Rodzice i szkoła w społeczeństwie obywatelskim

Drukuj

Zanim tofflerowska „trzecia fala” nie przybierze rozmiarów tsunami i nie zmiecie wszystkiego , do czego przyzwyczailiśmy się od pokoleń, w tym także szkołę w jej dotychczasowej formule( bo zastąpi ją nauczanie na odległość – e-learning), warto zastanowić się nad tym, jakie jest jej miejsce we współczesnych systemach społecznych, jakie założone, ale i ukryte cele realizuje, komu służy i kto w konsekwencji tych ustaleń powinien mieć wpływ na jej funkcjonowanie.

Szczególną inspiracją do podjęcia tego tematu stała się dla mnie batalia, jaką w ostatnich kilku miesiącach toczy rząd, wspierany przez parlamentarną większość, z opozycją – tą parlamentarną, ale i niemającą tam swych reprezentantów, z nagle zjednoczonymi związkami zawodowymi. Te zjednoczone siły, znalazłszy wsparcie w pałacu prezydenckim, zajadle przeciwstawiają się zmianom w prawie oświatowym, których jednym z elementów jest zwiększenia wpływu samorządu (rad gmin i powiatów) na zarządzanie szkołami.

A przecież nie są to zmiany rewolucyjne. To zaledwie kolejny, nawet nie tak zamaszysty krok. Prawdziwie rewolucyjne zmiany miały miejsce w okresie rządu AWS-UW, czy jeszcze wcześniej – w roku 1991, kiedy to sejm pierwszej kadencji uchwalił ustawę o systemie oświaty. Rozbiła ona definitywnie dotychczasowy monopol państwa na prowadzenie szkół, zezwalając na ich zakładanie i prowadzenie nie tylko osobom fizycznym, lecz także kościołom i związkom wyznaniowym a także fundacjom i stowarzyszeniom obywateli, a nawet osobom fizycznym. Kolejne nowelizacje przekazywały prowadzenie szkół w gestię samorządów lokalnych – rad gmin i powiatów, zwiększając stopniowo kompetencje tychże, jako organów prowadzących. To co teraz znalazło się w tak oprotestowanym projekcie nowelizacji to jedynie dalsze ograniczenia, w zasadzie głównie administracyjno – biurokratycznych uprawnień kuratorów i uproszczenie procedur przekazywania innym podmiotom, jak powszechnie wiadomo – głównie stowarzyszeniom rodziców, prowadzenia publicznych szkół samorządowych. I to spowodowało taką niespodziewaną konsolidację tak różnych ośrodków oporu, jak oba, dotąd skłócone, główne nauczycielskie związki zawodowe i dwie, o skrajnie różnym rodowodzie, opozycyjne partie polityczne: SLD i PiS. I jakby tego było mało, patronuje temu sojuszowi ten, od którego podpisu zależą dalsze losy reform, także tej edukacyjnej – Prezydent Rzeczpospolitej!

Czy jednak jest to tylko zwyczajna walka polityczna obozu rządzącego z opozycją? W mojej ocenie cały ten spór, jak także i te, prowadzone o model systemu ochrony zdrowia czy o system emerytalny – to tylko różne fronty właściwej walki, wojny o model naszego państwa. Aktualnie sprawująca rządy koalicja, jakkolwiek by ją nie oceniać, podjęła próby kontynuowania budowy państwa liberalno-demokratycznego, realizującego politykę społeczną typu wspierającego, z elementami modelu motywacyjnego. Państwo takie jest emanacją społeczeństwa obywatelskiego, określającego granice ingerencji państwa zasadą subsydiarności. Przeciwnikami takiej wizji państwa są , dziwnie zgodni w swym sprzeciwie, zarówno spadkobiercy tradycji (i majątku) kierowniczej partii omnipotentnego, żeby nie powiedzieć totalitarnego państwa, które zapisało się w historii mianem PRL, jak i partii, głoszącej ideę budowy jakiegoś nowego tworu politycznego, nazywanego przez nią „państwem solidarnym”, „IV-ą R.P.” – a tak naprawdę mającego wszelkie cechy państwa „kryptosocjalistycznego”!

