiane między osobami płci męskiej bądź między ludźmi a zwierzętami podlega karze więzienia; orzeczona może zostać również utrata praw honorowych.” § 175 kodeksu karnego (Strafgesetzbuch) z 1935 r.: „Mężczyzna, który uprawia nierząd z innym mężczyzną lub się takiemu nierządowi poddaje, podlega karze więzienia. Jeżeli sprawca w czasie popełnienia czynu nie ukończył 21 lat, Sąd może w szczególnie lekkich przypadkach odstąpić od wymierzenia kary,.” W ramach reformy prawa karnego z 1935 r. kodeks karny został uzupełniony o § 175a, który wymieniał zaostrzone kwalifikacje czynów homoseksualnych, np.: przy wykorzystywaniu stosunku podległości zawodowej, nierząd z nieletnimi itp., które podlegały karze do 10 lat ciężkiego więzieia karnego (Zuchthaus).

[9]    Załącznik dyrektywy policji kryminalnej z Kassel z 11 maja 1937 r., cytat za: G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 130.

[10]   H.-G. Stümke/R. Finkler, Rosa Winkel, Rosa Listen. Homosexuelle und „Gesundes Volksempfinden“ von Auschwitz bis heute, Reinbek bei Hamburg 1981, s. 96.

[11]   Landesarchiv Berlin A Rep. 358-02, Nr. 117756.

[12]   Landesarchiv Berlin A Rep. 358-02, Nr. 122557-59.

[13]   Kölnische Volkszeitung Nr. 140 z 24 maja 1937 r., cytat za: J. Müller, Ausgrenzung der Homosexuellen aus der „Volksgemeinschaft“: die Verfolgung von Homosexuellen in Köln 1933-1945, Köln 2003, s. 39.

[14]   G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 147.

[15]   Tamże, s. 148.

[16]   B. F. Smith / A. F. Peterson (Hrsg.), Heinrich Himmler: Geheimreden 1933-1945 und andere Ansprachen, Frankfurt am Main 1974, s. 95.

[17]   Tamże, s. 96.

[18]   G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 151.

[19]   R. Klare, Hoheitsträger, kennst du diese?, Hoheitsträger 1 (1937), Heft 2, s. 25.

[20]   J. Müller, Ausgrenzung der Homosexuellen aus der „Volksgemeinschaft“: die Verfolgung von Homosexuellen in Köln 1933-1945, Köln 2003, s.30.

[21]   R. Lautmann (Hrsg.), Seminar: Gesellschaft und Homosexualität, Frankfurt am Main 1977, s. 309.

[22]   Wyrok 3. Wielkiej Izby Karnej (3. Große Strafkammer) z 2 września 1938 r., Hauptstaatsarchiv Düsseldorf-Kalkum, Rep. 112/15392.

[23]   Hauptstaatsarchiv Düsseldorf NW, Rep. 174/276 Bd. II und II.

[24]   B. F. Smith / A. F. Peterson (Hrsg.), Heinrich Himmler: Geheimreden 1933-1945 und andere Ansprachen, Frankfurt am Main 1974, s. 96.

[25]   R. Klare, Die Homosexuellen als politisches Problem. 2. Teil: Die weibliche Homosexualität, Der Hoheitsträger 3 (1938), s. 17.

[26]   Landesarchiv Berlin A Rep. 358-02, Nr. 121644.

[27]   Landesarchiv Berlin A Rep. 358-02, Nr. 031986-89.

[28]   G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 100.

[29]   Tamże, s. 148.

[30]   B. F. Smith / A. F. Peterson (Hrsg.), Heinrich Himmler: Geheimreden 1933-1945 und andere Ansprachen, Frankfurt am Main 1974, s. 97.

[31]   Tamże, s. 104.

[32]   Opracowanie dla Ministerstwa Sprawiedliwości Rzeszy, notatka asesora Oyena prawdopodobnie z 1934 r. dot. karalności „zboczenia seksualnego”, cytat za: G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 50-51.

[33]   Fragment raportu z prac urzędowej Komisji Prawa Karnego, autor: Prof. Dr. W. Grafen von Gleispach, cytat za: G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 97.

[34]   R. Klare, Homosexualität und Strafrecht, Hamburg 1937, s. 122.

[35]   A. Pretzel, Wegen der zu erwartenden hohen Strafe. Homosexuellenverfolgung in Berlin 1933-1945, Berlin 2000, s. 102-103.

[36]   G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 153.

[37]   Schwarze Korps z 4 marca 1937 r., cytat za: R. Lautmann (Hrsg.), Seminar: Gesellschaft und Homosexualität, Frankfurt am Main 1977, s. 316.

