Rozmontować machinę strachu

Drukuj

Systematyczna akcja informacyjna rozładowująca społeczny strach przed uchodźcami jest jednym z ważniejszych kroków na drodze do wyborczego zwycięstwa liberalnej opozycji.

Latem bieżącego roku Instytut Obywatelski (think tank Platformy Obywatelskiej) opublikował raport pod nazwą „Polska wobec unijnej polityki migracyjnej” (1). Opracowanie to stanowi długo oczekiwane doprecyzowanie stanowiska największej partii opozycyjnej w kwestii problemu masowego napływu do Europy uciekinierów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Przez wiele miesięcy krytycy zarzucali ugrupowaniu Grzegorza Schetyny unikanie jednoznacznych deklaracji i lawirowanie pomiędzy oczekiwaniami liberalnych elit – opowiadających się za pomocą uchodźcom, a poglądami większości społeczeństwa – niechętnego przyjmowaniu przybyszy z innych kręgów kulturowych.

Wyimaginowany lęk

Liczni obserwatorzy sceny politycznej podzielają przekonanie, iż jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za wciąż wysokie notowania PiS jest powszechny w społeczeństwie polskim strach przed uchodźcami. Prezentując w tej kwestii nieugięte stanowisko partia Jarosława Kaczyńskiego umiejętnie podsyca i wykorzystuje te emocje. Kreuje swój wizerunek ostatniego obrońcy kraju przed inwazją „barbarzyńców”.

Lęk przed „obcym” wśród Polek i Polaków jest na tyle silny, iż są oni w stanie – w zamian za ochronę przed tym, w dużej mierze wyimaginowanym, zagrożeniem – wybaczyć rządzącym zamach na niezależność sądownictwa, upolitycznienie mediów publicznych, chaos w szkolnictwie i obronności, ograniczenia praw kobiet czy izolację kraju na arenie międzynarodowej.

Długoterminowa, systematyczna akcja informacyjna rozładowująca społeczny strach przed uchodźcami jest więc jednym z ważniejszych kroków na drodze do wyborczego zwycięstwa liberalnej opozycji nad obozem PiS. W tym kontekście inicjatywę IO należy ocenić pozytywnie. Spójrzmy, o czym konkretnie piszą autorzy opracowania – Paweł Zalewski i Konrad Niklewicz.

Imigrant to nie to samo, co uchodźca

Eksperci rozpoczynają swój raport od kluczowego rozróżnienia między pojęciem „uchodźcy” (osoba uciekająca przed prześladowaniami) i „imigranta” (osoba opuszczająca kraj macierzysty ze względów ekonomicznych). Są to dwa odrębne zagadnienia wymagające niezależnych od siebie rozwiązań. Tymczasem propaganda prorządowych mediów usilnie stara się postawić znak równości pomiędzy tymi terminami i jeszcze błędnie powiązać je z problemem terroryzmu.

O ile kwestia imigrantów zarobkowych wymaga szerszej dyskusji, to jak zwracają uwagę autorzy, przyjęcie uchodźców jest nie tylko powinnością moralną, ale też obowiązkiem państwa wynikającym z prawa międzynarodowego (Konwencja Genewska z 1951 r.). Poza tym napływ „świeżej krwi” do Europy to nie tylko zagrożenie, ale przede wszystkim szansa, z której w umiejętny sposób należy skorzystać.

Nie chowajmy głowy w piasek

Jak zauważają analitycy PO, w przewidywalnej przyszłości należy się spodziewać kolejnych fal uchodźców przybywających do Europy. Będzie to efektem nie tylko konfliktów zbrojnych, ale również trendów demograficznych i zmian klimatycznych. Od problemu więc nie da się uciec, a rolą polskiego rządu jest takie włączenie się w unijną politykę migracyjną, aby nadać jej kształt jak najbardziej zbliżony do naszego interesu narodowego.

Do podstaw takiej polityki autorzy zaliczają m.in. odzyskanie przez UE pełnej kontroli nad swymi granicami zewnętrznymi, zasadę, iż uchodźcy akceptują miejsce docelowe relokacji, a państwo przyjmujące posiada możliwość pełnego skontrolowania tych osób oraz prawo do decyzji o liczbie przyjętych.

Mając świadomość społecznych obaw eksperci podkreślają, iż władze polskie powinny zwracać szczególną uwagę na integrację przybyszy z resztą społeczeństwa, tak aby uniknąć zjawisk izolacji i radykalizacji. Zalewski i Niklewicz słusznie zauważają, że przemyślana polityka imigracyjna premiująca zwłaszcza osoby wykwalifikowane będzie miała bardzo pozytywny wpływ na polską gospodarkę (uzupełnienie wakatów na rynku pracy, większą ilość osób płacących składki emerytalne itp.).