Czytelnik może w tym miejscu powiedzieć: czy autor się aby nie zagalopował? Jak to się ma do tematu zapowiedzianego w tytule artykułu? Jaki związek ma ta wielka polityka z miejscem i rolą rodziców w szkołach publicznych? Otóż ma, i to bardzo istotny. Od tego czyja będzie szkoła: państwa czy samorządów, w jaki modelu państwa będzie ona funkcjonowała, zależy czy w ogóle, a jeżeli tak – to jaki wpływ będą mieli rodzice uczniów na funkcjonowanie szkół publicznych. Aby te związki lepiej wykazać trzeba się cofnąć w przeszłość i rozejrzeć, jak to się układa u naszych bliższych i dalszych sąsiadów.

Trochę historii.

Licząca wiele tysięcy lat historia szkolnictwa nie dostarcza informacji o miejscu i roli rodziców w ówczesnych szkołach. Nic w tym dziwnego. W znakomitej większości były to bowiem instytucje tworzone przez władców lub świątynie dla wykształcenia kapłanów, urzędników, poborców podatkowych… Nie było tam miejsca dla rodziców, nawet w epokach, w których państwo miało cechy republiki (Grecja, Rzym), gdyż i wtedy szkoła koncentrowała swe funkcje wokół nauczania, pozostawiając wychowanie rodzinom. W Europie nie tylko średniowiecze, lecz i czasy późniejsze, aż do XVII wieku – to czasy w których szkolnictwo pozostawało głównie we władaniu kościołów – prawosławnego, zreformowanego (luterański, kalwiński) i oczywiście rzymskiego. Tam także rodzic nie był partnerem nauczycieli..

Gdy powstawały systemy szkolne, których kolejną mutacją są te nam współczesne, czyli w epoce oświecenia, szkoła była instytucją, którą kształtujące się państwa nowożytne odbierały ich poprzednim właścicielom – kościołom. Tak też było i w Polsce. To właśnie w pustce jaka powstała po rozwiązaniu przez papieża Klemensa XIV w 1773 zakonu jezuitów, powstała Komisja Edukacji Narodowej. Stała się ona pierwszy ośrodkiem zarządu świeckiego państwa nad szkołami. Nim zainicjowane przez nią reformy mogły wydać pierwsze owoce – Polska zniknęła z politycznej mapy Europy. Dalsze dzieje, to szkoły w okresie rozbiorowym. Szkoła stała się wtedy instytucją obcej władzy, miejscem wynaradawiania, „ciałem obcym” w zniewolonym społeczeństwie. Jak w tamtym czasie mogli traktować szkołę rodzice jej uczniów? Zwłaszcza ci z nich, którzy nigdy nie zaakceptowali utraty własnego państwa? Także dla władz szkolnych nie tylko że nie byli oni partnerami, ale często wręcz przeciwnikami, a nawet wrogami państwowego, co oznaczało wtedy rosyjskiego, niemieckiego lub austriackiego systemu oświaty!

Krótki okres II Rzeczpospolitej nie stał się czasem sprzyjającym edukacji obywatelskiej. Pierwsze lata niepodległości to walka z analfabetyzmem, ujednolicanie systemów szkolnych, odziedziczonych po trzech zaborach i wysiłki władz lokalnych w budowie obiektów szkolnych. Najistotniejszym dla modelu szkoły polskiej tego okresu, okazał się przewrót majowy i objęcie władzy przez obóz sanacyjny. Dużą władzę otrzymał wtedy minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego, szkolnictwo prywatne poddano kontroli państwa. Wzmocniono władzę nauczycieli, preferowano wychowanie w duchu państwowym, nakazano wykonywanie praktyk religijnych. Koncepcje te spotkały się z silną krytyką endecji, socjalistów i mniejszości narodowych. W takiej atmosferze trudno było o budowanie mocnej pozycji rodziców w szkołach.

Okres po II wojnie światowej, to w Polsce czasy „demokracji ludowej”, czyli deklaratywnych praw obywatelskich i realnej , autorytarnej władzy centralistycznego państwa, realizującego narzucone Polakom idee stalinowskiej wersji socjalizmu. Nawet kolejne „odwilże” [ Gomułka] i „otwarcia” [Gierek] nie zmieniły zasady monopolu państwa w szkolnictwie, pełnej kontroli nad programami nauczania i wychowania, reglamentowania form zrzeszania się obywateli, jawnych i tajnych form inwigilacji wszelkich przejawów aktywności społecznej. Nie trzeba więc dłuższych wywodów, aby jasnym się stało, że i w PRL rodzice w szkole, choć formalnie mogli działać w tak zwanych „komitetach rodzicielskich”, nie mieli realnego wpływu na formy i metody edukowania ich dzieci. Wielu z nich nie było taką działalnością zainteresowanych, także z powodów ideowych – mogło to mieć charakter swoistej „kolaboracji” z władzą komunistyczną.