[38]   Tamże, s. 317.

[39]   A. Pretzel, Wegen der zu erwartenden hohen Strafe. Homosexuellenverfolgung in Berlin 1933-1945, Berlin 2000, s. 103.

[40]   G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 153; por.: R. Klare, Die Homosexuellen als politisches Problem. 2. Teil: Die weibliche Homosexualität, Der Hoheitsträger 3 (1938), s. 17.

[41]   Protokół z posiedzenia Podkomisji ds. przygotowania prac Komisji ds. Politiki Ludnościowej Akademii Prawa Niemieckiego (Akademie für Deutsches Recht) z 2 marca 1936 r., cytat za: G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 101.

[42]   G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 153.

[43]   Landesarchiv Berlin A Rep. 358-02, Nr. 31986-89.

[44]   Landesarchiv Berlin A Rep. 358-02, Nr. 122331.

[45]   Poufne pismo Ministra Sprawiedliwości Rzeszy z 22 stycznia 1941 r. do prokuratorów generalnych dotyczące postępowania karnego przeciwko Polakom, cytat za: G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 263.

[46]   Pismo Szefa Kancelarii Partii, Martina Bormanna, do Ministra Sprawiedliwości Rzeszy z 3 czerwca 1942 r. w sprawie ścigania przestępstw aborcyjnych i obyczajowych na terenach zaanektowanych do Rzeszy, cytat za: G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 265.

[47]   Odpowiedź Ministra Sprawiedliwości Rzeszy na pismo Szefa Kancelarii Partii (por. przyp. 46) z 30 czerwca 1942 r., cytat za: G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 267.

[48]   Łac. Dobro ludu najwyższym prawem!

[49]   Pismo NSDAP z 14 maja 1928 r., cytat za: R. Klare, Homosexualität und Strafrecht, Hamburg 1937, s. 149.

[50]   B. F. Smith / A. F. Peterson (Hrsg.), Heinrich Himmler: Geheimreden 1933-1945 und andere Ansprachen, Frankfurt am Main 1974, s. 94.

[51]   L. Conti, Volksgesundheit als Kriegswaffe. Sechs Jahre Hauptamt für Volksgesundheit der NSDAP, Deutsches Ärzteblatt 70 (1940), s. 292.

[52]   H.-G. Stümke/R. Finkler, Rosa Winkel, Rosa Listen. Homosexuelle und „Gesundes Volksempfinden“ von Auschwitz bis heute, Reinbek bei Hamburg 1981, s. 108.

[53]   B. Jellonek, Homosexuelle unter dem Hakenkreuz. Die Verfolgung von Homosexuellen im Dritten Reich, Paderborn 1990, s. 61.

[54]   B. F. Smith / A. F. Peterson (Hrsg.), Heinrich Himmler: Geheimreden 1933-1945 und andere Ansprachen, Frankfurt am Main 1974, s. 97.

[55]   Zarządzenie Heinricha Himmlera z 29 października 1937 r. dotyczące zatrzymywania aktorów i artystów podejrzanych o uprawianie czynów homoseksualnych, cytat za: G. Grau (Hrsg.), Homosexualität in der NS-Zeit, Dokumente einer Diskriminierung und Verfolgung, Frankfurt am Main 1993, s. 179.

[56]   Dotyczy także § 175a (zob. przyp. 8).

[57]   J. Müller, Ausgrenzung der Homosexuellen aus der „Volksgemeinschaft“: die Verfolgung von Homosexuellen in Köln 1933-1945, Köln 2003, s. 218.

[58]   R. Lautmann (Hrsg.), Seminar: Gesellschaft und Homosexualität, Frankfurt am Main 1977, s. 92.

[59]   Wyrok Federalnego Sądu Konstytucyjnego, BVerfGE 6, 389.

[60]   Wyrok Federalnego Sądu Konstytucyjnego, BVerfGE 36, 41.

[61]   Wyrok Wyższego Sądu Apelacyjnego (Oberverwaltungsgericht) w Münster z 15 marca 1976 r.

[62]   J. Müller, Ausgrenzung der Homosexuellen aus der „Volksgemeinschaft“: die Verfolgung von Homosexuellen in Köln 1933-1945, Köln 2003, s. 11.

[63]   V. Klemperer, LTI. Notatnik filologa, Kraków 1983, s. 114.

[64]   Tamże, s. 115.

[65]   Tamże, s. 162.

[66]   Tamże, s. 113.

2000px-Pink_triangle.svg

Czytaj również
*
JerzySzczęsny