Pacta sunt servanda

Kluczowe znaczenie dla naszej sprawczości na arenie międzynarodowej ma wiarygodność państwa, wynikająca z praktyki dotrzymywania zawartych umów. Tymczasem premier Szydło postanowiła nie respektować zobowiązania zaciągniętego przez poprzedni rząd, dotyczącego przyjęcia ok. 6 tysięcy uchodźców. Sprzeciw PiS był całkowicie motywowany względami krótkoterminowej polityki krajowej. Towarzyszyła temu retoryka antyniemiecka – czy szerzej – antyzachodnia, ale też chwilami bliska rasistowskiej.

Nie ulega też wątpliwości, iż tak otwarte sprzeniewierzenie się powziętym zobowiązaniom i odmowa solidarności wobec unijnych partnerów będzie miało dla Polski reperkusje w przyszłości, a ich formy możemy się dziś domyślać (np. ograniczenie środków pomocowych w przyszłym budżecie UE, brak poparcia dla polskich projektów itd.).

Kościoły swoje, PiS swoje

Dobrym pomysłem wykorzystanym w raporcie jest tabelaryczne zestawienie wypowiedzi polityków PiS ze słowami duchownych – od św. Jana Pawła II, przez papieża Franciszka po poszczególnych biskupów – przypominających o chrześcijańskim obowiązku udzielenia gościny i pomocy potrzebującym. Kontrast jest uderzający.

Nawiązanie do religii nie jest tu przypadkowe, bowiem w procesie przyjmowania uchodźców autorzy widzą ważną rolę Kościołów – katolickiego, prawosławnego oraz protestanckich (podobnie jak i samorządów).

Liczy się gest

Prezentowaną przez autorów krytykę stanowiska obecnego polskiego rządu w kwestii uchodźców można uzupełnić o jeszcze jedną obserwację. Gdyby celem PiS faktycznie było zablokowanie napływu uchodźców, a nie mobilizacja własnego elektoratu, to polskie władze prowadziłyby bardziej finezyjną politykę polegającą na unikaniu kursu kolizyjnego z UE, a nawet deklarowałyby chęć pomocy i pełną solidarność z partnerami. Natomiast sam proces przyjmowania mógłby być blokowany na niższym szczeblu pod pretekstem np. przedłużających się formalności.

Oczywistym jest też, iż te kilka tysięcy uchodźców – co do których przyjęcia zadeklarował się rząd Ewy Kopacz – nie miało decydującego znaczenia dla powodzenia unijnej polityki migracyjnej. Celem była przede wszystkim manifestacja chęci pomocy ze strony Warszawy, tak aby przywódcy Niemiec czy Włoch mogli zakomunikować swoim wyborcom, że obciążenia związane z napływem uchodźców ponoszone są solidarnie. Działanie to miało na celu zmniejszenie społecznego niezadowolenia w tych krajach – uderzającego w poparcie dla integracji europejskiej i wzmacniającego siły radykalne – niechętne Brukseli, ale bliskie Kremlowi.

Podsumowując, należy docenić, iż Platforma Obywatelska zajęła wreszcie jasne stanowisko w kwestii uchodźców. Jakkolwiek dostrzeżono obawy, jakie budzi napływ osób z innego kręgu kulturowego w tak homogenicznym społeczeństwie jak polskie, to jednak zwyciężyło poczucie humanizmu, rozsądku – również ekonomicznego i odpowiedzialności za wspólny europejski projekt.

Najbliższe miesiące pokażą, jak politycy tej partii będą w stanie skutecznie dotrzeć z tym przekazem do społeczeństwa. Nie ulega bowiem wątpliwości, iż zasięg raportów eksperckich jest bardzo ograniczony, a ugrupowanie rządzące komunikuje się ze swoim elektoratem wyjątkowo skutecznie.

Marcin Frenkel – absolwent WSMiP Uniwersytetu Łódzkiego, przygotowuje doktorat o roli paryskiej „Kultury” w kształtowaniu polskiej polityki wschodniej, członek zespołu redakcyjnego „Liberté!”

(1) Pełna wersja raportu na stronie <instytutobywatelski.pl>, 02.10.2017.

Foto: climatalk via Foter.com / CC BY-NC

Czytaj również
O autorze
*
MarcinFrenkel
Absolwent WSMiP Uniwersytetu Łódzkiego, przygotowuje doktorat o roli paryskiej „Kultury” w kształtowaniu polskiej polityki wschodniej.