Jak wynika z tej krótkiej prezentacji – historia nie może być źródłem inspiracji dla rodzicielskiej aktywności w szkołach. Nie tam przeto należy szukać wzorców dla współczesnych form partycypowania rodziców uczniów w życiu społeczności szkolnej.

Wpływ rodziców na pracę szkól w wybranych krajach Europy i świata

Jaki jest udział rodziców w zarządzaniu szkołami w innych krajach? Informacje na ten temat można przeczytać choćby w wydanej niedawno przez PWN książce „Pedagogika porównawcza”, autorstwa profesora Jana Pruchy – członka Czeskiej Akademii Nauk. W 11 rozdziale tej pracy, zatytułowanym „Rodzice a szkoła: problemy i tendencje współpracy”, autor przedstawił między innymi oryginalną typologię ról, jakie mogą pełnić rodzice wobec szkoły. Obok roli wychowawców i klientów instytucji, może to być rola osoby wywierającej wpływ na instytucje oświatowe. Najpowszechniej, w opinii autora, w znakomitej większości badanych pod tym kątem państw, występuje prawo do reprezentowania rodziców w kierowniczych bądź doradczych organach szkolnictwa na szczeblu szkoły i gminy. Jedynie w kilku państwach (Norwegia, Szwecja i Niemcy) rodzice mają swe przedstawicielstwa we wszystkich ( także regionalnych i centralnych) szczeblach zarządzania systemami szkolnymi.

Można zauważyć, że ostatnich 20 latach wzrasta w społeczeństwach europejskich świadomość potrzeby zwiększenia uspołecznienia systemu oświatowego, w tym zwiększenie wpływu rodziców na definiowanie celów, które szkoła realizuje oraz kontrolę jej funkcjonowania i uzyskiwanych przez nią wyników. Można także zaobserwować wzrastającą aktywności środowisk rodzicielskich, przekształcających się w grupy celowe, zmierzające do osiągnięcia wyznaczonych standardów swojego udziału w życiu szkół i lokalnych społeczności. W 1983 roku powstało Europejskie Stowarzyszenie Rodziców (EPA, European Parents Association), które w 1992 roku uchwaliło Kartę Praw i Obowiązków Rodziców w Europie. Oto niektóre z zapisanych tam myśli: „Odpowiedzialność rodziców wobec dzieci stanowi podwalinę istnienia ludzkości. Tymczasem, tak we współczesnej Europie, jak i w przyszłej, nie muszą oni sami dźwigać odpowiedzialności za wychowanie dzieci. W dziele tym są wspomagani przez osoby i grupy społeczne, zaangażowane w działania edukacyjne. Mogą także oczekiwać wsparcia finansowego ze strony państwowych służb specjalnych oraz ekspertyz z placówek naukowych i oświatowych.[...] Aby zrealizować to założenie, rodzice muszą ze sobą współpracować: w szkołach, ze szkołami, ale także na szczeblu europejskim i w narodowych stowarzyszeniach. Naszym celem są wzajemne inspiracje i działania prowadzące do pogłębienia europejskiej solidarności.”

Z 10-u zapisanych w Deklaracji praw przytoczę dwa, bezpośrednio odnoszące się do tematu tego opracowania. Oto one:

„3. Rodzice mają prawo do pełnego dostępu do formalnego systemu edukacji dla swoich dzieci z uwzględnieniem ich potrzeb, możliwości i osiągnięć. Rodzice mają obowiązek zaangażowania się jako partnerzy w nauczaniu ich dzieci w szkole.

4. Rodzice mają prawo dostępu do wszelkich informacji o instytucjach oświatowych, które mogą dotyczyć ich dzieci. Rodzice mają obowiązek przekazywania wszelkich informacji szkołom, do których uczęszczają ich dzieci, informacji dotyczących możliwości osiągnięcia wspólnych,( tj. domu i szkoły) celów edukacyjnych.”

Deklaracja Praw i Obowiązków Rodziców jest dowodem, iż coraz wyższa jest świadomość siły społecznej, jaką stanowią rodzice. Musi to być brane pod uwagę w polityce społecznej rządów i uwzględniane w ich planach rozwoju społecznego w ogóle, a w sferze edukacji w szczególności.

Nowa strategia partycypowania rodziców w systemach edukacji.

Wydaje się, że formuła stowarzyszania się rodziców, i w tej zorganizowanej formie wchodzenie do struktur zarządzania szkołą i edukacją, stanowi najbardziej wartościowy model uczestnictwa rodziców w życiu szkoły. Dotyczy to nie tylko sytuacji, w których pierwotnym bytem jest stowarzyszenie rodziców, a wtórnym – powoływana i prowadzona przez takie stowarzyszenie szkoła. Najstarszym polskim przykładem takiego modelu jest istniejące od grudnia 1988 roku Społeczne Stowarzyszenie Oświatowe i sieć prowadzonych przez nie szkół. Jednak wydaje się, że zbliża się już czas, gdy zorganizowane struktury rodziców zaczną o wiele skuteczniej, niż to ma miejsce w obecnych ramach prawnych, wpływać na szkołę i lokalne systemy edukacyjne.

Dzisiaj pozycję rodziców w szkole wyznaczają dwa artykuły (53 i 54) ustawy o systemie oświaty. Pierwszy z nich determinuje mechanizmy wyłaniania reprezentacji rodziców ( „po jednym przedstawicielu rad oddziałowych, wybranych w tajnych wyborach przez zebranie rodziców uczniów danego oddziału”). Drugi zaś reglamentuje zakres uprawnień wyłonionej w ten sposób rady rodziców. („Rada rodziców może występować do dyrektora i innych organów szkoły lub placówki, organu prowadzącego szkołę lub placówkę oraz organu sprawującego nadzór pedagogiczny z wnioskami i opiniami we wszystkich sprawach szkoły lub placówki.”) Jedyne, jak uczy praktyka, głównie fasadowe uprawnienia rodzicielskiej reprezentacji, to „uchwalanie w porozumieniu z radą pedagogiczną programu wychowawczego szkoły oraz programu profilaktyki dostosowanego do potrzeb rozwojowych uczniów oraz potrzeb danego środowiska…” Bo jeśli owa rada „w terminie 30 dni od dnia rozpoczęcia roku szkolnego nie uzyska porozumienia z radą pedagogiczną w sprawie programu,(…) program ten ustala dyrektor szkoły w uzgodnieniu z organem sprawującym nadzór pedagogiczny.”

Taka konstrukcja prawna petryfikuje zastaną po PRL sytuację, w której rodzice utrzymywani byli, celowo, jedynie w roli klienta instytucji oświatowej. Rola wychowawcy została im przywrócona przez III Rzeczpospolitą już w pierwszych latach dziewięćdziesiątych, jednak nie jako równorzędnych partnerów, współpracujących ze szkołą w tworzeniu rzeczywistej płaszczyzny wspólnych oddziaływań wychowawczych, lecz raczej jako „alibi” wobec przyjętej wówczas polityki wycofywania się z pełnienia tej funkcji przez system państwowej edukacji, a więc i przez szkoły. Całkowitym fiaskiem zakończyła się natomiast, zapisana także w ustawie o systemie oświaty, idea tworzenia rad szkół i systemu społecznych rad oświatowych. Te ostatnie, do 1999 roku miały bardziej precyzyjną podstawę prawną działania, jednak po nowelizacji mogą powstawać jedynie w oparciu o zapis art. 48 Ustawy o systemie oświaty: „Organ stanowiący jednostki samorządu terytorialnego może powołać radę oświatową działającą przy tym organie. [...] Organ, o którym mowa ustala skład i zasady wyboru członków rady oświatowej; regulamin działania rady oświatowej.” Nic dziwnego, że nie stanowi to gwarancji udziału w nich rodziców. Jednym z nielicznych przykładów działalności takiego ciała społecznego jest powołana 11 października 2007 roku Gdańska Rada Oświatowa. Składa się ona z 32 osób. Są to: przedstawiciele Rady Miasta Gdańska, Kuratorium Oświaty, Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej, Urzędu Marszałkowskiego, Sądu Rodzinnego, związków zawodowych, a także przedstawiciele uczelni wyższych, stowarzyszeń i organizacji oraz środowiska dyrektorów szkół i innych placówek prowadzonych przez Miasto Gdańsk, którzy zostali wybrani poprzez głosowanie na spotkaniach wyborczych.

Samoorganizacja społeczna rodziców jako sposób na uzyskanie wpływu na pracę szkoły.

Przykład ten stanowi ilustracje tezy, że tylko zrzeszenie się rodziców daje im realne szanse na podmiotowe potraktowanie przez władze. Samoorganizowanie się rodziców w stowarzyszenia nie jest w Polsce czymś całkowicie nieznanym. Są to jednak najczęściej stowarzyszenia rodziców dzieci specjalnej troski. Oto nazwy niektórych z nich: Stowarzyszenie Rodziców i Przyjaciół Dzieci z Wadą Słuchu, Stowarzyszenie Dzieci Niewidomych i Słabowidzących TĘCZA, Stowarzyszenie Rodziców Dzieci z Chorobą Nowotworową „ISKIERKA”, Stowarzyszenie Rodziców Dzieci Autystycznych i wiele, wiele innych.

Ale kto powiedział, że nie mogą być rejestrowane stowarzyszenia lokalne, lub nawet ogólnopolskie, z oddziałami w gminach, powiatach i miastach, skupiające na przykład: rodziców dzieci dojeżdżających do szkól, rodziców dzieci dyslektycznych, zwalnianych z lekcji w.f., szczególnie uzdolnionych czy mających trudności w nauce matematyki. Mogą też powstawać stowarzyszenia rodziców jedynaków, rodzin wielodzietnych lub rodziców samotnie wychowujących swe dzieci. Wszystkie one będą wyrazicielem potrzeb rodziców określonej kategorii uczniów i wszystkie będą miały prawo delegować swych przedstawicieli do społecznych rad oświatowych – wojewódzkich, powiatowych, gminnych lub miejskich. To przede wszystkim z ich przedstawicieli powinny być tworzone rady szkół. Ale rad powoływanych na zupełnie innych, niż to zapisano aktualnie w ustawie o systemie oświaty, zasadach. Taka rada szkoły w postulowanej wersji powinna być strukturą o uprawnieniach podobnych do rady nadzorczej w spółce akcyjnej lub z o.o. Miałaby ona nie tylko prawo uchwalania szkolnego programu wychowawczego i profilaktyki, ale przede wszystkim mogłaby współdecydować w sprawach kadrowych (zwłaszcza powoływania i odwoływania dyrektora szkoły), a także budżetowych. I, co równie ważne, nie tworzyliby jej rodzice „z łapanki” albo, co jeszcze gorsze, motywowanych do pracy w radzie nadziejami na „załatwienie” czegoś dla swojego dziecka, a ludzie o autentycznie allocentrycznych postawach i potrzebie aktywności społecznej.

Nie są to koncepcje utopijne, niemożliwe do wprowadzenia. Już obecnie, i to od wielu lat, rady szkolne o podobnych kompetencjach działają przy szkołach w Anglii, Szkocji, Walii a także w Szwecji, Holandii i w niektórych landach Federalnej Republiki Niemiec. Aby podobnie mogło być także w Polsce, należy nie tylko zmienić prawo, ale także istotę pojmowania praw obywatela – rodzica w systemie edukacji, a więc przede wszystkim w szkole. Nie wystarczy, jak widać, przemianować dawne komitety rodzicielskie w szkolne rady rodziców, aby rzeczywiście uczynić z rodziców współodpowiedzialnymi, ale i współzarządzającymi szkołą. Aby skutecznie odesłać do lamusa historii stereotyp komitetu rodzicielskiego zbierającego składki (z resztą na pograniczu legalności), zasilające skąpy budżet szkoły, obraz jego przedstawicieli, wręczających nauczycielom kwiatki w Dniu Edukacji Narodowej i podczas zakończenia roku szkolnego, trzeba zdecydowanie i konsekwentnie zacząć wdrażać Europejską Kartę Praw i Obowiązków Rodziców, a zwłaszcza jej 8 punkt: „Rodzice i ich stowarzyszenia mają prawo wydawania opinii i przeprowadzania konsultacji z władzami odpowiedzialnymi za edukację na wszystkich poziomach ich struktur.”

Zapis ten pozwala na zaprojektowanie takiego modelu zarządzania lokalnymi systemami edukacji, w którym w zasadzie nie będzie miejsca na „wielką politykę” Ta nadal będzie grała pierwsze skrzypce na szczeblu ogólnopaństwowym – w Sejmie i Rządzie, przy ustalaniu prawa oświatowego, standardów edukacyjnych i podstaw programowych. Jednak w szkole, w mieście czy gminie to nie partie polityczne, które wszak stoją za wyborami wójtów i burmistrzów, rad gmin i powiatów – a wiec organów prowadzących szkoły, będą rozdawały karty w społecznych radach oświatowych. Rady te będą emanacją autentycznych sił społecznych środowiska lokalnego, będą urzeczywistnieniem idei samoorganizującego się wokół istotnych potrzeb zbiorowych społeczeństwa obywatelskiego. Stowarzyszanie się rodziców ułatwi im stawanie się rzeczywistymi „udziałowcami” tej wspólnotowej firmy, jaką powinna być szkoła! .

Czytaj również
  • http://liberte.pl USB

    Afiliacje autora
    Same afiliacje autora wskazują, że nie rozumie do końca istotnych problemów trawiących oświatę. Olbrzymim problemem na styku szkoła rodzice jest bardzo roszczeniowe podejście rodziców do szkoły, nie natomiast chęć współpracy. Do rzadkości należy współdziałanie środowiska rodziców i pracowników szkoły. Wynika to bardzo często z niezrozumienia przez samych zainteresowanych czym jest rodzicielstwo i obowiązki z nim związane. Często występuje dodatkowo bark zrozumienia specyfiki pracy w szkole nie z pojedynczym dzieckiem, lecz grupą, gdzie w klasach należy liczyć się z zespołami 30-40 osobowymi. Poza tym bark poczucia obywatelskiego w naszym narodzie jest dodatkową przeszkodą w budowaniu prawidłowych relacji w szkole.

  • http://lotowski.salon24.pl Jan Lotowski

    Jaka rola rodziców??
    Autor chyba żyje w innej Europie. NIC nie wspomniał o świętym prawie rodzica do wysłania (bądź nie) dziecka do jakiej szkoły uzna za stosowne. Zamiast świętych praw rodzica autor przytacza pisane euronowomową frazesy z Europejskiego Stowarzyszenia Rodziców.
    Widać wyraźnie, że dominuje tu myślenie kolektywistyczne.Sam rodzic jest zerem i nie ma na nic wpływu, ale jak się zrzeszy (dzięki pieniądzom z Unii…) w jakieś euro-stowarzyszenie to wtedy nagle staje się partnerem do rozmowy ze szkołą.

    Autor nie wiem na jakich podstawach, bo praktyka życia codziennego w szkołach całej Unii wygląda zupełnie przeciwnie, stwierdza, że rola rodzica zwiększa się, i ma on coraz większy wpływ na edukację swego dziecka, czego nie było w zacofanych społeczeństwach średniowiecza czy starożytnego Rzymu.

    Szanowny Panie Włodzisławie! Jest zupełnie odwrotnie! W tamtych czasach rodzic dysponował jeszcze swoim świętym i niezbywalnym prawem do posłania dziecka do tej szkoły, jaką uznał za najlepszą. Szkoły zaś uczyły nie tego co nakazuje ministerstwo edukacji, tylko tego co uznawały za najlepsze.
    Obecnie zaś, rodzic w wielu krajach Europy idzie do WIĘZIENIA gdy nie zechce posłać dziecka na PRZYMUSOWE zajęcia z adoracji homoseksualizmu (Anglia, Niemcy) zaś prywatne szkoły (czy to kościelne czy świeckie) są zmuszane do nauczania programu jakie zleca ministerstwo (łącznie z ohydną propagandą homoseksualną i promiskuityzmem. I Pan wspomina o prawach rodziców? Pytam: GDZIE???

    Poziom nauczania jest zaś tak fatalny, że kilkadziesiąt procent maturzystów nie potrafi płynnie czytać i pisać zdań, jak celnie zauważył tutejszy publicysta Jan Hartman w Wyborczej. (komentarz: http://lotowski.salon24.pl/460015.html

O autorze
*
WłodzisławKuzitowicz
pedagog